piątek, 30 września 2016

Rozdział 4: (Nie) po myśli

Pełnia szczęścia
Część 1
Rozdział 4: (Nie) po myśli


– Cześć – powiedział Draco, kiedy Astoria wraz z wózkiem weszła do gabinetu. Blondyn przeniósł swój wzrok na dziecko. – Czekaj, ty nie miałaś mieć wolnego? Przecież Timmy miał wyjechać z rodzicami na wakacje...
Astoria popatrzyła na Malfoya, próbując ocenić, czy żartował, czy był zupełnie poważny. Kiedy cisza stała się ciężka, dziewczyna pokręciła głową.
– Jesteś głupi – stwierdziła lakonicznie, po czym wyjęła dziecko ze spacerówki. – Timmy ma trzy latka, a Diana ma dziewięć miesięcy, prawda? – Drugą część zdania Astoria skierowała do dziewczynki, uśmiechając się do niej słodko. Draco przewrócił oczami. Denerwował go ton, którego używała, kiedy rozmawiała z dziećmi. – A wolne rzeczywiście mam, dzisiaj tylko wyjątkowo zajmuję się moją chrześnicą, tak? Bo rodzice szukają nowego domku we Francji, prawda? – Ponownie zwróciła się do małej blondynki.
– Ale ona podobna do Dafne – stwierdził chłopak, przyglądając się dziecku bliżej.
Swoje blond włoski musiała odziedziczyć po matce. Po Damienie Danecie, który był mężem Dafne i ojcem małej miała tylko kolor tęczówki. Reszta to wykapana matka. Patrząc na kształt jej oczu, nosa, ust i uszu, miał wrażenie, że ma przed sobą starszą pannę Greengrass – lub, jak jest poprawniej, panią Danet – w miniaturowej wersji. Do kompletu brakowało jej tylko zielonych oczu.
Oby charakter miała po ojcu – pomyślał mimochodem Draco. Owszem, lubił Dafne, ale tylko jako koleżankę. Nie wyobrażał sobie jej jako jego przyjaciółki. I mimo faktu, że ona i Astoria są siostrami, obie bardzo różnił nie tylko wygląd, ale charakter. Draco lubił osoby ambitne, zabawne, które w głowie miały ciut więcej niż tylko zakupy i makijaż. Co prawda dzięki Damienowi z tego wyrosła, ale posmak dawnej dziewczyny nadal pozostał.
– Zgadzam się – odpowiedziała Astoria. – Malutka Dafne.
– Bardzo urosła od czasu, kiedy widziałem ją na chrzcie – stwierdził, przyglądając się dziewczynce. Mimo tych słów nadal była dla niego malutką kruszynką. Jej dłoń przy jego wyglądała jak dłoń Hagrida i normalnego śmiertelnika.
– Tak to jest z dziećmi. Rosną szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa. Zobaczysz, jak będziesz miał swoje dziecko, nim się obejrzysz, będzie dorosłe – rzekła dziewczyna. Kiedy skończyła to zdanie, podeszła w do wózka i wyciągnęła z niego dużą torbę. – Nasza kochana Diana ma dla nas niespodziankę, prawda? – powiedziała do dziewczynki, którą położyła obok torby. Draco szybko odsunął dokumenty, aby się nie pogięły.
– Czy mogę wiedzieć, co u licha robisz? – spytał, obserwując całą scenę. Panna Greengrass uśmiechnęła się słodko.
– Och, to ty jeszcze nie wiesz, co jest grane... – Pokręciła głową. – Jesteś głupi – powtórzyła.
I wtedy do Draco dotarł nieprzyjemny zapach. Już wiedział, jaką niespodziankę miała na myśli jego przyjaciółka i nie był zadowolony z tego, co miało się zaraz stać. Wiedział, że zamierzała przewinąć małą na jego biurku. Pospiesznymi ruchami, z których wręcz biła panika, zebrał dokumenty, które chwilę temu tylko odsunął. Następnie postanowił przerwać Astorii rozpakowywanie rzeczy, potrzebnych do zmiany pieluchy.
– O nie, nie ma mowy! Nie przewiniesz jej tutaj. To moje biurko! – warknął.
– No wiem, a niby czyje miałoby być? – powiedziała tonem, którym zazwyczaj zwracała się do dzieci. Draco przewrócił oczami. – Gdzieś muszę to zrobić.
– To zrób to gdziekolwiek, ale nie tutaj!
Greengrass spojrzała na niego zdenerwowanym spojrzeniem. Kątem oka spostrzegła, że Diana zaczęła się krzywić, co znaczyło ni mniej, ni więcej, że pielucha musi być szybko zmieniona, inaczej wybuchnie płaczem. Dziewczynka nie przepadała za pełnym pampersem.
– Jasne, to może pójdę do któregoś z twoich warzycieli i przewinę ją na stole. Zobaczymy, jak długo przetrwa twój interes, kiedy klienci dowiedzą się, co się dzieje obok kociołków – mruknęła.
Draco warknął pod nosem coś, czego Astoria nie mogła za nic zrozumieć.
– Coś mówiłeś? – spytała sztucznie miłym tonem.
– Byle szybko – powtórzył głośniej Draco, po czym odwrócił się i wyjrzał za uchylone okno, aby nie musieć oglądać Astorii w swoim żywiole... Poza tym, w tym miejscu miał dostęp do świeżego powietrza.
W tym czasie Hermiona siedząca w swoim gabinecie usilnie starała się coś podsłuchać. Wiedziała, że nie powinno ją to interesować – w końcu, jakby nie patrzeć, to było osobiste życie Malfoya i gdyby sytuacja była odwrotna, zapewne nie chciałaby, aby ktoś ingerował w jej sprawy... Ale, co tu kryć, była osobą ciekawską i już niewiele mogła z tym zrobić. Siedziała więc przy swoim biurku i starała oddychać się najciszej, jak się tylko dało, by nie zagłuszyć żadnego dźwięku. W duchu również przeklinała Draco za to, że musiał zamontować akurat szklane drzwi, przez co nie mogła podejść bliżej. Z jednej strony był to niewątpliwy minus, ale z drugiej... Cóż, prawdopodobieństwo, że zostanie przyłapana na podsłuchiwaniu, było niemalże zerowe... Wystarczyło, że schyliłaby się nad biurkiem i wtedy nie mogliby się domyślić, co robiła naprawdę.
Astoria okazała się prawdziwą profesjonalistką i bardzo szybko przewinęła Dianę. A mimo to, Malfoy miał wrażenie, że mijają całe wieki.
– Już? – pytał co kilka sekund, co doprowadzało ją do szału, ale nie dawała tego po sobie poznać. Więc rzucała mu krótkie „nie”, dopóki nie skończyła.
– Panie szlachcic, nie obrazi się pan, jeśli wyrzucę pampersa do pańskiego kosza? – spytała na koniec.
– Nie – odburknął chłopak. – Tylko zabezpiecz śmietnik, żeby nie śmierdziało.
Greengrass przewróciła oczami, chociaż Draco nie mógł tego dostrzec.
– Szkoda mi twojej przyszłej żony – mruknęła pod nosem.
– Przepraszam, mówiłaś coś?
– Ja? Nie, tylko powiedziałam, że zazdroszczę twojej przyszłej żonie – odpowiedziała słodko.
– Jasne – odburknął.
Astoria wsadziła Dianę do wózka i wręczyła jej ulubioną zabawkę. Mała zaczęła grzechotać, a w tym czasie niania pozbierała wszystkie rzeczy powoli do torby.
– Wiesz, Draco będziemy się już zbierać – rzekła.
– Co? Tak szybko? Dopiero co przyszłaś i wykorzystałaś moje biurko – stwierdził ze zdziwieniem.
– Racja. Ale, wiesz, przyszłam ci przypomnieć, że w czwartek obiecałeś pójść ze mną na Pokątną. Teodor się wywiąże, tego jestem pewna, ale ty... Cóż, lubisz sobie zapomnieć o różnych rzeczach, zwłaszcza o moich zakupach.
– Pamiętałem! – odparł z wyrzutem.
– Jasne. – Prychnęła. – Więc nie próbuj zapomnieć.
Astoria pożegnała się i wyszła z jego biura. Hermiona natomiast udawała, że szuka czegoś w szufladzie. Kątem oka dostrzegła, że panna Greengrass była jakoś dziwnie zadowolona. Czyżby spotkanie z Malfoyem przebiegło po jej myśli?


.*.*.*.




Od czasu, kiedy Ginny dostała zaproszenie na nabór do Wil z Waszyngtonu, dziewczyna wiele swojego wolnego czasu poświęcała na trening. Rano biegała, później wracała, przeznaczała chwilę na odpoczynek, po czym zabierała miotłę i szła na boisko. Wizja zostania jednym z członków tak prestiżowego klubu działała na nią bardzo motywująco. Dlatego też stawiała na ciężką pracę. W całym tym zamieszaniu znalazła czas na odwiedzenie swoich rodziców. Ojciec, który po wojnie został doceniony, miał o wiele więcej pracy, ale również i pensję. Natomiast jej matka... Ciężko jej było. Po śmierci Freda w jej sercu nadal widniała ogromna dziura, a dorastające dzieci – i co za tym szło – ich samodzielność, wcale jej nie pomagała. Miała mniej obowiązków, a przez to więcej czasu na rozmyślanie i wspominanie. A to nie działało na jej korzyść, wręcz przeciwnie – dziura w sercu, zamiast się goić, stale jest rozdrapywana.
Wizyta Ginny z jednej strony podniosła na duchu Molly, a z drugiej wywierciła kolejną dziurę w sercu. Była dumna z córki – z tego, że ma szansę zostać tak zwanym „kimś”. Ale z drugiej bała się, że wizja kariery zabierze jej kolejne dziecko, z którym przez jakiś czas będzie miała ograniczony kontakt. Artur jednak pokazał dobre strony możliwego wyjazdu ich najmłodszej pociechy, co w pewien sposób uspokoiło kobietę.
Chwilę po powrocie z Nory, Ginny postanowiła udać się na trening. Wszystko wydawało się być dobrze – kondycję miała świetną, wypracowała wszystkie triki, z którymi mogła mieć problem. Intensywność jej ćwiczeń była na tyle duża, że jej ukochana miotła się popsuła. Astroida 202 przestała osiągać prędkość, która mogłaby przekroczyć dziesięciu kilometrów na godzinę. A ścigająca nie mogła się ślimaczyć.
Dlatego też w czwartek, po powrocie z pracy Harry'ego i Hermiony, wybrała się z nimi na ulicę Pokątną.
– Ale tutaj tłum – mruknęła Hermiona. – Jak zwykle.
– Cóż, takie uroki Pokątnej – stwierdził Harry, po czym ruszyli przed siebie.
Zaledwie kilka sklepów dalej na ulicy było mniej czarodziejów, którzy tłoczyli się przy witrynie sklepu z Magicznym Obuwiem Stevena, gdzie para czarnych, lakierowanych butów właśnie stepowała. Natomiast naprzeciwko znajdował się zniszczony przez śmierciożerców lokal, który nie doczekał się jeszcze odnowienia. Środek byłego sklepu był czarny, a po dawnym wyposażeniu pozostał tylko popiół. Powybijane okna i zmaltretowane drzwi tylko potwierdzały, że to nie był zwykły pożar, a celowe podpalenie.
– Dziwnie to wygląda – powiedziała Ginny, patrząc na zniszczony budynek. – Wszędzie jest pełno życia, a tutaj...
– Już niedługo, Ginny – przerwała jej Hermiona. Przyjaciele popatrzyli na nią z zaskoczeniem.
– Skąd wiesz? – dociekał Harry.
– Malfoy kupił ten sklep. Wtedy, kiedy kazał mi się wystroić na spotkanie, pamiętacie? – Para doznała olśnienia. Rzeczywiście, musieli przyznać pannie Granger rację. – Na razie szuka ekipy do remontu, no, a potem otworzy tutaj swój sklep z eliksirami.
– Temu to zawsze dobrze – mruknął Potter.
Ruszyli dalej ulicą Pokątną, aż w końcu znaleźli się przy sklepie z asortymentem do gry w Quidditcha. Tłum nastolatków stał przy szybie i przyglądał się najnowszej miotle, która wyszła wczoraj – Tornado 7. Jak powiadał szyld, miotła wręcz „zmiatała z nóg”. Była lepsza od swoich we wszystkim, co się tylko dało. Harry już wiedział, jaka miotła należała się jej dziewczynie.
– Hermiono, poczekasz na zewnątrz? Wiemy, że nie przepadasz za Quidditchem i…
– Jasne, Ginny. Nawet sama chciałam to zaproponować. Poczytam sobie – rzekła, po czym podeszła do wolnej ławki i na niej usiadła. Ze swojej torebki wyjęła wcześniej kupioną mugolską gazetę, a w tym czasie Harry wraz z Ginny weszli do środka.



.*.*.





– Czyli chcesz mi powiedzieć, że właśnie tutaj będzie twój przyszły sklep, czyż nie?
– Właśnie tak.
Dziewczyna ze zwątpieniem spojrzała na zniszczony budynek, a potem na zadowolone oblicze Draco. Podziwiała chłopaka – musiał mieć naprawdę świetną wyobraźnię, skoro potrafił wyobrazić sobie swoją własną markę w tym miejscu. Póki co, sama Astoria nie potrafiła wyobrazić sobie nawet głupiego porządku, nie mówiąc o czymś więcej.
– Wiesz, ja na twoim miejscu wolałabym zapłacić trochę więcej i mieć budynek w lepszym stanie...
– Żartujesz? – wtrącił Teodor, który trzymał dłonie w kieszeniach spodni. – Tu się wyklepie, tam się wygładzi i sklep jak malowany.
– Dobra ja się na tym nie znam, róbcie sobie, co chcecie – westchnęła. – Tylko potem proszę mi się nie użalać.
– Nie zamierzam. To lepiej ty uważaj na swoją szczękę, bo kiedy następnym razem tu przyjdziesz, może ci opaść do samej ziemi, a tu jest dosyć twardo – odciął się Malfoy.
– Wierzę – odparła. Nie brzmiało to jednak ani trochę przekonująco.
Trójka byłych Ślizgonów ruszyła dalej ulicą. Mijali całe tłumy ludzi. W pewnym momencie, prowadząca ich Astoria zatrzymała się przy sklepie z akcesoriami do Quidditcha. Draco wymienił zdziwione spojrzenie z Nottem. Odkąd skończyli Hogwart, panna Greengrass całkowicie przestała interesować się grą. Nie zdziwiliby się, gdyby częściowo zapomniała zasad.
– Może kupię małej jakąś zabawkę, co? Będę przykładną ciocią. – Kiwnęła głową w stronę sklepu naprzeciwko. Nazwa „Dzieciolandia” mówiła sama za siebie. – Teodorze, pójdziesz ze mną? Ty chociaż umiesz doradzać, bo tamten nadaje się tylko do kupna brzydkich budynków.
– Jasne – odpowiedział z uśmiechem Nott.
– Przyszliśmy tutaj po twoją kieckę na randkę z kolejnym durnym kandydatem na twojego męża, a nie po zabawki dla małej – zauważył Draco.
– Nie zapomnij o swoich perfumach, księżniczko – dodał Teodor, na co Malfoy się skrzywił. – Poza tym, pięć minut cię nie zbawi, stary.
– Nie znasz Astorii na zakupach? Nie wyczołgasz się stamtąd do samego zamknięcia – stwierdził blondyn. – I pamiętaj, czas to galeon.
– Trudno, będziesz biedny. – Szatyn uśmiechnął się wrednie do przyjaciela. – Chodźmy – mruknął do Astorii. Kilka sekund później zniknęli z pola widzenia Malfoya.
Merlinie, z kim ja się przyjaźnię? – pomyślał, wzdychając cicho. Nie miał innego wyjścia, jak usiąść sobie spokojnie na ławce i poczekać na nich. Ruszył więc w stronę tej, która była najbliżej. Kiedy już był zaledwie kilka metrów od niej, zauważył, że już ktoś na niej siedział. I to nie był byle kto, tylko spokojnie czytająca Hermiona Granger. Blondyn podszedł bliżej i zajrzał dziewczynie przez ramię. Nie musiał być Kolumbem, żeby odkryć, iż właśnie była zajęta lekturą mugolskiej gazety. Zdjęcia w środku się ruszały, nagłówek nie migał... Ogólnie na kilometr wiało nudą. I jeszcze czytała artykuł o zerwaniu jakiś „wielkich gwiazd”, o których pierwszy raz słyszał. Nie było innego wyjścia.
– No, no, Granger – zacmokał. – Nie wiedziałem, że interesują cię ploteczki.
Dziewczyna, która za nic w świecie nie spodziewała się, że ktoś ją zaczepi, gwałtownie podniosła głowę do góry. A fakt, że nad nią stał sam Draco Malfoy wcale nie napawał jej optymizmem. A wręcz przeciwnie.
– Malfoy, jak miło cię widzieć. – Nawet nie starała się na udawanie miłej lub przynajmniej miły wyraz twarzy. Tutaj nie musiała zgrywać pozorów.
– Och, Granger, hamuj się. W takim tempie to za kilka dni ze szczęścia, że mnie widzisz, będziesz mi się rzucać na szyję. – Hermiona z konsternacją spostrzegła, że jego głos był o wiele bardziej ironiczny. Ale, cóż, z mistrzem się nie wygra.
– Akurat tobie to nie grozi – odcięła się. W tym czasie obszedł ławkę i usiadł obok niej, utrzymując przy tym stosowną odległość między nimi. Krótko mówiąc: usiadł na drugim końcu parkowej ławki.
– Czyżby? – mruknął kpiąco. – Gdybym, przypuśćmy, jeszcze tydzień ośmielił się usiąść obok ciebie, prawdopodobnie wyskoczyłabyś do mnie z inicjatywą wydłubania mi tych boskich oczu, o które zapewne nie raz byłaś zazdrosna, lub przynajmniej złamania mi nosa. Albo stałaś się wrażliwa na piękno, albo właśnie znalazłem dowód na to, że jesteś pacyfistką.
– Wcale nie byłam zazdrosna o twoje oczy! – syknęła Hermiona. Owszem, może jego oczy były ładne, do czego przenigdy w życiu by się nie przyznała. Ale jej stwierdzenie jak najbardziej było prawdziwe, bo lubiła kolor swoich tęczówek. – A gwarancję bezpieczeństwa masz tylko dlatego, że to jest miejsce publiczne i byłoby zbyt wielu świadków na makabryczną zbrodnię, którą mam ochotę na tobie przetestować – odcięła się, po czym ponownie otworzyła gazetę i próbowała się zająć lekturą.
Malfoy tylko się zaśmiał, widząc jej poczynania.
– Wmawiaj sobie – prychnął pod nosem, jednak na tyle głośno, by mogła to usłyszeć.
Hermiona teatralnie przewróciła oczami, co skutecznie zakryła „czytana” przez nią gazeta. Szczerze, to kompletnie nie miała pojęcia, dlaczego Malfoy uczepił się jej jak rzep psiego ogona, ale nie ukrywała, że jego towarzystwo jej przeszkadzało. Szczególnie ten uśmiech, który właśnie przybrał na twarz. Niby miły i uroczy, a tak naprawdę oczy zdradzały ilość substancji jadowitych w nim zawartych. Sprawa tego, że podstępnie się do niej dosiadł, zaczęła zajmować jej myśli na tyle skutecznie, że aż postanowiła go o to spytać.
– A tak właściwie, Malfoy, to dlaczego siedzisz tutaj i mnie nękasz swoją obecnością?
Draco odwrócił wzrok od jakiejś kształtnej brunetki i popatrzył na nią beznamiętnym wzrokiem.
– Przepraszam, mogłabyś powtórzyć? – mruknął, unosząc brew.
– Pytałam, czemu tutaj przebywasz i mnie nękasz swoją obecnością – powtórzyła z zaciśniętymi zębami. Draco w duchu zastanawiał się, jakim cudem jeszcze nie połamała sobie szczęki. Jednak z drugiej strony ani trochę nie był ciekawy widoku wściekłej Granger łamiącej sobie szczękę szczęką... To byłoby nie tylko okropne, ale zapewne to on zostałby podejrzany o pobicie jej. No bo kto normalny sam sobie łamie szczękę?
– Czekam – odparł gładko. – Ale możemy przypuścić, że mam dzień dobroci dla brzydkich kobiet. – Na jego ustach pojawił się wredny grymas.
Słysząc jego słowa, Hermiona prychnęła głośno. Zamknęła czasopismo i z efektownym plaśnięciem odłożyła je na wolne miejsce pomiędzy nimi. Gdyby nie wcześniejsze zapewnienie o tym, że go nie zabije, mógłby się nawet wzdrygnąć. A tym razem, niestety, bycie groźną jej nie wyszło. Blondynowi było z tego powodu bardzo przykro.
– Miałeś nie komentować mojego wyglądu – warknęła. Niczym nie przejęty Malfoy tylko uniósł brew i uśmiechnął się kpiąco pod nosem. Panna Granger niemal czuła bijącą od niego arogancję.
– Och, czyżby? Jakby nie patrzeć, jesteśmy w sytuacji prywatnej, więc ten swój mobbing możesz sobie wykluczyć z linii obrony. – Szatynka w myślach przeklęła go. Niestety, ten dupek miał rację! – A jeżeli znajdziesz coś w Czarodziejskim Kodeksie Prawnym o mówieniu brzydkim kobietom, że są brzydkie, to mi to podeślij. Chętnie sobie tym podetrę tyłek. Podobno magicznie podrobiony papier używany do drukowania ksiąg jest naprawdę miękki...
Ale on jest bezczelny – pomyślała Hermiona. Uświadomiła sobie, że tak naprawdę, kiedy wkraczał do budynku Malfoy Company, był dla niej... miły. Jak na niego, oczywiście. Nie miała pojęcia, czy to zasługa jej zapewnienia o ewentualnym procesie, czy też to miejsce miało jakąś wyjątkowo dobrą aurę, ale jego sarkastyczne zapędy w jakiś sposób były hamowane.
– Matko, ile można kupować jedną głupią zabawkę? – mruknął sam do siebie, spoglądając na zegarek. Przy okazji wyrwał Hermionę z zamyślenia.
– Jaką zabawkę? – spytała mimochodem, chociaż nietrudno było się domyślić o co mu chodziło, tym bardziej że siedziała praktycznie naprzeciwko sklepu z rzeczami dla małych dzieci. Wiedziała, że to była dla niej jakaś szansa na dowiedzenie się więcej o ojcostwie Malfoya i nie zamierzała tego przegapić. Może zachowywała się jak typowa plotkara, ale nic nie mogła na to poradzić, wszelaka wiedza od zawsze ją nęciła.
– Astoria z Teodorem kupują zabawkę dla Diany – odpowiedział zirytowany blondyn.
– Diana? Tak ma na imię twoja... – Ugryzła się w język, ale wiedziała, że było za późno. Akurat inteligencji Malfoyowi nie można było odmówić. Blondyn natychmiast się wyprostował i popatrzył uważnie na szatynkę, całkowicie zapominając o swojej złości.
– Moja co, Granger?
Hermiona wiedziała, że już za późno. Skoro powiedziało się „a" lub też „tak ma na imię twoja...", to trzeba było powiedzieć „b", czyli:
– ... córka?
Cisza, jaka wtedy była między nimi zapadła była wręcz przytłaczająca. Dziewczyna nie pojęcia, co sobie myśleć. Malfoy był nieprzewidywalny i nawet nie mogła sobie uzmysłowić, co zrobi. Może będzie zły? Może na nią nawrzeszczy na ulicy pełnej ludzi? A może wręcz ze stoickim spokojem spyta ją, skąd o Dianie wie? Ale nie, nic z tych rzeczy. Malfoy okazał się być profesjonalistą i tym razem też ją zaskoczył. Zamiast zezłościć się na nią, on zaczął się śmiać. Bardzo głośno. Hermiona była mu wręcz wdzięczna za to, że ukrył swoją twarz w dłoniach, dzięki czemu osoby trzecie nie mogły go usłyszeć. Kiedy rozbawienie powoli zaczęło go opuszczać, dziewczyna zaczęła skupiać się na tym, że jej policzki płonęły.
– Granger, błagam cię, powtórz to – wydusił z siebie, mając lekkie problemy z unormowaniem oddechu. – Moja córka? – dopowiedział sobie samodzielnie, kiedy była Gryfonka się nie odezwała.
– I z czego się śmiejesz? – spytała, kiedy ponownie zaczął chichotać. Jej początkowe zażenowanie powoli zamieniało się w złość.
– Z twojej rozległej, postępującej głupoty, Granger – odparł. – Ja nie mam dziecka.
– Jak to? Przecież to dziecko, które przeprowadziła Greengrass jest idealną kombinacją genów jej i twoich...
– Ale jest idealną mieszanką genów Dafne kiedyś Greengrass, obecnie Danet, oraz jej męża.
Połączenie ze sobą wszystkich faktów nie było trudne. Diana nie była córką Draco. Nie była nawet córką Astorii. Hermiona czuła, że jest czerwieńsza niż herb Gryffindoru, co było nie lada wyzwaniem. Nie miała pojęcia, co powiedzieć – przeprosić? A może udać, że nic się nie stało? W czasie, kiedy Draco czekał na jakąkolwiek reakcję swojej pracownicy, Astoria z Teodorem wyszli ze sklepu z dużą, kolorową torbą.
– Draco, możemy iść – powiedziała panna Greengrass, kiedy podeszła do przyjaciela.
– O, cześć, Granger – przywitał się Teodor, kiedy zobaczył dziewczynę siedzącą obok Malfoya.
– Cześć – odpowiedziała szybko.
– Dobrze się czujesz? – spytała ją uprzejmym głosem. Szatynka rzuciła jej pełne niezrozumienia spojrzenie. – No wiesz... Jesteś cała czerwona i...
– O nie, nie, wszystko dobrze – przerwała jej.
– Na pewno?
– Tak, nic się nie dzieje – zapewniła. Na twarzy Astorii pojawił się uprzejmy uśmiech, który trochę pokrzepił Hermionę. Z drugiej strony dziwiła ją nagła zmiana zachowania. Kiedy pierwszy raz spotkała ją w firmie wydawała się zimna, obojętna. A teraz? Uśmiechnięta, pełna życia i nadzwyczaj zadowolona. Słowem: całkowicie inna osoba.
– To jak, Draco, idziemy? Czas to galeon – zacytowała jego własne słowa, na co blondyn przewrócił oczami.
– Oczywiście. – Szybko wstał. – Do jutra, Granger – rzucił na pożegnanie i za chwilę już ich nie było.
Kiedy odeszli, Hermiona się rozluźniła. Dziwna była świadomość, że się pomyliła i to jeszcze tak bardzo. Ale to dziecko była bardzo podobne do dobranych przez nią rodziców... Czuła, że jutro nie będzie mogła spojrzeć mu w oczy. Po tym, jak się z niej śmiał... Nawet nie chciała o tym wspominać. Była niewyobrażalnie głupia i póki co nie umiała sobie tego wybaczyć. Już nawet nie chodzi o to, że Malfoy nie jest jedynym blondynem na świecie (w końcu, gdyby mała Diana nie była blondynką, nigdy by jej nie przypisała do Draco). Po prostu, gdyby dorobił się potomka, wiedziałaby o wszystkim z gazet, plotek i innych możliwych źródeł informacji. Jakby nie patrzeć, był osobą publiczną – pochodził z największych i najbogatszych rodów w całej Wielkiej Brytanii oraz założył dobrze prosperującą firmę. Nikogo nie powinno dziwić, że zawsze będzie na celowniku, choć nie zawsze na linii ostrzału.
Zamyślona Hermiona przestraszyła się, kiedy poczuła na ramieniu czyjś silny uścisk. Pośpiesznie odwróciła się.
– Harry! – warknęła z wyrzutem.
– Przepraszamy Hermiono, że tyle się zeszło, ale straszny tłok w tym sklepie i przy okazji kupiłam jeszcze nowe ochraniacze... – Ginny przerwała, aby przyjrzeć się przyjaciółce. – Dobrze się czujesz?
– Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku – odpowiedziała. – Ale wiecie, ja już chyba wrócę.
– Dlaczego? – zdziwiła się rudowłosa. – Przecież miałaś...
– Załatwię to kiedy indziej. A skoro źle wyglądam, to może faktycznie mnie coś bierze... Lepiej pójdę i się wykuruję. Nie mogę się rozchorować, Malfoy pewnie nie dałby mi zwolnienia, wiecie jaki on jest. – W czasie, kiedy mówiła, zdążyła spakować gazetę do torebki i wstać z ławki. Nie miała ochoty dzisiaj spotykać się z Draco, bo nadal się wstydziła swojej głupoty.
– Jasne, to idź i weź pół fiolki eliksiru na przeziębienie – nakazała panna Weasley.
Hermiona z delikatnym uśmiechem podobnym do Mona Lizy, odeszła od pary. Oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
– Dlaczego ja jej nie wierzę? – spytała dziewczyna chwilę później, kiedy szli przed siebie. Harry wzruszył ramionami.
– Może dlatego, że sama widziałaś, że rozmawiała z Malfoyem? Spokojnie, w domu wszystko od niej wyciągniesz – powiedział, splatając ich dłonie.



.*.





Gdyby Hermiona nie znała Draco Malfoya od momentu, kiedy oboje w wieku jedenastu lat dostali się do Hogwartu, by móc się kształcić, mogłaby pomyśleć, że chłopak był miłosierny. Ale Hermiona znała go na tyle długo, że wiedziała, iż on nie był dla niej dobry, o nie. On po prostu nie miał tego dnia czasu na zgryźliwości... A nawet jeśli rzuciłby w jej kierunku jakąś typową dla siebie, wredną opinię, zapewne i tak nie zwróciłaby na to uwagi. Już nawet nie chodziło o to, że starała się go ignorować, odkąd dowiedziała się, że Diana nie jest jego córką, po prostu była zajęta pracą i trzymaniem kciuka dłoni za Ginny. Nawet, jeśli nie robiła tego fizycznie – jakby nie patrzeć, trochę dziwnie wyglądałaby, gdyby przez cały dzień trzymała się za jeden palec, nie wspominając o tym, że najzwyczajniej w świecie byłoby jej niewygodnie zrobić cokolwiek – to starała się robić to w myślach i, przy okazji telepatycznie wysłać jej dobrą energię. To właśnie dzisiaj miała szansę dostanie się do Wil z Waszyngtonu, a co za tym szło, miała również okazję na zrobienie wielkiej kariery. Żałowała, że nie mogła tak jak Harry kibicować jej na żywo, ale cóż... Niby w przeciwieństwie do rodziny, szefa można sobie wybrać, ale w praktyce nigdy nikomu to nie wyszło. Nawet nie próbowała spytać Draco o to, czy mogłaby dostać dzisiaj wolne, tym bardziej po tej pięknej wpadce, którą zaliczyła poprzedniego dnia. Oczami wyobraźni widziała jego reakcję, z której wynikałoby stanowcze „nie". Dlatego została w firmie, by siedzieć w papierkowej robocie po uszy, odpowiadać na listy i latać co jakiś czas po kawę. Można by pomyśleć, że tego słonecznego i bezchmurnego dnia popadła w rutynę. Ale życie, jak to życie – zawsze zaskakiwało. I dziś także nie obyło się bez niespodzianki. Kiedy panna Granger szła z trzecią dzisiejszego dnia kawą, zastanawiając się skąd Malfoy ma takie końskie zdrowie, by wlewać w siebie hektolitry kofeiny, w gabinecie zastała gościa. Mężczyzna stał pośrodku jej gabinetu, z rękoma schowanymi w kieszeniach ciemnych jeansów. Na oko miał ponad trzydzieści lat i rozglądał się po jej gabinecie. Hermiona wkroczyła niepewnym krokiem do gabinetu i odchrząknęła cicho.
– Dzień dobry – przywitała się. Mężczyzna przytaknął głową.
– Dzień dobry.
– Czy można wiedzieć, co pana sprowadza do firmy? – spytała uprzejmym tonem.
– Przyszedłem do pana Malfoya w sprawie ogłoszenia...
Oczy Hermiony zabłyszczały niczym dwa sykle. Rzuciła do przybysza prośbę o chwilę cierpliwości, a sama pognała do gabinetu Malfoya. Kiedy weszła do środka, zastała blondyna pochylającego się nad jakimś dokumentem. Usłyszawszy nagłe wtargnięcie sekretarki do środka, podniósł głowę do góry.
– Co ty taka zadowolona? – Zdziwił się. Z tego, co zdążył zaobserwować, dzisiaj dziewczyna była bardziej skora do wygarniania sobie swojej głupoty i udawania, że do wczorajszej rozmowy nie doszło.
– Ty też zaraz będziesz – obiecała, stawiając jego ulubiony kubek na biurku. – Przyszedł do ciebie mężczyzna w sprawie ogłoszenia...
– Dawaj mi go tu – nakazał natychmiast.
Sam zajął się zrobieniem powierzchownego porządku wokół siebie. Papiery poskładał w jedną kupkę, inne przybory biurowe schował do szuflady, a kubek odwrócił w taki sposób, by ukryć egoistyczny napis. W tym czasie Hermiona poszła zaprosić gościa do królestwa Draco. Kiedy przywitał się z blondynem uściskiem dłoni i zasiadł naprzeciwko niego, Hermiona spytała go z uśmiechem:
– Może kawy, herbaty?
– Wody, jeśli można – odpowiedział pan Bailey. Dziewczyna tylko kiwnęła, po czym zniknęła za drzwiami.
Była ciekawa, jak Malfoyowi pójdzie negocjowanie z mężczyzną. O interes Draco z pewnością się nie martwiła – to było pewne, że sobie poradzi i nie będzie stratny. Jednak sposób, w jaki kiwał ludzi, był iście szatański. Chciała wiedzieć, jaki sposób będzie miał na Baileya. Czuły punkt Jenkinsa – słabość do młodych kobiet – wykorzystał w sposób idealny, ale w tym przypadku nie wiedział, gdzie uderzyć. Dlatego też Hermiona jak najszybciej starała się wrócić, by nie trafić na nieciekawy moment. Wiedziała, że Draco zawsze przechodził do konkretów, jeśli to było możliwe. Raczej nie lubił bawić się w kotka i myszkę... Co nie oznacza, że tego nie praktykował.
Kiedy podała wodę gościowi, wyszła z pomieszczenia i zajęła się własną pracą. Po kilku minutach obaj mężczyźni wyszli z gabinetu. Draco podszedł do jej biurka. Hermiona niemal od razu poczuła jego męskie perfumy. Musiała przyznać, że bardzo do niego pasowały.
–  Granger – zwrócił się do niej. – Pilnuj wszystkiego, ja niedługo wrócę.
I wyszli. Hermiona domyślała się, że pan Bailey chciał obejrzeć przyszły sklep Malfoya.
Kiedy godzinę później blondyn wrócił do Malfoy Company, jego twarz była rozjaśniona w pełnym samozadowolenia i dumy uśmiechu. Panna Granger nie musiała pytać, jak mu poszło. Z daleka widać było, że wszystko przebiegło po jego myśli.
Teraz był czas na Ginny.




_______________
Mam nadzieję, że Wam się podobało.

19 komentarzy:

  1. Pochłaniam wszystko, co piszesz!
    Jedynym minusem jest to,że trzeba czekać na kolejne części ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się publikować najszybciej jak się da :) Myślę, że następny rozdział pojawi się trochę szybciej :P

      Usuń
  2. Normalnie uwielbiam! Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczka mi się świecą! Idealna rozrywka bo dwóch godzinach korków...Dafne ma uroczą córeczkę!!! A Draco musi nauczyć się współpracować z dziećmi XD
    Czemu tak długo...Tak, tak jęczę, ale jestem spragnione twojego tekstu!!!
    Podoba mi się postać Hermiony.Tylko dlaczego ona się tak przejmuje tym co on mówi?
    Biedna, aż się rozchorowała :D
    Ten komentarz w ogóle nie ma sensu :D, ale to przez matmę i musisz mi to wybaczyć.
    Czekam, życzę i pozdrawiam.
    A i dołącz do Księgi Baśni z nowym opowiadaniem -chamska reklama.
    Re(Beca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, matma ma właściwości rozumożercze, coś o tym wiem :P
      Ale cieszę się, że ci się podobało <3
      I jak będę miała chwilę czasu to oczywiście dołączę c:
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  4. Mega rozdział :D Czekam na więcej! :p

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział. Jak ja się cieszę, że to nie córka Draco... ulżyło mi jak to przeczytałam. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ❤
    Pisz szybko 😘
    Pozdrawiam ❤❤❤
    //Maddie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystkim ulżyło :3
      Postaram się! :D

      Usuń
  6. Zostawiam ślad, bo wyczerpały mi się baterie. Pozdrawiam :))
    KH

    OdpowiedzUsuń
  7. Codziennie wchodziłam na Twojego bloga i sprawdzałam czy dodałaś nowy rozdział i jest !
    Bardzo dobrze się czytało, czekam na kolejny i mam nadzieję, że będzie szybciej :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło <3
      Też mam taką nadzieję! :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  8. O mamuniu jak ja się śmiałam kiedy Astoria przewijała Dianę na biurku Draco, to trzeba było widzieć ;)
    Czytało się super (no ale jakżeby inaczej skoro fantastycznie napisane)i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, więc jakby co to pamiętaj, iż czekam :P
    Gorąco pozdrawiam i życzę morza weny !
    Basiabella

    OdpowiedzUsuń
  9. Coraz fajniejsze to opowiadanie :) Astoria i przewijanie to mistrzostwo :D Dobrze, że mała nie jest córką Draco.
    Ech dlaczego blondas musi tak obrażać Hermi? Drażni mnie to, ale mam nadzieję, że to minie ;)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia