czwartek, 17 listopada 2016

Rozdział 5: Zapach galeona

Pełnia szczęścia
Część 1
Rozdział 5: Zapach galeona


Z dedykacją dla Kingi i Agaty, bo bez ich perswazji rozdziału prawdopodobnie jeszcze by nie było.
A także dla Uli i Pauli, ich małych pomocników.

Ginny Weasley była niezwykle ciekawą osobą. Miała w swoim posiadaniu wiele różnych cech charakteru, które były jej niewątpliwą zaletą. Była żywa, mądra, pewna siebie, zabawna... Jednak najbardziej charakteryzującą ją cechą zdecydowanie była upartość. Jeżeli Ginny sobie coś umyśliła, musiało tak być i koniec. Odwiedzenie jej od pomysłu było praktycznie niemożliwe... Przynajmniej dopóki ona sama nie przejrzała na oczy, co się zdarzało rzadko, bo rzadko, ale jednak. W każdym razie, zdeterminowana panna Weasley była nie do zatrzymania. Ale tego jej konkurenci nie wiedzieli...
Tym razem Ginny umyśliła sobie, że dostanie się do Wil z Waszyngtonu choćby się waliło i paliło, więc tak musiało być. Czując wielkie wsparcie bijące od Harry'ego, mającego oglądać jej poczynania z trybun stadionu, Hermiony, która właśnie kisiła się w gmachu Malfoy Company oraz całej jej rodziny porozsypywanej po całej Anglii i kilku zakątkach świata, wyprostowała się dumnie. Stała właśnie w szeregu wraz z dziewięcioma innymi graczami zaproszonymi z tego samego powodu co ona. Byli jej konkurentami, których planowała wyeliminować. I zrobi to, jej upór i ambicja nie pozwolą jej na porażkę. Nie w tym życiu.
– Dzień dobry – przywitał się pięćdziesięcioletni mężczyzna, który kilka sekund temu kazał im się ustawić w linii. Jego włosy zaczęły już delikatnie siwieć, a na twarzy pojawiły się zmarszczki. Mimo tego wyglądał dosyć żywo i młodo jak na swój wiek. Zapewne był to wynik aktywnego trybu życia, którego wymagała od niego posada trenera. – Nazywam się Andrew Jefferson i jestem trenerem Wil z Waszyngtonu. Dzisiaj spotkaliśmy się na naborze do naszego klubu. Ci, którzy uważnie śledzą nowinki sportowe, z pewnością wiedzą, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy nasz klub opuściło trzech zawodników. – Ginny uśmiechnęła się pod nosem. Oczywiście, że wiedziała i nawet znała powody; jeden z pałkarzy przeszedł na emeryturę, jedna ścigająca zaszła w ciążę i stwierdziła, że nie będzie kontynuowała kariery, a drugi ścigający doznał tak poważnej kontuzji, że zapewne nieprędko się z niej wyliże... Lub lepiej: o ile się z niej wyliże. Był idealnym dowodem na to, że Quidditch był o wiele niebezpieczniejszym sportem niż wygląda. – Zaraz podzielę was na pół i sobie zagracie.
– Tylko zagramy? – zadziwił się chłopak stojący dwie osoby dalej. Był wysoki, umięśniony i przystojny. Wyglądał, jak większość łamaczy serc z mugolskich filmów i seriali: ciemny blondyn z lekkim zarostem na twarzy, dodającym mu zarówno powagi jak i urody. Z jego postawy biła tak wielka pewność siebie, że zahaczała o arogancję. Zapewne przebierał w dziewczynach jak w rękawiczkach. Ależ ona nienawidziła takich typów...
– A co byś chciał więcej robić w klubie Quidditcha? – spytał Jefferson, nie siląc się nawet na oficjalną formę wypowiedzi.
– Ja tylko pytałem, bo chcę spełnić pana wszystkie oczekiwania – odparł z uśmiechem mówiącym „Gościu, jestem kimś, kogo właśnie szukasz”.
Ukradłeś ta kwestę jednej ze swoich dziw... dziewczyn? – pomyślała Ginny z przekąsem. Już wiedziała, kto będzie jej wrogiem numer jeden na tych eliminacjach. Problem wystąpi, gdy okaże się, że ma ambicję na miejsce pałkarza... Ale z tym też sobie poradzi. Nie bez powodu nazywa się Weasley... I to wcale nie była sprawka prawa, według którego dziecko musi dziedziczyć nazwisko ojca. To ona zakończy jego karierę w tym klubie, zanim się jeszcze zacznie.
W pięć minut poznali wszystkie zasady naboru oraz po krótce wytłumaczono im, jak będzie wszystko wyglądało, jeśli zostaną przyjęci. Przystojniak okazał się równie głupi, co urodziwy. Zapewne to rodzina Cormaca McLaggena, bo to wręcz niemożliwie, żeby było tak wiele podobnych do siebie typów. Ginny również z zadowoleniem przyjęła fakt, iż jej wróg numer jeden jest w przeciwnej drużynie i walczy o jej pozycję. Jefferson chyba czytał w jej myślach. Była stuprocentowo pewna, kogo ma kryć, kogo atakować i z kogo nieumiejącego grać głupka. Dodatkowo jej zespół był wspomagamy przez bramkarza z pierwszego składu. Nie mogła mieć lepszych warunków do pracy. Teraz tylko musiała wyjść, dać z siebie dwieście procent, wykopać dupka i podpisać kontrakt. Taki był plan.
Z początku meczu Ginny miała pewne trudności, aby zgrać się z kolegą i koleżanką z jej drużyny. Znali się dosłownie kilkanaście minut, a to w dodatku z ich różnymi stylami gry, sprawiało, że niezbyt dobrze współpracowali. Pałkarze także wydawali się odrętwiali, jakby zapomnieli o rozgrzewce lub o tym, że żyją. Dopiero wynik trzydzieści do zera wyzwolił w Ginny prawdziwą furię. Jak ten palant śmiał grać tak dobrze? Tego, że nie potrafiła go ograć, nie mogła sobie wybaczyć, dlatego zmobilizowała w sobie całą siłę i przekonanie co do własnych możliwości i grała na takim poziomie, co zwykle. Poskutkowało: zespół zaczął grać, jakby właśnie dostał olśnienia, albo przypomniał sobie jak poprawnie przerzucać kafla przez obręcz. Jamie – tak miał na imię przystojniak, jak się później okazało – zobaczył w pannie Weasley prawdziwe zagrożenie dopiero, gdy ta doprowadziła do remisu. Obecna sytuacja nie spodobała się również jej pomocnikom, którzy również zaczęli walczyć o dominację.
Mecz zakończył się siedemdziesiąt do stu trzydziestu dla drużyny Ginny. Ona sama zdobyła siedem bramek, co napawało ją dumą – ze wszystkich zebranych miała ich najwięcej. Chociaż i tak jeden fakt doprowadzał ją do niezadowolenia: różnica punktów. Gdyby grali z szukającymi, byłoby spore zagrożenie, że tamtym udałoby się wygrać. Ale przecież wszystko jest do skorygowania, trzeba tylko chcieć. A ona niewątpliwie taką chęć miała.
Kiedy trener wyszedł po pięciominutowej naradzie z władzami klubu i innymi graczami, wydawał się być zarówno zrelaksowany jak i zadowolony. Zupełnie, jakby nie miał za wielkich wyrzutów sumienia bądź wątpliwości. 
– Z przyjemnością chcę ogłosić, że do klubu Wile z Waszyngtonu dołącza Ginny Weasley i Artur Anderson, nowi ścigający, a także Jimmy Jackson, kolejny pałkarz. Serdeczne gratulacje – powiedział Jefferson krótko i treściwie.
Z tego całego zdarzenia Ginny najlepiej zapamiętała krzyk Harry'ego z trybun („Wiedziałem! To moja dziewczyna! Brawo!") oraz niezadowoloną minę Jamie'ego. A było co zapamiętywać... To skrzywienie ust, wściekłość w oczach i zanik pewności siebie podbudował Ginny.
– Zapraszam na omówienie szczegółów – dodał pan Andrew, a trójka szczęśliwców ruszyła za nim, by dowiedzieć się więcej o losie, jaki ich czekał.



.*.*.*.*.*.*.



Malfoy do końca dnia był tak zadowolony, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że Hermiona wyszła wcześniej. Co prawda było to tylko kilka minut, ale ją to i tak cieszyło. Ten czas wykorzystała, aby czym prędzej pognać do domu i poznać rezultat eliminacji. W środku czuła, że Ginny się dostanie – tylko głupiec nie chciałby tak utalentowanej, pracowitej i zdeterminowanej dziewczyny – ale mimo to wolała mieć stuprocentową pewność, bo ciekawość ją pożerała. Zresztą, musiała poznać wynik całodniowego wewnętrznego trzymania kciuka za nią.
Kiedy weszła do środka, pierwszym co zarejestrowała, był hałas. Taki harmider mógł oznaczać tylko jedno. Szybko wmaszerowała do salonu, gdzie roiło się od świętujących. Państwo Weasley (Hermiona z zdziwieniem zauważyła, że Molly była wyjątkowo zadowolona), George z Angeliną, Bill z Fleur oraz jej siostrą. Wszyscy dzierżyli w dłoniach kieliszki, a na twarzy Ginny gościł szeroki uśmiech. Dostrzegawszy Hermionę, rzuciła się na jej szyję i krzyknęła:
– Dostałam się!
Hermiona mocno przytuliła rudowłosą, jednak po chwili wyswobodziła się z jej niedźwiedziego uścisku.
– Gratuluję – odpowiedziała Hermiona.
Aż do samego wieczora panna Granger świętowała razem z resztą, słuchając relacji z przebiegu eliminacji oraz ciekawych opowieści z rodziny Weasleyów, których nie miała okazji jeszcze usłyszeć. Czuła się bardzo dobrze wśród znanych jej osób – prawie tak jak zawsze. Brakowało jej tylko atmosfery Nory, Rona, Freda... Ale mimo to było bardzo przyjemnie. 



.*.*.*.*.*.



Lipiec dobiegł końca jak z bicza strzelił – jeżeli nie szybciej. Wśród nawału pracy, który wkradł się do firmy wraz z rozpoczęciem procedury otwarcia sklepu oraz pomocy przy w przygotowaniach do wyjazdu Harry'ego i Ginny, Hermiona nie miała czasu dla siebie. Przez ten okres przeczytała może jedną książkę, przez co czuła się jak narkoman na głodzie. Jedynym usprawiedliwieniem dla tak późnego odczucia pragnienia, był fakt, iż reszta miesiąca rzeczywiście była ciekawa. Między nią, Ginny i Harrym pojawiło się wiele rozmów i ustaleń. Jedno z nich dotyczyło tego, że miała mieszkać w ich mieszkaniu podczas ich nieobecności. Korzyść była obustronna: zarówno panna Granger miała się gdzie podziać (właściciel był zdziwiony, że tak młodzi ludzie chcą wynająć mieszkanie, dlatego kazał im wnieść opłatę za cały rok. Nie chcieli nawet połowicznego zwrotu kosztów, co również było dla niej na plus), a także miał kto zająć się domem. Takie rozwiązanie było więcej niż korzystne.
Do Hermiony dotarło, jaka będzie samotna dopiero, gdy ostatnia walizka została domknięta w sobotę rano. Wcześniej, owszem, była tego świadoma, aczkolwiek wtedy ta wizja stała się tak bardzo realna, namacalna. Nic więc dziwnego, że z jej oczu zaczęły płynąć łzy. O ile przy rozstaniu z Ronem było jej prościej, ponieważ miała u swojego boku dwójkę przyjaciół, o tyle tutaj było dużo trudniej.
– Hermiona, nie płacz. Nam wszystkim jest ciężko – pocieszał ją Harry, tuląc do piersi. – Będziemy pisać. Są też kominki, świstokliki...
– A co, jak będziecie tak jak zajęci, jak Ron? 
Harry uśmiechnął się szeroko.
– Jestem pewien, że to prędzej ty u Malfoya nie będziesz mieć czasu dla nas. Ale pamiętaj, jakbyś miała jakieś problemy, to...
– Harry, jestem dorosła. Poradzę sobie, kiedyś muszę się usamodzielnić – stwierdziła dziewczyna. 
Zawsze ceniła sobie samodzielność bardzo wysoko. Dlatego to jeden z jej największych celów: być zaradną do tego stopnia, by móc poradzić sobie w dosłownie każdej sytuacji. To była dla niej jedna z cech dorosłości, coś za czym zawsze goniła. Teraz był najlepszy sprawdzian jej umiejętności radzenia sobie samej, więc postanowiła to wykorzystać w pełni.
– Uważaj, żeby cię kiedyś to nie zgubiło – powiedziała Ginny, brzmiąc przy tym zupełnie jak jej matka.
Pożegnanie jej przyjaciół było ciężkie. Cieszyła się z ich szczęścia, ale już za nimi tęskniła, tak samo jak za Ronem. I kiedy wróciła do domu i miała w końcu czas, by przeczytać książkę nie mogła się skupić. Dlatego nadejście poniedziałku okazało się być zbawieniem.
Lipiec zmienił trochę realia pracy w Malfoy Company, co było zasługą dużej ilości zajęć dla wszystkich. Przecież każdy szanujący się pracownik wiedział, że zajęty Draco, to niegroźny Draco. I to była najszczersza prawda: Malfoy przeszedł z delikatnych jak na niego obelg (jednak groźba się na coś zadała, bo jej skutki były wręcz zbawienne) i uwag na całkowicie obojętne stosunki. Najwyraźniej przyzwyczaił się do myśli, że Hermiona pracuje w jego biurze. Właściwie, to niechętnie przyznawał się – ale tylko samemu sobie! – że cieszy się z zatrudnienia Granger. Była pracownicą niemalże doskonałą, bo obok jej inteligencji, pracowitości i ambicji, stała również umiejętność parzenia kawy. I dodatkowo była na najlepszej drodze do zostania najdłużej pracującą sekretarką w jego firmie. Gościła w niej już miesiąc, a nie nosiła na sobie żadnych znaków załamania psychicznego, lub innych tego typu rzeczy. To rokowało lepiej niż dobrze. 
Oprócz faktu wybawienia od myśli w postaci pracy, poniedziałek miał jeszcze jedną zaletę – dostała list od Harry'ego i Ginny. Nie wiedziała, czy to ich sprawka, ale sowa przyleciała do niej akurat na przerwie, za co była jej wdzięczna: mogła przeczytać wiadomość w spokoju, a także szybko na nią odpisać. Kiedy tylko spojrzała na pergamin wypełniony słowami, od razu domyśliła się, że prawdopodobnie kłócili się o pióro, ponieważ co chwilę dostrzegała zmiany charakteru pisma. Cicho zachichotała, wyobrażając sobie bójkę jej przyjaciół o coś tak pospolitego, jak ptasie pierze...

Droga Hermiono!
W Ameryce jest cudownie! Koniecznie będziesz musiała nas odwiedzić! Co prawda ja tam nie widzę wielkiej różnicy między Stanami, a Anglią, ale... Hermiona, nie czytaj tych bzdur, które on wypisuje. Przyjedziesz do nas na święta (obowiązkowo, tego w życiu Ci nie odpuścimy) to sama zobaczysz. Zakochasz się.
Póki co nie mamy za wiele do opowiedzenia, bo jest niedziela rano i tak naprawdę sami do końca nie oswoiliśmy z byciem tutaj. Nie będziemy opisywać Ci wyglądu okolicy, mieszkania ani sąsiadów, bo wierzę, że sama tego doświadczysz. Błagam, napisz w odpowiedzi, że naprawdę nas odwiedzisz, bo Harry ciągle powtarza, że koniecznie musimy Cię zmusić do przybycia tutaj... W każdym razie, sądzę, że koło środy dostaniesz od nas kolejny list, licząc, że szybko nam odpiszesz i sowa dopisze i wtedy będziemy w stanie opowiedzieć Ci więcej. I ja będę już po pierwszych dniach pracy w tutejszym Ministerstwie, i Ginny po treningu.
Mamy nadzieję, że nie tęsknisz tak bardzo, jak my!
Pozdrawiamy,
Harry i Ginny

Hermiona podczas czytania tak się śmiała, że zwróciła na siebie uwagę siedzącego nieopodal Teodora. Co prawda treść sama w sobie nie była zabawna, ale wyobraźnia panny Granger wciąż podstawiała jej niespodzianki w postaci obrazów bitwy o pióro... Co, w połączeniu z jej znacznie polepszonym humorem dawało zdumiewające efekty.
– Ktoś wysłał ci listę kawałów? – spytał z rozbawieniem, nie mogąc powstrzymać się od tego komentarza. Hermiona podniosła wzrok znad papieru i spojrzała mu w oczy. 
– Nie, po prostu... Tak jakoś – odparła. – Dobra, ja lecę do siebie. – Dopiła resztki kawy ze swojego kubka i wstała z zajmowanego przez siebie fotela.
– Masz jeszcze bite dwadzieścia przerwy – zauważył Nott.
– Chciałam odpisać – stwierdziła, na co chłopak kiwnął głową.
– Racja, to rzeczywiście dobry powód, by się zmyć.
Hermiona gwizdnęła jeszcze na sowę, a ptak do niej podleciał i usiadł na lewym ramieniu, po czym ruszyła w kierunku windy. Teodor, który nie znał tej sztuczki (która, notabene, była świetna!) w myślach planował wypróbować ją na swoim puchaczu jeszcze tego samego dnia.




.*.*.*.*.




W środę list otrzymała o godzinie czternastej pięćdziesiąt: na krótko przed tym, jak miała się zbierać do wyjścia. Hermiona szybko wpuściła ptaka do środka i sprawnymi ruchami odwiązała przesyłkę od jego nogi. Zaraz po rozpakowaniu listu, dziewczyna od razu zarejestrowała, że tym razem został napisany tylko przez jedną osobę – Ginny. Panna Granger pospiesznymi gestami posprzątała wszystko na swoim biurku, jak zwykła czynić codziennie po skończonej pracy i wgłębiła się w lekturę.

Droga Hermiono!
Tym razem piszę do Ciebie sama, ponieważ już dzisiaj rano Harry został wysłany na misję. Trochę się o niego boję, ale wierzę, że sobie poradzi, w końcu to Harry. Pokonał Voldemorta, dwukrotnie przeżył Avadę Kedavrę... Jak dla mnie zero stresu. Jak zapewne zdążyłaś już się domyślić, o jego wrażeniach dowiesz się kiedy indziej... Choć mam nadzieję, ze stanie się to po jego powrocie – szybkim, jak mi obiecał. 
Wczoraj miałam swój pierwszy trening i zapoznanie z resztą drużyny. Poznałam wszystkich, począwszy od zawodników, na drużynowych uzdrowicielach kończąc – jednak największe wrażenie zrobił na mnie Lucas Fisher (jest jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach, ale nie wspominaj o tym Harry'emu). Wszyscy byli dla mnie wyjątkowo mili, także czułam się bardzo komfortowo. Myślę, że będę się z nimi dobrze dogadywać. Jedynym minusem są zakwasy, ale to się da przeżyć. Żyjąc z taką ilością braci niejednokrotnie czułam wiele większy ból (chociaż do tej pory zastanawiam się, co musiał czuć Percy, który dostawał bęcki o wiele większe i częstsze...).
Pierwszy mecz gramy za miesiąc. Nie przewiduję, że wystąpię w pierwszej siódemce, ale przynajmniej obejrzę ich pracę z bliska. To dla mnie i tak duży plus. Jefferson jest bardzo wymagający, jeżeli chodzi o mecze, także dowiem się, co robić, by nie narazić się na jego gniew.
A co u Ciebie? Malfoy bardzo denerwujący? No dobra, równie dobrze mogłabym się spytać, czy...

– Granger, ty jeszcze tutaj? – Usłyszała głos szefa. „O wilku mowa", chciałoby się rzec. – Akurat dzisiaj nie musisz zostawać, przecie...
– Tak, tak, wiem – przerwała mu. – Po prostu dostałam list, na otwarciu którego bardzo mi zależało.
Inteligentnemu Draco wystarczyła chwila, by połączyć ze sobą fakty. 
– Od Potterów, ma się rozumieć? – Kiwnął głową w stronę trzymanego przez nią pergaminu. – No tak, wybyli do Ameryki w sobotę.
Zdziwiona Hermiona otworzyła szerzej oczy.
– Skąd o tym wiesz? – spytała.
Pierwszym, co jej przyszło na myśl, było to, że Draco interesuje się życiem Harry'ego i Ginny... Jednak po szybkim przekalkulowaniu tej opcji miała ochotę pacnąć się w głowę: niby po co? 
– Plotki, Granger – odpowiedział, nonszalancko opierając się o futrynę drzwi prowadzących do jego królestwa. – A pytam się, bo ostatnio coś przygasłaś...
– I ciebie to obchodzi? – Zaśmiała się cicho.
O dziwo, Malfoy też zaczął się śmiać, ale nie wrednie, tak jak miał w zwyczaju, tylko tak po ludzku. Zwyczajnie. Ta chwila wydawała się być luźna, tak jak jeszcze nigdy żadna z ich wspólnie spędzonego czasu. A przecież tylko się śmiali, rozbawieni swoimi własnymi śmiechami.
– Oj, Granger, Granger... – mruknął między wydechem, a wdechem. – Po prostu jestem ciekawy, czy tak jak rekordzistka zamierzasz się zwolnić po miesiącu pracy. Ona też przygasła mniej–więcej w tym momencie... A z tego co wiem, Teodor zdążył się stęsknić za ciągłym wysyłaniem ogłoszeń do Proroka. I dręczeniem mnie spotkaniami. I ochrzanianiem mnie za wyrzucanie kolejnych dziewczyn. I grożeniem, że ja sam będę sobie szukał pracowników...
– Zastanawiam się jeszcze – odparła sarkastycznie, przerywając jego wywód. – Zobaczymy po wypłacie...
Wtedy w głowie Hermiony zaczęły ruszać się trybiki. Wypłata... Jedyna kwestia, której jeszcze nie poruszyła! Czuła się wyjątkowo głupio... Owszem, wiedziała, że raczej w firmie Malfoya dobrze się zarabia – uświadomili ją o tym nie tylko Nott, ale kilka warzycieli, z którymi miewa okazję rozmawiać – ale wciąż zapominała dopytać się o dokładną kwotę. Prawdopodobnie, kiedy czytała umowę tą informację pominęła. Ta wiadomość musiała być podana, ale przez zżerający ją stres po prostu o niej zapomniała... A głupio jej było pytać się o taką rzecz.
– Och, czyli nie muszę się martwić. Wybornie.
– A mogę wiedzieć, kiedy ją dostanę?
– Już w ten piątek – powiedział. Wtedy zapadła chwilowa cisza. – Granger, nie wiesz może, po co wyszedłem? – spytał ją całkiem poważnie.
Hermiona popatrzyła na niego jak na głupka.
– Skąd miałabym to wiedzieć?
– Jesteś znana z tego, że wiesz wszystko, więc liczyłem na drobną pomoc z twej strony. – Już miał wejść do siebie, kiedy rzuciła mu na odchodne:
– Może chciałeś pójść po eliksir na sklerozę?
– Może... – rzekł tajemniczo. – W każdym razie, przypomnę sobie o tym eliksirze, kiedy będziesz prosiła mnie o wolne – dodał, po czym zamknął za sobą drzwi.
No tak: nieważne jak mocno będziesz się starać, Malfoy i tak wygra potyczkę słowną. Zapamiętać!



.*.*.*.


Po nudnym czwartku nadszedł czas na ciekawszy piątek.
Może nie tyle ciekawszy, co bardziej wyczekiwany. Dzień wypłaty. Aby przestać o niej myśleć, Hermiona pracowała jeszcze więcej. Nawet całej przerwy nie wykorzystała, co skończyło się tym, że... zabrakło dla niej pracy.
– No to jeszcze mi się nie zdarzyło, Granger – przyznał Draco. I miał całkowitą rację, bo odkąd założył firmę, zawsze miał coś do załatwienia. – Fakt, że to był luźniejszy tydzień niż poprzedni, ale naprawdę nic ci nie zostało?
– Jakby zostało, to nie przyszłabym do ciebie – słusznie zauważyła dziewczyna.
Draco uśmiechnął się tajemniczo. Miała się bać, czy cieszyć? Chociaż, to był Malfoy, to było z góry wiadome, że trzeba było się bać.
– Właściwie, mógłbym wypuścić cię wcześniej – powiedział jak gdyby nigdy nic. Ale, oczywiście, to logiczne, że był w tym haczyk, skoro z jego twarzy nie zszedł ten uśmieszek. – Ale nie zrobię tego. Przecież na samiuśkim początku ci obiecałem, że nie będę milusi. To nie jestem.
Malfoy mógł przysiąc, że kiedy dokończył swoją myśl, stojąca naprzeciwko jego biurka Granger westchnęła z ulgą. Szczerze? Nie takiej reakcji się po niej spodziewał. A może to było westchnienie ze złości... Nie, to na pewno była ulga, dałby sobie rękę uciąć! Tylko czemu Granger się ucieszyła? Tego prawdopodobnie nikt nie był stwierdzić – oprócz niej samej.
A jednak sprawa była prosta: w domu Hermiona była sama jak palec. Przyzwyczajona do wiecznego życia z kimś, nie umiała się odnaleźć w pustym mieszkaniu. Najpierw kiedy była mała mieszkała z rodzicami, dla których była oczkiem w głowie. Potem pojechała do Hogwartu, gdzie pokój dzieliła z kilkoma koleżankami i praktycznie nigdy nie miała go dla siebie. Nawet po powrocie, przez pierwszy miesiąc nie żyła sama. Nic więc dziwnego, że wolała zostać i pracować.
– To co mam zrobić?
– Nic – mruknął tajemniczo.
– Jak to: nic? – spytała zdziwiona. – Czyli do piętnastej mam siedzieć bezczynnie?
To już wolałabym iść do domu – pomyślała.
– Tego nie powiedziałem. Masz – spojrzał na zegarek – dokładnie dwadzieścia dwie minuty dla siebie, potem wychodzimy. 
– A mogę wiedzieć gdzie? 
Malfoy popatrzył na nią groźnie.
– Wiesz, Granger, dlaczego prawdopodobnie będziesz singielką całe życie? Bo nawet jeżeli znajdzie się jakiś masochista, który mógłby o tobie poważniej pomyśleć, to ty i tak zabijesz go swoimi pytaniami o wszystko.
Hermiona gniewnie zmrużyła oczy. 
– Z tym charakterem, ja tobie też nie wróżę kochającej żony – odpowiedziała, po czym skierowała się do wyjścia. Kiedy wychodziła przez drzwi, Draco postanowił się jej odciąć:
– Pamiętaj, że brak wewnętrznego oka sprawia, że twoje wróżby są do kitu, Granger. A pójdziemy sobie na wycieczkę.
Dziewczyna udając, że go nie słyszała, zamknęła drzwi.



.*.*.


Kiedy wylądowali w okolicach Dziurawego Kotła, Hermiona natychmiast domyśliła się, czego ma dotyczyć ich wyprawa. Od rozpoczęcia remontu minęło już trochę czasu – nic więc dziwnego, że Malfoy chciał już zobaczyć efekty pracy. Ona na jego miejscu już od dawna czatowałaby przed sklepem, dając upust swojej ciekawości. 
Dziewczyna szybko puściła jego dosyć muskularne ramię, po czym ruszyła obok niego w stronę knajpy. Draco spojrzał na nią kątem oka, ale się nie odezwał, tylko szli tak dalej w milczeniu. O dziwo, żadnemu z nich ono nie przeszkadzało.
Jako pierwsza odezwała się Hermiona, kiedy stanęli przed sklepem.
– Oni są świetni!
Bez porównania budynek wyglądał o wiele lepiej niż poprzednio. Elewacja, tak samo jak w Malfoy Company, była jasna i nieskazitelnie czysta, a drzwi wykonane z metalu i szkła. Przez nowe, czyste okna widać było również środek, w którym budowlańcy właśnie wyrównywali ściany. Postępy były ogromne i, patrząc na ilość i jakość wykonanych prac, sklep w ciągu kilku najbliższych dni mógł być skończony. Nie licząc mebli, pracowników, wszystkich formalności i wyposażenia, bo tutaj wciąż nie wszystko grało. Jednak, co warto podkreślić, reszta prac miała ruszyć całkiem niedługo.
– Tak, zatrudnienie ich to rzeczywiście dobry wybór – odpowiedział.
Jedyny możliwy, ale słuszny – przeszło przez myśl Hermionie.
Wtedy dostrzegł ich pan Bailey. Niemal natychmiast porwał szmatkę, wytarł w nią ręce, po czym ruszył ku wyjściu. 
– Dzień dobry – powiedział na przywitanie. Następnie podał Malfoyowi rękę. Blondyn uścisnął ją, odpowiadając mu tym samym. Hermiona też miała taki zamiar, jednak mężczyzna zgrabnie je pokrzyżował: pochwycił jej dłoń i pocałował ją.
– Dzień dobry – rzekła, uśmiechając się słodko. To był bardzo miły gest ze strony mężczyzny.
– Widzę, że praca idzie pełną parą – mruknął Draco, kątem oka obserwując zadowolone oblicze panny Granger. Nie wiedzieć czemu, nagle jego zadowolenie gwałtownie spadło. Może to przez obecność tego sztucznego dżentelmena? Jak on nie cierpiał takich typów jak on...
– A tak, było ciężko, ale myślę, że nie jest źle – odparł. Z jego słów biła sztuczna, aczkolwiek przyjemna (bo celowa) skromność. 
– Nie jest – wtrąciła Hermiona. – Już wiem, co pan Malfoy widział w tym budynku. Jest naprawdę cudowny.
– Widzi pani, panno Granger, trzeba mieć oko, żeby zobaczyć coś w niczym – odciął się jej, uśmiechając się na poły wrednie, na poły tajemniczo.
– O tak, panie Malfoy, to rzeczywiście dobra inwestycja – przyznał pan Bailey.
– Cieszę się, że przyczyniłam się do tak dobrego zakupu...
– To pani wybierała budynek? 
– Nie, nie...
– Granger pomagała w negocjacjach – wytłumaczył Draco, na co pan Bailey pokiwał głową.
– O, taka sekretarka to skarb – stwierdził. – Potrafi negocjować, pracowita, niezwykle miła... Ładna – ostatnie słowo wyszeptał tak, że stojąca i obserwująca pracę mężczyzn zarumieniona Hermiona niczego nie usłyszała. Ale za to Malfoy słyszał to idealnie.
– Taaak, po prostu świetna...
Nie miał pojęcia, ale nagle poczuł złość na Baileya. Za to jak patrzył na Granger, za to jak o niej mówił, za to jak później ją traktował, kiedy oprowadzał ich po środku: blondyn poczuł się jakoś dziwnie zepchnięty na drugi plan. Może to by nie było złe – chociaż nie zaprzeczał, że nie przepadał za byciem w pewien sposób ignorowanym – gdyby nie jego intencje. Przecież nie można tak patrzeć na Granger w normalnych warunkach. Gościu chyba naprawdę cierpiał na przewlekłą samotność... Jednak z drugiej strony uświadomił mu, jak bardzo teraz miałby przechlapane, gdyby nie ona... Przepłaciłby za sklep, bawiłby się w szukanie sekretarek, zamiast skupić się na rozwoju firmy. Jej obecność działała na plus dla niego. 
Taka sekretarka rzeczywiście jest skarbem.



.*.


Zaraz po tym jak Malfoy puścił ją wolno – a było to na czterdzieści minut po czasie, kiedy faktycznie powinna tą pracę skończyć – pognała do Banku Gringotta. Szybko dokonała formalności, co było dosyć zaskakujące zważywszy na to, że bank prowadziły gobliny. Do jej skrytki zawiózł ją goblin z daleka wyglądający jak dusigrosz. Na wszystko, co wydawało się mieć jakąś wartość, patrzył z zachwytem w oczach. Zupełnie, jak Ron na smaczne jedzenie.
Chociaż to w ogóle nie mogło równać się z wzrokiem Hermiony, kiedy już weszła do skarbca.
– Do pani skrytki wpłacono sześć tysięcy galeonów – wycharczał goblin.
Kiedy Teodor mówił jej, że będzie zadowolona, nie sądziła, że do tego stopnia! Owszem, opowiadał, że tygodniowa pensja sekretarek była duża dzięki Astorii, ale to przerosło jej oczekiwania! Podobno Greengrass stwierdziła, że skoro Malfoy ma wysokie oczekiwania w stosunku do sekretarek, to powinien im to wynagradzać... I szkoda było jej dziewczyn, które przechodziły przez katusze u niego, nie dostając za to odpowiedniego wynagrodzenia. Co innego by było, gdyby Draco miał mniej skomplikowany charakter. 
Może Hermiona nie była wybitnie szczęśliwa z zatrudnienia w Malfoy Company, a teraz już miała świadomość, że było warto. Nawet jeśli to nie była praca jej marzeń, ani taka, która by ją satysfakcjonowała tak jak zatrudnienie w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli pana Weasleya, to ze względów czysto materialnych była dla niej dobra. Zarabiała więcej niż ojciec Rona, a przecież miała się z tego utrzymywać sama. A praca u Malfoya nie była taka zła – chłopak wymagał pracowitości, odrobiny inteligencji i dobrej kawy. Praktycznie rzecz biorąc: niczego więcej. A że jeszcze była odporna na jego obraźliwe teksty i humorki, to także było jej łatwiej. Chociaż ostatnio był na tyle zajęty, że i o tym zapominał. 
Teraz jej celem było jak najdłuższe utrzymanie posady – zamierzała pracować w Malfoy Company tak długo, aż Draco jej nie zwolni (co raczej się nie zdarzy, dopóki jest mu potrzebny tak dobry płatny niewolnik jak ona), tylko aż nie znajdzie posady, która mogłaby dorównywać tej pod względem pensji i spełniałaby wszystkie jej oczekiwania. 







________________
Witajcie!
Wracam po króciutkiej przerwie. Rozdział nie jest szczytem marzeń, ale jest, to już coś. Myślę, że chęci powoli wracają, chociaż przybyłyby szybciej, gdyby miały doładowanie w postaci komentarzy. Nie wstydzcie się komentować, krytykować, wypominać błędów (a w szczególności zeżartych przeze mnie wyrazów, ech), to wbrew pozorom motywuje :)
Także mam nadzieję, że w miarę Wam się spodobało :D
Pozdrawiam,
Feltson

Ps. Ponieważ przerwa wpłynęła również na czytanie, to mogę obiecać, że w niedługim czasie wszystko nadrobię!

16 komentarzy:

  1. Proszę pisz częściej! Pomysł z Malfoy Company jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że mnóstwo osób zrobiło przerwę w tym czasie :)
    No ale to całkowicie zrozumiałe :) Rozdział może troszkę nudnawy, ale przynajmniej mamy wątek Ginny i Harry'ego. Nie zapominaj o Ronie! Też może coś napisać do Hermiony.
    Czekam na więcej akcji ;)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesienna drepresja dopada wszystkich po kolei, jak widać :P
      Szczerze, on miał być nudnawy... Ale to tylko dlatego, że więcej będzie się działo w kolejnym :D Taka cisza przed burzą c:
      Nie zapomnę o Ronie, zapewniam :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  3. NARESZCIE!
    Och, tak bardzo tęskniłam za tym miejscem (czyt. nowy rozdział na twoim blogu).
    Czuje się na prawdę przeładowana informacjami.
    Ginny dostała się do drużyny, wyjechała z Harrym. Hermiona sama w Londynie.Szkoda mi trochę jej.
    A przy okazji, można pozazdrościć pensji Hermiony.
    Co ja ci jeszcze mogę powiedzieć?
    Odpoczywaj, zbieraj siły oraz natchnienie.
    Pozdrawiam,
    Re(Beca)
    Ps. Jak jeszcze nie widziałaś, to może zaglądniesz? https://czasy-przegranych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tęskniłaś, bo ja także :3
      O tak, akurat pensji Hermionie można pozazdrościć... Ale samotność nie będzie jej aż tak doskwierać :P
      Postaram się wpaść :D
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  4. Super! Tęskniłam za opowiadaniem :) uwielbiam Ginny i Harry'ego, są tacy pozytywni :D szkoda trochę Hermiony, wszyscy gdzieś pojechali. Mam nadzieję, że Malfoy pomoże jej przetrwać te samotne chwilę :D
    Pozdrowionka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! :D
      Oczywiście, że jej pomoże... O to się nie trzeba kompletnie martwić :P
      Również pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  5. Taaak! ❤
    Wchodzę na bloga, tu taka niespodzianka w postaci rozdziału! :)
    Uwielbiam Harrego i Ginny, są przezabawni :D Co do Hermiony i Draco to widzę, że niedługo będzie się tu rozkręcać :3
    Pozdrawiam cieplutko!❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki ❤
    Oczywiście, że będzie :D Powolutku musi, zaraz połowa części pierwszej :3
    Również pozdrawiam!
    Feltson

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieje ze będziesz pisać częściej bo twoje opowiadanie jest fantastyczne. W sumie to jedyne FF które jest o Dramione.
    Oczywiście ze mam jeszcze nadzieje na to że zacznie się cos dziać więcej miedzy Draco a Hermioną.
    Pozdrawiam,
    MadzikM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę częściej pisać, obiecuję! :D
      I owszem, będzie się działo, już niedługo c;
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  8. Uwielbiam twojego bloga. Cuesze sie ze napisałaś wreszcie nowy rozdział. Z niecierpliwością czekam na nastepny. Weny

    OdpowiedzUsuń
  9. W końcu znalazłam czas na czytanie :)
    A rozdział świetny <3
    Może to dziwne, ale jak Hermiona czytała listy, to też wyobrażałam sobie walkę o pióro :) :)
    Pozdrawiam ;)
    Basiabella

    OdpowiedzUsuń
  10. Hah ten list mnie rozwalił :D Wyobraziłam sobie tę kłótnię o pióro! Przy okazji brawa dla Gin.
    No no Draco ma gest... Hmm czyżby zazdrość? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia