niedziela, 7 października 2018

Rozdział 25: Ty, Scorpius i ja

Pełnia szczęścia
Część 2
Rozdział 25: Ty, Scorpius i ja



Uczucie, jakie towarzyszyło Hermionie podczas czytania krótkiej wiadomości od Malfoya, było wprost nie do opisania. Nie sądziła, że ich rozmowa o przeszłości coś zdziała, a jednak... Nie zabierze jej syna. Nie zabroni mu kontaktu z nią. Miała ochotę płakać ze szczęścia. Jutro się z nim zobaczy...
Następnego dnia Hermiona pojawiła się przed domem Draco punktualnie o siedemnastej. Zadzwoniła dzwonkiem drżącą dłonią. Na reakcję nie musiała długo czekać – po chwili usłyszała zdeformowany przez drzwi głos Scorpiusa. Drzwi otworzyły się powoli – za sprawą Draco, jak podejrzewała – a czekający po ich drugiej stronie chłopczyk wybiegł ku niej.
– Hermiona! – zawołał.
Dziewczyna kucnęła i pozwoliła, by dziecko się do niej przytuliło. Serce biło jej tak mocno, że dziwiła się, że chłopczyk tego nie poczuł. Nie mogąc się powstrzymać, pocałowała go w czoło, całkowicie ignorując wpatrującego się w nich Draco. Teraz już mogła sobie pozwalać na takie gesty – przestała być nianią, a stała się mamą...
– Cześć – powiedziała cicho.
– Bardzo byłaś chora? – spytał Scorpius, odsuwając się od niej. Widząc uśmiech na jego twarzy, natychmiast odpowiedziała mu tym samym. Świadomość, że chłopiec tęsknił za nią tak bardzo, jak ona za nim, była niezwykle budująca.
Hermiona zerknęła przelotnie na starszego z Malfoyów, jakby chciała się upewnić, że na pewno ma okłamać syna. Powiadomił ją w liście, że przez ostatni tydzień Scorpius był święcie przekonany o jej chorobie, jednak wolała zyskać pewność, czy nadal ma podtrzymywać kłamstwo. A może po prostu szukała pretekstu, by spojrzeć mu w oczy? Draco uniósł brwi, jakby on sam czekał na jej odpowiedź.
– Tak, dlatego nie mogłam do ciebie przyjść. Nie chciałam cię zarazić – oznajmiła pogodnie. – Ale teraz już czuję się bardzo dobrze.
Informacja ta niesamowicie ucieszyła Scorpiusa. Zanim młody zaciągnął ją do swojego pokoju, gdzie zamierzał pokazać jej laurkę, którą dla niej narysował, Draco powiadomił ich, że w razie potrzeby jest u siebie.
Hermiona nie wiedziała, czy się przesłyszała, czy też nie, ale nie odnotowała w tej wypowiedzi chłodu, z którym zwracał się do niej jeszcze kilka dni temu.



.*.*.*.*.*.*.*.



Draco planował wykorzystać obecność Granger, która skutecznie zajmowała Scorpiusa, w produktywny sposób. W ciągu ostatniego tygodnia narobił sobie sporych zaległości w dokumentach. Nie chcąc zwalać swojej działki na panią Christine, zabrał dokumenty ze sobą do domu. Wciąż jednak niewiele udało mu się z nimi zdziałać – popracował trochę poprzedniego wieczoru, kiedy chłopiec poszedł spać. Dzisiaj natomiast nie potrafił skupić się na papierach. Słysząc przez uchylone okno w jego gabinecie śmiech Hermiony i jego syna, wprost nie mógł się powstrzymać przed patrzeniem na nich. Tak więc, zamiast siedzieć przy biurku i pracować, był tyłem do niego i wyglądał przez okno tak, by nie zostać dostrzeżonym.
Nie wiedział, w co się bawią, choć w jakimś stopniu przypominało mu to berka. Wyglądali na zachwyconych swoim towarzystwem. Z twarzy Granger nie schodził uśmiech. Nie dziwił jej się – w końcu zaczęła odzyskiwać to, co straciła. I chociaż bardzo chciał być na nią wściekły za to, że porzuciła swojego syna, to nie umiał. Pożerające poczucie winy nie dawało mu spokoju, a skoro już nie obwiniał tylko jej, jego złość rozłożyła się na nich oboje.
Kiedy tak obserwował bawiącą się dwójkę, uświadomił sobie, że tęsknił za nią. Chociaż w tej chwili fizycznie była niedaleko – w końcu znajdowała się kilkanaście metrów od niego – to tamtego pamiętnego wieczoru oddalili się od siebie. Może gdyby wtedy nie zareagował tak ostro, wszystko byłoby jak poprzednio? Chciałby wrócić do chwili, kiedy siedział z nią na pomoście, a czas wolny umilali sobie pocałunkami i rozmową. Pragnął tak jak jeszcze nie dawno siedzieć z nią i Scorpiusem w piaskownicy, śmiać się i niczym nie przejmować. Albo kłócić się o to, jak ma nazwać swoją sowę. Z chęcią cofnąłby się do paru wydarzeń sprzed jego ucieczki – znów poszedłby z nią na randkę, obejrzał jakiś głupi film romantyczny albo wypił wino w Paryżu... I chciałby być teraz tam, z nimi. 
Jaki on był głupi, że ją zostawił. Z chwili na chwilę coraz bardziej to sobie uświadamiał.
Odszedł od okna, kiedy Granger spojrzała wprost na nie. Chociaż był pewny, że nie mogła go zobaczyć – w końcu stał skryty za firanką w bezpiecznej odległości – to i tak poczuł się nieswojo. Usiadł przy biurku i chociaż starał się zrobić cokolwiek, śmiechy dwóch osób, które kochał nie pozwalały mu się skupić. Siedział z piórem w ręku, nawet nie patrząc na papiery.
A właściwie, to dlaczego miałbym nie spróbować? – przeszło mu nagle przez myśl. Wtedy, kiedy ją zostawił, nawalił po całości, ale teraz nie mógł już sobie odpuszczać.
Chciał naprawić swój błąd. Bardzo.
Rzucił pióro na blat i czym prędzej wyszedł ze swojego gabinetu. W nosie miał papiery, mógł dzisiejszej nocy nie spać, by je wypełnić, ale w tej chwili miał coś innego do roboty.
Kiedy wyszedł przed dom, uciekający przed Hermioną Scorpius od razu go zauważył. Zaczął biec w jego kierunku z uśmiechem. Nawet nie zauważył, że w połowie drogi Granger przestała go gonić. 
– W co się bawicie? – spytał syna, kiedy ten przytulił się do niego. Głaskał jego włoski i patrzył na niepewnie idącą w ich kierunku Granger. 
– W złodzieja i aurora – oświadczył zadowolony chłopczyk. – Ja jestem złodziejem, a Hermiona aurorem. Jak mnie złapie, to pójdę do więzienia. Ale jeszcze mnie nie złapała – oznajmił z dumą.
Draco nadal się w nią wpatrywał. Ona czuła się speszona intensywnością jego spojrzenia. A przecież jeszcze niedawno twierdził, że nie może na nią patrzeć... Zatrzymała się parę metrów od nich, jednocześnie starając się, by na jej policzki nie wpłynął rumieniec.
– A może do was dołączę? – zaproponował chłopak. – I tak już skończyłem z zaległościami – skłamał gładko. 
– Tak! Tato pobaw się z nami – poprosił zadowolony tą wizją Scorpius. – Jesteś aurorem!
I odbiegł od ojca najszybciej jak potrafił. Draco zaczekał kilka sekund i dopiero wtedy zaczął go gonić. W przeciwieństwie do Granger, on długo nie udawał, że młody jest od niego szybszy. Kiedy go złapał, Scorpius kazał się zaprowadzić do więzienia. Dopiero po posadzeniu chłopca na ławkę Draco dostał od niego przyzwolenie na łapanie Hermiony. 
Ta, stojąc w znacznej odległości od nich, nie wzięła na serio zamiarów Malfoya. Jednak gdy tylko dostrzegła, z jaką prędkością do niej biegnie, zaczęła uciekać na poważnie. Ale wtedy było już za późno. Gdy dobiegła do najbliższego drzewa, poczuła, że łapie ją w talii. Później wszystko stało się niemal w sekundę. Najpierw Draco przyciągnął ją do siebie, a następnie pociągnął za drzewo, które w tamtym momencie miała zamiar minąć. Obrócił ją w swoich ramionach i przycisnął do pnia, żeby nie mogła uciec. Na wszelki wypadek jedną ręką wciąż obejmował ją w pasie, natomiast drugą opierał o drzewo.
– Mam cię – wyszeptał.
Hermiona czuła, że robi się jej gorąco. Był naprawdę blisko – ich oddechy mieszały się ze sobą, a nosy prawie stykały. Spojrzała mu w oczy. Dostrzegła w nich iskierki zadowolenia, a nie błyski złości, jakie jeszcze niedawno mu towarzyszyły.
Myślała, że ją pocałuje. Liczyła na to, jednak tego nie zrobił. Nie wiedziała, czy nie chciał, czy po prostu nie zdążył. Chwilę po tym jak zniknęli z zasięgu wzroku Scorpiusa, ten przybiegł zobaczyć, co się u nich dzieje. 
– Hermiona też idzie do więzienia! – Na dźwięk głosu dziecka odsunęli się od siebie.
Draco z uśmiechem spojrzał na lekko zarumienioną Hermionę.
Kusił ją tak przez cały dzień. Kiedy bawili się w piaskownicy jak kiedyś, ciągle – niby przypadkiem – dotykał jej dłoni. Zawsze był obok niej, jakby nie mógł nasycić się jej obecnością. Przez ten cały czas serce biło jej szybciej j zastanawiało ją, jakim cudem jeszcze dobrze się czuje. Zaproponował jej także, żeby została na kolacji. Scorpius – usłyszawszy to – nie odstępował jej krok i wymusił obietnicę, że to ona dziś opowie mu bajkę na dobranoc. Podczas posiłku ciągle na nią patrzył tak, jakby to ona była daniem głównym. 
Nie kryła zaskoczenia jego nagłą zmianą zachowania. Jeszcze kilka dni temu zachowywał się tak, jakby ponownie jej nienawidził, a dziś traktował ją w skrajnie inny sposób. Nie chciała jednak unosić się dumą i tego psuć. Sama za nim tęskniła...
Czekał na nią, kiedy usypiała Scorpiusa. Chłopiec – zadowolony, że w końcu usłyszy bajkę, o którą tak długo nie mógł się doprosić ojca – przez długi czas nie mógł zasnąć. Zdziwił ją widok Malfoya nonszalancko opartego o framugę drzwi.
– Musimy pogadać – stwierdził poważnym tonem.
Pokiwała głową na znak zgody. Draco nie ruszył nawet kroku, jakby fakt, że stoją na korytarzu przed pokojem syna ani trochę mu nie przeszkadzał.
– Nie będę ci utrudniał kontaktów z dzieckiem – powiedział prosto z mostu.
Hermiona nie wiedziała, co powiedzieć. Zaskoczył ją taką bezpośredniością. 
– Dziękuję... – Jej głos pełen był wdzięczności. 
Draco odbił się od ściany i stanął przed nią prosto. Ręce włożył do przednich kieszeni spodni.
– Ale musisz mi coś obiecać – zaznaczył. – Już nigdy nie znikniesz z... – zawahał się na moment. Chciał wymusić na niej obietnicę, że nie zniknie z ich życia, ale uznał, że na takie przyrzeczenia czas będzie później. Teraz postanowił skupić się tylko na Scorpiusie.  – Z jego życia.
– Nigdy w życiu – przyrzekła z mocą.
– Jeśli chcesz, nadal możesz się nim opiekować, póki nie znajdę nowej niani. Zastanów się nad tym, dobrze? Jeszcze jutro wezmę go ze sobą...
– Jasne – odpowiedziała, chociaż doskonale znała odpowiedź na jego pytanie. – A, Malfoy... – zaczęła niepewnym tonem. Chłopak kiwnął lekko głową w jej kierunku, zachęcając ją do zadania pytania. – Kiedy powiemy Scorpiusowi?
Zmarszczył brwi, zastawiając się nad tym, co jej powiedzieć.
– Myślałem nad tym – przyznał. – Ale jestem zdania, żeby jeszcze chwilę zaczekać. Przynajmniej do momentu, aż znajdę nową opiekunkę. Jak zobaczy, że mimo wszystko nadal z nim jesteś, to inaczej to zrozumie. Ma cię za nianię, a nie mamę.
– Dobrze, niech tak będzie – zgodziła się. Z jednej strony przyznawała mu rację, ale z drugiej nie mogła się doczekać tej chwili. 
Draco zrobił krok w jej kierunku. Był teraz prawie tak blisko jak wtedy, kiedy przyparł ją do drzewa. Nie odsunęła się.
– Przyjdziesz jutro, tak jak dziś? – zapytał cicho. Poczuła jego ciepły oddech na swoim policzku.
Nie potrafiła mu odmówić.
– Przyjdę.
Wtedy pocałował ją krótko. Nie zdążyła nawet odpowiedzieć na jego pieszczotę, bo odsunął się, pozostawiając po sobie pustkę. 
Kusił ją dalej.
– W takim razie do jutra, Granger. O tej samej godzinie.



.*.*.*.*.*.*.



Kiedy tylko wróciła do domu, wciąż było jej gorąco, a w jej myślach gościł Malfoy. 
Dzisiaj miała okazję poczuć się tak, jak jeszcze kilkanaście dni temu, kiedy Draco jeszcze nie poznał prawdy. Dzisiejszy dzień uznała za niezwykle udany, nawet jeśli wciąż na ustach czuła jego wargi. Chciała, żeby pocałował ją jak wtedy, gdy siedzieli na pomoście w dworku Notta. 
Z głębokiego zamyślenia wyrwało ją ciche stukanie w szybę. Za oknem czekała na nią mała, szara sówka. Hermiona wpuściła ją i poczęstowała ulubioną karmą jej własnej pupilki. Zwierzątko czekało na nią, co oznaczało, że wiadomość jest pilna i nadawca oczekuje odpowiedzi. Toteż dziewczyna postanowiła nie zwlekać z odczytaniem jej treści.

Hermiono,
Mam nadzieję, że pamiętasz o mojej propozycji sprzed trzech miesięcy. Szef Departamentu do Spraw Mugolskich zrezygnował dziś z posady. Dałabyś radę przyjść jutro o 16 na rozmowę kwalifikacyjną? Nie zapomnij też odesłać swojego CV w wiadomości zwrotnej.
Kingsley
Ps. Przepraszam, że tak późno, ale dużo się dzisiaj działo w Ministerstwie. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.

Dziewczyna natychmiast znalazła kawałek papieru, na którym odpisała Shackleboltowi. Z komody w sypialni wyciągnęła przygotowane kilka tygodni wcześniej na tą okazję CV. Dopiero, kiedy odesłała sowę, zadowolona Hermiona usiadła na kanapie. Jej życie stabilizowało się coraz bardziej, co niesamowicie ją cieszyło.
Musiała tylko jeszcze powiadomić Malfoya, że jednak jutro ich nie odwiedzi. Spojrzała przelotnie na zegarek i skrzywiła się. Było już późno. Wysłałaby do niego sowę, ale nie wiedziała, ile czasu zajęłoby jej dotarcie do niego.
Patronus! – doznała nagle olśnienia. Sięgnęła po różdżkę i pomyślała o swoim pierwszym dniu w Hogwarcie. Pewnym głosem powiedziała:
– Expecto Patronum!
Ale nic się nie stało. Spróbowała więc jeszcze raz, lecz i to nie przyniosło żadnego rezultatu. Zdziwiona zmarszczyła brwi. Czyżby to już nie było najszczęśliwsze wspomnienie, jakie posiadała?
Oparła się plecami o miękką tapicerkę. Przecież to niemożliwe, że nie była w stanie wyczarować patronusa! Przymknęła oczy i postarała się przypomnieć jedno z niedawnych wydarzeń, podczas których czuła się naprawdę szczęśliwa.
Nie musiała długo się zastanawiać. Niemal od razu pomyślała o weselu Nottów i jej spacerze z Draco. Wspomniała także chwilę, kiedy po powrocie usypiała Scorpiusa, jeszcze nieświadoma przyszłych wydarzeń. Wtedy poczuła, że naprawdę jest ważna w ich życiu. 
Uniosła różdżkę i jeszcze raz wypowiedziała formułę zaklęcia.
Kiedy uchyliła oczy, uderzył w nią blask światła. Wtedy zamarła. Jej patronus wcale nie przypominał wydry, którą spodziewała się ujrzeć. Poświata była znacznie mniejsza i uformowała się na kształt... malutkiej fretki. Dziewczyna wybałuszyła oczy, przyglądając się zwierzątku. Jej patronus zmienił się. Wiedziała, że takie rzeczy się zdarzają, ale mimo to nie spodziewała się takiego obrotu spraw.
Nie wysłała mu wiadomości w ten sposób. Nie chciała, żeby Malfoy zobaczył tę fretkę. Dlatego napisała na pergaminie przeprosiny i zapewnienie, że przyjdzie w środę. Miała nadzieję, że go nie obudzi.
Skąd mogła wiedzieć, że siedział właśnie nad papierami, które porzucił na rzecz spędzenia czasu z nią i synem?



.*.*.*.*.*.



Rozmowa z Kingsleyem przebiegła bardzo dobrze. Shacklebolt przyjrzał się jej wynikom z owutemów, a potem opowiedział o zwyczajach panujących w brytyjskim Ministerstwie Magii.
– O tym, co będziesz robić w swoim departamencie doskonale wiesz – zauważył celnie. Hermiona tylko się uśmiechnęła.
Na sam koniec zapewnił ją, że nie znajdzie się nikt lepszy na jej miejsce. Mieszanka jej niesamowitych wyników w nauce, pochodzenia i doświadczenia nabytego w australijskim Ministerstwie na tym samym stanowisku sprawiała, że nie miała sobie równych.
– W piątek wyślę ci wiadomości sową – oznajmił na sam koniec. – Jeśli nie znajdzie się nikt lepszy, będziesz mogła zacząć od pierwszego października.
Chociaż miała tę pracę jak w kieszeni, to nie cieszyła się tak bardzo, jak powinna. Cały czas myślami uciekała do Malfoyów – zastanawiała się, co właśnie robią, jak się czują... Udała się z nowymi wieściami do swoich przyjaciół, jednak i to nie pomagało.
– ... i wszędzie cię oprowadzę, w końcu będziesz musiała się orientować gdzie co jest! – trajkotał zadowolony Ron, kiedy dziewczyna przekazała im nowiny.
Harry tylko pokręcił głową, słysząc słowa kumpla. Jego siostra okazała się dla niego mniej delikatna.
– Tak, bo Hermiona przenigdy nie była w Ministerstwie Magii – prychnęła, przewracając oczami. Zignorowała zdenerwowane spojrzenia brata, jakimi ją częstował od tamtej chwili.
Ginny czuła, że coś jest na rzeczy, ale o nic nie wypytywała Hermiony na siłę. Uznała, że jeśli będzie chciała się zwierzyć, to na pewno do niej przyjdzie sama. Nie zatrzymywała jej także, kiedy zdecydowała się wrócić do domu. Podejrzewała, że jej przyjaciółka potrzebuje chwili samotności, aby wszystko poukładać sobie w głowie. W końcu ostatnio w jej życiu działo się naprawdę wiele.
 W domu Hermiona wciąż myślała o Draco i Scorpiusie. W końcu, niewiele się nad tym zastanawiając, zabrała ze sobą różdżkę oraz klucze, po czym wyszła z mieszkania. Chciała ich zobaczyć, choćby przez chwilę.
Kiedy Draco otworzył drzwi, na jego twarzy pojawiło się czyste zdziwienie.
– Granger? Co ty tu robisz? Pisałaś, że przyjdziesz dopiero jutro. – Ukradkiem zerknął na srebrny zegarek, który nosił na lewej ręce. Nie skomentował nijak faktu, że przyszła z wizytą po dwudziestej.
– Nie miałam co robić w domu, więc pomyślałam, że... – urwała, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie zdążyła wymyślić żadnej dobrej wymówki, aby się usprawiedliwić.
Draco uśmiechnął się pod nosem i dalej nie dopytywał. Po prostu otworzył szerzej drzwi.
– Rozumiem, stęskniłaś się – stwierdził lekko. Chciała zaprzeczyć, ale nawet nie wiedziała jak; otworzyła usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Chłopak pokręcił głową, widząc jej nieudolne próby odcięcia. – Wchodź. Scorpius się ucieszy.
Draco miał całkowitą rację. Chłopczyk – święcie przekonany, że zobaczy ją dopiero jutro – szybko rzucił się na jej szyję, kiedy ta przyszła do niego. Dziewczyna z przyjemnością dołączyła do zabawy w warzenie eliksirów z klocków imitujących różne składniki. Jej wzrok co chwilę uciekał do siedzącego po turecku na dywanie Draco. Tak przystojnie wyglądał w zwykłej koszulce eksponującej mięśnie rąk i z lekko poczochranymi włosami. Jej zerknięcia nie umknęły obserwowanemu – Malfoy co jakiś czas uśmiechał się do niej, jakby ciągle dostawał kolejne dowody na to, że miał rację i nie umiała wytrzymać bez ich obecności do końca tego dnia.
Może i faktycznie za nimi tęskniła, ale nie chciała dać mu tej satysfakcji i się przyznać do tego głośno.
 Przez kilkanaście minut bawiła się z nimi, dopóki dziecko nie stało się tak śpiące, że Draco stanowczo nakazał sprzątnięcie zabawek. Hermiona, chcąc jak najbardziej odwlec w czasie moment pożegnania, zaoferowała, że wykąpie Scorpiusa. Później chłopczyk, tak jak zawsze, kiedy wieczorami była u nich obecna, chciał, żeby go uśpiła. Tym razem miał im jednak towarzyszyć Draco, który w końcu sam chciał poznać bajkę o wilku, którą Scorpius cały czas wspominał.
– Naprawdę będziesz słuchał bajki o Czerwonym Kapturku? – spytała Hermiona, jednocześnie przyglądając się, jak Malfoy mości się wygodnie w fotelu.
Blondyn wzruszył ramionami.
– A dlaczego nie? Scorpius ciągle mnie o nią prosi. Ciekaw jestem, co ty mu tam nagadałaś.
Zaśmiała się, ale nic nie powiedziała, tylko położyła się obok Scorpiusa, jak to miała w zwyczaju i zaczęła opowiadać. Z początku dziwnie się czuła, kiedy Malfoy ciągle na nią patrzył. W przygaszonym świetle lampki chwila ta wydawała się całkiem magiczna. Przez chwilę czuła się, jakby faktycznie byli rodziną.
Jego myśli były podobne. Odkąd zobaczył dziś Granger, poczuł się nagle pełniejszy energii. Z satysfakcją stwierdził, że chyba nie tylko on za nią tęsknił tego dnia. Ona za nimi także. Napawało go to wielkim zadowoleniem, którego nawet nie próbował ukrywać. Obserwował ją więc z błyszczącymi oczami, uświadamiając sobie, jak bardzo w tym wydaniu przypominała mu Granger pracującą w Malfoy Company – w czarnych, eleganckich spodniach i białej bluzce z lekkiego materiału z rękawem do łokcia.
Chociaż w połowie opowieści Scorpius zasnął, nie przestała mówić dalej. Śmiesznie się czuła ze świadomością, że opowiada bajkę dorosłemu facetowi. Dlatego koniec opowieści nakreśliła bez takich mało istotnych szczegółów, o jakie dbała jeszcze na jej początku.
– Niezła ta historia – przyznał na tyle cicho, by nie zbudzić Scorpiusa. – Chociaż nie spodziewałem się, że młody lubi bajki o groźnych wilkach pożerających małe, niewinne dziewczynki.
Hermiona zdusiła śmiech. Z użytą przez niego intonacją i odpowiednio przybranym wyrazem twarzy, opis Czerwonego Kapturka zabrzmiał całkiem sprośnie. Pokręciła głową, ale nic nie powiedziała, tylko najdelikatniej jak potrafiła, wstała z łóżka i poprawiła okrywającą syna kołderkę. Wspólnie wyszli z pokoju dziecka, cichutko zamykając drzwi.
– Granger? – zaczął cicho Draco, kiedy zaczęli schodzić na parter. Dziewczyna zerknęła na niego z zaciekawieniem, dając mu tym samym znać, że go słucha. – Dlaczego odwołałaś dzisiaj spotkanie?
Malfoy popatrzył, jak Hermiona pokonała ostatnie dwa schodki i dopiero wtedy się zatrzymała. Stanął obok niej, oczekując na odpowiedź. To, że nie zrobiła tego bez powodu było dla niego jasne – zdradzał ją dosyć formalny strój. 
– Byłam na rozmowie o pracę.
Blondyn pokiwał głową z uznaniem.
– I jak rezultat?
– Jest ogromna szansa, że mnie zatrudnią. Muszę poczekać do piątku, wtedy Kingsley wyśle mi wiadomość, czy się udało.
Wystarczyło, że wspomniała imię obecnego Ministra Magii i już nie musiał się dopytywać, gdzie od teraz będzie pracować. 
– Gratuluję, Granger – rzekł z uśmiechem. W jakiś sposób czuł się jednak zawiedziony jej wyborem. Widział jak wygląda praca w Ministerstwie po swoim ojcu, który był przez jakiś czas w Radzie Nadzorczej. Z pewnością Granger nie będzie odwiedzać ich codziennie, a myśl ta powodowała u niego skręt żołądka. Choć jeszcze kilka dni temu nie chciał jej widzieć, to teraz świadomość ograniczonego kontaktu wydawała się dziwnie bolesna.
– Dziękuję. Zaczynam dopiero od pierwszego października, więc do tego czasu mogę zająć się Scorpiusem, jeśli będzie taka potrzeba – zaoferowała. 
Malfoy przytaknął, choć jego entuzjazm był mniejszy – co oczywiście jej nie umknęło.
– A czy będę mogła go gdzieś ze sobą zabierać? Na spacer albo do siebie? – poprosiła cicho.
Draco czuł, że nie miał prawa jej tego zabraniać. Bądź co bądź, ona też mogła decydować o Scorpiusie, to także jej dziecko. Chociaż ciężko mu było z tą myślą, musiał się nim dzielić. 
– Pewnie, dlaczego nie. Masz do tego prawo. Tylko zapisz mi gdzieś swój adres, żebym wiedział, gdzie mam was szukać.
– Zapiszę – obiecała.
Przez chwilę panowała między nimi cisza, podczas której tylko na siebie patrzyli. Hermiona próbowała określić, co w tej chwili czuł Draco. Jakaś malutka cząstka jej domyślała się, co było powodem jego utraty dobrego humoru, jednak zdrowy rozsądek próbował przekonać ją, że się myli. Bo czy to możliwe, że Malfoy mógłby się obrazić za to, że znalazła kolejną pracę? Dlaczego go to tak dotknęło? Przecież wciąż będzie się widywała ze Scorpiusem i z nim, rzadziej, ale nadal.
Nagle przypomniała sobie jego słowa z wieczoru, kiedy poznał prawdę; dokładnie te, w których stwierdził, że brakowało mu jej do pełni szczęścia. 
Wtem poczuła, że chce go pocałować. Tak bardzo, jak jeszcze nigdy. Bała się jednak odrzucenia. Bo co jeśli zinterpretowała jego zachowanie opacznie? Wiedziała, że nie potrafiłaby mu potem spojrzeć w oczy.
Jednak co miała do stracenia? Nic. A co mogła zyskać? Jego.
Niewiele myśląc podeszła do niego, położyła dłoń na jego policzku i wpiła się w jego usta, stając na palcach. Myśl, że wszystkie poprzednie pocałunki inicjował on, mignęła w jej umyśle niczym błyskawica.
Poczuła, że robi się jej gorąco, kiedy odpowiedział na jej gest. Jedną ręką objął ją talii, przysuwając bliżej siebie, drugą wsunął w jej rozpuszczone włosy. Z każdą chwilą ich pocałunki stawały się bardziej żarliwe, pełne pasji.
Kiedy Draco nieznacznie się od niej odsunął, by nabrać powietrza, spojrzał jej prosto w oczy. Zdołała w nich zobaczyć pożądanie i pytanie, czy była pewna tego, do czego właśnie miało dojść. Jeśli chciała się wycofać, miała na to ostatnią szansę. 
Ale wcale nie zamierzała tego robić.
Wsunęła dłoń pod jego koszulkę i podwinęła ją, tym samym zmuszając Draco do zdjęcia materiału. Dopiero wtedy pocałowała go kolejny raz, delikatnie gładząc jego nagi tors. Szybko jednak oderwał się od jej ust, złapał ją za dłoń i pociągnął w stronę schodów, z których dopiero co zeszli. Gdy tylko zatrzasnął drzwi swojej sypialni, przycisnął ją do ściany, jakby bał się, że naprawdę się rozmyśli. Teraz to on pozbył się jej bluzki, rzucając ją gdzieś na podłogę. Złapał ją za uda i podniósł na taką wysokość, by ich twarze znajdowały się na jednym poziomie.
Delikatnie musnął jej wargi, a potem – ignorując jej niezadowolony jęk – przeniósł się z pocałunkami na policzek i ucho. Stamtąd przesunął się na szyję, przy której został na dłużej: znaczył jej skórę różowymi malinkami, jednocześnie wdychając jej zapach i mrucząc z przyjemności, kiedy bawiła się jego włosami.
Jedną rękę przesunął na jej pośladki, drugą na plecy. Przeniósł Hermionę na łóżko, gdzie stopniowo pozbywał się reszty jej ubrań. Czuła jego pocałunki wszędzie. Z każdą chwilą wzdychała coraz głośniej, a Draco – zadowolony z tego, do jakiego stanu ją doprowadzał – schodził z nimi co raz niżej i niżej. Gdy dotarł do jej kobiecości, krzyknęła z zachwytu. Chociaż próbowała powstrzymać się przed zbyt głośnymi reakcjami, to nie potrafiła. Podciągnął się wyżej na łokciach.
– Ciszej... Obudzisz Scorpiusa – mruknął jej do ucha.
Nic nie odpowiedziała, tylko pokiwała potakująco głową. Nie potrafiła myśleć, kiedy czuła w sobie jego chłodne palce, które zajęły miejsce ust. Delikatnie złapała go za brodę i obróciła głowę tak, by móc swobodnie go pocałować. Potem zsunęła dłonie po jego ciele aż do spodni. Odpięła rozporek i zsunęła jego bokserki tak nisko, jak pozwoliła jej pozycja, w której leżeli. Masowała dłonią jego twardą męskość, chcąc odwdzięczyć się za to, co on wyrabiał z jej ciałem. Każdy mocniejszy ruch dłoni nagradzał niecierpliwym warknięciem. Nie zdążyła jednak posunąć się dalej, bo w końcu –  nie mogąc doczekać się zespolenia – odsunął się od niej, by zdjąć z siebie resztę ubrań.
Tym razem nie zapomnieli o zabezpieczeniu.
Hermiona jęknęła głośniej, kiedy poczuła go w sobie. Tęskniła za uczuciem takiej bliskości z Draco, chociaż wcześniej spędzili ze sobą noc tylko raz. I właśnie tę część ich wspólnego wyjazdu do Paryża wspominała najlepiej, chociaż niosła za sobą mnóstwo konsekwencji.
A najważniejsza i najpiękniejsza z nich spała kilka metrów od nich.
Malfoy pocałował ją, spijając z jej ust wszelkie głośniejsze westchnięcia, by nie obudzić drugiego lokatora tego domu. Mogliby rzucić zaklęcie wyciszające, ale w całym tym zamieszaniu nawet nie wiedzieli, gdzie zostawili swoje różdżki – a przecież szukanie ich to ostatnia rzecz, na którą mieli ochotę.
Hermiona myślała, że oszaleje z nadmiaru wrażeń. Każde jego mocne pchnięcie, każdą pieszczotę piersi odczuwała tak bardzo, że wydawało jej się to całkiem prawdopodobną możliwością. Kiedy czuła, że koniec jest już naprawdę blisko, oderwała się od jego ust, a dźwięk gwałtownie wciąganego powietrza i następującego po nim jęku wypełnił sypialnię.
– Kocham cię! – powiedziała, po czym wtuliła twarz w jego szyję, tłumiąc krzyk spełnienia.
Nie minęło kilka sekund, a Draco dołączył do niej.
Chłopak opadł obok niej, próbując wyrównać oddech. Obrócił głowę i spojrzał na Hermionę, której policzki stały się czerwone, chociaż wcześniej się nie rumieniła...
Trzeźwość myśli do niego wróciła wraz z chwilą, kiedy Granger wstała z łóżka, by poszukać swoich ubrań. Jej wyznanie, że go kocha nie było tylko pustymi słowami wywołanymi zbliżającym się orgazmem. Ona naprawdę coś do niego czuła.
Natychmiast zerwał się za nią z łóżka. Złapał Granger za nadgarstek i przyciągnął ją do siebie. Dla pewności, że się nie odsunie objął ją wolną ręką w talii.
– Nie idź – mruknął do jej ucha – proszę.
Hermiona niepewnie uniosła głowę, wcześniej spuszczoną i spojrzała mu w oczy. Nie wiedziała, co ma zrobić. Z jednej strony paliło ją poczucie, że się przed nim wygłupiła ze swoimi zapewnieniami, natomiast z drugiej naprawdę chciała zostać z nim.
– Nie popełniaj tego samego błędu, co ja. Zrobiłem jedną głupią rzecz i tym... – przerwał na chwilę, jakby szukał odpowiednich słów. – Tym przekreśliłem szansę na szczęście.
Hermiona zmarszczyła brwi. Wiedziała, że wspominał Paryż. Zastanowiło ją jednak, o czyim szczęściu mówił. O jego? Scorpiusa? Jej? A może ich wszystkich? Granger zrozumiała wtedy jedną, ważną rzecz – Malfoy nie oskarżał tylko jej o to, co się stało. Przyjął na siebie swoją część winy.
Draco, widząc, że walczy sama ze sobą, oparł swoje czoło o jej, przymykając powieki. 
– Też cię kocham, Granger – niemal wyszeptał, choć doskonale go słyszała. Ulga, jaka wtedy na nią spłynęła, była wprost nie do opisania. Serce zaczęło jej bić tak mocno, że pewnie mógł to poczuć. – Zostaniesz? – spytał z nadzieją, gładząc jej bok.
Odsunął się, żeby móc z całą mocą spojrzeć jej w oczy. Wiedziała, że nie kłamał i to wyznanie było dla niego ważne. 
– Zostanę – mruknęła, uśmiechając się do niego.
Draco pociągnął ją na łóżko, gdzie wtulił się w jej plecy. Ułożeni w pozycji na łyżeczkę, doskonale czuli swoją obecność. Oboje byli w tej chwili po prostu szczęśliwi. Przyznali się do dręczącego ich uczucia, które – jak się okazało – zostało odwzajemnione. Hermionie przeszło przez myśl, że nigdy nie czuła się lepiej – leżała w ramionach faceta, którego kochała i który kochał ją. Lepiej być nie mogło.
Zastanawiała ją tylko jedna kwestia. Kiedy jej umysł zestawił wszystkie ostatnie słowa Malfoya, Hermiona doszła do zaskakującego wniosku. Czy była szansa, że już wtedy, pięć lat temu Malfoy ją kochał? Przestrzegł ją przed popełnieniem jego błędu, kiedy wiedział o jej uczuciach w stosunku do niego – przecież wyznał je chwilę później. Dziewczyna czuła, że nie bez powodu określił go „takim samym”. Nie chciała go jednak o to pytać w tej chwili. Wolała skupić się na pięknej teraźniejszości, a nie na brudnej przeszłości.
Draco gładził te fragmenty jej ciała, które znajdowały się w zasięgu jego dłoni. Jego ciepły oddech łaskotał jej szyję, kiedy wdychał zapach jej perfum. Wczuwała się w ulotność i delikatność tej chwili, nawet jeśli twarda męskość Malfoya, wpijająca się w pośladek, jej w tym trochę przeszkadzała.
A zresztą... – pomyślała pod wpływem impulsu. – Pieprzyć subtelność.
Poruszyła biodrami, a następnie odwróciła się do niego z zalotnym uśmiechem.
– To co, powtórka? – spytała na pozór niewinnym tonem.
Draco wyszczerzył się z zadowoleniem.
– Już myślałem, że nigdy tego nie zaproponujesz. – I pocałował ją kolejny raz tego dnia.



.*.*.*.*.



Hermiona rano przebudziła się jako pierwsza. Z początku zdziwił ją ciężar na jej talii i ramieniu, którego najzwyczajniej w świecie się nie spodziewała. Powoli rozchyliła powieki. Wystarczyło jedno spojrzenie w bok i nagle wszystko sobie przypomniała. 
Draco spał wtulony w nią, obejmując ją tak ciasno, jakby bał się, że ucieknie. Ale ona nie chciała popełniać tego samego błędu co on. Zresztą, nawet jeśli próbowałaby tylko przekręcić się na bok tak, by go nie obudzić, to prawdopodobnie by jej się to nie udało. Przez chwilę przyglądała się jego spokojnemu wyrazowi twarzy i roztrzepanym włosom. Zdecydowała, że jest wystarczająco wcześnie, by móc jeszcze zasnąć choć na chwilę. Ułożyła się więc wygodnie w jego ramionach i oparła policzek o jego czoło, by móc wrócić do przerwanej czynności.
Pół godziny później w sypialni rozległo się skrzypnięcie drzwi. Mimo że Hermiona spała – płytko, ale jednak – usłyszała ten dźwięk. Nie dotarł on jednak do jej świadomości. Dziewczyna obudziła się dopiero, gdy pewien młodzieniec wdrapał się na łóżko i położył się na niej, by móc się do niej przytulić dokładnie w ten sam sposób, jaki zawsze praktykował na leżącym obok ojcu.
W tym samym czasie, co Hermiona otworzyła oczy, obudził się także Draco, którego ból w gwałtownie wyprostowanym od ciężaru małego ciałko łokciu przywrócił do rzeczywistości.
– Scorpius! – jęknęła zaskoczona jego obecnością. Malfoya natychmiast opuściła senność. Spod ciała syna wysunął rękę, w której wciąż czuł nieprzyjemne kłucie.
– Cześć Hermiona – przywitał się chłopiec. 
Dziecko zaczęło się wiercić, przez co kołdra powoli zsuwała się z jej nagiego ciała. Dziewczyna zareagowała natychmiast: złapała krawędź okrycia i naciągnęła je aż po samą szyję. Jednocześnie na jej policzki wstąpił rumieniec.
– Dlaczego spałaś z tatą?
Draco kątem oka dostrzegł, że Granger poczerwieniała jeszcze bardziej. 
– Scorpius, idź do siebie – nakazał natychmiast synowi.
– Ale tato, ja chcę się...
– Zaraz się przytulisz do Hermiony. Ale teraz idź i... – przerwał na moment, chcąc wymyślić na poczekaniu jakąkolwiek wymówkę. – Idź zobacz co u Teddy'ego.
– Ale...
– Scorpiusie – powiedział stanowczo. Takiego tonu w wykonaniu Malfoya nie słyszała bardzo dawno. Kiedy jeszcze pracowała jako jego sekretarka, używał go całkiem często.
Chłopiec z jawnym niezadowoleniem wyszedł z pokoju. Hermiona, leżąca bliżej drzwi, wychyliła się z łóżka, zakrywając się rogiem kołdry, obserwując przez niezamknięte drzwi drepczącego w kierunku swojego pokoju chłopca. Kiedy tylko zniknął z jej pola widzenia, oznajmiła to Malfoyowi. Ten szybko wyskoczył z łóżka i kiedy już stał przy szafie, kazał się jej ubierać. W błyskawicznym tempie wygrzebał stamtąd czyste bokserki, które włożył jeszcze szybciej. Minął Hermionę, przeczesującą wzrokiem podłogę w poszukiwaniu swoich ubrań, po czym zamknął drzwi – uprzednio zabierając z przedpokoju stołek, którym młody zawsze się wspomagał, kiedy chciał się dostać gdzieś, gdzie jeszcze nie sięgał.
Hermiona ubrała się jako pierwsza. Z ulgą spojrzała również na Malfoya, który zapinał guziki koszuli, jednocześnie przyglądając się jej z szelmowskim uśmiechem. Jej szyję zdobiło kilka różowiutkich malinek, a usta wciąż miała lekko opuchnięte od jego pocałunków. Wspomnienie poprzedniej nocy napawało go ogromnym zadowoleniem – po prostu nie potrafił przestać się szczerzyć do swoich myśli. Podobny nastrój udzielał się Hermionie, która na widok jego roześmianej twarzy, nie mogła się powstrzymać przed uśmiechem.
Draco, który zapinał już ostatnie guziki, podszedł do niej w trzech krokach.
– Wyspałaś się, Granger? – mruknął ochrypłym głosem i krótko ją pocałował.
– Nie. Nie miałam do tego okazji – przyznała rozbrajająco szczerym tonem.
Malfoy parsknął śmiechem.
– Przepraszam?
Hermiona stanęła na palcach, by móc sięgnąć do jego ust.
– Niech ci będzie – szepnęła, zanim połączyła je w kolejnym krótkim całusie. – Wybaczysz, ale teraz pójdę do Scorpiusa, tak bardzo chciał się do mnie przytulić, że nie mogę mu tego odmówić.
– A co ze mną? – Draco udał, że się smuci, ale nędznie mu to wyszło. Hermiona wzruszyła ramionami.
– Cóż, miałeś możliwość przytulania mnie całą noc. – Dziewczyna odsunęła się od niego i ruszyła w kierunku drzwi.
– Wiem, skorzystałem – odparł, dumnie się prostując. 
Obróciła się z dłonią na klamce, żeby móc na niego spojrzeć. Poprawiał właśnie kołnierzyk idealnie białej koszuli. Wciąż roztrzepane włosy kompletnie nie pasowały do jego eleganckiego wyglądu.
– Właśnie dlatego nie powinieneś być zazdrosny



.*.*.*.



W środę Hermiona skorzystała ze swojego nowego prawa i zabrała Scorpiusa na plac zabaw. Spędziła z nim cudowny dzień na świeżym, choć już chłodniejszym, wrześniowym powietrzu. Cudownie bawiła się z nim, kiedy huśtali się razem i zbierali kasztany do robienia figurek. Chłopczyk – nie mogąc doczekać się tworzenia zwierzątek – zarządził powrót do domu, kiedy tylko zauważył, że mają wystarczająco dużo materiału. 
Kiedy Draco wrócił do domu, nie mógł wyjść z podziwu nad pomysłowością Granger. Gdy uświadomiła mu, że to zabawa, która przez całe dzieciństwo była dla niej symbolem jesieni, prawie w ogóle się nie skrzywił. Nie powiedział nic na kolejny mugolski element, który wprowadziła do życia Scorpiusa.
Zresztą, pół godziny później Malfoy sam z zapałem im pomagał. Spędzili tak w trójkę cały dzień.
Dziewczyna tak wymęczyła małego, że poszedł spać dużo wcześniej. Wróciła do domu i wzięła wymarzoną kąpiel. Już w jednej ze swoich ulubionych piżamek zjadła kolację i położyła się do łóżka z niedawno wypożyczoną książką. Chociaż była ciekawa i cudownie napisana, nie potrafiła zająć jej uwagi na dłużej. Wciąż rozpamiętywała poprzednią noc, którą spędziła z Malfoyem oraz ich wyznania. Dzisiaj nie wracali do tej rozmowy, jednak wiedziała, że to nie były puste słowa. Widziała to w jego oczach i sposobie, w jaki na nią patrzył – łagodnie, z iskierkami szczęścia i czymś na kształt dumy; zupełnie, jakby cieszył się, że to właśnie ona jest u jego boku i ją obdarzył tym uczuciem. 
Miała zamiar dokończyć pierwszy rozdział historii, kiedy ktoś zadzwonił do jej drzwi. Nikogo nie spodziewająca się Hermiona zesztywniała ze zdziwienia – otrząsnęła się wraz z drugim alarmem. Ktoś po drugiej stronie najwidoczniej się niecierpliwił.
Serce zabiło jej mocniej, kiedy zobaczyła Draco nonszalancko opartego o framugę.
– Malfoy? – szepnęła zdziwiona.
– W pełnej krasie – odparł z szelmowskim uśmieszkiem. – Fajna piżamka, Granger. Nawet chyba ładniejsza od tamtej, którą miałaś na sobie, kiedy pilnowałaś małego, jak byłem na kawalerskim.
Hermiona zmarszczyła brwi, słysząc jego słowa. Był tak pijany, że ledwo wchodził po schodach i musiała zmarnować wszystkie siły, jakie w sobie kumulowała, na wtaszczenie go do sypialni. Jak widać, wciąż był na tyle trzeźwy, żeby pamiętać, co wtedy miała na sobie. Czyżby jej piżamka zrobiła na nim aż takie wrażenie?
– Co właściwie tutaj robisz? – spytała niepewnie, przeczesując wciąż wilgotne włosy. 
– Przyszedłem po ciebie – odpowiedział wzruszając ramionami. Mijając ją wszedł do środka mieszkania i zamknął za sobą drzwi. Stanął tak blisko niej, że musiała zadrzeć lekko głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. Tak pięknie lśniły w świetle niewielkiej lampki zapalonej w przedpokoju. Złapał kosmyk jej włosów, który nieposłusznie chciał przysłonić jej twarz i wsunął go delikatnie za ucho. – Dzisiaj to ja się stęskniłem się za tobą. Czekanie do jutra aż cię zobaczę nie ma kompletnego sensu, zwłaszcza że, jak widać, chyba nic na dziś nie zaplanowałaś. Ubieraj się.
– Ale...
– Wiesz, jeśli chcesz się teleportować w tym – otaksował wzrokiem jej żółtą piżamę z żyrafami – to ja nie mam nic przeciwko. Tylko uprzedzam, że na zewnątrz jest już trochę zimno.
Hermiona przez chwilę stała w miejscu, po prostu na niego patrząc. Nie spodziewała się, że ot tak wparuje do jej mieszkania i oznajmi, że zabiera ją ze sobą do domu. Chociaż – nie mogła zaprzeczyć – podobała się jej ta postawa. Poczuła, że naprawdę mu zależy. W ten sposób dał jej kolejny dowód na prawdziwość swojego wyznania, choć pewnie nawet nie myślał w takich kategoriach, kiedy zdecydował się do niej przyjść tego wieczoru. Delikatny dotyk jego palców na jej policzku i dłoń położona na jej biodrze utwierdzały ją w przekonaniu, że ta sytuacja wcale jej się nie śni. Cieszyła się, że tutaj przyszedł.
– Ja nie żartuję. Chyba, że nie chcesz... – rzekł, kiedy przez chwilę niezmiennie trwali w jednej pozycji. Tym razem pewność zniknęła z jego głosu, zastąpiona nutką zawahania. Hermiona przestała zastanawiać się nad tym, jak uroczym gestem było jego pojawienie się w progu jej drzwi.
– Już się zbieram – mruknęła szybko w odpowiedzi i odsunęła się od niego, by móc pójść się przebrać w cieplejsze rzeczy. Kiedy była metr od niego, znów się do niego przybliżyła, by cmoknąć go w usta w ramach nagrody, po czym naprawdę zniknęła za drzwiami sypialni.
– Weź ze sobą tę piżamę! – zawołał jeszcze za nią. Nie chciał powtarzać sytuacji z dzisiejszego poranka, gdy Scorpius przyłapał ich nago.
Draco wykorzystał chwilę, kiedy Granger się ubierała na obejrzenie mieszkania. Było małe, ale wystarczające dla niej samej. Wszędzie panował porządek – nie wiedział jednak, czy to zasługa zaklęć czy jej kilkunastogodzinnej nieobecności. W salonie znajdowało się kilka książek na stosie: jak podejrzewał, czekały one w kolejce do przeczytania. W rogu, na niskiej szafeczce stała otwarta klatka, jednak po jej mieszkance próżno było szukać śladu. Draco drżał na samo wspomnienie jej imienia, które odziedziczyła po znienawidzonej przez niego siostrze pani Christine, toteż szybko odwrócił się plecami do boksu dla ptaka, żeby nie myśleć o tej przerażającej kobiecie.
Wtedy jedno urządzenie zwróciło uwagę Malfoya. Miał styczność z nim wcześniej, tylko zapomniał jego nazwy. Podszedł bliżej, żeby móc mu się lepiej przyjrzeć. Pamiętał doskonale, że pokazywało ono różne historie, które Granger określała jako „filmy”. Chociaż w całym swoim życiu w całości widział tylko jeden, wspominał oglądanie go dobrze – nawet jeśli było w nim okropnie dużo miłości. Przez myśl mu przeszło, że w sumie z chęcią obejrzałby kiedyś coś jeszcze. 
– Nie sądziłam, że twoje zainteresowanie telewizją odżyje – usłyszał głos Hermiony, która stanęła obok niego. Tym razem miała na sobie długie spodnie i wełniany sweter podobny do tego, który Weasleyowie dostawali od matki na święta. Chyba zbyt poważnie wzięła do siebie informację, że na zewnątrz jest zimno. Draco uśmiechnął się na myśl, że z chęcią pomoże się jej pozbyć zbędnego odzienia, kiedy okaże się, że jest jej za gorąco.
– A może nigdy nie umarło? Tylko nie miałem jak się mu poświęcać? – Uniósł brew. 
No tak, co o niemagicznej technologii mógł wiedzieć Malfoy. Hermiona była jego jedyną możliwością odkrywania tajników mugolskich urządzeń. Nic więc dziwnego, że wraz z urwaniem kontaktu, Draco zaprzestał oglądania filmów. Bez niej stało się to niemożliwe.
– Idziemy? Scorpius jest sam...
– Nie jest, Szmira go pilnuje. Ale racja, możemy już iść.
Draco, jak na dżentelmena przystało, pomógł założyć jej płaszcz. Dziewczyna zamknęła drzwi na klucz, a potem chłopak splótł ich dłonie w uścisku. 
– Czy po to wyciągnąłeś ode mnie adres? – spytała mimochodem, kiedy zbliżali się do ślepej uliczki, z której zazwyczaj się aportowała.
– Może tak, może nie... Nigdy nic nie wiadomo, Granger.
Choć niekonkretna, ta odpowiedź jej wystarczyła.



.*.*.



Wszystko zaczęło się układać. A przynajmniej tak uważała Hermiona.
Chociaż wciąż nie powiedzieli Scorpiusowi prawdy, to wiele się zmieniło. Opieka nad małym stała się doświadczeniem jeszcze piękniejszym. Zaczęła więc chodzić ze Scorpiusem na Pokątną na lody do lodziarni Floriana Fortescue i spacery po mugolskich parkach, zabierała go również na różne place zabaw. Pozwalała sobie także na więcej czułości wobec niego – częściej go przytulała, sadzała na kolanach i składała pocałunki na czole. Z dnia na dzień ich relacja coraz bardziej przypominała relację matki z synem. Chyba nawet Scorpius zaczął to zauważać, bo w pewnym momencie zaczął traktować Hermionę na równi z Draco. Uświadomiła to sobie, kiedy jednego z wieczoru po przebudzeniu się z sennego koszmaru to do niej chciał się przytulić.
Po wieczorze, gdy Draco zabrał ją do siebie, każdą noc spędzała w jego domu. W jego domu codziennie pojawiało się coraz więcej śladów jej obecności – w łazience znajdowała się jej szczoteczka do zębów i grzebień, w szafie rosła kupka czystych, zapasowych ubrań, a na szafce nocnej po tej stronie łóżka, którą zazwyczaj zajmowała, leżała książka – ta sama, którą zaczynała w tamten wieczór, kiedy po nią przyszedł. 
Draco zdziwił Hermionę tym, że pamiętał o jej urodzinach. Rano złożył jej życzenia i poinformował Scorpiusa o święcie. Chłopczyk narysował jej tego dnia trzy laurki. Prezent od Draco dostała wieczorem, kiedy byli już sami. Złota bransoletka – pasująca do jej naszyjnika, który zawsze jej towarzyszył – z zawieszką w kształcie okrągłego kaktusa w doniczce, od tamtej chwili często gościła na jej nadgarstku.
– Pomyślałem, że to ciekawe uwiecznienie pierwszego prezentu, który ci dałem, stąd taka, a nie inna zawieszka – przyznał Draco, wspominając jeszcze czasy, kiedy była jego sekretarką i z okazji jej urodzin dał jej kaktusa.
Może dla osób postronnych kształt tej ozdóbki był dosyć oryginalny, ale Hermiona uznała to za jeden z piękniejszych i romantyczniejszych wzorów, jakie Malfoy mógł wybrać.
Jakiś czas później również w innym zakresie pojawiła się stabilizacja. Przyszła kandydatka na nianię. Draco kazał Hermionie uczestniczyć w rozmowie z nią, uznawszy, że ona również ma prawo do decyzji w takiej sprawie. Kobieta, która się do nich zgłosiła była po czterdziestce i – jak sama twierdziła – chciała sobie tylko dorobić, bo pustka w domu po wyjeździe dzieci do Hogwartu nie dawała jej spokoju. 
Scorpius wyjątkowo szybko ją zaakceptował. Szybciej niż Hermionę. Zarówno ona, jak i Draco byli w szoku. Tylko rano chłopiec narzekał, że zostaje z kimś innym niż Granger – natomiast, kiedy wrócili po południu, chłopiec był zadowolony i nie wyglądało na to, że płakał.
– Ty chyba naprawdę masz na niego zbawienny wpływ – stwierdził Draco, wciąż pamiętając koszmar, jaki przeżywał po odejściu Astorii.
Dzięki znalezieniu nowej opiekunki, natychmiast powrócił temat uświadomienia Scorpiusa, kim tak naprawdę jest dla niego Hermiona. Dziewczyna nie mogła doczekać się tego momentu tyle lat i Draco doskonale rozumiał jej pośpiech. Chłopiec wciąż dopytywał, dlaczego musi zostawać z nową nianią, a nie z nią. Ciężko jej było zbywać go wymijającymi odpowiedziami, kiedy tak bardzo chciała wyznać prawdę.
– Powiemy mu, może nawet jutro, jeśli chcesz. Trzeba zrobić to jak najszybciej, żeby młody się przyzwyczajał do tej myśli – powiedział Draco, kiedy Hermiona zaczęła ten temat na trzy dni po tym, jak zatrudnili opiekunkę.
Malfoy doskonale wiedział, że im szybciej to zrobią, tym lepiej, zwłaszcza, że Scorpius zaczął zauważać pewne rzeczy. Draco przyłapał się nawet na tym, że bał się tego wyznania. Może nie tak bardzo jak Hermiona, która maskowała się podekscytowaniem, ale wciąż towarzyszył mu irracjonalny stres. Bo przecież przez tyle czasu Granger była nieobecna w ich życiu, a teraz nagle stała się jego częścią. Obawiał się niewygodnych pytań. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że chłopiec, jeszcze mały, wielu rzeczy nie rozumiał i nie musieli się tłumaczyć zbyt szczegółowo.
Hermiona postanowiła zrobić wszystko sama. Uznała, że skoro kiedyś sama naważyła sobie tego piwa, to teraz powinna sama je wypić. Draco miał tylko przysłuchiwać się tej rozmowie, jeśli tego chciał.
Dziewczyna zaczekała do momentu, kiedy opiekunka opuściła rezydencję Malfoya. Dała Scorpiusowi samochodzik na pilota, który kupiła dziś w wolnym czasie. Hermiona, która kolejny dzień z rzędu nudziła się w godzinach pracy innej niani, nie mogła doczekać się, aż sama zacznie swój etat w Ministerstwie. Czas wolny tego dnia spożytkowała na zakupy, w czasie których kupiła chłopcu prezent. Może nie powinna go przekupywać w taki sposób, jednak nie mogła się powstrzymać. 
– Dlaczego nie bawiłaś się dzisiaj ze mną? – spytał, tak jak ostatnio miał w zwyczaju. Hermiona wzięła go do siebie na kolana i wręczyła mu prezent.
– Chciałam ci coś kupić – powiedziała. 
Na chwilę uśpiła czujność chłopca, który na słowo prezent od razu się rozpromienił. Dziewczyna pomogła mu go rozpakować i pokazała, jak się steruje urządzeniem. Nawet Draco przez chwilę pobawił się samochodzikiem, nie mogąc nadziwić się, czego to „ci mugole nie wymyślą”. W końcu jednak spoważniał i spojrzał na Hermionę twardym spojrzeniem, jakby chciał jej przekazać, że najwyższa pora zacząć rozmowę. Dziewczyna drżącymi dłońmi złapała chłopca pod pachami i podniosła, ponownie sadzając go sobie na kolanach. Wyjęła z jego rączek pilota.
– Wiesz, kochanie, muszę ci coś powiedzieć – zaczęła na początku niepewnym głosem. Miała wrażenie, że w jednej chwili wszystkie jej wnętrzności związały się w jeden mocny supeł.
– A co? – spytał Scorpius z zaciekawieniem. Jego wzrok ciągle utkwiony był w zabawce, którą na chwilę odebrała mu Hermiona.
– Już nie będę z tobą zostawać, kiedy tata będzie chodził do pracy – kontynuowała z pozornym spokojem. W środku jednak się gotowała. Udawała, że nie czuje na sobie uważnego spojrzenia Draco, który postanowił przyglądać się całej sytuacji.
– Dlaczego? – W głosie Scorpiusa wyraźnie słychać było żal. Chłopiec czym prędzej zaplótł mocno rączki wokół jej szyi i przytulił się do niej mocno, jakby w ten sposób chciał zapobiec jej odejściu. – Ale ja chcę...
– Wiem, kochanie, ja też nie chcę. Ale muszę. Za kilka dni idę do innej pracy.
– Będziesz tak jak ciocia zajmować się swoim bobaskiem? – spytał smutno. Rozczulił ją ten cichy, pełen żalu głosik.
– Nie, nie – parsknęła cicho śmiechem. – Idę do innej pracy. Bardzo, bardzo nudnej, będę wypełniała papiery, pisała podania, rzucała zaklęcia... – wytłumaczyła mu, choć wątpiła, że cokolwiek zrozumiał. 
– Nie idź, nie idź – poprosił płaczliwym tonem. – Ja nie chcę...
Hermiona odsunęła go od siebie na taką odległość, by móc spojrzeć na jego twarzyczkę. Jego oczka zaszkliły się lekko. Kilka miesięcy temu przechodził przez podobną z jego perspektywy sytuację. Wtedy jego ukochana ciocia przestała odwiedzać go tak często jak dotychczas. Nie dziwnego, że tak reagował. Przez tych kilka tygodni naprawdę przywiązał się do Hermiony i nie chciał tracić z nią kontaktu, jak z Astorią.
– Już nigdy cię nie zostawię, dobrze? Jestem twoją mamą... – wyznała, tym razem pewniejszym tonem, jednocześnie przygładzając jego roztrzepane włoski. – I obiecuję, że codziennie będę cię odwiedzać. 
– Jesteś moją mamą? – powtórzył jej słowa Scorpius. Smutek zniknął z jego buzi, zastąpiony zaciekawieniem.
Może nie zadawał jeszcze pytań o swoją sytuację rodzinną, ale mimo to widział, że nie jest ona typowa. Hermiona przytuliła go do siebie mocniej i cmoknęła go policzek.
– Tak, kochanie, jestem twoją mamą. I dlatego codziennie będę do ciebie przychodzić, żeby się z tobą pobawić. 
– Naprawdę? 
– Naprawdę. Bardzo, bardzo, bardzo cię kocham – wyszeptała. Przez chwilę siedzieli w ciszy, ciesząc się uściskiem. – Chodź, pobawimy się samochodzikiem.
Spojrzała ukradkiem na Draco, który pokazał jej, że spisała się na medal. Uśmiechnęła się do niego i przytuliła do siebie Scorpiusa.
Chłopiec nie od razu przywykł do nowej wiadomości i z przyzwyczajenia wciąż nazywał Hermionę po imieniu. Dziewczyna bała się, że chłopiec zapomniał o tym, co mu przekazała lub jej nie uwierzył. Draco kazał jej się uzbroić w cierpliwość i poczekać. Sam stosował w stosunku niej tytuł mamy, kiedy zwracał się do Scorpiusa. W ten sposób chciał utwierdzić go w przekonaniu, że od teraz Granger naprawdę była dla niego kimś więcej niż tylko opiekunką. I rzeczywiście, na efekty musiała poczekać jakiś czas, ale było warto.
Pierwszy raz, kiedy nazwał ją mamą, nastąpił już wtedy, kiedy zaczynała pracę w Ministerstwie. Zmęczona po pracy nawet nie wróciła do swojego mieszkania, tylko od razu teleportowała się do Malfoyów. Draco przywitał ją krótkim pocałunkiem i wiadomością, że Scorpius coś od niej chce. Czym prędzej poszła na górę, do pokoju syna.
Scorpius siedział na swoim łóżku z niezadowoloną miną. W ręku trzymał pilota od zabawki, którą mu kupiła. Gdy tylko ją zobaczył, przestał kolejny raz tego dnia oglądać przedmiot, tylko podbiegł do niej i przytulił się do jej nóg, spoglądając do góry, na jej twarz.
– Mamo, samochód mi się popsuł... – powiedział ze smutkiem.
W kącikach jej oczu zebrały się łzy szczęścia. Nie dała jednak niczego po sobie poznać, tylko kucnęła obok zabawki, sprawdzając, co mogło przestać działać. Dziewczyna stwierdziła, że to zapewne wina wyczerpanych od ciągłej zabawy baterii. Zapewniła chłopca, że następnego dnia kupi kolejne.
Tego dnia ani przez chwilę nie czuła zmęczenia. Jedno słowo w ustach Scorpiusa sprawiło, że – w przeciwieństwie do samochodu – mogła pochwalić się nagłym przypływem energii. 



.*.



W środku października Draco namówił Hermionę na obejrzenie jakiegoś filmu.
Tej soboty mieli spać w mieszkaniu dziewczyny. Scorpius – nieprzyzwyczajony do spania poza domem – szybko się u niej zaaklimatyzował. Bardzo podobała mu się sówka Hermiony, którą cały czas próbował dotknąć przez druciki klatki. Kiedy dziewczyna opowiadała chłopcu o swoim kocie, Draco ciągle przewracał oczami. Może nie miał zbyt dużej styczności z tym stworzeniem, ale doskonale wiedział, o którym zwierzęciu mówiła. Ze wszystkich kotów w Hogwarcie, tylko jeden (poza panią Norris) był wyjątkowo brzydki i musiał należeć akurat do Granger. Nie rozumiał aż takiego zachwytu dziewczyny nad tą paskudą, ale nie dzielił się swoimi przemyśleniami głośno.
Tym razem oglądali – jak to określiła Granger – film akcji. Nudny początek seansu szybko uśpił Scorpiusa, którego Hermiona położyła w jedynej sypialni. Ona i Draco mieli spać tej nocy na kanapie w salonie. 
Dopiero później akcja zaczęła się rozkręcać. Gangsterzy, broń i bójki wręcz to coś, co przekonywało Draco bardziej niż romantyczne dramaty. Hermiona, średnio zainteresowana ekranizacją, wolała bawić się włosami Malfoya, który położył głowę na jej udach. Obserwowanie jego reakcji i skupienia wydawało się jej dużo ciekawszym zajęciem aniżeli patrzenie, jak dwóch napakowanych facetów bije się w ciemnym pomieszczeniu. 
Kiedy film się skończył, nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Komentarze Draco wprost ją rozczulały – jego zachwyt kinem wydawał się wzrosnąć, zupełnie jakby przypomniał sobie, jaką techniką dysponują mugole. 
Wkrótce jednak, gdy chłopak podzielił się wszystkimi swoimi przemyśleniami na temat seansu, zapadła cisza. Trwali w niezmiennej pozycji – on z głową na jej nogach, ona z dłońmi wplątanymi w jego jasne włosy. Draco rozglądał się przez chwilę po salonie skąpanym tylko w świetle płynącym z ekranu, na którym jakaś kobieta zachwalała proszek do prania. Cokolwiek to było.
– Wiesz co, Granger? – zaczął po jakimś czasie. Obrócił się na plecy tak, by mógł patrzeć jej w oczy. – Tak sobie pomyślałem, że bez sensu jest, żebyś zajmowała to mieszkanie.
Hermiona, zaciekawiona jego słowami, uniosła brew.
– Tak sądzisz? – mruknęła. Jej głos nie zdradzał żadnych emocji, chciała wysłuchać tego, co miał jej do powiedzenia.
– Tak, właśnie tak sądzę. I tak większość czasu spędzasz u nas. Po pracy ciągle siedzisz u nas i tylko czasem tu wracasz. Większość nocy przesypiasz... Albo i nie... Spędzasz – poprawił się z szelmowskim uśmieszkiem – u nas. Dzielenie czasu pomiędzy dwa mieszkania pewnie jest strasznie męczące. Mnie by męczyło – zaznaczył. – No więc dlatego pomyślałem sobie, że to byłby dobry pomysł, żebyś u nas zamieszkała. 
Hermiona nie odpowiedziała od razu. Na chwilę zaprzestała zabawy jego grzywką.
– Mówisz serio?
– A dlaczego miałbym nie mówić serio? I tak u nas pomieszkujesz. I tak spędzasz z nami zdecydowaną większość swojego wolnego czasu. Po co marnować go na wracanie tutaj co jakiś czas po więcej czystych ubrań i żeby sprawdzić, czy w mieszkaniu wszystko jest w porządku. U nas jest wystarczająco dużo miejsca. No i po co masz płacić pieniądze za wynajem, kiedy prawie w ogóle cię tutaj nie ma. Bezsens.
Hermiona zgadzała się z jego słowami, jednak czuła jakąś wewnętrzną blokadę. Wspólne mieszkanie to oznaka tego, że ich relacja staje się poważniejsza. Obawiała się tego, że się pokłócą i nie będzie miała się gdzie podziać. To mieszkanie było dla niej miejscem, do którego zawsze mogła wrócić.
– A co jeśli nam nie wyjdzie? – wyraziła swoje obawy.
– Masz jakieś plany, żeby nam nie wyszło, Granger? – spytał całkiem poważnie. – Bo ja sobie zaplanowałem, że nam wyjdzie.
Parsknęła śmiechem.
– Nie, niczego nie planowałam...
– To skąd takie iście pesymistyczne myśli? – przerwał jej. Słysząc jego słowa, Hermiona teatralnie przewróciła oczami.
– To nie są żadne pesymistyczne myśli, tylko realne prawdopodobieństwo: może nam nie wyjść. Z ludźmi bywa różnie...
Draco podniósł się do pozycji siedzącej. Złapał Hermionę za rękę i spojrzał głęboko w oczy.
– Jesteś taka inteligentna, a nic nie rozumiesz. Chcę cię mieć przy sobie. Cały czas. Nie chcę zastanawiać się, kiedy wrócisz do siebie, żeby zobaczyć, czy wszystko jest tutaj okej. Nie chcę wstawać rano i dumać, czy zjesz z nami śniadanie, czy może znowu będziesz musiała pędzić tutaj, bo nie masz czystej koszuli do pracy. Teraz, kiedy zaczyna się między nami układać, ciągle mam poczucie, że straciliśmy pięć lat, które mogliśmy spędzić razem. Dlatego nie chcę tracić nawet jednej minuty, podczas której mogłabyś być obok mnie. 
Hermiona nie mogła powstrzymać się przed uśmiechem. Ścisnęła lekko dłoń, którą trzymał blondyn. 
– Myślę o nas naprawdę poważnie, Granger. Czy może nam nie wyjść? Oczywiście, że tak. Ale teraz wolę skupić się na tym, że jestem szczęśliwy, bo jesteśmy razem w trójkę. Ty, Scorpius i ja. 
Zamilkł na chwilę, chcąc dać sekundę dla niej, żeby mogła przyswoić sobie jego słowa.
– Obiecuję, że jak, nie daj Merlinie, nie będzie między nami za dobrze, to nie wywalę cię z domu od razu, tylko trochę zaczekam.
Hermiona roześmiała się, kręcąc głową. Przekonał ją: wystarczyło jedno piękne wyznanie i już ją miał. To naprawdę zastanawiające, że potrafił tak umiejętnie dobierać słowa, by osiągnąć swój cel natychmiast.
– Dobrze, wprowadzę się do ciebie.
Draco, który rozmyślał już nad kolejnymi argumentami przemawiającymi za swoim pomysłem, uniósł ze zdziwienia brwi.
– Tak po prostu przestałaś stawiać opór? – spytał pełnym podejrzliwości głosem.
Dziewczyna przysunęła się bliżej do niego i położyła na jego policzku dłoń. Króciutki zarost ukłuł ją w delikatną skórę, ale wcale się tym nie przejęła. Przysunęła swoją twarz do jego, przymykając jednocześnie powieki. Odezwała się dopiero, gdy ich nosy się zetknęły.
– Przekonałeś mnie tym, że w razie czego nie wyrzucisz mnie od razu – wyszeptała.
Wtedy go pocałowała. Zaplotła ręce na jego szyi, żeby pogłębić pieszczotę. Draco objął ją w talii i przekręcił tak, że położyła się na plecach, a on nad nią górował.
– Ze wszystkiego co powiedziałem, wybrałaś chyba najmniej romantyczny powód – mruknął z zawodem w głosie. – A ja tak się starałem. Jesteś niemożliwa, Granger.
– To jak ty ze mną wytrzymasz tyle czasu? Jak zamieszkamy razem, będziemy go spędzać razem ciągle...
– O to mi chodzi – odparł lekko. Zaczął schylać się, by móc sięgnąć jej ust.
– Kocham cię... – wyszeptała, kiedy był tak blisko, że jego grzywka łaskotała jej czoło.
– Ja ciebie też, Granger. I właśnie dlatego wiem, że z tobą wytrzymam.
Pocałował ją kolejny raz tego wieczoru. 
Wszystko się ułożyło. Od teraz zaczynali nowy etap swojego życia, który od tej chwili mieli ze sobą dzielić. I chociaż przeżyli już dosyć dużo w swoim życiu, jeszcze więcej na nich czekało. Przyszłość niosła im wiele niespodzianek, którym wspólnie mieli stawić czoła. 
Jednak nic im już nie było straszne, póki mieli siebie.



Czytaj dalej

________________
Cześć!
No i jest – ostatni rozdział „Pełni szczęścia”. Najdłuższy, jaki kiedykolwiek stworzyłam. I to tylko w trochę ponad miesiąc, podczas roku szkolnego(!). Dla Was ten czas mógł się dłużyć, ale dla mnie minął jak w mgnieniu oka. Ale to może dlatego, że całkiem przyjemnie mi się go pisało – wreszcie wszystko między naszymi bohaterami wyszło na prostą (mam nadzieję, że Was nie zawiodłam takim, a nie innym obrotem spraw między nimi :P).
Przed nami jeszcze epilog i wtedy historia już oficjalnie zostanie uznana za zakończoną. Chciałabym obiecać, że pojawi się on niedługo, ale nigdy nie wiem, co zaplanują sobie moi nauczyciele... :/ Wtedy postaram się jakoś zgrabnie podsumować całe opowiadanie :D
Koniecznie piszcie, jak wrażenia! <3
Pozdrawiam serdecznie,
Feltson
Theme by Mia