wtorek, 23 stycznia 2018

Rozdział 19: Zostaniesz?

Pełnia szczęścia
Część 2
Rozdział 19: Zostaniesz?


Mimo wielu ludzi stojących w kolejce w lodziarni Floriana Fortescue, dało się tam znaleźć miejsca siedzące. Zdecydowana większość z obsługiwanych czarodziei brała swój deser na wynos, a naprawdę nieliczna decydowała się na zostanie w lokalu.
– To może ja stanę w kolejce, a ty i Scorp... – zaczęła Hermiona, ale oczywiście Draco musiał jej przerwać.
– Nie, ty i Scorpius usiądźcie, a ja zamówię – powiedział, patrząc lekko zdegustowanym spojrzeniem na siatki, które trzymała. Już sobie wyobrażał ją płacącą z sową w rękach przy kasie.
– No dobrze – mruknęła, nie chcąc więcej z nim dyskutować. – Scorpiusie, chodź, poszukamy jakiegoś stolika – zwróciła się do chłopca ciepło. Ku zdziwieniu Draco, ten bez żadnych obiekcji posłuchał się jej, nawet nie patrząc na ojca.
Widok ten tak zaskoczył Draco, że nawet nie spytał się, co Hermiona sobie życzy. Kątem oka obserwował, jak dziewczyna pomaga jego synowi usiąść na krześle, a potem kiwa, podczas gdy ten intensywnie jej o czymś opowiadał.
Czy istnieje jakikolwiek osobnik na tym marnym świecie, który nie lubi Granger? – pomyślał. Nawet on, mimo nienawiści za czasów Hogwartu, zmienił swoje zdanie na jej temat. Draco nie potrafił tego nazwać, ale Hermiona miała w sobie coś takiego, co intrygowało ludzi. Choć była nadzwyczaj zdolna i inteligentna, nie powodowało to u nikogo zazdrości, czy też złości. Nigdy nie przechwalała się swoimi możliwościami i wszystko, co robiła, wychodziło jej tak naturalnie, że wywołanie owej zazdrości graniczyło z cudem. Ponadto z każdym zdołała znaleźć wspólny temat do rozmowy, była szczerze uprzejma, taktowna... Chodzący ideał. – Jak ona to robi?
Kolejka, mimo swej długości, kurczyła się szybko. Nim Malfoy się obejrzał, już nadeszła jego pora na złożenie zamówienia. Ze sobą i Scorpiusem nie miał problemu, doskonale wiedział ile i czego miał kupić. Hermiony nie zdążył spytać o jej preferencje, dlatego wybrał jedną z bardziej neutralnych kombinacji.
Chwilę później Draco przyszedł do stolika, gdzie Hermiona właśnie słuchała Scorpiusa, który próbował opowiedzieć jej o wycieczce do Magicznej Oranżerii – a szczególnie o rosiczkach, które wywarły na nim niesamowite wrażenie.
– I powiadasz, że te kwiatki tak po prostu zjadały robaki? – spytała, szeroko uśmiechając się do dziecka.
– Tak!
– A były ładne? Podobały ci się?
– Raczej nie...
Draco postawił na stoliku tacę z deserami i podał każdemu jego porcję.
– Dziękuję – rzuciła Hermiona, po czym szybko dodała: – Zaraz ci oddam pieniądze.
Starszy Malfoy przewrócił oczami, kiedy szatynka wkładała dłoń do kieszeni z zamiarem wyciągnięcia środków płatniczych.
– Zostaw to, Granger. Zaprosiliśmy cię i stawiamy, co nie Scorpius? – Chłopiec nie zwrócił nawet uwagi na fakt, że padło jego imię, a zamiast tego wolał wpatrywać się w swój deser. – Poza tym, nawet nie pamiętam ile co kosztowało, a cennik jest za daleko... Musiałbym do niego iść...
– Żaden problem, to kosztuje szesnaście sykli i... – przerwała, widząc minę Malfoya. Brwi uniesione do góry jasno dawały do zrozumienia, że czekał na dalszą część zdania. Jednak ta nie nadeszła. – Umm... – Uśmiechnęła się jakby przepraszająco, sięgając przy tym po łyżeczkę.
– Czyżbym idealnie trafił w twoje ulubione lody, czy po prostu znasz całe tutejsze menu na pamięć? – rzucił, wyraźnie uznając całą wypowiedź za żart.
Hermiona nie chciała się chwalić tym, że niedawno tu pracowała – co prawda krótko, ale jednak. Nie uważała, że ta informacja może mu się do czegoś przydać, zwłaszcza że chodziło jej tylko o zajęcie wolnego czasu przed zatrudnieniem w Ministerstwie, o nic więcej.
Właśnie dlatego tajemniczo i wymijająco – nie zaznaczając do której części pytania się odnosi – rzekła:
– Powiedzmy, że tak.
Zaczęli jeść. Oczywiście Scorpius niemal od razu upuścił trochę deseru z łyżeczki prosto na spodnie. Malfoy, jakby już od dawna przygotowany na ten wypadek, szybko machnął różdżką, pozbywając się plamy. Poprosił syna o większą uwagę, choć miał świadomość, że serwetki i różdżka na pewno jeszcze będą w użyciu.
– No to opowiadaj, Granger. Co tam się u ciebie działo?
Zaschło jej w gardle. Wiedziała na co się godzi, kiedy przyjmowała zaproszenie, ale w głębi serca miała nadzieję, że może Malfoy o tym zapomni. Gdyby nie Scorpius, nie zgodziłaby się na propozycję Draco.
Odkąd po czterech latach w końcu spotkała swojego syna, mogłaby spędzić z nim każdą wolną chwilę, chociażby po to, by się na niego napatrzeć. I przyszła tu tylko dla niego.
– Naprawdę, Malfoy? Jesteś ciekawy mojego marnego losu, kiedy to ty dorobiłeś się potomka?
Miała świadomość, że odwraca kota ogonem. Jednak musiała orientować się, co Malfoy wiedział o matce swojego dziecka. Takie informacje byłyby dla niej bardzo przydatne.
Draco z początku się nie odezwał. Zaczął grzebać łyżeczką w swoich lodach, a po kilku sekundach spojrzał jej w oczy.
– Cóż, nie da się zaprzeczyć. – Wzruszył ramionami. – Chociaż i tak uważam, że to najlepsze, co mnie od kilku lat spotkało. Nie ma co zagłębiać się w szczegóły, zwłaszcza, że dużo plotek chodziło na mój temat. Natomiast o tobie nic nie było słychać. Wojenna bohaterka i taka cisza wokół niej.
– Nie mów tak – poprosiła, nie lubiąc zbytniego chwalenia jej w tych sprawach. Sądziła, że po prostu zrobiła to, co należało; wsparła przyjaciela. Nie czuła się bohaterką. – A plotek nie słyszałam, nie miałam zbytnio okazji. Zresztą, w Australii raczej nie jesteś jakoś znany.
– Australia? Daleko uciekłaś, Granger...
Oboje jesteśmy równie dobrzy w uciekaniu – pomyślała, równocześnie zaciskając usta, żeby nie powiedzieć tego na głos. 
– Nic mnie tu nie trzymało – rzekła sucho, choć zabrzmiałoby to dużo poważniej i oschlej, gdyby jej nowa sowa nie wydała z siebie cichego pohukiwania.
Mimo to chyba zrozumiał, że powinien być ciut delikatniejszy, bo później już bardziej uważał na słowa.
O przeszłości nie rozmawiali dużo – prawdopodobnie oboje poczuli, że to  dość delikatny temat dla. Hermiona mówiła możliwie jak najmniej. Nie chciała kłamać – choć tego nie uniknęła – bo wiedziała, że później to wszystko się na niej odbije i Malfoy będzie jeszcze bardziej wściekły, kiedy się o wszystkim dowie.
O ile to, co zrobiła do tej pory, nie jest wystarczającym powodem do ataku złości.
Draco również nie był pod tym względem rozmowny. Dopiero zmiana tematu sprawiła, że atmosfera przestała być gęsta. Dużą zasługę miał w tym miał także Scorpius, który nie tylko często się brudził (co z pewnością nie zadowalało jego ojca), ale również próbował się włączyć do rozmowy, często przerywając im własnymi kwestiami.
Draco nie mógł nie zauważyć, że jego syn naprawdę polubił Granger. Nawet teraz już przestał czuć się w jej towarzystwie niekomfortowo, jak to miało miejsce jeszcze na Pokątnej. Kiedy tak razem debatowali – ponieważ młody kolejny raz zaczął temat Magicznej Oranżerii, którą wciąż był oczarowany – musiał przyznać, że miała do niego dobre podejście.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby z tego nie skorzystał.
– Granger, mogę cię o coś poprosić? – Dziewczyna spojrzała na niego z zaciekawieniem. – Mamy w firmie trochę zaległości, które trzeba możliwie jak najszybciej uregulować. Czy dałabyś radę przez jakiś czas zostawać z małym dłużej? Oczywiście, nie będę wykorzystywał cię dużo dłużej... Godzinka, może dwie.
Hermiona uśmiechnęła się.
– Nie ma sprawy. I tak nie mam nic innego do roboty.
Poczuła, że serce bije jej szybciej. Malfoy tak po prostu dawał jej pretekst, żeby dłużej przebywać ze Scorpiusem. Nie mogła nie wykorzystać tej szansy.
– Dziękuję, nawet nie wiem, jak ci się mam odwdzięczyć.
Gdyby w tym momencie zależało mi na pieniądzach, powiedziałabym, że mógłbyś mi to wynagrodzić solidną podwyżką – przeszło jej przez myśl.




.*.*.*.*.



Wieczorem Draco nie mógł zasnąć.
Nie wyciągnął od Granger tego, co chciał. Skubana, wiedziała doskonale jak zmienić temat. Pocieszał go jedynie fakt, że i tak nie za bardzo chciała rozmawiać, a i on równie niechętnie mówił o swojej przeszłości, więc mógł ją zrozumieć.
Blondyn przekręcił się na łóżku tak, że leżał przodem do okna. Scorpius już od dawna spał jak suseł. Dla niego ten dzień był niezwykle ekscytujący oraz męczący i nic w tym dziwnego, że tak szybko zasnął. Draco również czuł się pozbawiony wszystkich sił, a mimo to myśli stanowiły blokadę przed wymarzonym odpoczynkiem. Tak więc kręcił się na łóżku z płonną nadzieją, że to coś da.
W końcu blondyn nie wytrzymał i w samej piżamie wyszedł na dwór. Uznał, że może świeże powietrze przegoni jego myśli.
Usiadł na swojej ulubionej ławce w ogrodzie. Nie było mu zimno – w środku lipca, zwłaszcza przy tak pięknej pogodzie, raczej o to ciężko.
Granger... Ciężko mu było określić, co czuł. Na pewno ulgę, że naprawdę mu wybaczyła jego głupotę. Ciekawiło go również, dlaczego jest w jego stosunku taka dobra. I czemu akurat ją Scorpius polubił, mimo że miał tak wiele różnych opiekunek.
A co jeśli Granger wcale nie jest taka bezinteresowna, jak się wydaje?
Nie. To nie ona.
Ona została wykluczona jako matka Scorpiusa jako pierwsza. Zresztą, już od dawna była w Australii, kiedy młody pojawił się u jego drzwi. Sama mu to dzisiaj powiedziała.
A co jeśli Granger faktycznie okazałaby się mamą Scorpiusa? – myśl ta nagle uderzyła w niego.
To nie było nie niemożliwe. Przecież spali ze sobą. Data porodu niby także wystąpiła dziewięć miesięcy po ich wspólnym wyjeździe... Ale przecież dziecko było tak malutkie, że to żadna niespodzianka, gdyby wyszło na jaw, że urodziło się trochę przed terminem. Ona powiedziałaby mu o wszystkim.
A gdyby jednak nie oznamiła? Co wtedy?
Draco nie miał pojęcia. Szczerze nie wiedział, co zrobiłby w takiej sytuacji. Wściekłby się? Zawiódłby się? Załamał? A może najzwyczajniej w świecie poczułby się oszukany?
Wciągnął głęboko rześkie powietrze i uniósł głowę do góry. Gwiazdy wesoło świeciły nad nim. Kiedy ostatnio tak naprawdę usiadł w nocy i popatrzył w niebo?
Na randce z Granger. Pięć lat temu.
Malfoy skrzywił się. To naprawdę duży kawał czasu. Kiedyś naprawdę kochał astronomię i nie wiedział, dlaczego przestał się nią interesować.
Tej nocy nie wiedział ile czasu poświęcił na przypominanie sobie wszystkich nazw gwiazd i gwiazdozbiorów, ale rano był ledwo żywy.



.*.*.*.



W poniedziałek rano, kiedy Malfoy wychodził do pracy, oczywiście nie omieszkał przypomnieć jej o ich ustaleniach z soboty.
– Granger, nie zapomnij, że dzisiaj pracujemy dłużej.
– Tak, pamiętam. Jeszcze nie jestem sklerotyczką. A teraz idź, bo się spóźnisz.
Draco przewrócił oczami. Chciał powiedzieć jej, że akurat jego spóźnienia nie dotyczą, ale zrezygnował ze zbędnej dyskusji. Nie miał na to siły, choć, w porównaniu do nocy poprzedniej, tym razem się wyspał. Niemal całą niedzielę spędził na ziewaniu i próbach przekonania młodego do samodzielnego zajęcia sobie czasu. Oczywiście bez żadnego skutku. Był wrakiem człowieka i nawet celowo nie patrzył w lustra, żeby się nie przerazić na swój widok. Dopiero mocna, niechętnie wypita kawa dała mu kopa do życia. Całkowicie się od niej odzwyczaił, a to również zasługa Hermiony. 
Wyganiany ze swojego domu szybko pożegnał się ze Scorpiusem i wyszedł. 
Ten dzień należał do jednych z nudniejszych. Młody, który już zapomniał o swojej nienawiści do opiekunek, świetnie współpracował z Hermioną – nie dawał się we znaki, grzecznie się jej słuchał... Właściwie, to momentami zapominała, że opieka nad chłopczykiem to jej praca – czuła się zupełnie jakby po prostu spędzała z nim wolny czas. Jak matka ze swoim synem. Tylko w momentach, kiedy chciała go wyściskać i wycałować po obu policzkach, wszystko sobie przypominała. Chciała przekonać go do siebie powoli i wyłącznie z tego powodu się hamowała. Poza tym, choć był jeszcze mały, to pewnie i tak zdziwiłby go fakt, że obca dla niego kobieta tak go traktuje.
Już niedługo, Hermiono – przekonywała się w myślach. – Twoja cierpliwość na pewno się opłaci.
Kolejne dni wyglądały praktycznie tak samo. W jej życie wkradła się pewna rutyna. Panujące w Anglii upały zmuszały ich do siedzenia w domu w okolicach południa. To z kolei powodowało, że codziennie musieli bawić się w podobne rzeczy.
W czwartek pogoda już nie była taka ładna jak poprzednio, ale za to bardziej zachęcała do wyjścia na zewnątrz – niższa niż dotychczas temperatura i lekkie zachmurzenie to zdecydowanie lepsze warunki do zabawy. Na całe szczęście, bo wcześniej siedzenie w domu doprowadzało ich do nudy, a wyjście na podwórze odstraszało.
Scorpius niemal od razu zarządził zabawę w berka. Hermiona, choć nigdy nie przepadała akurat za tą rozrywką, zgodziła się natychmiast. Nie potrafiła mu odmówić. Nie jemu. Mały, jak na swój wiek, był wyjątkowo szybki i zwinny. Wiadomo, Hermiona dawała mu wygrywać, ale nie musiała się bardzo starać. Scorpius swoje zdolności sportowe musiał odzieczyczyć po ojcu. Nie mogła się oszukiwać, Draco był dobrym szukającym. Nigdy nie zdołał pokonać Harry'ego z dwóch przyczyn: po pierwsze, Potterowi zdecydowanie pomagała drobniejsza postura, tak bardzo pożądana na ich pozycji, po drugie, Malfoya często gubiła zbytnia pewność siebie.
W ogniu zabawy, Scorpius przestał zbytnio uważać na to, co robi – jego najważniejszym celem stało się ucieknięcie przed Hermioną. Chłopiec, wbiegnąwszy między drzewa, wywrócił się o wystający korzeń.
Jego płacz słychać by było nawet po drugiej stronie posiadłości.
– Cśśś, Scorpiusie, cśśś. – Próbowała go uciszyć, jednocześnie siadając obok niego na piętach. Usadziła go na swoich udach.
Jedną ręką objęła go w pasie, a drugą strzepywała brud z jego nóżek. Z lewego kolana leciała mu krew. Na jej widok chłopiec zaczął płakać jeszcze głośniej. 
To kolejna cecha upodobniająca go do Draco. On także na widok swojej krwi zaczynał histeryzować bardziej niż zwykle.
– Boooliii – oznajmił jej przez łzy.
Hermiona postawiła go na ziemi, po czym sama z niej wstała.
– Dasz radę iść? – spytała go ciepłym, spokojnym głosem. Chłopiec pokiwał główką wciąż szlochając. – Musimy ci umyć rankę i zakleić plasterkiem. Zobaczysz, zaraz przestanie boleć.
Scorpius załapał ją za rączkę i bardzo powoli ruszyli w stronę domu. Mały tym razem uważał na każdym kroku – starannie dbał o kolanko, aby przypadkiem nie zabolało go bardziej. 
Kiedy w końcu znaleźli się w łazience, Hermiona przemyła kolano specjalnym eliksirem, mającym także działanie przyspieszające gojenie. Następnie przykleiła plaster, co w ciągu paru sekund uspokoiło chłopca.
– Lepiej?
– Tak – odpowiedział wciąż lekko drżącym głosem. 
Scorpius wstał, zrobił krok do przodu i wyciągnął ręce w jej stronę. Twarz panny Granger rozjaśnił szeroki uśmiech. Kucnęła obok niego i lekko przyciągnęła go do siebie. Chłopiec zaplótł rączki wokół jej szyi.
Serce jej biło tak mocno, że wcale by się nie zdziwiła, gdyby poczuł je Scorpius. Coś, co jeszcze kilka dnia temu było dla niej marzeniem, dzisiaj się ziściło. Tuliła go i to z jego woli. Nawet jeśli chciał otuchy po tak poważnym zranieniu, to i tak jedna z najszczęśliwszych chwil w jej życiu. 
Później chłopiec nie był już tak chętny do zabawy. Dopadła go senność. Hermiona poprowadziła go więc do pokoju i uśpiła.
Przez kilkanaście minut wpatrywała się w niego, wciąż rozpamiętując jego uścisk. Lekko bawiła się jego krótkimi, ciemnymi włoskami, ciesząc się jego obecnością, na którą czekała tak długi czas.



.*.*.



Kiedy Draco wrócił do domu o siedemnastej, zastał Hermionę czytającą w pokoju Scorpiusa. Chłopiec spał, przytulony do jego kochanego misia, Teddy'ego.
– Czy mnie oczy nie mylą? 
Hermiona uśmiechnęła się. 
– Cicho, śpi – mruknęła. Zamknęła książkę, położyła ją na biurku i wstała. – Przewrócił się i trochę popłakał. Myślę, że to i pogoda razem – kiwnęła w stronę okna, gdzie zbierały się coraz gęstsze chmury, zwiastujące deszcz – mogło go tak uśpić.
– Rozumiem. A długo już...
– Nie, nie, trochę dłużej niż godzinę.
Zapadła cisza. Draco patrzył w oczy Hermionie, która czuła, że zaczyna się rumienić, choć nie rozumiała dlaczego.
– To... to ja... pójdę już. – Podniosła książkę z zamiarem odłożenia jej na miejsce.
Malfoy położył rękę na jej ramieniu, kiedy przechodziła obok i tym samym zatrzymał ja w miejscu. Wiedział, że powieść ją zainteresowała, ale zamiast poprosić go o jej wypożyczenie, Granger odłoży ją na stare miejsce.
– Możesz ją pożyczyć – oznajmił, kiwając głową w stronę lektury. – To jedno z romansideł z kolekcji mojej matki. Czarodziejski klasyk. Nie miałem serca go wyrzucać. 
Podniosła wzrok, dzięki czemu ich spojrzenia się spotkały.
– Dziękuję. Myślę, że w ciagu kilku dni ci ją oddam... I radziłabym ci go za niedługo obudzić. – Kiwnęła w stronę Scorpiusa. – Podejrzewam, że jak teraz się wyśpi, to będziesz miał problem wieczorem.
– Dobrze, ciociu Granger, tak zrobię – stwierdził żartobliwie.
– To do jutra – powiedziała z lekkim uśmiechem.
– Cześć. – Zdjął dłoń z jej ramienia.
Kilka minut później dziewczyna przekroczyła próg swojego mieszkania. Niewiele starając się o zachowanie porządku, zdjęła buty na środku przedpokoju, niedbale rzuciła torebkę. Tylko książkę, którą akurat trzymała w dłoni delikatnie położyła na blacie szafki. 
Dziewczyna najpierw poszła do kuchni. Do szklanki nalała sobie wody i z nią weszła do salonu. Już miała zamiar rozwalić się wygodnie na kanapie, kiedy poczuła na sobie czyjś wzrok.
Siedząca w klatce sowa popatrzyła na nią jakby surowym wzrokiem.
– Co, zapomniałam nalać ci wody? – spytała ją. Jednak nie o to chodziło, bo ptak miał jej jeszcze mnóstwo. – To może o to, że jeszcze nie nadałam ci imienia? Też nie? – Wtedy Hermiona jakby zesztywniała. – O Merlinie, miałam napisać do rodziców!
Całe to zamieszanie z Malfoyami w sobotę kompletnie wytrąciło jej napisanie listu z pamięci. 
Panna Granger czym prędzej chwyciła za pióro i pergamin i zaczęła kreślić treść wiadomości. Opisała mniej-więcej wszystkie ważniejsze wydarzenia z kilku ostatnich dni, nie zapominając oczywiście o rozległych przeprosinach za długą ciszę z jej strony.
Kiedy posłała swoją bezimienną sowę z listem, zegar pokazywał godzinę prawie dwudziestą. Dziewczyna zrobiła sobie szybką kolację, którą zjadła w towarzystwie książki pożyczonej od Draco.
Co jak co, ale gustu jego matce odmówić nie mogła. Powieść pochłonęła ją niesamowicie.



.*.



– Granger, nie wyglądasz najlepiej – powiedział jej na przywitanie Draco następnego dnia. 
Hermiona miała ochotę zabić go spojrzeniem. To chyba nie był jej dzień – wcale nie czuła się zmęczona, mimo że do późna czytała. Tylko wygląd, niestety, zdradzał jej krótki sen. Chociaż i tak mogło być o wiele gorzej, ale oczywiście Draco musiał się do niej o coś przyczepić.
– Ty też, Malfoy, ale jakoś nie mówię ci tego codziennie – odcięła się jak za starych, dobrych lat. 
– Cóż, nikt nigdy nie powiedział, że oczekuję od ciebie komplementów – zgrabnie odbił piłeczkę. 
– Gdybyś mnie o nie prosił, pomyślałabym, że sięgnąłeś dna... Draco Malfoy błagający o komplementy, chciałabym to zobaczyć.
– Chyba w twoich snach.
– Czemu nie? – Wzruszyła ramionami. – Mogę wejść?
– Zastanowię się – rzekł, udając zamyślonego, choć jednocześnie przepuścił ją w drzwiach. Zgodnie z tradycją pożegnał się z synkiem i zaraz sam opuścił teren swojej posiadłości. 
Hermiona, zgodnie z prośbą chłopca, poszła za nim do pokoju, gdzie panował prawdziwy chaos. O ile zawsze jego małe królestwo było miejscem posprzątanym, o tyle teraz nie mogła tak go określić.
– Co tutaj się stało? Gdzie podziała się zasada sprzątania zabawek? – zwróciła się do Scorpiusa. – Chyba, że zdążyłeś to wszystko porozrzucać jeszcze dziš...
– To Hogwart. – Wskazał paluszkiem podstawę niewybudowanej do końca wieży. – Wczoraj zacząłem budować go z tatą.
– I nie skończyliście go – dopowiedziała za niego.
– No nie, ale tata pozwilił mi go skończyć rano.
– I dlatego tak chętnie mnie tutaj przyprowadziłeś. Chcesz ją ze mną dokończyć, prawda?
– Tak, tatuś powiedział, że pani będzie umiała zrobić Hogwart.
Hermiona skrzywiła się na dźwięk słowa „pani”, ale niemal natychmiast zmieniła ten grymas na uśmiech.
Pokręciła głową, ale już się nie odezwała, tylko razem z dzieckiem usiadła na wygodnym, ciemnym dywanie wśród mnóstwa kolorowych klocków. Do godziny jedenastej zbudowali dwa piętra, na których zamontowali dwie wieże, z czego trzecią zaczęli robić. Budowla ta nie należała do idealnych, ponieważ upór chłopca naprawdę był nie do odparcia i jak postawił na swoim to nie istniały inne możliwości. Mimo to wciąż miała swój urok. Oprócz tego Hermiona podziwiała kolekcję klocków młodego, która się nie kończyła, chociaż zamek wciąż rósł w oczach.
W trakcie jedzenia drugiego śniadania zrobionego przez niezawodną Szmirę całkiem dużo rozmawiali. Na różne tematy, choć każdy z nich należał do błahych – jednak o czym innym mówić z czteroletnim dzieckiem?
– Zapomniałam cię spytać o kolanko... Boli cię jeszcze?
– Już nie. – Zgiął nogę i wystawił zranioną część powyżej blatu stołu, którą pokrywał ciemny, twardy strup. – I nie mam plasterka – dodał.
Hermiona wprost nie potrafiła nie roześmiać się z tej pięknej, dzięcięcej dumy z czegoś tak prostego, a jednak istotnego dla niego. 
– Widzę, gratuluję – pochwaliła go, jednocześnie mierzchwiąc mu włosy.
Dokończenie budowli zajęło im jeszcze dwie godziny. Potem wspólnie stwierdzili, że trzeba wyjść na zewnątrz. Młody Malfoy nie miał jednak ochoty na zabawy ruchowe, dlatego poszli do piaskownicy, gdzie otworzyli swoją własną restaurację.
W okolicach pory obiadu, nieoczekiwanie usłyszeli za plecami wesoły głos Draco:
– Czy podają tutaj nadziewanego indyka?
– Tata! – Scorpius zerwał się z miejsca, niszcząc swoją babeczkę, którą starał się ulepić od kilku minut. Przytulił się do niego, po czym złapał dużo większą dłoń i pociągnął w stronę piaskownicy. – Chodź, będziesz jadł, tato.
Hermiona zauważyła przestraszone spojrzenie Draco, który mimo wszystko dał zaciągnąć się do zabawy. Po drodze zdążył jednak szybko zrzucić marynarkę i wyplątać się z krawatu. 
– Dzisiaj jesteś wcześniej niż dotychczas – napomknęła.
– Ach, tak, opanowaliśmy z Teodorem zaległości. Dziękuję Granger. – Posłał jej przyjacielski uśmiech. – Już w przyszłym tygodniu wracamy do krótszego trybu pracy.
– Więc już nie jestem wam dziś potrzebna...
– Nie... – wydał z siebie smutny Scorpius. – Nie idź. – Złapał ją za rękę. 
Draco spojrzał na nią. Uniósł wysoko jedną brew, jakby chciał powiedzieć: „Jemu odmówisz?”.
 – Mamy zrobić tort – oznajmił młody, chcąc przekonać ją do zostania.
– Oczywiście, jak mogłam zapomnieć! – Pokręciła głową, w geście potępienia swojego zapominalstwa.
– Granger. – Usłyszła chwilę później szept starszego z Malfoyów. – Jeżeli gdzieś ci się spieszy, to zrozumiemy...
– Nie, nie spokojnie. Akurat dziś nic nie mam do roboty.
– W takim razie z czym będzie tort? – spytał głośniej, zakasując rękawy.


Czytaj dalej x

_____________________
Cześć!
Tym razem przybywam po niecałym miesiącu :D Co jak co, ale jak na mnie to spory sukces. 
Nie będę się bardzo rozpisywać – chciałam tylko serdecznie podziękować za przekroczenie 200 tysięcy wyświetleń „Zenitu...” na Wattpadzie i 250 tysięcy wyświetleń bloga ❤  Te liczby są tak duże, że czasem boję się, że to tylko przewidzenia :P Dziękuuuję jeszcze raz! :*
Feltson
Theme by Mia