poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Rozdział 21: Na Pokątnej

Pełnia szczęścia
Część 2
Rozdział 21: Na Pokątnej





Hermiona miała wyrzuty sumienia, że uległa Draco.
Wiedziała, że to tylko pocałunek i dla Malfoya niewiele będzie on znaczył. Ale wtedy też się tak zaczęło – od tylko pocałunku. Wtedy też myślała, że on nic nie zmieni. 
Ale pomyliła się i to bardzo.
Westchnęła, chcąc dodać sobie ulgi. Chciałaby móc tak po prostu poukładać sobie wszystko po kolei i zamknąć ten temat – jednakże dotyczył on Malfoya, a z Malfoyem nic nie jest proste. Mówi się, że zrozumienie kobiet jest trudne, ale powiedzenie to traci swoją wartość, kiedy zna się kogoś takiego jak Draco.
Przewidywanie jego reakcji było równie owocne, co wtaczanie kamienia na górę przez Syzyfa. Trudne, męczące i daremne, te trzy słowa doskonale opisywały tą czynność. Malfoy zawsze potrafił zaskoczyć i nawet gdyby wymyśliła tysiąc różnych sytuacji, które mogą wydarzyć się w poniedziałek, on i tak znajdzie tą unikalną, tysiąc pierwszą. 
Bała się jednej rzeczy – powtórki. Z jednej strony tak bardzo chciałaby, żeby do niej doszło, ale z drugiej była przerażona komplikowaniem obecnej – wystarczająco pokręconej – sytuacji jeszcze bardziej. Raczej rzadko się zdarza, że matka jest nianią własnego dziecka... Jednak kiedyś musi wyznać Malfoyowi prawdę.
Tutaj stawały przed nią pytania: kiedy? W jaki sposób? Z perspektywy czasu doszła do wniosku, że prościej byłoby wyrzucić to na jednym tchu, kiedy kandydowała na nianię Scorpiusa, aniżeli teraz. 
Poczuła nieprzyjemne łupanie w okolicach skroni. Od zbyt wielu myśli rozbolała ją głowa. Sięgnęła do stolika po zakładkę i zaznaczyła stronę książki, którą ostatnio czytała. Nie było sensu w siedzeniu z otwartą lekturą, na którą od dłuższego czasu nawet nie starała się zwracać uwagi.
Uznała, że póki co najlepiej udawać, że pocałunek niczego nie zmienił. Ewentualnie będzie improwizować, bo skoro żadne plany nie przynosiły skutku, to po co je wymyślać?
Postąpiła bardzo dobrze, ponieważ Draco również nie rozpamiętywał incydentu z piątku. Wręcz był w stosunku do niej jeszcze milszy niż poprzednio. Nie wiedziała, czy to z grzeczności, czy z poczucia winy, ale czuła wdzięczność za jego postawę. 
Nie potrzebowała większych komplikacji w obecnej sytuacji.



.*.*.*.



Życie zdążyło nauczyć Teodora, że skomplikowane plany na nic się zdają, bo zawsze coś musi się w nich popsuć. Stawianie na prostotę bądź pójście na żywioł za to przeważnie się sprawdzały – dlatego tak właśnie zamierzał postąpić.
Zgodnie z umową, całe zadanie spadło na Teodora. Wspólnie wypełnili zaproszenie dla niej ("A nie mówiłam, że kilka czystych kopii może się przydać?" – cieszyła się Astoria), które później czekało na oddanie w górnej szufladzie jego biurka w Malfoy Company.
– Draco! – zawołał wesoło, wchodząc do gabinetu kumpla pewnego dnia. – Zgadnij, kto cię dziś odwiedza.
Blondyn spojrzał przelotnie na Notta znad papierów, ale się nie odezwał, tylko wrócił do pracy.
Gdyby Teodor nie znał swojego przyjaciela i jego skłonności do bycia draniem, poczułby się urażony. Jednakże wieloletnia relacja przyzwyczaiła go do takich zachowań. Nott jak gdyby nigdy nic rozwalił się na krześle naprzeciw Malfoya i zaczął bawić się swoją różdżką.
– No dobrze, bardzo się cieszę, że wpadasz – odpowiedział w końcu z opóźnieniem Draco.
– Ale entuzjazm z ciebie bije – prychnął. 
– Zajęty jestem.
– Na wiadomość, że zamierzam dziś przekroczyć próg twoich skromnych włości powinieneś skakać ze szczęścia po sufit.
– To może następnym razem.
Draco pod czujnym okiem Notta dokończył pracę z aktualnie trzymanym dokumentem, po czym odłożył go na zgrabną kupkę rzeczy skończonych. Nie wziął się za dalszą pracę, tylko odchylił się do tyłu, wygodniej sadowiąc się w fotelu. Westchnął ciężko, po czym poluźnił elegancki, granatowy krawat, który miał tego dnia na sobie. Siedzieli tak obaj przez dłuższą chwilę, nie wydając z siebie nawet najmniejszego pomruku. 
– Chyba mam już na dzisiaj dosyć – powiedział Malfoy.
– To dlaczego sobie stąd nie pójdziesz? Tobie wolno.
Draco uniósł brew. To, że Nott także nie chciał tutaj siedzieć, było bardziej niż widoczne. Aura lenistwa wręcz z niego biła, ale rozumiał go – sam dzisiaj zmuszał się do pracy. Tylko jemu, w przeciwieństwie do przyjaciela, dobrze to wychodziło, bo jednak coś tego dnia udało mu się zrobić. Siedzący naprzeciwko czarodziej z pustymi oczami przestał bawić się kawałkiem drewna. Opuścił rękę na swoje udo i tak trwał przez chwilę. Wesołość sprzed kilku minut została zastąpiona poczuciem ciężkości.
– Wiesz, to jest myśl. Chodźmy sobie stąd. Nie mamy dzisiaj do roboty nic, co musi być na jutro… Kiedy indziej to odrobimy.
– Wreszcie mówisz do rzeczy! „Zajęty jestem” – przedrzeźniał Malfoya.
Draco zmrużył oczy, patrząc na kumpla dosyć groźnym spojrzeniem. Pogoda ducha wróciła do niego z prędkością światła. Może blondynowi udałoby się przekonać przyjaciela do zamienienia tej radości w pracowitość, ale skoro już się powiedziało „a”, to trzeba rzec „be” i zgodnie z propozycją należałoby opuścić Malfoy Company. Nott miał szczęście, że tego dnia i Draco nie chciało się czegokolwiek robić, bo w innym wypadku nie odpuściłby mu tak łatwo.
Malfoy zdjął do końca swój krawat i wcisnął go do przedniej kieszeni spodni.
– Poczekaj na mnie sekundę. Muszę jeszcze wpaść po coś do gabinetu.
W drodze do celu Teodor wprost nie mógł powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Poszło gładko i szybko, bez komplikacji, stresu, zawirowań losu, wysiłku. Najprościej jak się tylko dało.
Oczywiście mógł też szczerze powiedzieć Draco, że zamierzają z Astorią zaprosić Granger na ślub, ale wtedy nici z niespodzianki.
Szybko zgarnął z szuflady zaproszenie i rzucił na nie zaklęcie, które miało je chronić przed pogięciem, po czym wsunął je do kieszeni dokładnie w ten sam sposób, co Draco krawat. Kiedy wrócił do przyjaciela, żeby zakomunikować mu, że jest już gotowy, ten nie miał już na sobie marynarki oraz odpinał drugi guzik koszuli.
Trzeba się pospieszyć, zanim trafi do domu nagi – pomyślał z przekąsem.
Właściciel firmy zostawił jeszcze instrukcje dla pani Christine, jego sekretarki, a następnie wspólnie wyszli z gmachu przedsiębiorstwa. W ciągu kilku chwil pojawili się na wiejskiej, usypanej z kamieni dróżce i kroczyli ku ciemnej, metalowej bramie.
Granger ze Scorpiusem, tak jak wspólnie przewidzieli mężczyźni, siedzieli w ogrodzie na tym samym kocu, co podczas ich ostatniego pikniku. Malec rzucał krzywo złożonym samolocikiem z papieru, a Hermiona dyskretnie rzucała na niego zaklęcie Wingardium Leviosa, żeby zbyt wcześnie nie spadał na trawę. W dodatku manipulowała nim w taki sposób, że po kilku powietrznych akrobacjach zawsze lądował na kocu i nie musieli go szukać.
– Nie spodziewałem się po tobie takich oszustw. Nie wstyd ci? – spytał ją Draco, kiedy podeszli bliżej niej. Oczywiście zrobił to na tyle cicho, żeby zaaferowany zabawą Scorpius nie usłyszał o kłamstwie.
– Czasem nawet uczciwi ludzie muszą coś przeskrobać – stwierdziła krótko, patrząc się na stojącego obok Teodora. Pospiesznie wstała na równe nogi i odgarnęła włosy z twarzy. – Cześć Nott.
– Granger, kopę lat! Dawno się nie widzieliśmy.
– No jakoś tak wyszło – odparła niechętnie, chcąc uciąć temat.
Minęło pięć lat, odkąd ją ostatni raz widział, ale musiał przyznać, że wyglądała dokładnie tak samo, jak ją zapamiętał. Nawet gdyby przypadkiem spotkał ją gdzieś na ulicy, to i tak wiedziałby, że to ona. Poznałby ją z kilometra. 
– Cześć wujek – przywitał się również Scorpius, jednak nadal skupiał się bardziej na kawałku papieru, aniżeli na nowych przybyszach. Nie wyglądał również na tak szczęśliwego jak przed chwilą, ponieważ samolocik prawie w ogóle się nie unosił.
– Która godzina? Dzisiaj jesteś wcześniej niż zwykle...
– Trzynasta. Nie chciało nam się siedzieć w biurze, więc jesteśmy.
Takim to dobrze, wychodzą sobie kiedy chcą bez żadnych konsekwencji. A ty, szary człowieku, rób dopóki możesz – przeszło jej przez myśl. Cóż, Malfoy faktycznie mógł sobie na coś takiego pozwolić. Sam sobie był panem i nikt go przecież nie mógł zwolnić za wychodzenie sobie w środku pracy. A Teodor, wiadomo – jako przyjaciel właściciela firmy, w której pracował, od samego początku mógł liczyć na podobne przywileje. 
– To będę potrzebna, skoro wróciłeś? – chciała się upewnić.
– Raczej tak...
– No coś ty, Granger, zostań chociaż na chwilkę – wypalił Teodor, jednocześnie przerywając Draco. – Tyle czasu cię nie widziałem. Musisz opowiedzieć, co się u ciebie działo. 
Znowu to samo. Niedawno musiała kłamać Malfoyowi o ostatnich latach swojego życia i teraz ponownie przez to przejdzie. Na swoje nieszczęście nie była najlepszym kłamcą. Przez to dodatkowo zaczęła się denerwować. Zacisnęła dłoń na rąbku koszulki, którą tego dnia miała na sobie. Wiedziała, że nie doszłoby do takiej sytuacji, gdyby wcześniej się przyznała.
Cóż, za późno. Jeszcze dziś zaimprowizuje. To nienajlepsza sytuacja do rozmów tego typu. Wolałaby wyznać całą prawdę raczej na osobności, bez żadnych świadków. I musi to zrobić, najlepiej jak najszybciej. Kiedyś przecież i tak będzie musiała się przyznać, a w jej przypadku im później, tym gorzej. 
– Jasne, to świetny pomysł. – Na jej ustach pojawił się wymuszony uśmiech. Na szczęście nikt z obecnych tego nie zauważył.
Usiedli wspólnie na ławce w cieniu, a Scorpius poszedł do piaskownicy. Siedząca naprzeciwko chłopaków Hermiona pod stołem bawiła się rąbkiem, który jeszcze chwilę temu ściskała. Na jej twarzy, o dziwo, panował spokój. 
– Słyszałem, że byłaś w Australii – zaczął Teodor.
– Zgadza się – przytaknęła.
– I co tam porabiałaś ciekawego? W końcu spędziłaś tam spory kawał czasu... – dopytywał. 
– Pracowałam, miałam do załatwienia też kilka swoich prywatnych spraw. Nic szczególnego.
Nott zacmokał, po czym zwrócił się do Draco o zawołanie Szmiry i poproszenie ją o coś do picia. 
Hermiona była niezwykle wdzięczna szatynowi za pominięcie powodów, dla których opuściła Anglię. Chyba rozumiał, że Malfoy miał w tym swój udział. Zresztą, sam Draco dyplomatycznie milczał. Gdyby tylko wiedział, jak wielki był jego wkład...
Dowie się, niedługo – zagłuszyła cichy głosik w swojej głowie.
Na pytania Notta odpowiadała jak najkrócej się dało. Zdziwił się na wiadomość, że porzuciła naprawdę dobrą pracę w Australii, żeby wrócić do rodzimego kraju, gdzie zatrudniła się jako niania. Nie umiał tego pojąć, jednak nie chciała się jeszcze chwalić, że już niedługo zacznie karierę w brytyjskim Ministerstwie Magii. Wystarczyło, że jej przyjaciele o tym wiedzieli.
Wkrótce temat się zmienił, przez co bezgłośnie odetchnęła. W pewnym momencie przyjaciele zaczęli mówić coś o jakimś ślubie oraz o tym, że Astoria wybrała się dzisiaj coś załatwić. Domyśliła się, o co może chodzić, ale nie spodziewała się podobnego obrotu spraw...
– Bierzesz ślub z Astorią Greengrass? – przerwała im w pewnym momencie.
– Tak, Draco ci nie mówił? 
Rybka złapała przynętę, brawo Teo! – pochwalił sam siebie.
– Jakoś nie wspominał.
– A szkoda. Tak w ogóle – wytrącił niby przypadkiem – pomyśleliśmy z Astorią, że miło by było, gdybyś także pojawiła się na naszym ślubie. – W tym momencie wyjął z kieszeni zaproszenie i wręczył je dziewczynie. Ta podziękowała cicho, po czym zajrzała do jego środka.
– To już za miesiąc – stwierdziła, patrząc na napisane kursywą „7 września”. – To nie będzie żaden pro...
– Ależ skąd! Z tego co mi wiadomo, Draco nie zamierza przyprowadzić żadnej osoby towarzyszącej, więc co najmniej jedno miejsce jest wolne i będzie ono dla ciebie.
Malfoy zgromił przyjaciela spojrzeniem, ale potwierdził jego słowa.
– Więc? Przyjdziesz? – zapytał z nadzieją.
Hermiona pokiwała głową na znak zgody.
– Skoro nalegasz, to z przyjemnością przyjdę.



.*.*.



Draco wiedział, że Teodor celowo tego dnia wyciągnął go z firmy. Nie znał tylko motywów, jakie nim kierowały w zaproszeniu Granger na ślub, jednak nie czuł potrzeby dowiadywania się tego. Może za czasów jej pracy w Malfoy Company dogadywali się lepiej niż myślał? 
O ślubie Teodora i Astorii nie rozmawiali. Życie toczyło się spokojnie. Hermiona cały czas biła się z myślami, w jaki sposób przyznać się Draco do bycia matką Scorpiusa, ale strach i zdenerwowanie sprawiały, że słowa grzęzły w jej gardle, dłonie pociły się i zaciskały w pięści, a twarz bledła.
Dwa razy była o krok od wyznania prawdy.
– Malfoy... – zaczynała lekko drżącym głosem. Draco odwracał się wtedy w jej stronę. Emocje oczywiście zrobiły swoje i zamiast powiedzieć to, co planowała, odrzekła: – Miłego dnia.
I wychodziła z jego domu, by wrócić do niego następnego dnia rano, jeszcze bardziej bezsilna niż do tej pory.
Wściekała się za to sama na siebie, ale ponowna próba wyglądała niemal identycznie. Nie potrafiła się przyznać. Obecny układ był dla niej całkiem wygodny – brak kłótni, utrzymywanie regularnego kontaktu z synem...
I powoli mijał jej sierpień na biciu się z myślami. 
Do końca miesiąca zostało niewiele ponad tydzień. Hermiona została dłużej w pracy, ponieważ Scorpius chciał z nią skończyć wieżę z klocków. Właśnie wtedy Draco przypomniał sobie o pewnej ważnej kwestii.
– Młody, ty nie masz w czym wystąpić na weselu u wujka Teodora i cioci Astorii. Wyrosłeś z ostatniego garnituru. Musimy iść koniecznie na zakupy.
Na słowo „zakupy” Scorpius niesamowicie się ucieszył. Uwielbiał chodzić po Pokątnej, ponieważ tam zawsze znajdowało się coś ciekawego i za każdym razem udawało mu się wymusić na tacie wstąpienie do Lodziarni Floriana Fortescue. 
– Chodź z nami – poprosił ją Scorpius, który niechcący upuścił wtedy żółtego klocka. – Proszę...
– Ja też w sumie nie mam co na siebie włożyć, więc muszę się na nie wybrać i coś kupić...
Hermiona zerknęła na starszego Malfoya.
– Młody dobrze mówi. Ty pomożesz nam, a my tobie. To chyba dobry układ.
– W takim razie zgoda. Ale i tak tylko się rozejrzę, bo jeszcze nie myślałam nad tym, czego chcę.
Draco wzruszył ramionami. 
– Zrobisz jak uważasz.
Ustalili jeszcze wspólnie godzinę i miejsce spotkania, a następnie pomogli Scorpiusowi w budowie.



.*.



Ulica Pokątna, jak w każdy weekend, tętniła życiem. Wszędzie pełno było czarodziei, targających swoje zakupy lub stojących w kolejkach. 
Hermiona nie miała dzisiaj zbytniej ochoty na przeciskanie się wśród takiego tłumu, ale już obiecała Malfoyom, że wybierze się z nimi na te zakupy. Poza tym jeśli dziś kupi sukienkę, nie będzie musiała robić tego później i skreśli tą pozycję z listy rzeczy do zrobienia. A jeśli jej to nie wyjdzie, to zyska chociaż świadomość tego, co chce na siebie włożyć na ślub Nottów, co także było dla niej na plus.
Zgodnie z umową czekała na nich blisko przejścia do Dziurawego Kotła. Odetchnęła z ulgą, kiedy równo o dwunastej zobaczyła, że wkraczają na Pokątną. Całe szczęście, że się nie spóźnili, ponieważ ten dzień był naprawdę słoneczny i nie wytrzymałaby długo bez cienia.
– Cześć Granger – przywitał się z uśmiechem starszy Malfoy. – Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy – stwierdził z lekka ironicznie.
No tak, ostatni raz wczoraj – pomyślała szybko.
– Wspaniale – odparła krótko. 
Draco był tak wesoły, że jego świetny nastrój wręcz zarażał. W ciągu dosłownie chwili Hermiona zgubiła swą niechęć do dzisiejszych zakupów. Nawet wysoka temperatura przestała jej aż  tak dokuczać. Ze Scorpiusa także, zgodnie ze zwyczajem, biła energia. Ten chłopiec był taki uroczy... Hermiona miała stuprocentową pewność, że nawet gdyby nie był jej synem, nie potrafiłaby się na niego napatrzeć.
Można by więc rzecz, że pomimo tak pięknej pogody, to Malfoyowie rozświetlili jej dzień samą swoją obecnością.
Draco, przyzwyczajony do wydawania rozkazów, poprowadził swoją małą kampanię w stronę sklepu z ubraniami dziecięcymi. Do środka, o dziwo, tłum jeszcze nie zdążył dotrzeć. Jednak wystarczyło, że Hermiona zauważyła cenę jednej koszulki i już wiedziała, że to nie miejsce dla zwykłych, szarych czarodziejów. 
– Dzień dobry – przywitała ich od razu pani z obsługi. – Mogę w czymś pomóc? – Szeroko uśmiechnęła się do Draco. Ten jednak zerknął na stojącą obok Hermionę i wtedy raczył odpowiedzieć.
– Dziękuję, poradzimy sobie sami.
Dziewczynie, na oko młodszej od nich ze dwa, może trzy lata, szybko zrzedła mina. Na jej usta wstąpił profesjonalny, lekko wymuszony uśmiech. 
To, że Malfoy był stałym bywalcem tego miejsca, było widać jak na dłoni, bo dosyć sprawnie się po nim poruszał. Wiedział, gdzie może znaleźć poszczególne części garderoby.
Wspólnie wybrali kilka ładnych garniturków dla Scorpiusa, a każdy z nich był wart więcej niż wszystkie rzeczy, które na sobie wtedy miała. Namówienie chłopca do przymiarki ubrań to trudne zadanie, przekonała go dopiero obietnica pójścia na lody do lodziarni Floriana Fortescue. Mimo to i tak nie wykazywał wielkiej chęci do ciągłego przebierania się.
W końcu zdecydowali się na granatowy garniturek i błękitną koszulę. Scorpius wyglądał w nich jak prawdziwy aniołek, aż uśmiech sam wpływał na jej usta, kiedy na niego patrzyła.
– Muszę namówić Teodora, żebym jako drużba też poszedł w granat – stwierdził Draco, przyglądając się uważnie synowi.
– Obawiam się, że nie będziesz wyglądał tak dobrze – bąknęła cicho Hermiona.
– Łamiesz mi serce, Granger.
– Nie moja wina, że młody jest przystojniejszy. – Wzruszyła ramionami. Uśmiech na jej twarzy zdradził, że nie traktuje tych słów na poważnie.
Malfoy groźnie zmrużył oczy, ale nijak nie skomentował jej słów.
Ich następnym celem był sklep z ubraniami dla dorosłych. Krocząc przez Pokątną, musieli wstąpić na chwilę do centrum wszystkich fanów sportu, „Markowego sprzętu do Quidditcha”, gdzie koniecznie chciał wstąpić Scorpius. Ojciec, jako dawny zawodnik drużyny Slytherinu, wprost nie potrafił odmówić sobie i jemu tej przyjemności. Hermiona, chcąc nie chcąc, poszła za nimi. Spędzili tak pół godziny oglądając złote znicze szybko przemieszczające się w specjalnej szklanej misie o kształcie kuli oraz wyczyny młodego chłopaka reklamującego najnowszy model Błyskawicy.
– Jeszcze troszkę podrośniesz i kupię ci dziecięcą miotłę. Im wcześniej zaczniesz latać, tym lepiej będzie ci szło w Hogwarcie.
– Ja chcę teraz – wyjąkał malec patrząc z zachwytem na akrobacje.
– Jesteś jeszcze za mały, brzdącu. Ale za rok bierzemy się za trening. Tatuś też nie może się doczekać.
Towarzysząca im dziewczyna nie mogła się nie oprzeć wrażeniu, że wyglądali identycznie, kiedy byli zachwyceni – ten sam błysk w oku, tak samo rozchylone usta, to samo skupienie. 
W końcu pokaz się skończył i wtedy Draco przypomniał sobie o prawdziwym celu ich wycieczki na Pokątną. Wyszli więc i poszli do „U Lady Lancaster”. O tym miejscu akurat Hermiona miała przyjemność słyszeć – w przeciwieństwie do sklepu z odzieżą dziecięcą – jednak nigdy nie wchodziła do środka. To miał być jej pierwszy raz.
W środku przywitał ją piękny kwiatowy zapach. Duże pomieszczenie zostało podzielone na dwie części, po prawej znajdował się dział kobiecy, po lewej męski. Malfoy od razu poszedł na prawo, twierdząc, że garnitur musi wybrać z Nottem. Jako drużba miał pewne wytyczne co do stroju.
Hermiona, biorąc przykład z blondyna, zaczęła rozglądać się po kreacjach. Nie zdążyła jednak żadnej przyjrzeć się dokładniej, kiedy Draco ją zaczepił.
– Granger, przymierz tą – wskazał jej bordową sukienkę przed kolano na grubych ramiączkach.
– To chyba nie jest mój kolor... 
– Przez siedem lat nosiłaś szaty z dodatkiem czerwieni. Nie denerwuj mnie i załóż to. – Podał jej wieszak. – No zrób to dla mnie.
– Ale tylko przymiarka, nic więcej – zaznaczyła przy odbiorze ubrania.
– No tak, przecież i tak miałaś się rozejrzeć, to chyba parę przymiarek cię nie zbawi.
Miał rację. Niechętnie ruszyła w stronę przymierzalni, mając nadzieję, że Malfoy długo nie będzie jej maltretował. Doszła do wniosku, że dużo lepiej na podobnych zakupach dogadałaby się z Ginny, która doskonale znała jej gust, nie to co on. On będzie się upierał, namawiał ją do strojów, które absolutnie do niej nie pasują i dodatkowo są za drogie na jej budżet. Cieszyła się, że od razu zaznaczyła, że podczas tego wyjścia chce zrobić tylko rozeznanie, inaczej skończyłaby ubrana w coś, co kompletnie jej się nie podoba.
Cholerny Malfoy i jego upór.
Kiedy wyszła z przebieralni Draco już na nią czekał. Za jedną rękę trzymał dłoń Scorpiusa, w drugiej natomiast kolejne dwa wieszaki. Spojrzał na dziewczynę krytycznym wzrokiem, poprosił o obrót, po czym cmoknął i rzekł.
– Chyba naprawdę zbyt wiele ciemnej czerwieni do ciebie nie pasuje. 
Hermiona założyła ręce na biodra i uraczyła go spojrzeniem pod tytułem „A nie mówiłam?”. Przewrócił teatralnie oczami.
– No co? Nie ma ludzi nieomylnych, czasem takim geniuszom jak ja nawet się zdarza. Przymierz jeszcze te dwie i nie patrz tak na mnie, bo bazyliszkiem nie jesteś i samym wzrokiem mnie nie skrzywdzisz.
Posłuchała go. Zielona suknia do samych kostek również ich nie przekonała, fioletowa była strasznie niewygodna... Późniejszych kilka sukienek też miało w sobie coś, co sprawiało, że nie podobały się pannie Granger. 
Po którejś z kolei, kiedy Hermiona stwierdziła, że ma dość i już wychodzi, Malfoy przyniósł jej błękitną kreację z obietnicą, że to ostatnia.
– Nie uważasz, że to ja powinnam sama wybierać, co chcę przymierzyć, a ty tylko byś powiedział, czy dobrze na mnie leży...
– Już nie marudź, znając ciebie wybrałaś byś wszystko to, czego nawet moja prababka by nie włożyła. I radzę ci się pospieszyć, bo to chyba koniec cierpliwości małego. – Kiwnął głową w stronę syna, który faktycznie nie wyglądał na zadowolonego.
Pokręciła głową, nie chcąc mu wypominać, że to samo mówiła od ponad pół godziny, po czym zniknęła za zasłonką. Przyjrzała się kolejnej propozycji Malfoya. Do tej pory to chyba najładniejszy strój, jaki jej przyniósł. Miała cienkie ramiączka i od talii została wykonana z pięknego, miękkiego i zwiewnego materiału. Jej jedyną wadą był niewygodny suwak z którym nie mogła poradzić sobie sama. Jej różdżką opiekował się Draco, którego musiała poprosić o pomoc.
– Malfoy, chodź tutaj na chwilę – zawołała go. – Zapniesz? 
Pokiwał głową potakująco, więc odwróciła się do niego tyłem. Dziwnie się czuła kiedy stał tak blisko. Miała szczerą nadzieję, że nie zauważył gęsiej skórki, której wtedy dostała. Ciężko byłoby ją wytłumaczyć, kiedy na dworze panował taki upał. 
Kiedy sam uporał się z zamkiem błyskawicznym, odsunął się od niej, aby krytycznym okiem kolejny raz tego dnia ocenić jej wygląd. A musiał przyznać, że to był jego najlepszy wybór. Granger naprawdę ślicznie wyglądała. Malfoy uśmiechnął się pod nosem z satysfakcją. Nawet z rozmiarem trafił idealnie. 
– I jak? – spytała go dziewczyna, kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywał, wyłącznie przyglądając się jej.
– To chyba to – odpowiedział lakonicznie. 
Odwróciła się do lustra i przyjrzała się swojemu odbiciu. Ten jedyny raz się z nim zgadzała. Ten kolor i fason pasował do niej jak ulał, nawet czuła się w niej dobrze.
– Nie bierzesz jej? – zdziwił się Draco, kiedy wyszła z przebieralni w już swoich ciuchach i zamiast skierować się do kasy, poszła odwiesić sukienkę.
– Miałam dzisiaj tylko się rozejrzeć. Jeszcze z Ginny zamierzałam iść na zakupy, z nią wybiorę coś ostatecznie – zapewniła go z uspakajającym uśmiechem.
Co z tego, że Ginny jeszcze o tym nie wie – przeszło jej przez myśl.
Draco popatrzył na nią z wyraźnym zwątpieniem, ale nijak tego nie skomentował. Zamiast tego zawołał syna i z zadowoleniem oznajmił, że czeka go obiecany deser.
Szczęście wypisane na twarzy Scorpiusa było wprost nie do opisania. 






______________
Cóż, to już prawie koniec Wielkanocy, ale i tak życzę Wam wszystkiego, co najlepsze <3
Feltson

24 komentarze:

  1. Ale zrobiłaś mi niespodziankę. Nie spodziewałam się rozdziału 😂😂 Jak zawsze wyszło cudnie👌👌 Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie mu powie. Powodzonka 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, cieszę się, że niespodzianka wyszła :D ❤

      Usuń
  2. Rozdział wspaniały, bardzo dobrze mi się go czytało nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrobiłaś nam niespodziankę na końcówkę świąt! Jestem ciekawa czy powie mu na ślubie i jeśli możesz to wiesz już ile zostało rozdziałów do końca? Rozdział świetny jak zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziałów będzie 25, więc już nie dużo :D I dziękuję ❤❤

      Usuń
  4. Ooooo ❤❤❤
    Wspaniale, że dodałaś rozdział! Nie mogę się doczekać, kiedy on dowie się prawdy! Mam dziwne przeczucie, że może to się wydarzyć w trakcie lub po weselu Notta XD no ale nic, poczekamy, zobaczymy hihihi
    Życzę dużo weny!
    Pozdrawiam ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy nie mogą się tego doczekać :D ❤ I również pozdrawiam!

      Usuń
  5. Rozdział wyszedł świetny!!💕 Czekam na kolejny. Mam nadzieję ze Malfoy już niedługo dowie się prawdy. Pomysł z tym ślubem Astorii i Notta po prostu idealny! A reakcja ekspedientki po porostu nie ziemska!!
    Pozdrawiam! 💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤ Bardzo mi miło :D
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Weszłam przypadkiem myślę przeczytam i jestem zachwycona :D
    Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału!

    Pozdrawiam
    Nikola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie i także pozdrawiam ❤❤

      Usuń
  7. Super rozdział, kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś czytałam twojego bloga i z racji czekania na rozdział zapomniałam o nim xD I dzisiaj przypadkiem na niego trafiłam. I mam nadzieję, że znowu o nim zapomnę I przypomnę jak będzie już skończony xD żeby jeszcze raz od początku go przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, też mam taką nadzieję! :D
      Feltson ❤

      Usuń
  9. Czekam z niecierpliwością na kontynuację.
    Całusy
    Mia

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyjemny rozdzial. Nie moge sie doczekac nastepnego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne opowiadanie! Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Skończyłam czytać Zenit skrajnych uczuć, wszystkie miniaturki i w ekspresowym tempie zabrałam się za to opowiadanie. Nie spodziewałam się kompletnie takiej fabuły, było to dla mnie zaskoczenie ale miłe także nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!:D Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i ponownie życzę weny!
    /W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że moje prace przypadły ci do gustu ❤❤ To bardzo motywujące!:)
      Feltson ❤

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia