piątek, 31 marca 2017

Rozdział 9: Sztuka randkowania

Pełnia szczęścia
Część 1
Rozdział 9: Sztuka randkowania



Piątek obfitował w piękną pogodę. Słońce świeciło wesoło na bezchmurnym niebie, z którego lał się żar, a na widnokręgu nie było jednej, najmniejszej chmurki. Draco obserwował ten obrazek, siedząc na parapecie w Malfoy Manor, a w dłoni trzymał gazetę. Nie czytał jej, bo i tak nie było po co – w środku znajdowały się artykuły, które całkowicie go nie interesowały, więc nie odczuwał potrzeby marnowania czasu na nie. Zamiast tego rozmyślał nad słowami Astorii, które usłyszał parę tygodni temu.
Nie wiedział, czy to sprawka choroby, czy też nudy, ale dokopał się do wspomnienia śniadania u Teodora, kiedy wrócił ze szpitala od matki. O ile Astoria czynnie szukała miłości – randkowanie chyba uznawała za swoją dyscyplinę sportu, bo „ćwiczyła“ to regularnie – o tyle on nie robił nic w tym kierunku. Teraz zauważył, jak bardzo samotny był – cała posiadłość stała pusta, zajmował ją sam. Spokojnie mogłyby zamieszkać tu trzy rodziny, a i tak miejsca byłoby wystarczająco dużo dla każdego. Gdyby nie magia, jego dom tonąłby zarówno w kurzu, jak i w samotności. Nawet ogród matki ucierpiał.
Astoria miała rację, do czego przyznał się dopiero po poważnym przemyśleniu wszystkiego. Jego życie uczuciowe naprawdę było na poziomie zero. Teraz zobaczył, jak dobrze byłoby mieć kochającą dziewczynę, która opiekowałaby się nim w czasie choroby, spędzała z nim czas w piękne wieczory i wspierałaby go we wszystkim, co robił. Owszem, miał przyjaciół i czuł wielką wdzięczność za to, że z nim byli, ale to nie to samo. Dawno nie odczuwał takiej potrzeby bliskości bycia z kimś. Musiał coś z tym zrobić, stanowczo.
Blondyn otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał na zegarek. Dochodziła dziewiąta, a co za tym szło – Granger miała wpaść. Odkąd Astoria dowiedziała się o jego chorobie, miał poważne kłopoty. Przyjaciółka, która akurat nie mogła wziąć sobie wolnego, zrobiła coś znacznie gorszego. Poprosiła Hermionę o pomoc w doglądaniu go w godzinach porannych i popołudniowych. Już następnego dnia zrozumiał, dlaczego jej wybór padł akurat na nią, a nie na Teodora. Mimo wszystko chłopak był... miękki. Dał sobą manipulować, bo dla świętego spokoju zrobiłby wszystko i panna Greengrass doskonale o tym wiedziała. A Granger naprawdę potrafiła być twarda, co nie tylko udowodniła podczas ich ostatniej kłótni, ale także w czasie jego przeziębienia. Póki ona była blisko, nie mógł ruszyć się z łóżka, a Eliksir Pieprzowy brał regularnie. O kawie mógł pomarzyć, a gdy jego herbata zdążyła wystygnąć, natychmiast podgrzewała ją zaklęciem. Nie działały żadne zapewnienia, że czuł się dobrze, ani groźby, że wywali ją z pracy. Ona wciąż trwała przy swoim. Uparta bestia.
Chłopak zszedł z parapetu i udał się z powrotem do łóżka. Już miał dość tego bezczynnego leżenia, ale cóż poradzić – był pod opieką dwóch harpii. I zrobił to w samą porę, bo pół minuty później w kominku pojawiła się Hermiona.
– Cześć, Malfoy – powiedziała pogodnie, po czym wyszła z rusztu. Jedną ręką przyciskała do siebie kupkę dokumentów i teczkę, w drugiej natomiast trzymała magicznie zabezpieczoną torbę z prowiantem dla niego. Oczywiście pochodził on z ulubionej, zdrowej restauracji Astorii.
– Cześć – mruknął niby obojętnie znad gazety, udając, że czyta.
– Jak się czujesz? – spytała, odstawiając wszystko na biurko.
– Dobrze. – Odłożył gazetę na szafkę nocną, stojącą obok łóżka.
– Dzisiaj jestem skłonna ci uwierzyć, nie jesteś już taki blady. – Podeszła do niego i przyłożyła swoją drobną, ciepłą dłoń do jego czoła. – Nawet nie masz gorączki.
– To chyba dobry znak, no nie? – zapytał nagle ożywiony. 
Hermiona popatrzyła na niego uważnie, po czym pokręciła głową. 
– Nawet o tym nie myśl – rzekła całkiem swobodnie. – Musisz porządnie wydobrzeć – dodała, po czym zaczęła grzebać w torbie z jedzeniem. Wyjęła z niej jedną z białych tacek, po czym podreptała do jego kuchni. Wróciła trzy minuty później z talerzem i widelcem. – Wciąż się tutaj gubię – stwierdziła.
– Nie mogłaś po prostu tego przywołać? – Draco westchnął ciężko.
– Nie można być tak leniwym. I tak stanowczo za dużo rzeczy robię za pomocą magii.
Otworzyła opakowanie, a para zaczęła unosić się ku górze. Dziewczyna sprawnie przełożyła jeszcze ciepłą jajecznicę na talerz, po czym podała go blondynowi.
– Skąd wiesz, że już nie jadłem śniadania? – spytał, odbierając talerz.
– Intuicja – odparła krótko. 
Malfoy westchnął, ale zaczął jeść. Nie miał zbyt wielkiego apetytu, ale póki pilnowało go czujne oko Hermiony, mógł pomarzyć o oszustwie. W czasie, kiedy on wmuszał w siebie jajecznicę z porannej oferty, ona zaczęła grzebać w swojej torebce. Po chwili wyjęła z niej dwie książki – jedną cienką, drugą o wiele grubszą. Stanęła obok niego.
– Wypożyczyłam je dla ciebie, żebyś się nie nudził. To – podniosła cienką lekturę – jest poradnik o prowadzeniu biznesu. Podobno bardzo ciekawy, ale nie mogę ci tego obiecać, bo nie czytałam – podsumowała, a następnie odłożyła ją na gazetę, spoczywającą na szafce. – A to jest kryminał. Ma same dobre opinie, więc wolałabym, żebyś zaczął go czytać jako pierwszy, bo jeśli ci się nie spodoba, to ja chętnie się za niego wezmę. 
Draco się zaśmiał.
– Na pewno go nie chcesz? Widzę jak na niego patrzysz... – Poruszał sugestywnie brwiami. Hermiona nie wytrzymała i uraczyła go uśmiechem. 
– Daj spokój, jak będę chciała, to wypożyczę go drugi raz albo przedłużę termin. Poza tym, teraz mam swoje zajęcia. 
I usiadła przy biurku, w rogu pokoju i zajęła się swoją pracą. Gdy Draco skończył śniadanie, przyniosła mu herbatę (której z przyzwyczajenia już nie witał złością) i dopilnowała, żeby wypił swój eliksir. 
Później do samej czternastej siedzieli w ciszy – on zajęty lekturą kryminału, który okazał się majstersztykiem, a ona wypełnianiem dokumentów. Co jakiś czas, kiedy uzbierała się kupka papierów, podchodziła do blondyna, aby złożył swój podpis w odpowiednich miejscach. O czternastej odgrzała mu zupę warzywną, którą tym razem zjadł posłusznie i bez zbędnych komentarzy. 
– Wiesz co, Granger... – zaczął, kiedy zobaczył, że zaczyna zbierać rzeczy. Najwidoczniej czas minął mu tak szybko, że nawet nie zdołał dostrzec jego upływu. – To naprawdę świetna książka. 
Hermiona uśmiechnęła się z satysfakcją. Przeczuwała, że mu się spodoba.
– To się cieszę.
– No i jak nadal będę czytał w takim tempie, to wszystko wskazuje na to, że jutro będę mógł ci ją oddać – dodał zadowolony. Panna Granger popatrzyła na niego znad torebki, w której właśnie grzebała.
– Obawiam się, że nici z tego, Malfoy. Jutro jest sobota i będziesz pod opieką Astorii i Notta.
Nie wiedziała, czy jej się to przewidziała, czy Draco naprawdę zrzedła mina. Zupełnie, jakby wcale się nie cieszył, że jutro go nie odwiedzi.
– To nic – odrzekł mniej energicznie i jakby zmieszany. – Oddam ci je w poniedziałek.
– O ile wyzdrowiejesz – przypomniała mu, na co przewrócił oczami.
Dziewczyna przeczuwała, że w poniedziałek wszystko wróci do normy. Malfoy znów był naturalnie blady i całkiem przytomny – nie gadał bzdur. Gdyby nie czerwony, podrażniony od ciągłego używania chusteczek nos, rozczochrane włosy, letnia piżama i zarost, wyglądałby normalnie. Trochę męczył ją obecny styl pracy, ale tylko ze względu na to, że sama musiała się wszystkim zajmować. Początkowo obawiała się opieki nad Malfoyem, ale finalnie nie było tak źle, jak się tego spodziewała. W ciągu trzech dni nastąpiła prawdziwa poprawa, nie tylko stanu zdrowotnego chłopaka, ale też ich relacji. Kłótnia została całkowicie zapomniana – ale to nic dziwnego. Po każdym deszczu wyjdzie kiedyś słońce.
Draco pomachał do Hermiony, która zapatrzyła się na niego. 
– Ogoliłbyś się – powiedziała, kiedy oprzytomniała. 
– A co, źle wyglądam? – Odruchowo pogłaskał swoją brodę. Gładkie palce spotkały się z ostrymi włoskami.
– Tego nie powiedziałam... Po prostu wyglądasz starzej.
Draco, całkowicie nie przejmując się drugą częścią zdania, uniósł brew. Wtedy do dziewczyny dotarł sens jej słów. Nieznacznie się zarumieniła, ale dzięki pewnemu dystansowi blondyn nie mógł tego dostrzec.
– To nie tak! – rzekła na swoją obronę. – Wcale nie myślę, że dobrze wyglądasz.
Malfoy parsknął śmiechem.
– Jaaasne, wmawiaj sobie.
Hermiona zgromiła spojrzeniem wciąż śmiejącego się blondyna.



.*.*.*.*.*.*.


Tak jak sądziła, Malfoy pojawił się w poniedziałek w pracy – uczesany, ogolony, wypachniony i gotowy do działania. Hermiona niemalże czuła szczęście bijące z jego postawy. Otoczony był aurą zadowolenia i energii, którą miał okazję nazbierać w ciągu kilku ostatnich dni.
– Dziękuję ci serdecznie, Granger – powiedział na przywitanie. – Obie książki były genialne i dały mi do myślenia.
– Nie ma sprawy – odpowiedziała mu życzliwie i odebrała lektury z jego rąk.
Do końca dnia zastanawiała się, w czym do myślenia dała mu książka o seryjnym zabójcy, ale wolała go o to nie pytać.
Powrót Malfoya z przymusowego leczenia wyzwolił w nim nowe siły, dlatego niemal od razu zabrał się za podbicie Munga. To jednak okazało się wyjątkowo trudne, ponieważ dyrektor szpitala prawdopodobnie miał alergię na dosyć znaną godność chłopaka. Przynajmniej tak podejrzewał Draco, bo w innym wypadku albo listy wysyłane do szpitala, albo odpowiedzi musiałyby ginąć w cudowny sposób. W końcu jednak przyszedł jeden taki dzień, kiedy Hermiona zamiast przepisywać po raz kolejny list do dyrektora, mogła oddać wiadomość szefowi. Widziała uśmiech satysfakcji na twarzy blondyna.
– Strój się na jutro, Granger! – nakazał z szerokim uśmiechem. – Mamy lunch z samiuśkim Jonathanem Fletcherem!
Hermiona całkiem niechcący pomyślała, że to zbyt piękne, aby było prawdziwe.
Ciężko jej było ukryć uśmiech satysfakcji, kiedy następnego dnia czekali na Fletchera.
– To się w czapie nie mieści! Czterdzieści minut czekania. Czterdzieści! – mruczał zdenerwowany Draco. – Co on sobie myśli? Że jest Bogiem? Co by się stało, gdybym to ja się spóźnił? Nic, bo ja, do cholery, się nie spóźniam!
Hermiona nie miała serca, żeby go prosić o spokój, bo wiedziała, że skutek tego będzie odwrotny. A kiedy zobaczyła, że jasnoniebieska postać strusia staje przed nimi, wiedziała, że dosłownie za chwilę Malfoyem zawładnie wściekłość w czystej postaci.
– Bardzo pana przepraszam, panie Malfoy, ale przez nagłe przybycie pacjenta w stanie krytycznym, nie mogłem stawić się w umówionym miejscu. Prosiłbym pana o ponowny kontakt listowny w sprawie nowego terminu spotkania. Jonathan Fletcher – wyrecytował patronus.
– Też byś się pojawił w Mungu w stanie krytycznym, gdybyś jednak się tu stawił! – warknął w stronę rozpływającego się w powietrzu zwierzęcia. – Kelner! – zawołał w stronę jednego z pracowników restauracji. Chłopak prawdopodobnie w ich wieku, ubrany w elegancki garnitur i muszkę ruszył w stronę ich stolika.
– Niczego nie zamawialiśmy – stwierdziła, zdziwiona Hermiona. Malfoy pokręcił głową.
– Taka mądra i taka głupia zarazem... – niemalże szepnął. – Właśnie to robimy.
Dziewczyna popatrzyła na niego zaskoczona, ale nic nie powiedziała, kiedy chłopak wysyłał kelnera po menu. Ten uwinął się bardzo szybko i nim spostrzegła, przeglądała kartę dań. Wybór był naprawdę duży i wszystko brzmiało pysznie. Oczywiście, aby nie przeszedł jej apetyt, nie zerkała na prawą stronę, gdzie widniały ceny.
Zamyślona nawet nie zauważyła, kiedy jej szef zdążył wybrać coś dla siebie.
– Co chcesz, Granger? – spytał ją dosyć uprzejmie. Nie wyglądał już na złego.
– Yyy... – wydała z siebie niepewnie. – Nie wiem...
– Nie masz na nic ochoty? 
– Ja... Uch, nie mam pojęcia...
– Dwa razy to samo. To wszystko, dziękuję – odprawił kelnera.
Zapadła cisza. Draco popatrzył na siedzącą na ukos od ich stolika, za plecami Hermiony, dziewczynę. Miała ciemne blond włosy, sięgające ramienia. Uśmiechała się do niego, ale dosyć niepewnie przez obecność Hermiony. Pewnie myślała, że są razem. 
Cóż, Granger to świetny straszak – przeszło mu przez myśl.
– Dlaczego nic nie mówisz? – zwrócił się do Hermiony, kiedy stwierdził, że i tak raczej nie ma szans u blondynki. Już z daleka wyglądała na taką, co jest święta i nie odbije nikomu faceta. 
– Myślałam, że jesteś zły. Nie chciałam cię drażnić.
– Och, daj spokój. Jestem zły, ale nie na ciebie – podkreślił. – Wiedziałem, że Fletcher to szuja i cham, ale nie spodziewałem się, że aż do takiego stopnia. To chyba nie najlepiej o człowieku świadczy, gdy umawia się z kimś i nie mówi o planowanym niepojawieniu się.
– Ale przecież powiedział, że zdarzył się nagły wypadek i... 
– A ty mu wierzysz? – spytał z szokiem. – Jesteś jeszcze bardziej naiwna, niż sądziłem. Czy ty naprawdę uważasz, że dyrektor nie ma do roboty nic innego, tylko przyjmować pacjentów?
– Jakby na to nie spojrzeć, jest uzdrowicielem...
– Twoje spojrzenie na świat całkowicie zaprzecza twojej prawdziwej sile – stwierdził krótko. – Uważasz, że każdy jest ugodowy i nie myśli tylko o swoim nosie, ale prawda jest inna. Jeśli mam być szczery, to czeka nas jeszcze sporo biegania za Fletcherem, skoro chcemy z nim porozmawiać. Ma prawdziwą alergię na nazwisko „Malfoy". Aż dziwne, że dałem się nabrać na jego sztuczki. Szkoda mi tego, ale nie odpuszczę mu. Niech sobie nie robi nadziei.
Hermiona przytaknęła. Naprawdę czekało ich nie lada wyzwanie.



.*.*.*.*.*.


Drugie podejście nadeszło, kiedy sierpień chylił się ku końcowi. Dyrektor Munga to naprawdę nieuchwytna osoba, przez co ustalenie kolejnego terminu spotkania było niezwykle trudne. Udało się to cudem i z inicjatywy chłopaka, miało się odbyć w szpitalu – na wypadek, gdyby pojawił się niespodziewany pacjent, aby mogli spokojnie poczekać.
– Dzień dobry – powiedział Draco do młodej, czarnowłosej recepcjonistki. – Gdzie mogę znaleźć gabinet pana Fletchera?
– Pan Malfoy, prawda? – spytała uprzejmie. Jej głos był bardzo delikatny, prawie jak dziecięcy.
– Tak – odpowiedział z uśmiechem.
Hermiona nigdy nie widziała, żeby Malfoy uśmiechał się w ten sposób. Był bardziej uwodzicielski i dodawał mu wiele męskości. I zauważyła, że miał dołeczki w policzkach, co również dawało mu uroku, a ujmowało typowej dla niego mroczości. Musiała przyznać, że taki uśmiech do niego pasował. W połączeniu z lekko opadającą na czoło grzywką, wyglądał wyjątkowo przystojnie i trochę młodziej.
Hermiona otrząsnęła się. Wygląd Malfoya to nie najlepszy temat do rozmyślań.
– Pan Fletcher prosił, żeby pan zaczekał, bo konferencja się przedłuża – przekazała dziewczyna.
– Oczywiście.
Panna Granger widziała zaciśnięte wargi blondyna, kiedy siadał na krześle obok niej w poczekalni.
W ciągu godziny Malfoy kilk razy prosił dziewczynę, aby poszła i spytała mężczyznę, ile mu się jeszcze zejdzie. I zawsze odpowiedzią była „chwila“. Normalny człowiek już dawno zrezygnowałby z czekania, ale Draco najwyraźniej był inny, bo złość tylko go motywowała do dalszego działania. Hermiona za to siedziała i z nudów zdążyła policzyć wszystkie płytki na podłodze, wynik dwukrotnie sprawdzić i poobserwować życie szpitala. Nie chciała przeszkadzać Malfoyowi w wgapianiu się w recepcjonistkę i jego próbach flirtu z nią. Trochę ją to śmieszyło, bo zawsze sądziła, że jest bezpośredni i kiedy czegoś chce, dostaje to od razu. A tu taka niespodzianka. Robił podchody.
Fletcher najwidoczniej nie mógł ciągnąć tej farsy w nieskończoność, bo w końcu dostali zaproszenie do gabinetu. Odmówili zaproponowanego picia i od razu przeszli do ataku. Draco skrupulatnie, nie ominąwszy żadnego szczegółu, przedstawił mu plan współpracy z Mungiem, cały opracowany system i wstępne kosztorysy. Ale spóźnialski Jonathan odrzucił to, jakby odtrącał natrętną muchę. Staruszek stwierdził, iż w obecnym stanie rzeczy jest to niemożliwe do zrealizowania. I tak przekreślił ciężką, kilkugodzinną pracę blondyna.
– Stary kiedyś kopnie w kalendarz, a wtedy będziemy mogli negocjować – mruknął do Hermiony konspiracyjnie.
Kiedy szli do kominka, recepcjonistka zaczepiła ich, aby spytać, jak poszło spotkanie. Hermiona oczywiście się nie odzywała, bo wiedziała, że aktualnie jest piątym kołem u wozu. 
Chwilę później, kiedy mieli już wracać do firmy, Draco kazał sekretarce iść samej, a sam wrócił do dziewczyny. Zanim szatynka zaczęła lawirować między rusztami, usłyszała:
– Hej, lubisz może włoskie jedzenie? Bo znam jedną genialną restaurację...
I już wiedziała, że przynajmniej jedna rzecz dziś mu się udała.



.*.*.*.*.



Malfoy wrócił chwilę później, ale Hermiona już nie mogła tego wiedzieć, ponieważ nie wyszedł ze swojej kryjówki aż do przerwy.
Dziewczyna wybrała się do kuchni dla pracowników, aby zaparzyć sobie herbaty. Ze względu na panujący upał, postanowiła zrobić jej mrożoną wersję. 
Stała przy blacie, kiedy podszedł do niej Nott.
– I jak wam poszło, Granger? – spytał z uśmiechem. 
– Źle. Fletcher nie chce się zgodzić – odparła obojętnie. Teodor pokiwał głową. 
– No tak, Fletcher to tchórz i szuja. Obaj z Draco przeczuwaliśmy, że to się tak skończy. Zbyt bardzo nienawidził ojca Draco, żeby wchodzić w interesy z jego synem.
Dziewczyna popatrzyła zdziwiona na chłopaka. Nie miała pojęcia, że Malfoy pakował się w coś, co z góry nie miało przyszłości. Co prawda Draco jej mówił, że Fletcher ma alergię na jego nazwisko, ale nie spodziewała się, że aż do tego stopnia.
– To czemu próbował? – dopytała.
– Bo taki już jest. Musi mieć pewność – odpowiedział lekko Nott.
O wilku mowa – pomyślała, kiedy zobaczyła uśmiechniętego Draco podchodzącego do przyjaciela. Zaczął mu opowiadać o recepcjonistce z Munga. Wcale go nie podsłuchiwała – to nie w jej stylu. Tylko ze względu na niedaleką odległość słyszała jego przyciszony głos. To nie mogło być celowe. Chłopak krótko, lecz dokładnie wszystko opowiedział, sądząc, że panna Granger jest w swoim świecie.
Kiedy zalewała herbatę i podawała magiczny czajnik z wodą Teodorowi, on już kończył.
– A więc Astoria będzie w miarę zadowolona, nie? W końcu nie będzie paplała, że jestem na prostej drodze do wiecznego kawalerstwa.
– Teraz będzie wyżywać się tylko na mnie – dodał ponuro Nott.
– Nic ci z tego nie wyjdzie, Malfoy – powiedziała szatynka, nie mogąc się powstrzymać. 
Obaj mężczyźni obrócili się w jej stronę. Zapomnieli o jej obecności. Mimo to, Draco jakoś nie bardzo przeszkadzała świadomość, że ona o wszystkim wiedziała. Teraz był tylko ciekawy, co na temat związków ma do powiedzenia dziewczyna, której jedyną miłością była literatura. Nigdy nie lubił plotek, ale mniej–więcej we wszystkim się orientował i wiedział, że nie miała zbyt wielkiego życia uczuciowego – ani wtedy, kiedy się uczył w Hogwarcie, ani tym bardziej w ciągu ostatniego roku.
– Dlaczego tak sądzisz? – zapytał ze zmarszczonymi brwiami. Ręce zaplótł na klatce piersiowej.
– Zaprosiłeś ją na najmniej oryginalną randkę na świecie – stwierdziła, wzruszając ramionami. – Zabierasz ją do restauracji na kolację. Zapewne zamówisz jedno z najdroższych i najbardziej popisowych dań w menu, do tego dobierzesz wino o równie kosmicznej cenie. Powiesz jej tysiąc różnych komplementów, a ona uroczo się zarumieni za każdym razem, kiedy to zrobisz. Potem zaproponujesz, że odprowadzisz ją do domu, bądź zaprosisz ją do siebie. To wszystko zależy od was. No a finalnie spędzicie wspólnie upojną noc, po której każde z was pójdzie w swoją stronę, a waszym największym sukcesem będzie powiedzenie sobie cześć, gdy kiedyś staniecie ze sobą twarzą w twarz na ulicy. – Wyczarowała trzy kostki lodu i wrzuciła je do kubka. – Wymarzona randka – dodała ironicznie.
Draco patrzył  na nią ze zdziwieniem. Nie planował tego w ten sposób, ale przeczuwał, że to może mieć właśnie taki koniec. Powiedziała na głos to, co miało pozostawać niewerbalne. Tak po prostu. Teraz intrygowało go, co ma dalej do powiedzenia.
– A więc jaka jest wymarzona randka? Niekoniecznie twoja, pytam ogólnie – powiedział, wyraźnie zaintrygowany. To było słychać w jego głosie.
– Wymarzona randka to prawdziwa randka – rzekła tajemniczo. – A co rozumieć przez prawdziwą randkę? Jasne, czas spędzony w przyjemny sposób we dwoje. Ale randki, szczególnie te pierwsze, służą też poznaniu drugiego człowieka lepiej. Skąd masz wiedzieć, czy dana osoba jest tą, z którą chcesz być w związku, jeżeli jej nie znasz i nic o niej nie wiesz? Prawdziwa randka pomaga poznać zainteresowania drugiej osoby, podstawowe, pozornie nieistotne fakty o niej. A potem, kiedy jej osobowość cię intryguje, lub gdy macie wiele wspólnych tematów, umawiacie się na kolejne spotkania. Poza tym, kobiety pod tym względem lubią oryginalność, więc niekoniecznie potrzebny jest duży nakład finansowy, aby się im przypodobać.
Draco uniósł brwi. Jej wykład był całkiem ciekawy, ale intrygowała go jedna rzecz...
– Skąd ty o tym wiesz?
Hermiona podparła ręce na bokach i popatrzyła na niego groźnie. Czuła, że niezbyt wierzył w jej słowa – prawdopodobnie dlatego, że nie miała na koncie żadnego gorącego, obfitego w plotki romansu i uważał ją za osobę słabo obeznaną w sprawach sercowych. 
– Mam różne źródła, koleżanki...
– Dobra, nie mów mi – zaprotestował.
– Tak czy siak, jestem pewna, że gdybyś kiedyś był na takiej prawdziwej randce, miałbyś zdanie podobne do mojego...
I to zostało zapalnikiem. Malfoy z prędkością światła podchwycił jej słowa. 
– Okej, niech będzie – powiedział swobodnie. Teodor spojrzał na kumpla ze zdziwieniem.
To nie brzmiało dobrze.
– Przepraszam, co?
– Nie udawaj głupiej, Granger. Skoro jesteś taka święcie przekonana co do swojego zdania, to spróbuj przekonać także mnie.
Teraz Teodor już nawet nie śmiałby przerwać przyjacielowi. Gdyby tylko miał lepszy refleks... Ale było za późno. Teraz już tylko mógł obserwować, co będzie się działo dalej.
– Oszalałeś? – wydukała nieśmiało dziewczyna.
– Może trochę, dawno temu. – Wzruszył ramionami. – Wątpię, żeby ci się udało, ale myślę, że będzie warto chociażby ze względu na widok twojej pełnej zawiedzenia twarzy. To co, jutro wieczorem? Zdążylibyśmy jeszcze przed moją sobotnią randką z Katheriną.
Hermiona nie miała pewności, czy to dobry pomysł, ale perspektywa utarcia nosa jej szefowi była zbyt piękna, by móc ją stracić.
– Dobrze, zgadzam się. Ale mam kilka warunków.
– Mów – nakazał.
– Będziesz mnie traktował nie tak jak zwykle, ale jakby ci naprawdę na tym zależało. Możesz nawet udawać, byle znośnie.
– Da się zrobić.
– Nie będziesz negował moich decyzji odnośnie tego, gdzie cię zabiorę.
– Niech będzie.
– I nie możesz używać magii.
– Uch... Zgoda. Ale to będzie spotkanie bez nakładów finansowych. Jestem ciekaw, jak ty to sobie wyobrażasz.
– Dobrze. Umowa stoi.
Przez ich twarze przebiegły uśmiechy satysfakcji.
I tylko Teodor miał przeczucie, że to okropny pomysł.



.*.*.*.



Lekko drżącymi dłońmi poprawiła materiał jasnobłękitnej sukienki na grubych ramiączkach przed kolano. Ponownie przejrzała się w lusterku, aby mieć pewność, że wygląda dobrze. Włosy po długiej walce prezentowały się trochę lepiej niż do tej pory – opadały falami na plecy. Oprócz sukienki miała na sobie również sweterek w kolorze ecru. Może wciąż na zewnątrz panowało lato, ale sierpniowe wieczory odznaczały się niższą temperaturą aniżeli te lipcowe. Wyglądała ładnie, lecz skromnie, czyli dokładnie tak jak planowała. To nie była prawdziwa randka, aby musieć stroić się jak księżniczka. Mimo to denerwowała się, bo do końca nie mogła wiedzieć, co kryło się w intencjach chłopaka i gdyby teraz miała podjąć decyzję, odpowiedzią byłoby stanowcze „nie“.
Ach, gdyby tylko wiedziała, że Malfoyem również kierowała chęć utarcia nosa drugiej osobie...
Z letargu wyrwał ją dźwięk dzwonka. Podreptała do drzwi i otworzyła je pewnym ruchem. Tak jak się mogła spodziewać, po drugiej stronie stał Draco, z rękoma wciśniętymi w kieszenie granatowych, eleganckich spodni. Swoim wzrokiem przejechał po sylwetce Hermiony i bez żadnego przywitania, lecz z uśmiechem rzekł:
– O, popatrz, Granger, oboje dzisiaj postawiliśmy na niebieski.
Dziewczyna uśmiechnęła się na widok jego koszuli o podobnym kolorze, co jej sukienka, z dwoma odpiętymi guziczkami. Na ramieniu nonszalancko leżała marynarka, będąca w komplecie ze spodniami. Dziwnie było patrzeć na blondyna noszącego kolory. Przeważnie widywała go w rzeczach czarnych, ewentualnie szarych – nie tyczyło się to koszul, bo akurat te preferował w bieli. Jednak ten niebieski dodawał mu coś takiego, że wydawał się o wiele bardziej przyjazny, aniżeli był naprawdę.
– Jakoś tak wyszło... – odpowiedziała. W tym momencie coś przy boku chłopaka przykuło jej wzrok. – Hej, czy ty masz przy sobie różdżkę? 
Malfoy pomacał kieszenie spodni.
– Cholera, zapomniałem – westchnął. Hermiona wyciągnęła dłoń w jego stronę. – Nie będę jej używał!
– Jaka była umowa? 
– Że nie będzie można używać magii. I nie będę tego robił.
– W takim razie po co ci różdżka?
Miała go. Niechętnie sięgnął do kieszeni i wyjął z niej kość niezgody, po czym podał go szatynce. Ta odłożyła go na komodę stojącą w przedpokoju. Następnie wyszła z mieszkania i zamknęła je na klucz.
– Gdzie idziemy? – spytał ją Draco, kiedy schodzili na dół. 
– Zobaczysz... – odparła tajemniczo.
– A jak się tam dostaniemy, skoro nie możemy się teleportować?
– Och, Malfoy, ty bez magii jak bez ręki. – Pokręciła głową. – Piechotą – odpowiedziała na jego pytanie – to niedaleko. 
Przyjemnie było spacerować wspólnie, kiedy słońce zachodziło. Zajęci rozmową na tematy powierzchowne, nawet nie zauważyli, kiedy na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy i dotarli do parku. Hermiona zerknęła na zegarek i z przejęciem zauważyła, że mają naprawdę niewiele czasu, aby stawić się na miejscu. Draco, poganiany przez dziewczynę, obserwował tłumy ludzi, które mijali. Szatynka wytłumaczyła mu więc, że w wakacje co piątek w tym parku organizowane było kino pod gołym niebem, na które go właśnie zabierała.
Ten film, w porównaniu do „Titanica“, był okropnie nudny. Jego główna fabuła opierała się na znajdowaniu powodów do śpiewania. Siedział więc znudzony i obserwował reakcje innych ludzi. W zdecydowanej większości byli jednak skupieni na skąpej akcji. W tejże grupie była także Hermiona.
Westchnął ciężko, ale cóż mógł poradzić na to, że po prostu nie był masochistą?
– Granger...
– Hm? – mruknęła, odrywając wzrok od ekranu.
– Chodźmy stąd. 
Dziewczyna przelotnie spojrzała na wielki materiał, na którym wyświetlano film.
– Dobrze, skoro chcesz – odparła spokojnie.
Tego się akurat nie spodziewała. Sądziła, że cud kinematografii na tyle oczarował Malfoya, że będzie starał się zobaczyć jak najwięcej filmów. Tutaj jednak czekała na nią niespodzianka – mimo zachwytu ogółem, na każdą jednostkę patrzył osobno.
– Czyli rozumiem, że West Side Story nie bardzo ci się podoba.
– Film może byłby lepszy, gdyby nie to śpiewanie – stwierdził. – Nie lubię tego typu brzmienia muzyki. Wolę coś ostrzejszego, jak Fatalne Jędze na przykład.
– Naprawdę? Fatalne Jędze mają nawet przystępną muzykę, ale nie podoba mi się ona tak bardzo jak tobie.
Tak zaczęła się dyskusja na temat muzyki. Hermiona miała w niej podcięte skrzydła, ponieważ Malfoy znał wyłącznie czarodziejskie zespoły i nigdy nie słyszał mugolskich legend. Ona natomiast nie była zbyt wielką znawczynią muzyki w świecie magii. Tak więc wymiana zdań przeobraziła się w opowieści o melodiach i liczne anegdoty o ich autorach. 
I nawet nie zauważyli, kiedy czas płynął, podczas gdy oni po prostu chodzili po parkowych alejkach i rozmawiali.
– Ale dzisiaj piękny wieczór – stwierdziła Hermiona, spoglądając na skrawki nieba wystającego spomiędzy gałęzi drzew.  – Idziemy stąd – powiedziała mu, kiedy miał zamiar skręcić w kolejną z dróżek. Tymczasem ona miala inny plan. – Znam jedno miejsce, ciche i spokojne.
– Rób, co chcesz, to ty dzisiaj rządzisz.
– Szkoda, że tylko dziś... – mruknęła rozmarzona. W swojej wyobraźni widniał obraz siebie wygodnie rozwalonej w gabinecie Malfoya, podczas gdy jego faktyczny właściciel biegał tylko w tą i z powrotem, wykonując jej polecenia.
– A co, Granger, wykorzystałabyś mnie? – spytał. Szeroki uśmiech jasno wskazywał na to, że ledwo powstrzymywał się przed wybuchem śmiechu. 
Dziewczyna przystanęła i ze zmarszczonymi brwiami obejrzała go od stóp po czubek głowy.
– Nie liczyłabym na to – stwierdziła obojętnie. 
– Merlinie, nie o takie wykorzystanie mi chodziło! – Draco roześmiał się, kiedy zobaczył czerwone  rumieńce na twarzy dziewczyny.
Gdy tylko pierwszy szok minął, również zaczęła się śmiać.



.*.*.



– Obawiam się, że dzięki tobie nabawiłem się zakwasów – mruknął Draco, który pomimo zapewnień, że są już blisko, nie bardzo chciał jej wierzyć.
– A taki wielki sportowiec z ciebie był, gdy chodziłeś do Hogwartu...
– Ironia ci nie pasuje. Poza tym, nie ćwiczyłem szmat czasu. Można powiedzieć, że straciłem ciut kondycji – powiedział.
– Musisz to koniecznie nadrobić, bo wcale nie szliśmy tak długo.
Blondyn zmroził ją spojrzeniem.
– No co? Gdybyś dał mi więcej czasu, wymyśliłabym coś innego! Coś bliżej, z pewnością – broniła się. – Ale dzięki mnie zobaczyłeś, jak się zapuściłeś.
– Oby ostatni raz, nie chcę tego oglądać więcej – mruknął.
Ostatnio czas nie był dla niego zbyt łaskawy i prawda jest taka, że większość czasu spędzał za biurkiem. Potem, przez zmęczenie psychiczne wywołane pracą, nie chciało mu się nic robić. Dziwiło go tylko, jakim cudem przy zerowym wysiłku fizycznym i diecie „jesz, co się pod rękę nawinie" nie wyrósł mu brzuch i trzy podbródki. Musiał mieć świetny metabolizm.
Jak się okazało się dosłownie kilka chwil później, Hermiona zabrała go nad Tamizę.
– Często przychodziłam tutaj z rodzicami, kiedy byłam mała.
Rozejrzał się wkoło. Miał stąd świetny widok na oświetlone, wysokie budynki Londynu, ale przy okazji czuł się jak w samotni. Skojarzył to ze szklaną bańką, w której byłby odizolowany, a jednocześnie blisko ludzi.
– Czemu mnie tu zabrałaś? – spytał.
– Na nic innego nie miałam pomysłu – przyznała. – Ale uznałam, że oglądanie spadających gwiazd może ci się spodobać. Akurat mamy to szczęście, że to wypada dziś, czyż nie? I tak się składa, że miałam zamiar oglądać je sama z okna. Ale połączyłam przyjemne z pożytecznym.
Z tego całego wykładu Draco zwrócił uwagę na jedną rzecz.
– Nie wagarowałem na astronomii i o ile nie mam zaćmienia ani sklerozy, to ty także tego nie robiłaś. I powinnaś wiedzieć, że gwiazdy nie spadają, Granger – ostatnie zdanie powiedział mocno naciskając na nie. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
– Nie rób ze mnie głupiej. Wiem, że to nie gwiazdy, ale tu nie chodzi o nazwę, lecz o sam widok, znaczenie. Kiedy byłam mała, tylko raz trafiła się taka noc, ale... – Zachichotała na myśl o końcu sentencji. – ... zaspałam. A tak bardzo chciałam zażyczyć sobie siostrzyczkę...
Draco nic nie powiedział – sam kiedyś marzył o rodzeństwie. Jego matka zawsze była zdania, że to nie tylko oducza samolubstwa, ale także zapewnia wsparcie na dalsze lata życia. Rodzice kiedyś odchodzą, a przyjaciele i ukochani nie zawsze są na tyle lojalni, aby zostać z człowiekiem, kiedy pojawią się problemy. Ale jego ojciec uważał inaczej: im mniej dzieci, tym mniej problemów. I żadnego ze spadkiem. 
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. 
– Ale dzisiaj świetnie widać gwiazdy – wyznał, spoglądając w górę. Widok był imponujący. 
– Nie bez przyczyny tu jesteśmy.
Draco zdjął marynarkę, którą miał na sobie i położył ją na zimnym piasku.
– No to co, Granger? Robimy to, co lubisz najbardziej: test. Zobaczymy, co zapamiętałaś z astronomii.
I tak siedzieli i wspólnie oglądali niebo, wskazując sobie poszczególne gwiazdozbiory i konstelacje. Hermiona widziała, że to naprawdę pasjonuje Malfoya. Kiedy zerkała na niego i jego zachwycony wzrok, nie miała pojęcia, czy to gwiazdy odbijały się w jego oczach, czy tańczyły w nich iskierki szczęścia. Widok musiała jednak uznać za imponujący i nie mogła oderwać od niego wzroku. Nie rozumiała, dlaczego tak zareagowała, ale było coś wyjątkowego w tym. Siedzący i paplający o kosmosie Malfoy, z widoczną pasją to naprawdę wyjątkowy obraz. Musiała się pilnować, aby nie spostrzegł, mimo swojego skupienia, iż coś jest nie tak.
– Patrz, ile ich jest teraz – niemalże zawołała z entuzjazmem Hermiona, kiedy zobaczyła kilka „spadających gwiazd“. – Szybko, pomyśl o życzeniach.
– I tak się nie spełnią.
Ale ona już go nie słuchała. To, co robiła, wydawało się Draco niezbyt normalne. Stąpająca po twardej ziemi Granger zachowywała się jak Pomyluna Lovegood. I to było nietypowe. Dlatego obserwował kątem oka, jak siedziała z przymkniętymi powiekami.
– Może i się nie spełnią, ale tu chodzi o co innego. Tu chodzi o symbol. O nadzieję. Być może jestem realistką, ale nadzieję może mieć każdy – powiedziała po chwili.Przytaknął.
W tamtej chwili nie wiedział, że miała całkowitą rację. Nadzieję może mieć każdy.




.*.



– I jak było? – spytała panna Granger, kiedy już znajdowali się blisko jej mieszkania.
– Całkiem... sympatycznie – przyznał. – Nie spodziewałem się tego. Mam za to jedno, nurtujące mnie pytanie. Powiedziałaś, że randki służą w jakimś stopniu poznaniu się.
– Racja, powiedziałam tak – potwierdziła. – I co w związku z tym?
– Dowiedziałaś się czegoś o mnie?
Kiedy w skrócie opowiedziała, jakie fakty zdołała wyciągnąć od niego w tak krótkim czasie, naprawdę zdziwił się. Od prawdziwego zafascynowania astronomią, przez uwielbienie do Fatalnych Jędz, po drobne fakciki, na które nie zwracał uwagi. I gdy sobie tą sprawę przemyślał, doszedł do wniosku, że i on umiał powiedzieć o niej coś więcej niż dotychczas. Granger spełniła swoje zadanie idealnie.
– Ale świetnie to sobie wymyśliłaś – powiedział jakiś czas później. Popatrzyła na niego z niezrozumieniem. – Dobrze wiedziałaś, że będę miał różdżkę, chociażby z czystego przyzwyczajenia. Teraz masz pretekst, żebym mógł cię odprowadzić.
– Nie na darmo nazywają mnie inteligentną. Na twoje szczęście mogę jedynie powiedzieć, że to koniec twej udręki. – Stanęła na skrzyżowaniu. Draco od razu rozpoznał ulicę, na której mieszkała.
Dotarcie do domu zajęło im dosłownie chwilę. Hermiona sprawnie otworzyła drzwi, wkroczyła do domu i wzięła własność chłopaka. Wręczyła mu ją bez słowa.
– Granger, chciałbym ci podziękować – zaczął. – To był naprawdę świetny wieczór. Mogę ci zdradzić, że dawno się tak dobrze nie bawiłem...
Dziewczyna uśmiechnęła się, a na jej twarzy pojawił się delikatny, różowy rumieniec. To w połączeniu z jej obecnym wyglądem, dodawało jej niesamowitego uroku.
Nie wiedział, co nim kierowało, kiedy przysunął się do niej, położył dłoń na jej policzku i złączył ich usta w pocałunku. Może to właśnie jej urok na niego zadziałał? Może to czar tego wieczora zamącił mu umysł? Może to był tylko chwilowy kaprys? Nieważne – to naprawdę się nie liczyło. On cieszył się chwilą, nią i tym, że go wtedy nie odrzuciła.
Przyciągnął ja bliżej siebie i położył swoją dłoń na jej talii. Drugą wplótł w jej gęste brązowe włosy. Ta chwila zadawała się płynąć jak w zwolnionym tempie, nie dobiegała końca i dawała zapomnienie. Niszczyła to, co było kiedyś, dając uwolnić się nowym uczuciom, które jeszcze przez długi czas nie będą kiełkować cicho, mimowolnie i bez ich zgody.
Kiedyś jednak przychodzi koniec we wszystkim. Tak musiało być i tym razem. Gdy tylko oderwali się od siebie, Hermiona – tym razem cała czerwona – spuściła wzrok, mamrotając słowa pożegnania. Po jej zniknięciu za drzwiami nie czuł żalu i nie miał jej tego za złe. Był pewien, że gdyby miała coś przeciwko jego zachowaniu, przerwałaby to od razu.
Stał jeszcze przez chwilę przy jej drzwiach, nie mogąc uwierzyć w to, co miało miejsce.
Tymczasem po drugiej stronie ściany stała Hermiona nieświadoma jego obecności. I kotłowały się w niej te same uczucia, co w nim.


_____________
Cześć!
Tak jak obiecałam jestem wcześniej i jest więcej Dramione. Jak wam się podobało? Piszcie, chętnie się dowiem :D
Teraz już wątków Draco-Hermiona będzie coraz więcej, bo część pierwsza powoli zaczyna dobiegać końca. Dlatego dla fanów Dramione następne notki powinny być całkiem fajne :3
Pozdrawiam serdecznie!
Feltson ❤

15 komentarzy:

  1. Aaaaah <3 Końcówka <3 Ohhhh... Poprawiłaś mi dzień z samego rana :D Ogólnie cały rozdział super! Rozumiem, że z recepcjonistką randka nie będzie nawet w połowie tak fajna :p niech ją weźmie na tą kolacje, zaciągnie do łóżka i nara. Nie jest nam w towarzystwie potrzebna :D Już się nie mogę doczekać tych kolejnych rozdziałów z Drammione! Najlepsze <3
    Miłego dnia :)
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podobało :D ❤ Mogę ci zadradzić, że z recepjconistką masz rację, ale tylko w połowie – nie powiem w czym :P
      Pozdrawiam serdecznie!
      Feltson

      Usuń
    2. A ja mam nadzieję ze jej do tego łóżka nie zaciagnie!

      Usuń
  2. Uwielbiam! ❤
    Przeuroczy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział, czekam na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Idealny rozdział! Ta randka i końcówka <3 Hermiona nieźle to wymyśliła. Draco jest taki uroczy :)
    Pozdrawiam i życzę weny
    Arcanum Felis
    zapraszam do mnie na nowości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystkie komentarze ❤ I postaram się wpaść :)

      Usuń
  6. Cześć :) kiedy mozemy sie spodziewac nowego rozdzialu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo, bo pisanie idzie mi w całkiem niezłym tempie :D Jest to kwestia paru dni :)

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia