wtorek, 29 sierpnia 2017

Rozdział 17: Pokonując diabła

Pełnia szczęścia
Część 2
Rozdział 17: Pokonując diabła





Następnego dnia Hermiona obudziła się samoistnie na kilka minut przed budzikiem. Nie wstawała jednak z łóżka – nastawiła go wcześnie, aby mieć pewność, że nie zaśpi. Wątpiła, że coś takiego się jej zdarzy, ale wolała się ubezpieczyć na ten wypadek.
Nie mogła się oszukiwać – była podekscytowana dzisiejszym dniem i nie potrafiła tego ukryć. Wieczorem specjalnie starała się zmęczyć, by szybko zasnąć. Lecz na próżno. Leżała na łóżku i wpatrywała się w szary od ciemności sufit, choć oczami wyobraźni obserwowała Scorpiusa. Dużo czasu zajęło jej zapadnięcie w sen, krążąca w jej ciele adrenalina skutecznie ją pobudzała.
Rano, ze względu na dosyć wczesną godzinę, nie musiała się spieszyć. W spokoju zjadła śniadanie, pościeliła łóżko, ubrała się. Cała niemal drżała z podekscytowania, choć myślała bardzo przytomnie. Niedługo przed wyjściem naskrobała krótki list do Harry'ego i Ginny z zawiadomieniem, że zjawi się dziś u nich po południu. W jego treści poprosiła również Pottera, aby zaprosił Rona – wiedziała, że dziś czarnowłosy pracuje w tych samych godzinach, co Weasley. Prawdopodobieństwo, że spotkają się na ministerialnych korytarzach bądź w windzie wynosiło sto procent.
Muszę kupić sobie sowę – przeszło jej przez myśl, kiedy uświadomiła sobie, jak często musi korzystać z usług publicznej sowiarni. W niedalekiej przyszłości powinna dostać kartę stałego klienta. Taki zakup to naprawdę nieduży wydatek, a dzięki niemu zaoszczędziłaby mnóstwo czasu. W pamięci zanotowała, że kiedy będzie mieć wolną chwilę, wybierze się do sklepu zoologicznego na Pokątnej, w którym niegdyś nabyła Krzywołapa.
Kilkanaście minut po wyjściu z domu, Hermiona pojawiła się na tej samej drodze, co poprzednio dnia. Tym razem udało jej się wylądować bliżej bramy. Zastanawiało ją, dlaczego Draco się przeprowadził do mniejszego domu. Malfoy Manor to ogromna i piękna posiadłość, choć z wiadomych względów nie przepadała za tym miejscem. Nie mogła jednakże odmówić mu urody – kiedy zajmowała się blondynem podczas jego choroby, zyskała okazję do lepszego przyjrzenia się dworkowi. W takim miejscu z pewnością chciałaby żyć przeważająca liczba osób biedniejszych od Malfoya. A ten dom, choć także urodziwy, wywoływał mniejszy zachwyt niż tamten. Dlatego zaskoczyła ją jego zmiana zamieszkania. Może kiedyś go o to spyta.
Tak jak wczoraj, brama otworzyła się przed nią samoistnie. Tym razem Hermiona nie przyglądała się roślinności w ogrodzie, tylko zmierzała prosto do drzwi. Energicznym ruchem zapukała w ciemnobrązowe wejście posiadłości.



.*.*.*.*.



Jak co rano, kiedy Draco się obudził, niemal od razu wyszedł z łóżka. Ależ on tęsknił za późnym wstawaniem... Odkąd w jego życiu pojawił się syn, całkowicie odebrano mu ten weekendowy przywilej. Czasem za tym tęsknił, ale wtedy nawiedzała go myśl, że jednak Scorpiusa brakowałoby mu bardziej.
Jako że poprzedniego dnia na śniadanie zrobił owsiankę, którą młody – mimo szczerej nienawiści – zjadł w całości, postanowił w ramach nagrody przyrządzić omlety. Dziś mały nie wstał samodzielnie – co zdarzało się rzadko – więc Draco obudził go, lekko potrząsając jego ramieniem. Dziecko miało wielkie trudności ze zwleczeniem się z łóżka. Zazwyczaj rano był chodzącym, gadatliwym wulkanem energii, a tego dnia dopiero wiadomość, że na śniadanie zrobił omlety, poprawiła mu humor.
Po naszykowaniu się do pracy i ubraniu syna Malfoy postanowił mu powiedzieć, że dziś zostaje w domu z nową opiekunką. Wczoraj tylko przywitał się z Hermioną, ale jeszcze nie wiedział, że to jego niania. Usiadł więc w swoim ulubionym fotelu w salonie, a syna posadził sobie na kolanach.– Idziemy dzisiaj do pracy, tato? – spytał młody, jak co rano. Zazwyczaj odpowiadano mu twierdząco.
Draco pogłaskał go po plecach.
– Ja tak, ale ty zostajesz. Pamiętasz, taka pani była w naszym domu wczoraj?
– Jaka pani? – Jego głos nie wyrażał skupienia. Blondyn poszedłby o zakład, że wszelkie wiadomości wpadały mu jednym uchem, drugim zaś w mgnieniu oka ulatywały.
– Taka podobna do cioci Astorii – wytłumaczył. Wciąż podał za mało informacji, aby mógł skojarzyć, o kogo mu chodziło. – Pomyliłeś się i przytuliłeś ją wczoraj.
– Aaa – mruknęło dziecko, choć wciąż bez pełnego przekonania.
– I – kontynuował blondyn – zostajesz właśnie z tą panią. Będzie się tobą opiekować.
Na twarzy malucha momentalnie pojawił się grymas. Co prawda maluch nie przepadał za chodzeniem z tatą do firmy, bo to oznaczało pół dnia nudy, ale z opiekunkami tym bardziej nie zamierzał zostawać.
Draco westchnął ciężko, widząc nastawienie chłopca. Nie miał pojęcia, w jaki sposób wytłumaczyć mu, że szanse na powrót Astorii równają się zeru. Upartość Scorpiusa wciąż zadziwiła jego ojca, który bezskutecznie próbował ją pokonać. Niestety to przeciwnik trudny do zwalczenia. Młody wciąż brnął w swoje postanowienia i szło mu to świetnie.
– Pani Hermiona jest naprawdę fajna – stwierdził blondyn, patrząc swojemu synowi głęboko w oczy. – Mam nadzieję, że polubisz ją.
– Ja chcę ciocię Astorię – mruknął chłopiec. Draco ledwo zdołał powstrzymać się od zniecierpliwionego warknięcia.
– Kochanie, już tyle razy ci tłumaczyłem, że ciocia nie może się już tobą zajmować. Za niedługo będzie miała swojego dzidziusia. A ty już jesteś dużym facetem, powinieneś to zrozumieć.
Scorpius wciąż siedział z niezadowolonym grymasem. Malfoy lekko połaskotał go, co spowodowało nagłą zmianę mimiki dziecka – na jego twarzy pojawił się uśmiech, a chłopiec zaczął skręcać się na kolanach ojca.
– Tato, nie!
Blondyn odsunął dłoń od boku ciała dziecka – jednakże nadal trzymał jego plecki, chroniąc go przed upadkiem.
– Będziesz tym razem grzeczny? Błagam cię, młody. Znam panią Hermionę i wiem, że to naprawdę miła osoba.
Scorpius nie dostał szansy na odpowiedź, bo przerwało im pukanie do drzwi.
– Oho, to pewnie ona – powiedział Draco.
Wstał z fotela, postawił syna na ziemi, a potem poszli w stronę wejścia – przy czym dziecko zrobiło to całkiem niechętnie. Blondyn otworzył pannie Granger z zadowoleniem.
– Cześć, Granger. Wchodź. – Przepuścił ją.
– Cześć – odpowiedziała, jednak bez takiego entuzjazmu, jak on. – Witaj, maluchu. – Uśmiechnęła się do Scorpiusa. Chłopiec przysunął się bliżej ojca, jakby chciał się za nim schować. – Mam nadzieję, że przyszłam w porę... Zeszło mi się w sowiarni dłużej, niż planowałam.
– To nic nie szkodzi – odparł Malfoy. – I tak się dzisiaj spóźnię. Zapomniałem wczoraj pokazać ci dom. Wypadałoby, żebyś się orientowała, gdzie co jest.
Hermiona pokiwała głową, na znak, że zgadzała się z tym pomysłem.
– Torebkę możesz zostawić, gdzie chcesz. I tak nie będzie mi przeszkadzać... Tylko o niej później nie zapomnij.
– Jasne – odpowiedziała, odwieszając swoją własność na jednym z wolnych wieszaków, bo uznała to za najodpowiedniejsze i najbezpieczniejsze miejsce.
– A więc chodź.
Przeszli kawałek korytarzem, kierując się do najbliższego wejścia, znajdującego się po ich lewej stronie – jak się okazało, prowadziło ono do jadalni. Na środku pomieszczenia stał długi, ciemny stół, a przy nim kilkanaście krzeseł do kompletu. Każde z nich miało jasne obicie, ładnie kontrastujące z brązowym drewnem. Na beżowych ścianach wisiało parę pogodnych pejzaży, ukazujących łąki, pola i jeziora w słoneczne, letnie dni. W rogach pomieszczenia stały duże rośliny doniczkowe. Oprócz tego we wszystkich oknach zawisły eleganckie, idealnie białe firany, co dodawało temu pokojowi uroku. Dalej Malfoy poprowadził ją do kuchni, do której wejście znajdowało się na końcu jadalni, po prawej.
– Spokojnie, nie będziesz musiała gotować małemu obiadów – uspokoił ją Draco. – Tym zajmuje się nasza skrzatka, Szmira. Obiad zazwyczaj mamy, jak wrócę z pracy, także ze Scorpiusem będziesz jeść drugie śniadanie. Szmira też je wam zrobi – zapewnił.
– Nam?
– Tak, wam. Mały nie lubi jeść sam i nie przełknie nawet kęsa, jeśli ktoś mu nie towarzyszy. A drugie śniadanie jest u nas o jedenastej. No, chyba że wyjątkowo zgłodnieje, to wtedy poprosisz Szmirę, żeby przygotowała je wcześniej.
Wrócili przez jadalnię do korytarza, a następnie weszli do pokoju dziennego, którego wejście znajdowało się równolegle do tego, przez które przeszli ostatnio. Salon był ogromny. Po prawej stronie umiejscowiono dwa ogromne okna, pokazujące ogród z przodu domu. Naprzeciwko nich, pośrodku znajdowały się schody prowadzące na pierwsze piętro. Stopnie były niższe niż zazwyczaj, również balustrada wydawała się wyjątkowo solidna.
– Mają na sobie specjalne zaklęcia antypoślizgowe. Mały ostatnio nauczył się sam wchodzić i schodzić. Robi to bardzo uważnie i powoli, ale wciąż lepiej mieć go na oku.
Po obu stronach schodów znajdowały się ogromne regały, zakrywające całą ścianę zapełnione mnóstwem starych i trochę nowszych książek. Hermiona podejrzewała, że część – a na pewno te cenniejsze i ważniejsze dla Draco – przeniesiono z Malfoy Manor.
Ściana naprzeciwko wejścia została wyłożona białą cegłą, która ładnie kontrastowała z tą pomarańczową, z której zbudowano kominek. Oprócz niego na tej powierzchni zawieszono kilka doniczek z zwisającymi roślinami i obrazów ukazujących martwą naturę. Koło paleniska, na ogromnym białym dywanie (utrzymanym w nieskazitelnej czystości prawdopodobnie tylko dzięki zaklęciom) stała kanapa, dwa wygodne fotele i stolik kawowy.
Draco zaprowadził ją na górę. Jak się okazało, były tam tylko pięć sypialni i łazienka.
– Tutaj jest pokój Scorpiusa. – Chłopak wskazał jej drzwi najbliżej schodów. Weszli do środka.
Oczywiście, pomieszczenie – jak każde w tym domu – miało duże rozmiary. Na niebieskich ścianach wisiało parę obrazków, wyglądających jak ilustracje z książek dla dzieci. W pokoju pełno było półek, na których stały różnego rodzaju zabawek pochowanych w kolorowych pudłach i maskotek. Jedna duża szafa stała przy drzwiach, a zaraz obok niej umiejscowiono biurko. W kilku pojemniczkach było pełno kredek, flamastrów i innych mazaków. Hermiona zauważyła, że tylko jedna rzecz nie znajdowała się na swoim miejscu – sprawiający wrażenie starego miś leżący na łóżku, usytuowanym pod oknem. Hermiona przeczuwała, że to ulubiony pluszak Scorpiusa. Granatowy, puchaty dywan wyłożony na środku pokoju aż zapraszał, aby na nim usiąść bądź się położyć.
– Tam – Draco wskazał na szklane drzwi w lewym rogu pokoju – znajduje się wyjście na balkon. Podejrzewam, że właśnie tutaj spędzicie najwięcej czasu, Scorpius uwielbia to miejsce. Wszędzie wszystkiego pełno... Mam tylko jedną prośbę: nie sprzątaj za niego zabawek. Możesz mu pomóc, ale nie wyręczać. I nie siedźcie tylko w domu. W słoneczne dni staraj się z nim wychodzić na zewnątrz.
– Oczywiście. – Przytaknęła.
Wyszli z pomieszczenia. Panna Granger ze zdziwieniem zauważyła, że dziecko w ogóle się nie odzywało. Czyżby aż tak krępowało się jej obecności?
– Tu jest łazienka – powiedział Draco, wskazując następne drzwi po prawej stronie korytarza. – A tam moja sypialnia – dodał, pokazując trzecie, najdalej położone od schodów. – Ale nie sądzę, żebyś czegoś stamtąd potrzebowała. Tak tylko mówię, żebyś wiedziała.
– A te pokoje? – spytała Hermiona, kiwając w kierunku trzech par drzwi po lewej stronie holu.
– To są tylko sypialnie dla gości. – Wzruszył ramionami. – Rzadko kiedy tam chodzę.
Wrócili na parter i przeszli do korytarza, z którego wchodzili do salonu i jadalni. Hermiona zauważyła, że na czwartej ścianie pokoju dziennego porozwieszano mnóstwo zdjęć Scorpiusa i jego ojca. Obiecała sobie, że przyjrzy im się dokładniej.
W holu Malfoy objaśnił jej, co kryło się za pozostałymi czterema wejściami. Za pojedynczą parą drzwi po lewej był jego gabinet, który miała okazję obejrzeć wczoraj. Po prawej mniejsze wejście należało do pokoiku Szmiry, większe prowadziły do kolejnej łazienki.
– Tędy wychodzi się na główną część ogrodu – objaśnił pan domu, otwierając takie same drzwi, jak te wejściowe, znajdujące się na drugim końcu tego korytarza. – I to chyba wszystko, co musisz wiedzieć. Wierzę, że sobie poradzisz. A ty – zwrócił się do swojego dziecka – nie płacz dziś, błagam.
Blondyn ucałował syna w czoło, po czym pożegnał się z obojgiem i opuścił posiadłość.
Hermiona kucnęła obok smutnego Scorpiusa i uśmiechnęła się do niego. Chłopczyk nie odpowiedział jej tym samym.
– Co chcesz robić? – spytała go uprzejmie.
– Nic.
– I co, będziemy siedzieć tak cały dzień i patrzyć się w ściany?
Młody się nie odezwał. Stał tylko w miejscu, obrażony na nią, choć jeszcze nie spędziła z nim nawet pięciu minut.
– Chodź, może coś mi narysujesz.
Zaprowadziła chłopca do jego pokoju. Próbowała przekonać go do narysowania czegoś, ale tylko ze smutkiem bawił się czerwoną, przypadkowo wziętą kredką. Pomyślała, że może naprawdę nie miał na to ochoty, więc zaproponowała coś innego. Tą i kolejne propozycje także odrzucił, mimo usilnych starań i próśb Hermiony.
Chłopczyk rozpłakał się dopiero po drugim śniadaniu, twierdząc, że tęskni za tatą. Malfoy mówił jej, że mały nie lubi opiekunek, ale nie spodziewała się, że aż tak. Był również ponadprzeciętnie uparty, nawet jego ojciec miał większą skłonność do ustępliwości.
Hermiona starała się cały czas go uspokoić i czymś zająć, jednak na marne. Chłopiec nie chciał słyszeć o niczym, co nie dotyczyło jego ojca ani cioci Astorii.
Kilka minut po czternastej dziewczyna wzięła go na kolana i z braku lepszego pomysłu próbowała go zagadać. Mały wciąż płakał, choć już z mniejszym zapałem i energią niż wcześniej. Dla panny Granger to naprawdę przykre, że jej własne dziecko jej nie lubiło, ale rozumiała swoją sytuację. Musiała zacisnąć zęby i przekonać do siebie Scorpiusa. Jedyna przeszkoda, obok uporu chłopca, to brak pomysłu na to, jak do niego dotrzeć.
Kiedy Draco wrócił do domu, wcale nie zaskoczył go widok zapłakanego syna.
– I co, Granger, bardzo źle było?
Opowiedziała mu o wszystkim ze szczegółami. Nie zajęło jej to wiele czasu, nie za dużo działo się tego dnia. Chociaż Malfoya naprawdę zaskoczył fakt, iż chłopiec pękł dopiero po posiłku.
– Ach, synu, jestem z ciebie taki dumny! – powiedział blondyn, mając nadzieję, że to dopiero początek zmiany Scorpiusa.
Hermiona nie potrafiła się nie uśmiechnąć na widok zadowolenia Draco z postępu syna. I choć czuła zmęczenie i nadchodzący ból głowy, to wiedziała, że było warto.



.*.*.*.


– Jak to jesteś opiekunką Scorpiusa?! – wyrwało się Ronowi, podczas sprawozdania Hermiony z ostatnich dwóch dni. Na twarzy rudzielca czaił się szok. Z kolei Harry miał pokerową twarz. Ginny wyglądała na średnio zadowoloną.
Panna Granger straciła całą pewność siebie, którą zebrała w sobie po wyjściu z domu Malfoya. Mimo że Scorpius cały czas płakał, była szczęśliwa – w końcu udało jej się spotkać swojego syna. Ale jej przyjaciele najwyraźniej byli innego zdania.
– Tak wyszło.
– Czyli Malfoy nadal nic nie wie? – spytała Ginny, choć dobrze znała odpowiedź.
Hermiona przygryzła dolną wargę. Cisza okazała się wystarczającą odpowiedzią.
– I kiedy zamierzasz mu powiedzieć? – odezwał się Harry pierwszy raz od kilku minut. – Wiesz, że tego nie unikniesz, prawda? Nie wódź go za nos. Nie przepadam za nim, ale uważam, że należy mu się prawda. Zwłaszcza że widzisz, jak bardzo kocha małego i zajął się nim lepiej, niż przypuszczałaś. Z jego strony to bardzo uczciwe.
– Ale to jego syn... – wtrącił Ron.
– Wątpię, czy byś chciał opiekować się podrzuconym dzieckiem, nawet wiedząc, że to twoje dziecko. Nie miał stuprocentowej pewności, że Scorpius to jego biologiczny syn. Podziwiam go, bo sam nie wiem, co zrobiłbym na jego miejscu. I mówię to szczerze.
Panna Granger nic nie powiedziała. Za to uparcie obserwowała swoje paznokcie na położonych na kolanach dłoniach, jakby z nadzieją, że zobaczy, jak rosną.
– Wiem, że się boisz – kontynuował po chwili Potter – lecz to cię nie minie.
Ginny złapała swojego chłopaka za rękę. Jej twarz trochę się rozchmurzyła – widać, że cieszyła się, że ktoś popiera jej zdanie w stu procentach. Do tej pory była jej jedynym głosem rozsądku w tej sprawie.
– Powiem mu wszystko, ale w swoim czasie.
– Ależ ty uparta! – Panna Weasley wydała z siebie udręczone westchnięcie. – Jak sobie coś umyślisz, to nie ma przebacz, musi być po twojemu.
– Przecież on się o wszystkim dowie! Tylko w swoim czasie... Narazie planuję przekonać do siebie Scorpiusa, bo wolę mieć pewność, że będzie chciał utrzymywać ze mną kontakt. Astorię Greengrass polubił do tego stopnia, że nie potrafi zaakceptować innej niani.
Zapadła cisza. Najwidoczniej Ginny zaprzestała zadawania sobie trudu przekomarzania się z nią. Jednak Hermiona nie przyszła tu tylko poinformować ich o zmianach, które zaszły przez ostatnich kilkadziesiąt godzin.
– Mam do was również pytanie – zwróciła się do Rona i Ginny. – Dorastaliście wśród dużej rodziny i może wiecie, jak dokładnie postępować z takimi dziećmi jak Scorpius? Co lubią robić, czym najchętniej się bawią...
W ten oto sposób dziewczyna przywołała do rudzielców mnóstwo wspomnień o dzieciństwie, zabawach, jakie kochali za młodu oraz śmiesznych wypadkach, które doznało ich rodzeństwo. I mimo że znała już część tych historii, to i tak nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Niektóre anegdotki starała się jak najlepiej zapamiętać, aby móc z nich później skorzystać.
Wiedziała, że to dobry pomysł, aby się do nich zwrócić.



.*.*.


Następnego dnia Hermiona pojawiła się z nową energią przed domem Malfoya. Pełna optymizmu i porad od Weasleyów, miała nadzieję, że dziś pójdzie jej lepiej. Choć Draco uważał, że wczorajszy dzień okazał się sukcesem – w końcu Scorpius nie płakał od samego wyjścia blondyna z domu, lecz od posiłku – to jej to nie satysfakcjonowało. To dopiero wstęp do tego, co zamierzała osiągnąć.
Draco wpuścił ją do domu. Pożegnał się z synem, jej życzył powodzenia, a sam udał się do pracy.
– Cześć, młody – przywitała się, uśmiechając się do chłopca.
– Dzień dobry – odpowiedział grzecznie, choć bez ogromnego entuzjazmu.
Poprzedniego dnia Scorpius miał pogadankę z tatą na temat jego zachowania. Polegała ona głównie na tym, że Draco próbował przekonać go, żeby dobrze się bawił i nie myślał o tym, że tęskni. Wspominał także o tym, że pani Hermiona jest tak fajna, jak ciocia Astoria, tylko Scorpius musi chcieć się z nią pobawić. Młody oczywiście niewiele z tego zapamiętał bądź wziął do siebie, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał – jakby słuchał i nie zwracał na niego uwagi.
– Co chcesz dzisiaj porobić? Jestem pewna, że masz swoją ulubioną zabawę – powiedziała.
Chłopiec nic nie odpowiedział. Hermiona nie zamierzała się jednak poddać. Nie, kiedy była już tak blisko syna. Postanowiła, że tym razem jej cierpliwość stanie się nieograniczona. Dlatego złapała go za rączkę i zaprowadziła do pokoju, gdzie zamierzała znaleźć jakąś zabawę dla niego, choćby miała to być ostatnia rzecz, którą zrobi.
Niechęć Scorpiusa dorównywała tej z poprzedniego dnia. Dziecko nie chciało uczestniczyć w żadnych czynnościach, prócz drugiego śniadania, które zjadł z zadziwiającą chęcią. Dotychczas rady Rona i Ginny nie dawały skutku. Podejrzewała, że mogłyby zadziałać, gdyby miała do czynienia z dzieckiem starszym, bądź bardziej ustępliwym.
To właśnie przy śniadaniu doznała olśnienia. Przypomniała sobie słowa Malfoya na temat posiłków ze Scorpiusem. Mały nie lubi jeść sam i nie przełknie nawet kęsa, jeśli ktoś mu nie towarzyszy. To nie musiało tyczyć się tylko i wyłącznie jedzenia. Do tej pory Hermiona zachęcała go do zabawy, ale tylko słowami. Sama czekała aż chłopiec zajmie się czymś, a ona do niego dołączy. Dlatego po skończonym posiłku spróbowała zamienić myśl w czyn. Posadziła Scorpiusa przy biurku na wysokim krzesełku, a sama wyczarowała sobie najzwyklejszy taboret.
– Narysujesz coś dla taty? Jakiś ładny obrazek? – zapytała. Coraz bardziej znudzone dziecko widocznie chciało płakać. Panna Granger czuła, że to ostatnia chwila, aby zająć czymś Scorpiusa, w innym wypadku skończy się tak jak poprzedniego dnia.
Dziewczyna wygrzebała ze zbiorowiska materiałów piśmienniczych ołówek i zaczęła rysować chatkę. Nie był to malunek na miarę prawdziwego artysty, ale Hermionę cieszył fakt, że rozpoznanie obiektu to zadanie możliwe do wykonania. Scorpius uważnie śledził, jak skończyła szkicowanie domku i przeszła do tworzenia drzewa obok niego. W końcu postanowił zabrać jej kartkę i samemu dopełnić dzieło. Niebieskim flamastrem dorysował w rogu kartki coś, co miało być gęsto rosnącymi kwiatkami. Potem na kolejnym kawałku papieru Hermiona zaczęła malować psa – finalnie wyglądał jak otyły jeleń bez poroża. Dziecko tym razem, oprócz ogródka, dorysowało kilka drzew i koślawe słońce w prawym rogu kartki.
Wspólnie wykonali kilka rysunków. Większość z nich wyglądała jak całkowita abstrakcja, pomimo faktu, że przedstawiała istniejące przedmioty. Jednak zdolności plastyczne Hermiony i czteroletniego chłopca pozostawiały wiele do życzenia, więc nic dziwnego, że daleko im było do Picassa czy van Gogha. I mimo braku zadowalających efektów, oboje odczuwali satysfakcję – ona, bo w końcu udało się go uspokoić i zająć, a on ponieważ za każdym razem malunek trafiał w jego niecne rączki.
Dopiero koło czternastej młodzieniec przypomniał sobie o smutnej nieobecności ojca, co zasygnalizował płaczem. Hermiona posadziła go sobie na kolanach, mówiąc kojące rzeczy i głaskając go delikatnie po plecach. Skutek był znikomy, choć nie zanosił się tak jak poprzedniego dnia.
Kiedy Malfoy wrócił do domu, ponownie przywitał go szlochający Scorpius i duża niespodzianka.
– Płakał tylko ostatnią godzinę. Co prawda do śniadania nic nie chciał robić, tak jak wczoraj, ale udało mi się go jakoś zająć – streściła Hermiona.
– Granger... Jesteś wprost nieoceniona.
Na policzkach dziewczyny pojawił się lekki, różowy rumieniec.
– To wręcz niemożliwe... – dodał po chwili Malfoy. – Czy ty coś mu zrobiłaś? Zaczarowałaś go?
Dziewczyna zachichotała. Przytulający się do ojca Scorpius przyglądał się dwójce dorosłych, którzy naprawdę wyglądali, jakby kiedyś się dobrze znali. Jego tatuś nie żartował tak z żadną nianią.
– Jak już, to nie zaczarowałam, a oczarowałam.



.*.


Kiedy Draco udało się w końcu uśpić syna, zyskał chwilę dla siebie. Nie miał jednak na nic siły, więc tylko klapnął na swój ulubiony fotel w salonie, rozkoszując się ciszą.
Scorpius zaskoczył go przez ostatnie dwa dni. Kiedyś jego gadki i prośby nijak do niego nie trafiały. Czyżby to wiadomość, że znał wcześniej Granger, podziałała na niego tak, że chociaż starał się nie płakać? Wcześniej oddawał małego pod opiekę osób, które tak naprawdę widział drugi raz w życiu. I może to nie ze Scorpiusem, ale z nianiami był problem?
Malfoy nie mógł teraz jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, ale pokładał nadzieje, że kiedyś mu się to uda.




Czytaj dalej

____________
Cześć!
Rozdział miał być – uwaga! – później, lecz udało mi się skończyć wcześniej :D To raczej rzadko się zdarza...
Rozdziały od teraz mogą być ciut krótsze od poprzednich – usunęłam parę bezsensownych wątków niepasujących do reszty opowiadania, więc uszczuplił mi się materiał. A skoro obiecałam 25, słowa dotrzymam c:
Szkoda, że już zbliża się szkoła, ale cóż – wszystko się kończy. Mam nadzieję, że odpoczeliście w te wakacje! :D
Pozdrawiam cieplutko,
Feltson
Theme by Mia