niedziela, 11 czerwca 2017

Rozdział 11: Nowe horyzonty

Pełnia szczęścia
Część 1 
Rozdział 11: Nowe horyzonty




Zarówno Draco, jak i Teodor przyjęli zaproszenie Dafne z wielką przyjemnością.
W sobotę rano cała trójka zebrała się w domu Astorii, gdzie za pośrednictwem świstoklika mieli się przenieść do Paryża. Dziewczyna zabrała ze sobą całą torbę rzeczy, mimo że miała zaledwie nocować u Danetów. Kiedy spytała chlopców, gdzie mają swoje rzeczy, ci zgodnie stwierdzili, że posiadają różdżki i kieszenie, co stanowczo wystarczało. Jednakże z nich wszystkich tylko Draco miał przyjemność posiadania wolnych dłoni – Teodor trzymał torby z prezentami dla Diany i Damiena, które Astoria wcisnęła mu szybko i bezceremonialnie.
O jedenastej złapali starą szczotkę do włosów i w ciągu kilku sekund znaleźli się na ciemnej, wyjątkowo ponurej uliczce. Kiedy ochłonęli po krótkiej, aczkolwiek intensywnej podróży, do ich uszu dotarł dźwięk kroków, a po chwili w polu widzenia pokazała się Dafne. Ubrana była na czarno, co najlepiej pasowało do tego miejsca. Kapturem zakryła również swoje jasne włosy, chroniąc je przed wiatrem.
Astoria natychmiast rzuciła się na szyję siostry i uściskała ją z całej siły. Chłopcy przywitali się z nią w dużo krótszy i mniej inwazyjny sposób. 
– Jak miło was znowu widzieć – powiedziała pani Danet, patrząc na przybyłych. Przyglądała się ich twarzom, jakby nie widzieli się co najmniej przez kilka lat. – Dorośliście – dodała, zaśmiewając się.
Draco prychnął.
– Odezwała się stara.
– Nie pozwalaj sobie, do starszych się nie podskakuje – rzekła na pozór groźnie. – Ale ten czas posłużył tylko Astorii. Promieniejesz, siostrzyczko.
Malfoy i Nott wymienili spojrzenia. Oboje dobrze wiedzieli, że to nie czas sprawił, że Astoria chodziła z wiecznym bananem na twarzy, głową w chmurach i błyszczącymi oczami. Jak najbardziej była to zasługa Martina Brewera, którego Draco nie polubił od pierwszego wejrzenia.  U panny Greengrass sprawa miała się kompletnie inaczej. A kawa z nim tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że to może być mężczyzna, którego tak długo szukała. Jej własny książę z bajki. Oprócz wyjścia do kawiarni, spotkali się także w parku na spacerze dwa dni później. W środę też gdzieś razem byli, ale tym razem Draco słuchał jej jednym uchem, a drugim wszystko wypuszczał, bo inaczej głowa by mu spuchła od ilości informacji, jaki to Brewer jest cudny.
Dziewczyna naprawdę wpadła. Czasem nawet zachowywała się jak opętana, a nie zakochana. Niemalże nie dawała o Martinie powiedzieć złego słowa, dlatego Malfoy nienawidził go w ciszy i samotności. Pod tym względem czuł się odosobniony, bo Nott miał go jak najbardziej gdzieś. Takie złe oddziaływanie posiadał tylko w stosunku do Draco. Póki co panna Greengrass nie znalazła u swojego kochasia żadnych wad, na co Malfoy czekał z utęsknieniem. Nie życzył swojej przyjaciółce źle – nie mógłby, ona zawsze z nim była, wspierała i mu pomagała. Jednak to nie przeszkadzało mu w życzeniu źle Brewerowi. Po prostu nienawidził go, od kiedy tylko go zobaczył. 
– Dziękuję! – odpowiedziała z uroczym uśmiechem.
– Chodźcie do domu, nie będziemy rozmawiać na ulicy – rzekła Dafne, ruszając przodem. Zaraz obok niej dreptała Astoria ze swoimi torbami. Chłopcy szli za nimi, słuchając opowieści pani Danet na temat początków życia jej rodziny w Francji.
Dotarcie do domu zajęło im parę minut, w trakcie których zdążyli trochę porozmawiać. 
Już w przedpokoju czekali na nich Damien z malutką Dianą na rękach. Astoria natychmiast wzięła dziewczynkę na ręce, a z Damienem przywitała się poprzez cmoknięcie w policzek. Później zajmowała się tylko dziewczynką, do której ciągle mówiła i łaskotała. Męskie grono zebranych podało sobie ręce.
Dafne pokazała im gościnne pokoje, które do nich należały, a także parę innych miejsce, jakie mogłyby się im przydać. Jej dom to piękne, przestronne i jasne miejsce. Urządzony został w nowoczesnym stylu, co z pewnością było zasługą pani domu.




.*.*.*.*.*.*.



Po obiedzie mężczyźni zajęli się rozmową na temat Quidditcha i innych niezbyt ciekawych tematów w salonie, podczas gdy dziewczęta zajęły ogród. Astoria huśtała Dianę w małej, zabudowanej huśtawce, a Dafne przysiadła na ławeczce postawionej obok niewielkiego placu zabaw. 
– Opowiadaj mi o nim – nakazała starsza z sióstr. 
Astoria otworzyła szeroko oczy i choć czuła zaskoczenie, wciąż na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. Była pod wrażeniem tego, jak dobrze siostra ją znała. 
– Skąd wiedziałaś? Przecież jeszcze nic ci nie mówiłam!
Na twarzy blondynki zagościł wyraz zadowolenia.
– Astoria, złotko, to wszystko widać jak na tacy. Gdy tylko na ciebie spojrzałam, wiedziałam. I nawet powiedziałam ci, że promieniejesz. Nie zrobiłam tego bez powodu.
Dziewczyna opowiedziała siostrze o wszystkim. Jak się poznali, jak wyglądał Martin, jak ją traktował, jak wyglądały ich randki – po prostu o całości, nie ominąszwy żadnego szczegółu. Dafne słuchała tego, ale nie miała już zadowolonej miny. Ściągnęła brwi, a jej usta ułożyły się się w prostą linię. To poważnie zaniepokoiło szatynkę.
– A może teraz coś o jego wadach? – przerwała jej monolog. Obdarowała Astorię niemalże groźnym spojrzeniem.
– Słucham?
– Powiedz mi coś o jego wadach – powtórzyła cierpliwie.
Astoria nadal milczała, w myślach wyliczając cechy Brewera. W międzyczasie wciąż huśtała Dianę. Przez chwilę nie odzywała się, a blondynka bez problemu dawała jej czas dla siebie. Ten moment dał jej naprawę sporo refleksji.
– On nie ma wad – powiedziała szczerze.
– KAŻDY ma wady. On też musi mieć – stwierdziła.
Astoria pokręciła głową. Nie odważyła się jednak na to, żeby podnieść wzrok znad Diany, dlatego wciąż wpatrywała się w jej plecki.
– Nie martwi cię to? – dopytywała Dafne.
– Nie. Poza tym, sama mówiłaś, że Damien to mężczyzna bez skazy, a teraz jesteście małżeństwem. Jak widać, da się – zauważyła, pełna satysfakcji.
– Musiałam cię w takim razie okłamać. Dużym minusem Damiena jest jego małomówność. Czasem w ogóle się nie odzywa, tylko słucha. To trochę denerwujące, kiedy pytasz się go o opinię, a on odmrukuje jednym słowem – wyznała całkiem szczerze. Panna Greengrass była naprawdę zdziwiona nowopozyskaną informacją.
– Naprawdę? Nie wiedziałam, w życiu bym nie powiedziała, że... – urwała. W myślach przywoływała wszystkie momenty, kiedy spotykała Daneta. I faktycznie, we wszystkich z nich mężczyzna był wycofany, cichy i odzywał się rzadko. Do tej pory uważała, że to przez skrępowanie wywołane tym, że ich nie znał. Prawda okazała się inna.
– Stara się z tym walczyć, ale nie zawsze mu to wychodzi. A przy mnie nie musi udawać, bo zaakceptowałam go takim, jakim jest. 
Zapadła cisza, w czasie której Astoria skupiła całą swoją uwagę na Dianie. Mimo to jej myśli kotłowały się w głowie jak szalone. Nie zgadzała się ze zdaniem Dafne. Nie miała racji. Nie mogła mieć. Może Martin walczył ze swoimi wadami w bardziej skuteczny sposób?
Kilka minut później mężczyźni zaszczycili ich swoim towarzystwem.
– Po co marnować czas w środku, kiedy na zewnątrz jest taka piękna pogoda? – wytłumaczył Teodor.
Ale obie i tak wiedziały, że skończyły im się typowo męskie tematy do rozmów. Szatynka czuła się również wdzięczna za to, że wraz ze swoim przybyciem, zmienili tor dyskusji.




.*.*.*.*.*.



Wieczorem towarzystwo zasiadło w salonie z winem i Ognistą Whisky do wyboru. Córeczka państwa Danetów smacznie spała w swoim pokoju, jednak jej matka przezornie nie piła. Twierdziła, że nie miała ochoty. Siedziała więc wtulona w swojego męża, który nie umiał odmówić Draco i Teodorowi kolejki. 
Rozmowy dotyczyły przeróżnych tematów – zarówno tych błahych, jak i tych poważniejszych. Mimo to, wciąż pozostawały luźne i bezkonfliktowe, co każdemu z nich bardzo odpowiadało.
– Uwielbiam opiekować się małą, ale ciągłe siedzenie w domu mnie męczy. Jednocześnie uważam, że Diana jest jeszcze za mała na nianię – wyznała Dafne. Dłoń jej i Damiena były splecione, a kciukiem masowała fragment skóry, który znajdował się w zasięgu palca.
– Kochanie, rozmawialiśmy już na ten temat – wtrącił jej mąż. 
– Tak, wiem. To byłby cud znaleźć pracę na pół etatu z dowolnymi godzinami i moimi zdolnościami. Pamiętam tą rozmowę.
Teodor zakręcił szklaneczką z napojem, intensywnie się w nią wpatrując. 
– Poradzisz sobie, tylko musisz dać sobie czas... Mała urośnie tak szybko, że nawet nie spojrzysz, a już będzie mówić, uczyć się, sprowadzać tu szemranych chłopców... – Uśmiechnął się pocieszająco w jej kierunku. Odwdzięczyła mu się tym samym.
Tego dnia nie spieszyli się z kończeniem rozmów. Wiedzieli, że to jedyna, niepowtarzalna okazja w najbliższym czasie, aby wspólnie podyskutować. Nawet jeśli którekolwiek z nich czuło zmęczenie, to starało się je pokonać. Do swoich łóżek zawędrowali, kiedy było już bliżej poranka, aniżeli wieczora. Po wstaniu nie wyglądali przytomnie, a niektórzy również tak się nie zachowywali.
Dafne była święcie przekonana, że Draco coś stało się z głową, kiedy przed śniadaniem próbował zaciągnąć ją w ustronne miejsce.
– Co ci jest? – spytała ostro, patrząc na majaczącego Draco. Miała niemal stuprocentową pewność, że jeszcze był pijany.
– Możesz mi pomóc? Chciałabyś?
– O co ci chodzi? – wycedziła przez zęby. – Oczywiście, że ci pomogę, ale najpierw wytłumacz mi, w czym leży problem. – Splotła ręce, a przez to wyglądała jak obrażona.
Malfoy z początku bardzo plątał się w zeznaniach, ale po chwili, kiedy zdołał ubrać swoje myśli w odpowiednie słowa, wszystko zgrabnie opowiadał. Poprzedniego wieczora, przed snem, wpadł na genialny pomysł, aby otworzyć oddział Smoczych Eliksirów, ale tym razem poza granicami Wielkiej Brytanii. I pani Danet miałaby mu w tym pomóc.
– Wbrew pozorom, to wcale nie jest czasochłonne zajęcie. Wystarczy mieć zaufanych ludzi, a im więcej się im płaci, tym bardziej zaufani są – dodał na koniec.
Blondynka obiecała mu, że omówi tą kwestię ze swoim mężem i wtedy z nim porozmawia. Draco, nie mogąc się powstrzymać, poprosił ją o możliwie jak najszybszą decyzję.




.*.*.*.*.




Poniedziałkowy poranek w pracy był dla Hermiony źródłem nowych informacji. Właśnie wtedy dowiedziała się o planach Malfoya na najbliższą przyszłość. Blondyn uprzedził ją, że akurat w tym kierunku niewiele zdziała, ale wolał, aby wiedziała o wszystkich ważnych sprawach. W czasie owych działań, Granger miała za zadanie doglądać filię w Anglii. Wierzył, że sobie poradzi, bo to nietrudne zadanie. W dodatku to była Granger, TA GRANGER – dla niej prawdopodobnie nie istniało niemożliwe.
Dziewczyna przyjęła tą wiadomość z zadowoleniem. Martwiła się, że nie będzie mogła pomagać w pracach. A to wszystko tylko i wyłącznie przez barierę, jaką stanowił język. Przyzwyczaiła się do towarzystwa Malfoya. Traktowali się jak dobrzy znajomi. Czasem nawet zapominali o docinkach, a zdarzało się to coraz częściej. Dużo wspólnie rozmawiali, żartowali. Hermiona już nawet nie myślała, że kiedyś klasyfikowała go jako wroga. I przyłapała się na tym, że cieszy się ze swojej decyzji, żeby rozpocząć pracę tutaj. Żyło jej się naprawdę dobrze, starczało jej nie tylko na życie codzienne, ale także na odkładanie części środków na czarną godzinę. Nie miała w planach rezygnacji ze swojej posady i żywiła nadzieję, że jeszcze znacznie wydłuży swój rekord. Nie spodziewała się, że będzie pracować tu wiecznie, ale gdyby okres ten trwał jeszcze kilka miesięcy, nie miałaby nic przeciwko temu.
O dziwo, nie było tak źle. Mimo że Malfoy zajmował się w dużej mierze Francją, robił także dużo dla swojego biznesu w Anglii, nad którym pieczę chwilowo sprawowała Hermiona. Czasem w ogóle nie pojawiał się w pracy, ale następowało to wtedy, gdy musiał załatwić coś w cztery oczy. A zdarzyło się to zaledwie kilka razy.
Czas mijał niezwykle szybko i nie wiedząc kiedy, nadszedł dziewiętnasty września – dzień jej urodzin. Za oknem było pochmurno, zimno i wietrznie, ale jej to całkowicie nie przeszkadzało. Miała naprawdę świetny humor, którego nie psuła nawet świadomość, że się starzeje.
Pierwszą kartkę dostała od Ginny. Nie była jednak wysłana tą samą sową, co zwykle i to zastanowiło dziewczynę. Wyjaśnienie otrzymała jednak w (?)post scriptum(?), gdzie rudowłosa oznajmiła, że chciała wyprzedzić Harry'ego. Zdziwiło ją to, ale nijak tego nie skomentowała. Potem listowne życzenia dostała od Neville'a, a na chwilę przed wyjściem z domu, dotarła do niej paczka od Kingsleya. Nawet nie bardzo przejęła się wiadomością, że wciąż nie było żadnego wolnego stanowiska w Ministerstwie, które mógłby jej zaproponować. Już jej to nie obchodziło.
W pracy co jakiś czas musiała odbierać przesyłki od sów. Zaskoczyło to Malfoya, który tego dnia wyjątkowo prowadził wielkie wędrówki po całej firmie. Panna Granger nawet rozważała, czy nie robił tego specjalnie, aby wiedzieć o ilości przybyłych do niej ptaków, ale wydało się jej to dziwne i niepodobne do niego. Dlatego szybko odrzuciła od siebie tą myśl, a zamiast tego zajęła się czytaniem życzeń od Seamusa.
W końcu Draco nie wytrzymał presji ciekawości. Parę minut przed planowanym wyjściem sekretarki doglądającej teraz Smoczych Eliksirów, podszedł do jej biurka. Kiedy nachylił się nad blatem, ta podniosła podbródek i spojrzała mu w oczy. 
– Co cię tu sprowadza?
Malfoy wzruszył ramionami.
– Robię rozeznanie na temat tego, jak ci idzie praca – odparł zwyczajnie, ale dla niej zabrzmiał jak znudzony dzieciak.
– Dobrze. Nawet bardzo, zaraz skończę...
– A mogę wiedzieć, co się stało, że jest u nas taki nawał sów? Ktoś się zatruł eliksirem? – dopytywał.
Hermiona postukała palcami o drewno. Była pod wrażeniem ważenia i doboru słów przez blondyna. Teraz musiała mu powiedzieć, że to nie miało żadnego związku z Malfoy Company, a cała ta korespondencja należała do niej. A stamtąd już prosta droga do wypytania, dlaczego jest jej aż tyle. Nie zamierzała jednak bawić się w ciuciubabkę, skoro powiedzenie wszystkiego prosto z mostu posiadało taki sam skutek. 
– Mam urodziny i dlatego dostaję tyle wiadomości. Przepraszam, jeśli cię to denerwuje, ale nie mogę tego kontrolować – powiedziała.
– Masz urodziny... – powtórzył Draco pod nosem. – W takim razie wszystkiego najlepszego, sto lat, zdrowia i tych innych standartowych rzeczy, które się życzy, kiedy ktoś chce zabłysnąć jako miła osoba. 
– Dziękuję – odparła, uśmiechając się słodko do niego. – Muszę przyznać, że do tej pory to najbardziej oryginalne życzenia, jakie dostałam.
– Starałem się – odparł z dumą, po czym poprawił marynarkę z pełnym wyższości uśmieszkiem. 
Hermiona odsunęła kartki od siebie z postanowieniem, że odpowie na nie po powrocie do domu. Natomiast Draco wrócił do swojego gabinetu. Rozejrzał się po pomieszczeniu, gdzie od pewnego czasu stało mnóstwo doniczek z przeróżnymi roślinami. Spojrzał również na swojego kaktusa na biurku, który służył mu do zostawiania na nim karteczek z przypominkami. Pamiętał, jak się na niego patrzyła. Z zaskoczeniem, zdziwieniem, ale również dozą aprobaty. Wiedział, że uważała to za naprawdę oryginalny pomysł. Nie mógł się z nią nie zgodzić.
Co jak co, ale Malfoy miał tylko oryginalne pomysły.
Niewiele myśląc, złapał roślinę za doniczkę i ściągnął z niej wszystkie wcześniej przyczepione kartki. Zamiast tego wziął jedną różową (gryfońską, jak tłumaczył sobie w myślach) i naskrobał na niej proste „Dla Granger". Następnie nabił ją na jeden z kolców, a na kaktusa rzucił zwykłe Wingardium Leviosa. Prezent kilka sekund później wylądował na biurku sekretarki.
Dalej zarejestrował śmiech dziewczyny, dlatego wychylił się przez drzwi. Zerknął na jej roześmiane oblicze. W rękach trzymała prezent.
– Nie trzeba było... – wydusiła z siebie, wciąż wpatrując się w roślinę.
– Ja od tego nie zbiednieję, a jaką mam dzięki temu satysfakcję. Po prostu nie do opisania. Tego też się nie spodziewałaś, prawda? – Popatrzyła na niego znacząco. – Wiedziałem – prychnął nieskromnie. – Tylko pamiętał, żeby o niego dbać: regularnie go nie podlewaj i takie tam. Chyba będziesz wiedzieć, co z nim zrobić. Po prostu się nim opiekuj. – Wzruszył ramionami.
– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – stwierdziła z uśmiechem, a na koniec dodała: – Dziękuję.




.*.*.*.




Odkąd Astoria poznała Martina, jej życie jakby nabrało kolorów.
Brewer miał w sobie coś takiego, że mogła się przy nim ciągle uśmiechać. Roztaczał wokół siebie rozkoszną atmosferę szczęścia, która bez problemu docierała do niej. Był taki opiekuńczy w stosunku do niej – poczynając od oddawania wierzchniej części swojej garderoby, kiedy czuła chłód, na pomocy przy prawie każdej możliwej rzeczy kończąc. Przy nim zapominała o Bożym świecie, ponieważ wszystko skupiało się na nim. Potrafiła skupić wzrok tylko i wyłącznie na jego oczach na całe wieki. A gdy trzymał ją w swoich ramionach, naprawdę nic się nie liczyło. Ziemia mogłaby się trząść, całą okolicę mógłby trawić pożar, niewyobrażalnie wielkie tornado mogło zabrać wszystko po drodze, a ona i tak czułaby się jak najważniejsza dla niego w tej chwili rzecz. Martin to uosobienie mężczyzny jej marzeń. I pomyśleć, że gdyby nie miała zadania specjalnego od siostry, nie poszłaby tego dnia do Malfoy Company i nie poznałaby go...
Jej życie również unormowało się. Wcześniej na nie nie narzekała, ale teraz czuła, że było pełne. Niby niewiele czasu się znali, ale ich uczucie miało tak wielką siłę, że czuć je było z daleka. Po skończeniu pracy, spędzali ze sobą multum swoich wolnych chwil, ale dla niej wciąż to nie wystarczało. Tęskniła za jego obecnością w każdej chwili, kiedy nie było go obok.
Nic więc dziwnego, że tego wieczora zamierzała opuścić swoich przyjaciół na jego rzecz, choć oni jeszcze o tym nie wiedzieli.
– Dziwnie tak naprawdę samemu pracować nad projektem – mruknął Draco, po czym pociągnął łyk kremowego piwa. Zaschło my w gardle, a nie chciał się upijać. Rzadko robił to w środku tygodnia roboczego. – Teraz nikt nie może mnie ewentualnie wyręczyć. Niby Dafne mi pomaga, ale na tym etapie, to za wiele tego nie ma.
– Ja tylko chciałbym ci napomknąć przyjacielu, że doskonale wiedziałeś, w co się pakujesz. Ja niestety nie władam francuskim, Granger, która tak rzetelnie wykonuje wszystkie twoje polecenia także nie. Nie masz więc co narzekać – powiedział Teodor. – To było tylko i wyłącznie twoja decyzja. A skoro nawarzyłeś piwa, to musisz je wypić.
– Martin zna francuski... – wydukała pod nosem panna Greengrass, ale chłopcy doskonale ją usłyszeli. Rozwalony na kanapie blondyn poruszył się, a potem oparł się na łokciu, aby móc spokojnie widzieć dziewczynę.
– W życiu nie poprosiłbym go o pomoc. Jego miejsce jest za kociołkiem i tam się kończą dla mnie jego kompetencje – stwierdził rozbrajająco szczerze. 
– Wciąż nie mogę pojąć, dlaczego aż tak go nie cierpisz. Zrobił ci coś?
– Tak, ma za długą grzywkę – warknął Malfoy. 
Teodor miał niejasne przeczucie, że nie warto jest się teraz wtrącać między przyjaciół.
Niewtrącanie się w czyjeś sprawy w czasie wymiany zdań było jego specjalnością. Między innymi dlatego doszło do randki Draco z Hermioną.
– Nie możesz chociaż spróbować się do niego przekonać? Przymknąć jedno oko...?
Najlepiej oba – pomyślał wrednie.
– Nie – uciął krótko.
Astorię ukuło to w serce. Kiedy w końcu znalazła swoje szczęście w miłości, Draco musiał to psuć. A to tylko dlatego, że Brewer tak po prostu mu się nie spodobał. Ona na jego miejscu przynajmniej starałaby się szanować jego drugą połówkę, wsparłaby go. Ale jeżeli chodziło o niego, nie mogła na nic liczyć. Malfoy nie był człowiekiem ustępliwym, wszystko musiało iść po jego myśli.
– A co było z Hermioną? – zaatakowała. Draco uniósł prawą brew do góry.
– A co miało być? – warknął, choć przeczuwał do czego piła.
– Jej też na początku nienawidziłeś! A teraz co? Lubisz ją, a dzisiaj nawet dałeś jej prezent...
– Prezent? To był zwykły KAKTUS. A zaprzestałem kłótni z nią, aby w firmie była lepsza atmosfera, to wszystko.
– Wmawiaj sobie – syknęła. 
– Co mam sobie wmawiać, skoro tak jest! Nie wiem, czemu żeś się go tak uczepiła, ale radzę ci się od niego odciąć, bo to może się źle dla ciebie zakończyć. Ja tylko cię ostrzegam – powiedział cicho, aczkolwiek z wielką mocą i pewnością. Astoria patrzyła na niego, wyprostowana jak struna. Nawet nie zauważył, kiedy wstał z kanapy. Odstawił swoje kremowe piwo na stolik, a sam ruszył ku wyjściu z salonu w posiadłości Nottów.
– On taki nie jest – niemal wyszeptała. Draco spojrzał na nią przez ramię.
– Nie możesz być tego pewna.
– Nie mogę być tego pewna w stosunku do większości ludzi. Mam w takim razie nigdy nie próbować?
– Próbuj. Nie będę cię zatrzymywał. Ale kiedy okaże się, że mam rację, wtedy przekonasz się, o co mi chodziło. – Blondyn odetchnął, po czym znów ruszył ku kanapie, na której poprzednio leżał. Usiadł na niej powoli. – Nie chcę się z tobą kłócić. Ale musisz wiedzieć, że go nie lubię i jeżeli będzie to coś dłuższego, to ciężko będzie mi do tego przywyknąć. 
Astoria pokiwała, chociaż jego słowa jej nie zadowalały. Po chwili ciszy, w czasie której Draco skończył swoje kremowe piwo, panna Greengrass odważyła się, aby wyznać coś, czego od kilku minut bała się powiedzieć. I była to właśnie zasługa jej przyjaciela.
– Zaraz muszę iść. Martin zaprosił mnie na kolację.
Teodor spojrzał ukradkiem na Malfoya, który tępo wpatrywał się w pustą butelkę. Potem zerknął na dziewczynę z niecierpliwością oczekującą na odpowiedź. Dłonie miała splecione i wciśniętę między kolana.
– No to idź. Miłej zabawy ci... To znaczy wam, życzę. 
Dziewczyna pożegnała się z przyjaciółmi i chociaż Draco nie sprawiał wrażenia złego, to ona wiedziała, co się w nim kotłowało. Znała go jak własną kieszeń. Ale samym sukcesem było to, że chociaż starał się udawać. Póki co, jego granie często zmieniało się w rzeczywistość.




.*.*.




Hermiona po powrocie z pracy miała przyjemność dostania jeszcze kilku życzeń i paczek. Zrozumiała pośpiech swojej przyjaciółki, kiedy Harry wyraził nadzieję, że to jego sowa doleciała pierwsza. Nie mogła wytrzymać i po prostu roześmiała się po przeczytaniu tej wiadomości. Oczami wyobraźni widziała wyraz twarzy jej przyjaciela zaraz po tym, kiedy poznał prawdę. A zaraz obok niego stała sobie rozbawiona Ginny.
Paczka od Pottera i jego dziewczyny zawierała wielką księgę. Dziewczyna z zachwytem wyjęła ją ze środka opakowania. Całkowicie nie zaprzątając sobie głowy ciężarem lektury, obejrzała jej okładkę. Ozdobiono ją motywem roślinnym, a na środku artystyczną czcionką wypisano „Księga Baśni i Opowiastek", a niżej, mniejszymi literami nazwisko autora.
Dokładnie wiedziała, o czym była ta książka. Znała jej historię świetnie. Augustus Yancey to przyjaciel Barda Beedle'a. Kiedy Beedle postanowił napisać własny zbiór baśni, Yancey wyśmiał go. Zmienił zdanie, gdy książka osiągnęła wielki sukces. Pełen wstydu zerwał przyjaźń i wyprowadził się do Ameryki, gdzie – biorąc przykład z Barda – stworzył „Księgę Baśni i Opowiastek". W czasie mody na dzieło Beedle'a, jego nie miało szans na przyjęcie się. Dlatego nakład nie liczył wielu sztuk. Pomimo upływu czasu, lektura nigdy nie zyskała szacunku i podziwu – stąd miała niewielką wartość. To jednak nijak wadziło Hermionie, która od dawna chciała przeczytać tą książkę.
W paczce od Rona znalazła mnóstwo słodyczy i smakołyków z Niemiec. Różnego rodzaju czekoladki, ciastka wypełniały całą wolną przestrzeń. Po otworzeniu  opakowania, nie potrafiła zamknąć pudełka z powrotem tak jak je dostała.
Odpisywanie na kartki było dużo mniej przyjemną pracą niż otrzymywanie ich. Mimo że każda wiadomość pozostawała odmienna od reszty, to w pewnym momencie po prostu czuła się zmęczona. 
Dobił ją fakt, że jej lodówka lśniła czystością. Żołądek domagał się jedzenia jak najszybciej to możliwe, o czym dawał jej znać dosyć jasno, a nie uważała słodyczy za najlepszy posiłek. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, ubrała się ciepło i wyszła z domu na zakupy. Jako, że punkt, z którego się aportowała, był najbliżej, zdecydowała się na wpadnięcie na ulicę Pokątną. 
Kilka minut później szła Pokątną w stronę miejsca, gdzie mogłaby dostać coś innego aniżeli żabi skrzek lub śmieszne gadżety. Po ulicy szwędało się mnóstwo czarodziejów, mimo że następował wieczór. Hermiona nie miała zbytniej ochoty na przebywanie w takim tłumie, dlatego przeciskała się przez niego jak tylko potrafiła. Zdecydowanym plusem tej pory było to, że znaczna większość zebranych tutaj kierowała się ku wyjściu w Dziurawym Kotle, a nie w stronę sklepów. Kiedy Hermiona przechodziła obok Smoczych Eliksirów, zajrzała przelotnie przez okno do środka. Zdołała dostrzec kilku klientów i dwie pracownice obsługujące ich. Z uśmiechem poszła dalej.
Zdziwiła się, gdy parę sekund później usłyszała jak ktoś woła jej nazwisko. Obróciła się i wtedy zauważyła Astorię, ubraną w elegancki płaszczyk jesienny zapięty co do jednego guziczka. Jej gołe nogi podpowiedziały jej, że pod spodem musiała mieć sukienkę. 
– Słyszałam, że dzisiaj masz swoje święto – powiedziała beztrosko.
Hermiona nie wiedziała, co odpowiedzieć. Domyślenie się, skąd wiedziała o jej urodzinach nie mogło zająć jej długo. W głowie przemknęła jej myśl, że wraz z Malfoyem rozmawiali o niej dzisiaj. Dziwnie się czuła, mając tą świadomość. 
– Zgadza się – przyznała, uśmiechając się. Uznała to za świetny sposób na ukrycie zaskoczenia, jakie właśnie ją ogarnęło.
– Sto lat – rzekła wesoło. – I dbaj o kaktusa, koniecznie.
– Jasne... – wydukała niepewnie panna Granger. – Dziękuję za pamięć.
– A teraz przepraszam, że tak szybko cię zostawiam, ale trochę się spieszę. Do zobaczenia!
– Do zobaczenia... – I zaraz zniknęła wśród ludzi.
Hermiona jeszcze chwilę stała, analizując całą sytuację. Malfoy musiał mówić Greengrass o wszystkim – bo niby w jaki inny sposób miałaby dowiedzieć się o jej urodzinach? A co za tym szło, kolejna obawa wkradła się do jej umysłu – czy wiedziała o pocałunku? Nie była to wielka rzecz, ale dużo pewniej czułaby się, gdyby miała pewność, że Astoria o niczym nie wie.
Kiedy kupiła parę jadalnych rzeczy, wróciła do domu i przygotowała sobie coś szybkiego. A potem zabrała się za czytanie swojego urodzinowego prezentu.




.*.




Posiadający już doświadczenie Draco świetnie radził sobie z otwieraniem sklepu w Paryżu. Współpraca z Dafne odgrywała tu bardzo ważną rolę, ponieważ kobieta okazała się bardzo pomocna i chętna. Świetnie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Niezwykle się cieszył, że to właśnie na nią trafił i miał pewność, że pani Danet śpiewająco poradzi sobie ze swoją pieczą nad sklepem. Nie bał się o nic, bo z tego co widział, Dafne miała zwyczaj dopinania wszystkiego na ostatni guzik. Rokowało to bardzo dobrze.
Nawet nie zauważył, kiedy termin otwarcia wynosił tydzień. To, że chciał w nim uczestniczyć było bardziej niż oczywiste. Jednakże nie chciał przebywać tam sam. Dafne miała jeszcze na swojej głowie opiekę nad dzieckiem i po prostu nie mogła poświęcić całego dnia na nadzorowanie sklepu. Musiał więc kogoś ze sobą wziąć. 
Jego pierwsza myśl – Teodor – odpadała. Nott miał za dużo obowiązków stałych w Anglii, aby móc odpuścić sobie je na dwa dni. Astoria też nie zgodziłaby się. Jednego dnia bez swojego kochasia z pewnością by nie wytrzymała. Została jeszcze opcja numer trzy – Granger.
Kiedy dobiegała pora przerwy, Draco poszedł do swojej sekretarki. Typowym dla siebie gestem oparł się dłońmi o kant biurka naprzeciwko niej i lekko nachylił się nad nią.
– Coś się stało? – spytała, spoglądając na niego znad papierów.
– Tak i nie – odparł. – Mam do ciebie pytanko...
Hermiona poczuła się ciut nieswojo. Mówiący zdrobnieniami Malfoy to całkowite zaprzeczenie jego samego. 
– Słucham.
– Wiesz, otwarcie Smoczych Eliksirów w Paryżu jest już za tydzień. I tak sobie pomyślałem, czy nie chciałabyś pojechać tam ze mną. Mogłaby mi się przydać tam czyjaś pomoc...
– Pamiętasz, że nie umiem mówić po francusku i niczego nie załatwię, więc finalnie i tak będziesz musiał zrobić to ty? – Wolała się upewnić, że nie przeoczył takiego szczegółu.
– Tak, pamiętam. – Przewrócił oczami. – Ale jak ma się sekretarkę u boku, wygląda się dużo profesjonalniej i wszystko idzie dużo szybciej.
Hermiona nie wiedziała, czy dobrze robi, ale zgodziła się na propozycję Malfoya. A zrobiła to mimo niepewności, która ją ogarnęła.




_____________________
Witajcie!
Rozdział ten nie powstawał szybko, ale w końcu się pojawił :D W tej części zostały już tylko dwie notki (z czego jedna to przejście) i będzie się działo! I czas oczekiwania będzie krótszy niż tym razem ;) 
Pozdrawiam serdecznie,
Feltson

9 komentarzy:

  1. Jak na moje loty jest już za późno, więc tylko zostawiam ślad. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham. I pomimo że grecki internet pozostawia wiele do życzenia, to jakimś cudem mi to załadowało, z czego jest niezmiernie zadowolona. Temu rozdziałowi nic nie brakuje, a ja sama nie mogę się doczekać następnego 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! ❤ I życzę miłego wypoczynku :D

      Usuń
  3. Paryż! Miasto miłości <3 Coś czuje, że będzie się działo :) Także czekam niecierpliwie!
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie się działo, będzie :D
      Dzięki ❤

      Usuń
  4. :D
    Ahh zapowiada się wypad do Paryża, we dwoje, coś czuję, że ten wyjazd będzie miał znaczenie :D
    Cudowny rozdział :*
    Basiabella

    OdpowiedzUsuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia