piątek, 20 stycznia 2017

Rozdział 7: Kłopoty na pokładzie

Pełnia szczęścia
Część 1
Rozdział 7: Kłopoty na pokładzie



Draco zamrugał kilkukrotnie powiekami, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Granger wydawała się być jak najbardziej poważna w tym, co mu zaproponowała. Z ciągłym, nie malejącym zdziwieniem obserwował, jak dziewczyna przesuwa się, otwierając drzwi szerzej.
– Tylko szybko, zanim się rozmyślę – rzekła, po czym przygryzła wargę w niekontrolowanym odruchu.
Malfoy odetchnął, robiąc pierwszy krok. Początkowo miał obawy – nie wiedział, czy dobrze robił. Ale z drugiej strony, to co złego mogło wyniknąć ze spotkania z Granger? Była grzeczna, miła i cnotliwa. Jednym słowem – miał pewność, że nie stanie się nic. Kto wie, może nawet udałoby jej się uratować jego upadłą duszę...?
Zabawne Draco, że się jeszcze łudzisz – przemknęło mu przez myśl.
– Jesteś pewna, że wiesz, co robisz? – spytał mimochodem, kiedy usłyszał za sobą trzaśnięcie drzwi.
– Mam być szczera czy miła? – odparła, unosząc kąciki ust ku górze.
– Miła – rzucił, rozglądając się po pomieszczeniu. Było proste, nie skalane żadnym brudem i całkiem przewidywalne. Całkiem jak psychika Pottera. Że nawet jego mieszkanie musi być jego dokładnym odzwierciedleniem...
– Zazwyczaj w takich sytuacjach prosi się o szczerość i właściwie to liczyłam na to, że ją wybierzesz. – Wzruszyła ramionami. – Więc, pozwolisz, że to właśnie do niej się zastosuję. A odpowiedź brzmi: nie wiem. Ale póki nie wyjmiesz z kieszeni ostrych narzędzi lub różdżki, nie mam jakiś wielkich obaw.
– Hm. Nawzajem – odparł. 
– Zdejmij buty – nakazała jeszcze.
Blondyn posłusznie wykonał polecenie, a następnie poszedł za szatynką. Trafił do salonu, który – oczywiście – był nudny i czysty. Naprzeciwko wejścia stała ciemna kanapa, a przed nią niski stolik. Prostopadle do niej stały dwa fotele, z czego na jednym znajdowało się kilka poduszek. Na jasnej szafeczce obok niego leżała książka, z której wystawała zakładka z wizerunkiem sowy. Oprócz tego na stoliku samotnie stał brudny, samotny i pusty kubek. Na parapecie było kilka doniczek z kwiatami, natomiast nad kanapą wisiało parę małych obrazków i zdjęć. Jednak jego uwagę najbardziej zwrócił przedmiot stojący przy wejściu. Draco wszedł głębiej do pomieszczenia, aby móc mu się przyjrzeć. Było to wielkie, hebanowe pudło, w którym widział swoje odbicie – niewyraźne i czarno–białe, ale to nie przeszkadzało mu w rozpoznaniu poszczególnych przedmiotów, które były za nim. Chłopak rozejrzał się wokół. Obok szafki z tym ciemnym czymś stał jeszcze regał z książkami, czyli wiało normalnością. Nic więc dziwnego, że jego spojrzenie wciąż wracało do owej, nieznanej mu rzeczy.
Hermiona, która pospiesznie wyniosła kubek do kuchni, schowała książki i poprawiła wszystkie poduszki, szybko dostrzegła jego ciekawość i zdezorientowanie.
– To telewizor – odpowiedziała na jego nieme pytanie.
– Tele... co?
– Wizor. Tele–wizor.
– I co on robi, ten telewizor? – spytał.
– Na telewizorze się ogląda – odpowiedziała. Już widziała, jak blondyn otwierał usta, aby zadać kolejne pytanie, dlatego szybko kontyuowała: – Można oglądać różne rzeczy. Programy, seriale, filmy. Zależy, co puszczają.
Draco niewiele to rozjaśniło. Wiedział, że coś się puszcza – co wcale mu się dobrze nie kojarzyło – i można to oglądać. Świetnie. Szkoda tylko, że nadal nie rozumiał, co oznaczała reszta pojęć. 
– Napijesz się czegoś? – zaproponowała Hermiona. – Herbaty, wody?
Draco prychnął, kręcac głową.
– Oj, Granger, Granger, nie nauczyłaś się jednej regułki. Mówi się „Kawy, herbaty, wody?", a potem dla żartu „A może czegoś mocniejszego?". Nie spodziewałem się tego po tobie.
– Nic mocniejszego nie mam...
– Wszystko wysączyłaś sama po cichu – wtrącił blondyn.
– ... a co do kawy, to przypominam ci, że jesteś na odwyku – dokończyła, ignorując jego komentarz.
– Weź mi o nim nie przypominaj, bo mam depresję. – Draco skrzywił się. – W takim razie nic.
Hermiona westchnęła. Nie miała pojęcia, dlaczego zaprosiła go do środka, ale żałowała. Naprawdę odczuwała brak towarzystwa i to w sposób nadgminny. Ale z drugiej strony to było całkiem niezłe posunięcie taktyczne – jeżeli uda jej się w jakimś stopniu jeszcze załagodzić stosunki między nią, a Malfoyem, to być może praca okaże się być jeszcze prostsza? Chociaż teraz nie narzekała, to zawsze mogło być lepiej. Wszystko zależy od tego, jak sprawa się potoczy.
– Naprawdę nic nie chcesz? Nawet soku? Nic? – dopytywała dziewczyna.
– Nie mówiłaś nic o soku – zauważył słusznie Malfoy.
Szatynka ponownie westchnęła, jednak tym razem przymknęła powieki na chwilę i odetchnęła. Czasem przeszkadzała jej skrupulatność chłopaka.
– Przepraszam, że zapomniałam wymienić wszystko, co mam ci do zaoferowania. Następnym razem powiem ci nawet o wodzie z kibla.
– Wybaczam – odpowiedział, mrugając jednym okiem z wrednym uśmiechem, mającym w sobie coś z prowokacji. Owa mina bardzo do niego pasowała, bo w pewien sposób odzwierciedlała jego charakter. I, oczywiście, to była jedna z jego popularniejszych min. – I poproszę.
– Wodę z kibla? – spytała uszczypliwie, bawiąc się w niego. Uniosła brew, kiedy nie mógł powstrzymać uśmiechu. 
– Może kiedy indziej. Dziś wystarczy sok.
Panna Granger kiwnęła głową i już jej nie było. Draco za to podszedł do regału z książkami. Niektóre znał i nawet czytał, ale część z nich widział pierwszy raz. Nie miał wątpliwości, że to coś z literatury mugolskiej, dlatego nie interesował się nimi bardziej. Może Weasleyowie uwielbiali tego typu rzeczy i Ginny pozwalała Potterowi trzymać je, ale zdecydowanie to nie jego styl. Chociaż to dziwne, że nie zabrali tego ze soba do Ameryki, kiedy się przeprowadzali... Dlatego wniosek, że połowa zbioru należała do Granger nasunął się sam.
Jednak najciekawsze były grzebiety książek, które się błyszczały. Już z daleka dziwnie wyglądały, nie mówiąc o grubości. A wszystkie miały tyle samo stron.
– Co oglądasz? – Usłyszał głos Granger chwilę później, więc odwrócił się od zbioru pospiesznie. 
– Nic. Ja tak tylko... – mruknął, jakby wstydził się, że interesował się takimi rzeczami.
– Coś ciągnie cię do filmów... – stwierdziła panna Granger.
– A tak właściwie, to co to są te filmy? – zdobył się w końcu na to, aby poprosić o wytłumaczenie. Dziewczyna usiadła na kanapie, więc i on uczynił to samo, obawiając się długiej i zawiłej opowieści.
– Filmy to są nagrane historie. To tak jakbyś wszedł w czyjeś wspomnienia w myślodsiewni, tylko siedzisz na kanapie, nie widząc wszystkiego wokół. Nie licząc tego, co chcą pokazać twórcy. I oczywiście w filmie wszystko jest udawane – wytłumaczyła, używając swojego typowego, „mądrego" tonu. Zawsze głos jej się zmieniał, kiedy tłumaczyła jakieś zagadnienia.
– Jak to wszystko jest udawane? – zdziwił się Draco.
– Normalnie – mruknęła, wzdychając. – Są ludzie, którzy przed kamerą, czyli przedmiotem do rejestracji ich ruchów, udając, że są kimś innym. Płacą im za to.
Blondyn kiwnął głową. Właściwie to była ciekawa sprawa – móc stać się kimś innym choć na chwilę i dostać za to pieniądze. On zawsze chciał zobaczyć, jak to jest być inną osobą; móc poczuć to, co czuje drugi człowiek, rozumować jego tokiem myślenia. Odkąd pamiętał, intrygowało go to. Niby żył w świecie magii, gdzie wystarczyło zażyć eliksir wielosokowy, aby zmienić się w dowolnego człowieka, ale nie o to mu chodziło – bo człowiek to nie tylko ciało. To także umysł i psychika, odruchy, nawyki, wspomnienia. To wszystko składało się na osobę. I nie mógł zaprzeczyć, że chciałby pobyć kimś innym choćby przez chwilę. 
– Ciekawe – mruknął po chwili, w trakcie której wyobrażał sobie siebie w ciele jakiejś pięknej brunetki.
– Właściwie, to moglibyśmy obejrzeć jakiś film – napomknęła niby przypadkiem. – Harry z Ronem polecali mi taki jeden, tylko nie miałam czasu, żeby go obejrzeć.
Draco zmrużył oczy i ściągnął brwi. 
– Weasley ci polecał film? – rzekł zdziwionym głosem. – Wiem, że wszyscy Łasicopodobni mają świra na punkcie mugoli, ale nie sądziłem, że będą bardziej biegli od ciebie! – Blondyn zachichotał mimowolnie, kiedy dostrzegł grymas na twarzy Granger.
– To nie jest tak...
– A jak? – wtrącił. Spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
– Po prostu Ron miał taki sam dylemat jak ty, więc na urodziny Harry kupił mu jeden – tłumaczyła. – To jedyny film, który obejrzał i nic dziwnego, że mu się spodobał. Podobno to prawdziwy hit. I Harry stwierdził, że jest całkiem dobrze zrobiony, warto go zobaczyć. 
– Ale to nie zmienia faktu, że to nie w moim stylu – przypomniał jej. – Wszedłem tutaj z nadzieją na krótką, inteligentną i burzliwą kłótnię.
– Jednak zamiast tego możesz obejrzeć film i wyjść z tak samo rozdartą duszą – trafnie spostrzegła. – No więc?
Draco spojrzał na nią groźnie. Jednakże Hermiona, w której zostało coś jeszcze ze złośliwości, której używała wobec niego w szkole, stwierdziła, iż „uznaje to za brak sprzeciwu" i włączyła kasetę, a opakowanie po niej odłożyła na stolik. Dyskretnie spojrzał na nią – z tej odległości mógł dostrzec dwie postaci. Była to młoda para: chłopak z grzywką i rudowłosa dziewczyna. Jako, że nie miał doświadczenia w oglądaniu, nie wiedział, o czym będzie seans. A przecież to wszystko było tak proste do odczytania... Ach, gdyby on tylko wiedział...
Przez większość czasu siedział i patrzył na losy owej dwójki. Ona – bogata dziewczyna i on – biedak, który otrzymał swój dar od losu. Ona zmienia zdanie dzięki niemu, zaczyna doceniać życie zwykłych ludzi, a szlachecki sposób bycia powoli ją męczy. Spędzają ze sobą dużo czasu i w konsekwencji się w sobie zakochują do szaleństwa.
Podczas oglądania, w pamięć blodnyna wpisało się kilka rzeczy. Pierwszą z nich to scena, kiedy Jack – bo tak miał na imię chłopak (Draco z dumą stwierdził, że pamięta jego imię) – uratował Rose (to także uznał za sukces). To było takie... Nie wiedział jak to nazwać. Może wydawało się lekko dwuznaczne, przez porozwalane ubrania, ale swego rodzaju... smutne. Liczył na to, że skoczy do lodowatej wody, gdzie najpewniej czekała ją śmierć. Po drugie, scena z malowaniem Rose. Draco nie mógł nadziwić się, jakim nieudacznikiem był Jack. Gdyby to on znajdował się na jego miejscu, to całkiem inaczej zająłby się Rose, która miała na sobie tylko i wyłącznie naszyjnik. Ale nie miał wpływu na to, co działo się na ekranie. I w końcu trzecim spostrzeżeniem zostało spojrzenie Hermiony, jakim obdarzała Jacka. Patrzyła się w niego jak w obrazek – miejscami miewał wrażenie, że bardziej zauroczył ją, niż Rose. Osobiście, nie widział w nim nic ciekawego – najzwyklejszy w świecie chłopak. W przeciwieństwie do niego, Draco miał oryginalne włosy i oczy, uroczy uśmiech (szczególnie, kiedy wyobrażał sobie śmierć wrogów) i ciekawy charakter. Co więc zachwycało Granger? Nie miał pojęcia. 
Zdecydowanie ulubionym momentem Malfoya podczas seansu było uderzenie statku w górę lodową. Od tamtej chwili blondyn wręcz nie mógł oderwać wzroku od telewizora. Tonięcie okrętu trzymało go niesamowicie w napięciu – a im więcej ludzi ginęło, tym ciekawiej się robiło. Śmiał się, kiedy widział grajków, którzy zamiast uciekać, ile sił w nogach, postanowili grać na swoich ukochanych instrumentach do samego końca. Ale musiał przyznać, że trochę im współczuł: on na ich miejscu w spokoju teleportowałby się gdziekolwiek, byle z dala od oceanu, morza, jeziora i kałuży. Wstręt do wody pewnie pozostałby w nim przez pewien czas...
I choć jego męskie ego na tym ucierpiało – bardzo, bardzo, bardzo go później z tego powodu bolało – to posmutniał na scenie, kiedy Rose i Jack byli już w morzu. On, jak prawdziwy dżentelmen ustąpił jej miejsca, by ona zdołała przeżyć. Miał cień nadziei na to, że przeżyje, ale... No właśnie. Szkoda gadać. Zrobiło mu się żal chłopaka, ale nie tak jak Granger, która ryczała jak bóbr, a po jej stronie kanapy walało się kilka zużytch chusteczek. Miał pewność, że Weasley nie bez powodu polecił jej "Titanica". Patrząc na to, w jakim stanie skończyła, to byłaby dla niego idealna okazja, żeby przytulić ją do siebie i pokazać swoją bohaterskość i twarde, męskie uczucia... lub mięśnie. Chociaż Weasley nie miał ani jednego, ani drugiego. A on Łasicem nie był i nie zamierzał ofiarować jej swojego ramienia.
– To było cudowne! – powiedziała Hermiona drżącym głosem na koniec.
Draco spojrzał na nią. Wcale nie wyglądała jakby film faktycznie jej się spodobał. Oczy miała lekko podpuchnięte, a w dłoni wciąż dzierżyła chusteczkę. Także jej włosy były w delikatnym nieładzie. Bardziej wyglądała na ofiarę przerażającej depresji wywołanej brakiem kawy, aniżeli dziewczynę zadowoloną. 
I gdyby mógł porównać swoją tęskniącą do kawy duszę do czegoś, to byłaby to właśnie rycząca Granger.
– Nie było źle – przyznał Draco niechętnie.
– Widziałeś tą grę Leonardo DiCaprio? Fan–ta–sty–czne! I wyglądał tak przystojnie... A ten... – Blondyn wyłączył się. Nie miał pojęcia, kim do jasnej ciasnej był Leonardo DiCaprio. Mógł jedynie zgadywać, że to jeden z tych gości, którzy zarabiali na udawaniu innych ludzi. Miał też niejasne przeczucie, że podawał się za Jacka, którego tak uwielbiała Hermiona. A jej zachwyty były czymś wartym ominięcia. Jego umysł ponownie włączył się do życia dopiero, gdy usłyszał: – Zakończenie było dla mnie bardzo ekscytujące i zaskakujące, mimo że je znałam już wcześniej...
– Jak to? Znałaś je już wcześniej? Przecież sama powiedziałaś, że pierwszy raz to oglądasz.
Hermiona zmarszczyła brwi.
– Nie mówiłam ci, że ten film jest oparty na autentycznych wydarzeniach? – Draco niepewnie pokiwał głową. Nie chciał, aby niechcący się wydało, że jej nie słuchał w pewnym momencie. – Kilkanaście lat temu Titanic naprawdę zatonął. A wraz z nim tysiące ludzi. Stąd inspiracja do nakręcenia filmu.
– I Jack wraz z Rose...
– Nie, nie, nie! – przerwała mu naprędce. – To akurat fikcja. Wymyślono ich wątek dla uatrakcyjnienia filmu, ale nic więcej. Oni nigdy nie istnieli, więc nie mogli umrzeć. 
Draco pokiwał głową na znak zrozumienia. 
– Wiesz, Granger, miło było, ale muszę się zbierać – odrzekł chłopak, kiedy nastała chwila ciszy. 
– Było miło, bo trzy godziny siedzieliśmy wgapieni w ekran – zauważyła, zresztą bardzo słusznie.
– Ale nie powiesz mi, że dawno nie byłem dla ciebie miły aż tak długi czas.
Nie wiedząc czemu, Hermiona po prostu nie umiała powstrzymać się od śmiechu. Malfoy ograniczył swój komentarz dotyczący zaistniałej sytuacji do uśmiechu i uniesionej brwi.
– Niech ci będzie. 
Draco wstał z kanapy, machinalnie poprawiając jedną ze swoich ulubionych koszulek na krótki rękaw. Hermiona odprowadziła go do drzwi, które zgrabnie otworzyła. Blondyn mający już dosyć mugolskich nowinek, nie chciał nawet spojrzeć na zasuwę. Natomiast kiedy wystąpił za próg mieszkania, jego dobre wychowanie nie pozwoliło mu odejść bez podziękowania. Dlatego obrócił się i rzekł:
– Dzięki za zajęcie reszty dnia, Granger. Marnowanie czasu wspólnie jest ciekawsze, aniżeli w pojedynkę.
– Tak... Do jutra – pożegnała się.
– Do zobaczenia.
Kiedy drzwi się zamknęły, oboje jeszcze stali na swoich miejscach. Ona zastanawiała się, co ją podkusiło, aby zaprosić go do środka tylko dlatego, że z nudów przyniósł jej głupi sweter, a on – czemu przyjął zaproszenie. Jednakże w ogólnym rozrachunku byli całkiem zadowoleni. Jedyną rzeczą, której żałowali, to powrót do normalności, czekający na nich następnego już dnia.





.*.*.*.




Prace nad sklepem Malfoya trwały w najlepsze. Do piątku zostało zrobione wiele rzeczy. We wtorek Hermiona napisała ogłoszenie o poszukiwaniu ekspedientek do pracy. Całą środę walczyła z chęcią uduszenia, postrzelenia bądź przeklęcia z jawnym skutkiem śmiertelnym Malfoya, który głowił się nad nazwą sklepu. Dziewczyna była święcie przekonana, że miał to już za sobą – ale nie. Nie miał. I bardzo jej się z tego powodu przykrzyło. Od ósmej do dziewiątej trzydzieści chłopak nawiedzał Teodora, jednakże co jakiś czas wracał ze skwaszoną miną. Kiedy w końcu Nott psychicznie nie wytrzymał jazgotu przyjaciela i w paru całkowicie niecenzuralnych, aczkolwiek dobitnych słowach przekazał mu, iż ma ochotę, aby w końcu opuścił swój gabinet, blondyn próbował poradzić się u Elizabeth. Kwadrans. Tyle zdołała wytrzymać, mimo chwilowej zbierzności charakterów jej i Malfoya: oboje byli zrzędliwi, markotni i nikt nie chciał z nimi spędzać czasu. Typowym dla siebie suchym i spokojnym głosem szybko i bez większych przeszkód wytłumaczyła mu, gdzie są drzwi. Dodała również, że jeżeli nie użyje ich w ciągu dziesięciu minut, to nie będzie musiała się fatygować do jego gabinetu, aby oddać mu wypowiedzenie. I tak obowiązek słuchania problemów Draco spadł na Hermionę.
Dziewczyna była bezsilna. W przeciwieństwie do Teodora i Elizabeth, nie miała takiej lekkości relacji z Malfoyem ani też nie trzymała go swoją profesjonalnością w garści. Prawda, od pewnego czasu czuła się w jego obecności całkiem swobodnie, ale nie na tyle, żeby go ochrzaniać. Dlatego nie pozostało jej nic innego, jak słuchać jego gdybania.
– Eliksiniarnia to nie jest to, czego szukam, prawda? – powiedział, wychylając się ze swojego gabinetu.
Hermiona westchnęła tak cichutko, że blondyn tego nie usłyszał. Postukała palcami w blat biurka, dając upust swojej bezradności. 
– To całkiem dobra nazwa – przyznała, chociaż myślała całkowicie co innego.
Draco zmarszczył brwi i pokręcił głową. Lewym ramieniem oparł się o framugę drzwi.
– A nie sądzisz, że to trochę głupio brzmi? – spytał. – Bo wiesz, kawiarnia to pijalnia kawy, a eliksiniarnia? To nie jest pijalnia eliksirów, my tylko je sprzedajemy. To trochę nieadekwatne. Chociaż... – zawahał się. – A ty jak uważasz?
Hermiona nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. Przecież i tak nic nie zależało od niej – czemu więc tak bardzo liczył na jej opinię? Dużo lepiej byłoby, gdyby dał jej święty spokój, bo naprawdę nie wiedziała na jaką odpowiedź liczył. Uśmiechnęła się wymuszenie, po czym głosem, w którym kryła się nutka niepewności, odparła:
– Jak dla mnie nie jest źle...
Draco pokiwał głową.
– Czyli jest okropnie. – I zatrzasnął za sobą drzwi.
Nie minęło jednak pięć minut, a znowu się wychylił na krótką konsultację. A potem znowu. I znowu. I znowu. I znowu... I tak w kółko, aż w pewnym momencie nie widziała końca.
Jej wybawieniem okazała się być przerwa, gdzie Draco upatrzył sobie do nękania warzycieli. To właśnie tam zapadła decyzja – podjęta wspólnie przez wszystkich zatrudnionych – prócz panny Granger i Elizabeth, czytającej Czarownicę – że nazwa musi być prosta i dobitna. I, ze względu na pewien rodzaj samolubności Draco, powinna zawierać nawiązania do właściciela.
I w ten oto sposób powstały Smocze Eliksiry.
Hermiona miała ochotę uściskać każdego z warzycieli, ale zdołała się powstrzymać. Zamiast tego do końca dnia delektowała się ciszą i błogim spokojem.
W czwartek Malfoy poszedł zamówić szyld. Wrócił trzy godziny później i, jak zdołała przypadkiem podsłuchać jego rozmowę z Nottem, miał wielki dylemat z jego upragnionym wyglądem, czcionką i „tymi innymi duperelami". Hermiona dziękowała wszystkim znanym bogom, bożkom i pozostałym bóstwom za to, że jej tam nie było.
W piątek Draco zabrał Teodora na wycieczkę. Do sklepu meblowego. Hermiona czuła się, jakby wygrała milion na loterii.
Prawdziwą mękę przechodził Nott. Mówił Malfoyowi, że nie ma czasu, bo zostało mu dużo pracy. Na nic się to nie zdało: Astrorii nie mógł poprosić, bo opiekowała się Timmym, Elizabeth z pewnością nie byłaby skora do współpracy, a Granger... Granger była starsznie niezdecydowana. Dopóki nie poprosił o pomoc kogoś innego (jak dobrze, że miał warzycieli!), stał cały czas w miejscu. Nie mogł na niej polegać. I tak, drogą dedukcji, pozostał tylko Teodor.
– No to czego ja potrzebuję? – spytał Malfoy zaraz po wejściu do środka. Ogrom szaf, szafek, szafeczek i tysiąca innych rzeczy sprawił, że nie umiał się na nic zdecydować. I jawnie ogłupiał. Zazwyczaj nie miał problemu z podejmowaniem decyzji, ale kiedy dotykały one tematów delikatnych bądź wieloletnich... Wtedy, krótko mówiąc, wymiękał.
– Mebli? – odpowiedział głupio Nott, nie bardzo wiedząc, w czym tkwiła trudność.
– No tak, ale jakich? 
– Totalnie ogłupiałeś! – stwierdził. – Potrzebujesz kanapę, stoliczek, jakiś taboret i przynajmniej jedną półkulę mózgu.
Draco popatrzył na przyjaciela z groźnym błyskiem w oku.
– To chyba oczywiste, że musisz kupić jakieś regały na towar, ladę, umeblowanie do pokoiku dla ekspedientek i do toalety. 
Blondyn pokiwał głową na znak zgody, więc weszli głębiej do sklepu. Rozglądali się wśród produktów, ale Draco nie umiał się na nic zdecydować. Każda propozycja od przyjaciela była negowana, więc w pewnym momencie szatyn po prostu się poddał. Po godzinie dyskusji i konfliktu niemożliwego do rozwiązania we dwójkę, postanowili wysłać patronusa do Astorii. A jako, że Draco nie potrafił go wyczarować, zdał się na łaskę przyjaciela.
Odpowiedź przyszła po dwóch minutach.
– Chłopaki, ja naprawdę nie potrafię wam na to odpowiedzieć. Musiałabym to zobaczyć, chociaż znając moje zamiłowanie do jasnych barw, to pewnie wybrałabym ten jaśniejszy – usłyszeli głos Astorii. Zaraz po tych dwóch zdaniach, patronus rozmył się w powietrzu.
– No nie… – mruknął Draco. – Czy wy nie macie oczu?
Teodor westchnął. Z daleka wyglądał, jak duże znudzone zakupami dziecko, które jest ciągane od sklepu do sklepu przez swoją nieznającą umiaru matkę. Jedyną rzeczą, która wtedy siedziała mu w głowie, to uciec stąd – możliwie jak najdalej i na tak długo, dopóki Malfoy nie podejmie decyzji samodzielnie. Wtedy podeszła do nich ekspedientka, która już jakiś czas krążyła niedaleko nich, poprawiając asortyment, aby lepiej wyglądał. Prostymi, dyskretnymi zaklęciami przesuwała szafki, które jakimś cudem stały przesunięte oraz usuwała z nich kurz.
– Pomóc panom w czymś? Może coś doradzić? – spytała uprzejmie.
Draco pokręcił przecząco głową.
– Nie – odmówił – świetnie sobie z kolegą radzimy.
Kobieta, nie tracąc swojego czysto profesjonalnego uśmiechu, odeszła od nich. Teodor popatrzył na blondyna z jawną złością, ale nic nie powiedział, tylko nadal udawał, że słucha plusów posiadania czarnego umeblowania w sklepie.
Nie minęło siedem minut, kiedy do Astorii został wysłany kolejny patronus.
– Chłopaki, na Merlina, JESTEM W PRACY. Naprawdę nie mam czasu, aby rozwiązywać wasze głupie problemy. A tak nawiasem mówiąc, Draco, po co fatygowałeś Teo do sklepu, skoro i tak nie liczysz się z jego zdaniem? Skoro nie potraficie się dogadać, to rzućcie monetą. Do godziny SIEDEMNASTEJ nie chcę dostać od was żadnego znaku życia. Dziękuję.
Papuga ponownie rozmyła się w powietrzu, jednak teraz chłopcy przez chwilę się nie odzywali.
– Cóż… To było dobitne – stwierdził szatyn. – Widzisz, wkurzasz nawet Astorię. A tego dawno nie grali!
– Przymknij się. Idziemy dalej, a ja w tym czasie zastanowię się nad kolorem.
Ale to wcale nie oznaczało wybawienia dla Notta. Co prawda słowa Astorii podziałały na jego przyjaciela pozytywnie. Decyzje podejmował szybko i sprawnie, jak na niego, ale wciąż irytował biednego Teodora. Ale przynajmniej mieli spisane całe wyposażenie do każdego z pomieszczeń, nie licząc pomieszczenia głównego, gdzie miało dochodzić do transakcji. Był na skraju wyczerpania, zarówno fizycznego jak i psychicznego, kiedy wrócili do wystroju właściwego. A ten nieszczęsny regał nadal stanowił problem. Tym razem kłopot tkwił w czym innym: bo o ile wcześniej Draco zapatrzony był tylko w czerń i kłócił się z przyjacielem, to teraz dodatkowo zastanawiał się, czy to w ogóle to, czego szukał.
Kiedy Teodor poszedł w kierunku działu z fotelami, oznajmiając, że nie zamierza mu tym razem pomagać, Draco kazał mu wezwać Granger. Spełnił jego prośbę, ale nie wrócił do blondyna, dopóki nie zobaczył, że niezbyt zadowolona ze swojej obecności tutaj Hermiona, wchodzi do środka. Miał to szczęście, iż dział, w którym raczył odpoczywać po męczącej wędrówce był na wprost wejścia.
– Granger – zaczął ostrzegać ją po cichu. – W tobie nasz ratunek. Jest tak samo nieznośny jak przy wymyślaniu nazwy. Błagam cię, wybierz coś ładnego, ja cię we wszystkim poprę i chodźmy stąd.
– Da się być gorszym? – zdziwiła się dziewczyna.
Teodor popatrzył na nią wściekle.
– Czy to było pytanie retoryczne? – spytał, marszcząc przy okazji brwi.
– Zadane niecelowo. Ale zgadzam się, spróbuję załatwić to szybko.
– Tylko wybierz coś ładnego.
Akurat w momencie, kiedy Nott ją o to poprosił, skręcili do działu, w którym ostatnio Teodor widział Draco. Spojrzeli między kilka alejek, ale w żadnej go nie było. Czas ten Hermiona wykorzystała na szczegółowe poznanie sytuacji i obejrzenia obiektu kłótni. Według jej mniemania, sprzeczka nie była warta złości i czasu, ponieważ mebel był po prostu brzydki. Potem zdecydowała się pooglądać regały. I dopiero wtedy raczył zjawić się Malfoy.
– Wszędzie cię szukałem – rzekł, oskarżycielsko wskazując na przyjaciela.
– Ej, poszedłem po Granger! – rzucił na swoją obronę Nott. Malfoy dostrzegł Hermionę stojącą kilka metrów za kumplem.
– Granger, nie wierzę, że to mówię, ale dobrze cię widzieć. – Gdyby nie okoliczności i osoba, która to powiedziała, Hermiona byłaby skora zarumienić się. – Chodź... – dodał, zaczynając swoją tyradę.
Jego wersja zdarzeń nieznacznie różniła się od zeznań Notta. Możliwe, że był to okrutny zbieg okoliczności, ale całkowicie mu nie ufała, dlatego to podziałało na jego szkodę. Ale nie zmieniło jej zdania. Zdziwienie blondyna było ogromne, ale nie skomentował zdania dziewczyny. Głównie dzięki zabójczemu spojrzeniu Notta.
Kiedy pięć minut później, po pobieżnym obejrzeniu wszystkich regałów w dziale, Hermiona znalazła swojego faworyta. Prostota, jasny, ciepły kolor drewna i odpowiednia do sklepu wysokość: oto, co ją urzekło w meblu. Nawet Teodor poczuł coś do niego, dlatego kłótnia była zacięta. Kulturalna i dosyć cicha, bo tego wymagało od nich miejsce, w którym obecnie się znajdowali, ale zacięta.
– Ne macie za knuta gustu – narzekał samotny ze swoim zdaniem Draco.
– A kto ci powiedział, że musisz nas słuchać?
Malfoy nic nie powiedział. Zrobił za to coś innego.
Zgodził się.
Niechętnie, ale jednak.
Było to ciche zwycięstwo, ale to im wystarczyło. A kiedy później się okazało, że Teodor popierał Hermionę nie ze względu na zawartą umowę, ale zgodnie ze swoim sercem, dziewczyna poczuła się świetnie. Gdy blondyn zobaczył wszystko następnego dnia, kiedy to umeblowanie zostało dostarczone... Nie przyznał im racji, to by było za piękne. Ale stwierdził, że nie jest tak źle, jak sądził, co było równoznaczne z przyznaniem się do błędu.
Smak racji to jednak coś, co nigdy jej się nie nudziło.




.*.*.





W poniedziałek Hermiona wróciła z nowymi siłami do pracy. Cały weekend spędziła z książkami w ręce oraz odpoczęła od Malfoya. Dodatkowym wsparciem dla jej psychiki była świadomość, że koszmar się skończył i wszystko wracało do normy. Pracowali tak jak wcześniej, co całkowicie jej odpowiadało. Przyzwyczaiła się do utartego trybu pracy, choć bywała ona nudna i wpędzała ją w rutynę.

I tak było tego dnia: krążyła między gabinetem Malfoya, a kuchnią trzy razy. O godzinie dwunastej zeszła na przerwę, gdzie porozmawiała z kilkoma warzycielami, z którymi lubiła spędzać czas, odpowiadała na zaczepki Notta, który nadal mile wspominał ich wprawną współpracę w sklepie meblowym.
Kiedy o godzinie trzynastej poszła do szefa odebrać kolejną część swojej papierkowej roboty, wydawał się być otępiały. Siedział nad kartką papieru, tępo się w nią wpatrując. Co jakiś czas zmieniał swój obiekt zainteresowania na stojący w prawym rogu biurka kalendarzyk.
– Przyszłam po resztę – mruknęła, wytrącając go z transu.
– O tak, masz. – Przywołał ją gestem dłoni do biurka. 
Przy podawaniu zdarzyła się katastrofa. Będący w swoim świecie Draco za szybko puścił plik kartek. Podczas upadku wraz z Hermioną próbowali je złapać, co skończyło się tym, że wszystkie się porozlatywały po podłodze, a chłopak łokciem przewrócił kubek z herbatą. Pech chciał, że wylała się ona na jego notatki i w przybory, mocząc wszystko, co spotkała na swojej drodze.
– Cholera jasna! – krzyknął zdenerwowany zaistaniałą sytuacją.
Hermiona przyklękła na podłodze, aby szybko zebrać dokumenty, a Draco w tym czasie począł ratować to, co się dało. Na szczęście miał na biurku względny pożądek, więc nie ucierpiało wiele rzeczy. W czasie, kiedy on zadbał o porządek na biurku, ona zdążyła już zacząć składać papiery po drugiej stronie mebla. Malfoy, który jej nie zauważył, obrócił się kolanami w jej stronę i nachylił w kierunku szuflady, aby wyciągnąć ściereczkę do wytarcia blatu. Przeszkodziła mu w tym osoba jego szanownej sekretarki.
– Och, Granger – jęknął. W jego głosie usłyszała lekką dozę frymustracji.
– Tak? – podniosła głowę. Draco spoglądał na nią z góry, kręcąc głową.
– Czemu ty mi przynosisz takiego pecha? – spytał.
Hermiona poczuła się oburzona. Tyle, co on załatwił, za czasów, kiedy tu pracuje, zdecydowanie powinno znokautować jej poprzedniczki. Ale nie. On nadal nie był jej za nic wdzięczny. Owszem, nie musiał – płacił jej za to – ale twierdzenie, że przynosiła mu pecha było czystą przesadą. Dlatego fuknęła obrażona.
– Jasne, bo to moja wina, że siedzisz w krainie marzeń i to wywaliłeś – prychnęła. 
Położyła dwie ostatnie kartki na kupkę i wstała z klęczek. Draco wypuścił głośno powietrze, jakby to miało dodac mu ulgi.
– Nie to miałem na myśli.
Hermiona stojąca już przy drzwiach, odwróciła się przodem do niego.
– W takim razie następnym razem trzy razy się zastanów nad tym, co chcesz powiedzieć – powiedziała i wyszła.
Malfoy nachylił się do szuflady i wziął jedną ze ściereczek i starł herbatę. Z konsternacją zobaczył, że nic pożytecznego nie zostało z jego notatki, więc zaczął ją pisać od nowa.






.*.




Teodor właśnie wychodził ze swojego gabinetu, kiedy na korytarzu zobaczył rozglądającą się dziewczynę. Na oko miała około dwudziestu, bądź dwudziestu dwóch lat, lecz nie więcej. Była dosyć niska i dobrze zbudowana, ale wyglądała całkiem przyjaźnie. Jej czarne, proste włosy sięgały łopatek, a piwne oczy biegały po pomieszczeniu. Nott zmarszczył brwi. Ktokolwiek to był, nie został upoważniony do przebywania tutaj. Chyba, że o czymś nie wiedział.
– Dzień dobry – zwrócił się do dziewczyny. Ta popatrzyła na niego, uśmiechając się delikatnie.
– Dzień dobry – odpowiedziała.
– Mogę wiedzieć, co pani tutaj robi? – spytał szybko.
– Tak – mruknęła. – Ja przyszłam na rozmowę o pracę. To tutaj poszukują ekspedientki do sklepu, tak?
Teodor uśmiechnął się szeroko z jawnhm zadowoleniem.
– Tak, tak, to tutaj. Niech pani zaczeka, ja pójdę do Dr... szefa – nakazał jej, a sam niemalże wbiegł do gabinetu Granger.
Hermiony nie było w środku. Chłopakowi przebiegło przez myśl, że pewnie jego przyjaciel wypędził ją po herbatę. Nie zastanawiało go to dłużej, tylko podszedł do drzwi prowadzących do gabinetu Draco. I wtedy usłyszał jęk, który zdecydowanie należał do jego przyjaciela.
– Och, Granger...
I wtedy przez mleczną szybę zobaczył coś, czego nigdy w życiu nie spodziewał się ujrzeć. A był to cień Granger wyłaniającej się spod biurka. Trybiki w umyśle Teodora zaczęły pracować prędkością światła. To chyba jasne, że to nie jest normalne, aby jakakolwiek pracownica tak niewinnie klęczała sobie pod biurkiem pracodawcy. Dla niego to było całkiem logiczne i rozumiał sytuację, w której uczestniczyli.
Nie widział tylko, że Draco byłby zdolny do czegoś takiego... Przecież nienawidził Granger. A teraz co? Tak po prostu się z nią zabawiał?
Chłopak czym prędzej, odszedł od drzwi, aby przypadkiem nikt go nie zobaczył. Jeszcze tego mu brakowało, żeby ktoś go złapał na podglądaniu jego przyjaciela, kiedy... Och nie!
Wypadł na korytarz jak poparzony, co wystraszyło przebywającą tam kandydatkę do pracy.
– Ja panią zapraszam do siebie.






________________
Cześć!
Długo mnie nie było, ale tym razem postaram się nie zniknąć z rozdziałem na półtorej miesiąca :)
Jak pewnie zdążyliście zauważyć, to idziemy powoli zarówno końca części pierwszej części jak i Dramione... Już nie mogę się doczekać tego, co będzie potem... :D
Mam jednak nadzieję, że obecny rozdział spodobał się!
Pozdrawiam serdecznie,
Feltson

20 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Scena z oglądaniem Titanica była cudowna ❤
    Ah Teodor, Teodor... co to za nieprzyzwoite myśli przychodzą ci do głowy :D
    Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję prześlicznie ❤ I również pozdrawiam!

      Usuń
  2. GENIALNE! Nie mogę się doczekać następnego. Powodzenia w pisaniu i weny

    OdpowiedzUsuń
  3. TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM:D Teo pewnie puści ploty^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że udało mi się Cię zaskoczyć :D A z nim nigdy nic nie wiadomo :P

      Usuń
  4. Ha ha ha ha ha ha ha ;) Ostatnia scena zwala z nóg xD Ale świntuch z tego Teo xD No nie spodziewałam się takich myśli po Nim :p A co do reszty rozdziału. Dlaczego Titanic? Nienawidzę tego filmu. O... To tyle :) Po za tym cały rozdział świetny :D
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli niespodzianka się udała :3 :D
      Dziękuję ❤
      Feltson

      Usuń
  5. Hej a kiedy będzie nowy rozdział? Bo zaglądam tu każdego dnia ��
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prace trwają, ale terminu jeszcze nie ma :) Ale postaram się jak najszybciej go skończyć :D

      Usuń
    2. Hej hej ja znowu z tym samym pytaniem :)
      Luella

      Usuń
  6. Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale ten rok to dla mnie jakiś kosmos. I kompletny brak czasu.
    Przyznaję szczerze, że musiałam wrócić do poprzedniego rozdziału, by przypomnieć sobie niektóre wątki.
    Lubię sposób, w jaki kreujesz bohaterów. Uwielbiam słowne potyczki Hermiony i Draco - dla mnie są one niewymuszone, idealnie oddające ich charakter.
    Wspólne oglądanie "Titanica"? Zaskoczyłaś mnie tu totalnie! Zgadywałabym każdy film, tylko nie ten!
    I tak końcówka - nadmierna interpretacja faktu przez Notta na pewno dostarczy wiele śmiechu w kolejnym rozdziale. :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście rozumiem brak czasu, sama doświadczam :)
      Dziękuję za tak wiele ciepłych słów ❤
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  7. Wspaniały rozdział! <3
    Czekam na następny !

    W wolnej chwili zapraszam równiez do siebie - http://myybestenemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten rozdział jest jednym z tych, które uwielbiam czyli dużo humoru i niewinnych potyczek słownych ( co ja gadam u Ciebie wszystkie takie są)
    Genialny!
    Basiabella

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Titanic i ostatnia scena takie w punkt <3
    Nie wiem co więcej napisać, więc po prostu: supr rozdział!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia