niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 20: O jeden pocałunek za dużo

Zenit skrajnych uczuć
Rozdział 20: O jeden pocałunek za dużo

Uczucie: Dezorientacja


Przerąbane – pomyśleli zgodnie.
– Irytek? – wydukała Hermiona, odsuwając się od blondyna. – Co ty tu robisz?
– Jak widać, jestem – odparł dumnie. – Ale chyba jednak nie jesteś już wybitnie inteligentna, skoro sama nie doszłaś do takiego wniosku. Wyssał ci już mózg, co nie?
– Nic jej nie wyssałem – palnął głupio Draco, niezbyt uważając przy tym na słowa. – A w ogóle, to skąd tu się wziąłeś?
– Kulturalniej, Blondasku – nakazał duch. – No, ale skoro tak ładnie mnie poprosiłeś, to wszystko ci opowiem. Otóż, przybywam tu z Durmstrangu, gdzie wyprowadziłem się na czas odbudowy tegoż zamku.
– Hahaha, chyba cię tam w końcu wytresowali – zaśmiał się Draco. – Bo umiesz chociaż pozorować dobre zachowanie, co w twoim przypadku jest niemal niemożliwe. – Założył ręce i uśmiechnął się wrednie.
– Tresować, to można smoki, Blondasku – odparł Irytek, a Draco trochę zrzedła mina. – A tak zwracać możesz się do tej swojej ukochanej lub Jęczącej Marty. Ojej, i co mam z tym wszystkim zrobić, Marto? – przedrzeźniał blondyna, mając przy tym sztucznie płaczliwy głos. Hermiona spojrzała kątem oka na Malfoya. Miał zaciśniętą szczękę, a jego oczy ciskały gromami. 
– Zamknij się – syknął Ślizgon, na przekór poprawiając poltergeistowi humor.
– O, nadepnąłem na odcisk? – Irytek zatarł ręce. – To lubię.
– Um, Irytku… – zaczęła niepewnie Hermiona, chcąc przerwać tą wymianę zdań. – Jak ci się podobało w Durmstrangu? – Chciała go zagadać, mając nadzieję, że zapomni o tym, czego był świadkiem. Taka informacja w jego rękach nie była bezpieczna.
– E tam, Durmstrang… Chcieli mnie wywalić po miesiącu, głupki. Ale stęskniłem się za wami wszystkimi, nawet za tobą, Mądralińska. – Duch uśmiechnął się szeroko. – Wiecie, że jeszcze nie wszyscy się ze mną przywitali… Z pewnością dostarczę im wrażeń – dodał. – Gdzie jest mój kochany, stary Filch? – spytał sam siebie, ruszając w stronę Wielkiej Sali i przy okazji nucąc coś pod nosem.
I tak powstała rymowanka, którą poltergeist wyśpiewywał całą drogę do szkolnej stołówki, gdzie właśnie odbywał się obiad.

Gdy inni potraw smakują,
Malfoy z Granger się całują,
Nienawiść zgrabnie udają,
A potem śliną się wymieniają!

Kiedy Hermiona i Draco wpadli do sali, było za późno. Wszyscy już szeptali między sobą, a Irytek pokazywał język Filchowi. Nowo przybyła para zwróciła na siebie sporą część uwagi, chociaż i tak nie mogło być gorzej. Wiedzieli, że teraz wszyscy już na pewno będą łączyli ich w parę.
Hermiona wyszła z Wielkiej Sali wiedząc, że nie wytrzyma tej presji w postaci Lavender i innych ciekawskich osób. Draco natomiast usiadł na swoim stałym miejscu, jak gdyby nigdy nic.
– Draco, musimy pogadać – zaczepiła go Pansy zaraz po tym, jak usiadł przy stole. – Zaraz po obiedzie, prawda, Blaise? – Chłopak podniósł głowę znad talerza.
– Co?
– Blaise!
– Ach, no tak, mamy do pogadania – mruknął chłopak, posyłając dziewczynie przepraszający uśmiech. Prychnęła, będąc niezadowoloną z tego gestu.
– Ciekawe o czym – rzekł Draco, chociaż domyślał się, czego owa rozmowa ma dotyczyć.
– Ty dobrze wiesz, o czym! – wybuchła dziewczyna.
– Później o tym pogadamy, dobra? – spytał niechętnie.
– Ja ci tego nie odpuszczę – obiecała.
Zdaję sobie z tego sprawę – pomyślał gorzko blondyn.



.*.*.*.*.*.



– Smoki? Puszki pigmejskie? A może truskawki? Och, no nie wiem… Skąd oni w ogóle biorą te hasła? Może sprawiedliwość? Nauka i sprawiedliwość? Nie? – Cicha Charlotte pokiwała przecząco głową. – Merlinie, nie wytrzymam tu!
– Ginny, naprawdę nie musisz się denerwować – przerwał jej Harry, kładąc jej rękę na ramieniu w uspokajającym geście. Niewiele to pomogło.
– Musimy.
– Ginny, siostrzyczko, uspokój się, to nic nie da… – próbował przemówić jej do rozumu Ron.
– A właśnie, że da! Muszę tam wejść! – W tym czasie portret uchylił się. Przed nimi stał Calvin, wyraźnie zdziwiony. Popatrzył na wściekłą dziewczynę.
– Ginny, drzesz się jak Filch, kiedy okazało się, że Pani Norris jest spetryfikowana. – Carver uśmiechnął się niemal wrednie, jednak Ginny postanowiła tego nie komentować. Zamiast tego przepchnęła się obok niego do salonu, po czym jak gdyby nigdy nic ruszyła w stronę schodów na górę. – Ej, pozwolił ci ktoś wejść? – spytał, tym razem z przyjacielskim uśmiechem. Zupełnie, jakby chciał sam sobie zaprzeczyć. Lubił Ginny, bawiła go.
– Przypuśćmy, że tak. – I weszła na górę.
– Chyba wiem, czemu tak jej się spieszy – cicho westchnął Calvin, wzdychając. Kto by tego nie wiedział? No, nie wliczając w to Goyle, który prawdopodobnie nie jest do końca świadom tego, jak się nazywał.
– Nawet nic nie mów – mruknął Ron, wchodząc do salonu za Harrym.
– Czemu Cegiełka tak się wściekła? – spytał jeszcze Carver, zanim Weasley wszedł na schody.
– Nie wiem, czy sama wie, o co dokładnie jest zła. Gdy tylko usłyszała rymowankę Irytka, wściekła się.
– Idź i ją uspokój. – Rudzielec wszedł na górę, zostawiając Krukona samego.



.*.*.*.*.



Hermiona w tym czasie próbowała czytać książkę, mając nadzieję, że to ją uspokoi. Cały czas zastanawiała się, jak zmusić Irytka do odwołania swoich słów. Musiała coś wymyślić, żeby zapewnić sobie spokój, przynajmniej ten wewnętrzny…
Cholera, całowała się z Malfoyem! To także ją dręczyło. Nie chodziło o to, że tego nie chciała i nie spodobało jej się… Problem w tym, że to nigdy nie powinno się zdarzyć. Nie powinna do tego dopuścić. Jeszcze pół roku wcześniej skakali sobie do gardeł, kłócili się na każdym kroku – co więc zmieniło ich postępowanie? Hermiona szybko do tego doszła – było to odkrycie Wyspy Zakochanych. To wtedy niebezpiecznie się do siebie zbliżyli. Wyznanie Draco było bardzo osobiste, wymagało odrobiny zaufania, które jak widać zostało zapewnione. Musiała się od niego odsunąć, żeby to nie zaszło zbyt daleko, bo była świadoma tego, że sprawy mogłyby potoczyć się same, niezauważone. A tego nie chciała… Albo chciała, tylko było to zakopane głęboko w jej świadomości.
Panna Granger usłyszała głośne pukanie do drzwi, które wyrwało ją z zadumy. Odłożyła książkę i poszła otworzyć drzwi. Gość szybko wtargnął do pokoju.
– Nie wierzę! – Hermiona spojrzała na rudą czuprynę, która mignęła jej przed oczami. Sekundę później przed drzwiami stanął Harry, a zaraz po nim Ron.
– Hej – wydukał Potter, spoglądając na Ginny, która już była w pokoju. – Możemy wejść?
– Jasne. – Przepuściła ich, po czym zamknęła drzwi. – Chyba nie muszę pytać, czemu tutaj przyszliście, w dodatku z takimi minami – stwierdziła pewnie, przerywając ciszę. Spojrzała na siedzących na łóżku chłopców oraz na Ginny, opartą o biurko z założonymi rękoma.
– Pewnie, że nie musisz – powiedziała rudowłosa. – Czemu nam nic nie powiedziałaś? – spytała z pewnością w głosie.
– Ubiegł mnie Irytek – wysapała.
– Akurat nie o to mi chodziło – rzekła Ginny, której na skutek zdziwienia zmiękł głos.
– A o co? – spytali w tym samym czasie Hermiona, Harry i Ron. Panna Weasley popatrzyła na siedzących na łóżku chłopaków z wyrzutem, ale nic nie powiedziała, tylko westchnęła. Cała złość z niej wyparowała, a na jej miejsce wstąpiło zadowolenie. Skoro Hermiona nie wiedziała, o co jej chodziło, to zapewne nigdy do niczego nie doszło, była tego pewna. Niestety, było już za późno... – No, czyli nie ma tematu.
– A właśnie, że jest! – Hermiona oburzyła się. – Co miałaś na myśli? – Ginny zarumieniła się, a zainteresowany Ron wyprostował się na łóżku, oczekując odpowiedzi.
– Nieważne.
– Ginny, powiedz. – Ron widocznie był ciekawszy od samej Hermiony. – Przecież Hermiona jest wyrozumiała, na pewno cię zrozumie…
– Kochanie, co miałaś na myśli? – podjął tym razem Harry.
– To głupie…
– … ale nas ciekawi – wypalił rudowłosy.
– Ron! – Szatynka oburzyła się. – Trochę taktu.
– Dobrze, skoro tak to was ciekawi, to… No… Ja myślałam, że Hermiona jest z Malfoyem – powiedziała szybko, po czym spojrzała na swoje buty, jakby były najciekawszą rzeczą, jaką w życiu zobaczyła. – Wiem, to głupie, ale serio tak pomyślałam i mnie to wkurzyło.
– CO? – Panna Granger wyglądała, jak porażona piorunem.
– No przepraszam, ale ty nie całujesz się z byle kim, jesteś na to zbyt porządna. A skoro całowałaś się z Malfoyem, to coś musi między wami być – broniła się Ginny.
– Ja wiem, co między nimi jest. – Ron wstał gwałtownie. – Zmusił cię, prawda? Wcale nie chciałaś się z nim całować, on musiał cię złapać wtedy na korytarzu i cię zmusić. – Wymyślił szybko, po czym ułożył dłoń w pięść.
– Nie! – Mina Rona od razu zrzedła, a jego dłoń rozprostowała się. – Do niczego mnie nie zmusił!
– Czy ty chcesz powiedzieć, że… – zaczął Harry, ale nie był wstanie dokończyć przez towarzyszący mu szok.
A Hermiona nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Ten pocałunek… Zrozumiała, że on wiele zmienił. Już nie będzie uważała Malfoya za wroga – chłopaka, który żył, by ją gnębić. Ale to, że wybaczyła nie oznaczało, że zapomniała, bo nigdy nie zapomni.
– Nie, Harry. Nie jestem w nim zakochana.
– W takim razie, czemu się z nim całowałaś? – wyrwało się Ronowi. – Hermiona, zaprzeczasz samej sobie.
– Ron, posłuchaj. Ja… ja nie wiem, co sobie myślałam, ale czułam nieodpartą chęć spróbowania, chociaż to był impuls. Malfoy zmienił się w stosunku do mnie, nasza relacja polepszyła się. Teraz wiem, że to błąd, on pewnie też tak myśli – wytłumaczyła, rumieniąc się. Ron był nieprzewidywalny i nigdy nie mogła być pewna, jak zareaguje. Na szczęście usiadł na starym miejscu. Martwiło ją jednak, że wyraz jego twarzy prawie w ogóle się nie zmienił. – To nigdy się nie powtórzy, jestem tego pewna.
– Wiesz, że teraz masz problem? Wybuchła afera – rzekła Ginny, kiedy zapadła cisza.
– Wiem i to mnie przeraża. I najgorsze, że nie mam pojęcia jak się pozbyć tej głupiej draki. Nie jest mi ona do niczego potrzebna.
– No raczej – westchnął Harry. – Życzę powodzenia w odwołaniu tego bagna.
– Nie przypominaj mi o tym.
– Sądzę, że to nie będzie takie trudne, Hermiono – przerwała Ginny. – Mam pomysł, jak ci pomóc. – Oczy Hermiony rozszerzyły się. – I to wcale nie będzie trudne.
– Coś ty wymyśliła? – spytał Ron.
– Posłuchajcie…



.*.*.*.



Następnego dnia wszyscy patrzyli się na Draco i Hermionę z nadzieją na jakąś aferę. Wyczekiwali, bo czuli, że coś może się stać. Z czasem, gdy jednak nic się nie działo, nie posyłali sobie ukradkowych spojrzeń, nie reagowali na zaczepki i pytania, wiele osób przestało się nimi interesować.
Natomiast Draco czekał. Czekał na cud, który miała zaoferować mu Granger – o ile uspokojenie tego całego zamieszania było możliwe. Chociaż, to była Hermiona, dla niej akurat nie było rzeczy niemożliwych.

Poprzedniego dnia, akurat wtedy kiedy rozmawiał o ich rzekomym romansie wraz z Pansy i Blaisem, musiała wejść ona. Miał ochotę udusić ją w tamtej chwili, jednak miał ewentualnych świadków, którzy mogliby składać zeznania na jego niekorzyść (zarówno Pansy, jak i Blaise to niezwykle mściwe osoby, kiedy się o to postarają). Widział, jakie spojrzenia wymienili, ale zignorował całą swoją uwagę na wejściu Gryfonki.
– Mogę wiedzieć co ty tu robisz? – spytał poważnie i przy tym niezbyt uprzejmie, jednak szatynce to nie przeszkadzało. Przypomniał jej wielkiego pana władcę, który nie jest zbyt zadowolony z czyichś odwiedzin.
– Oczywiście, sir – odparła ironicznie, po czym dygnęła głową.
– Ciekawa gra wstępna, może nie będziemy wam przeszkadzać – wtrącił cicho Zabini, próbując się nie śmiać. Jedno spojrzenie posłane mu przez Hermionę sprawiło, że natychmiast spoważniał.
– Nie ma takiej potrzeby, Zabini. Możesz zostać i posłuchać – rzekła sucho. – I nie życzę sobie takich durnych komentarzy. Nie wiem, o czym fantazjujesz, ale ani ja, ani Malfoy nie zamierzamy tego powtarzać.
– Au, zabolało – stwierdził „poważnie”. Wyglądał przy tym tak śmiesznie poważnie, że Hermiona zmiękła, choć nie dała tego po sobie poznać.
– Bo miało.
– Dobra, po co tu przyszłaś? – rzucił Draco, z ciekawością wyczuwalną w jego głosie.
– Mam prośbę – zaczęła, a ciekawość blondyna wzrosła… o ile to możliwe. – Zachowuj się jutro, jakby nic się nie stało, dobrze? Ja i Ginny zadbamy o to, żeby naprawić błąd… Irytka – dodała pewnie.
– Cóż, oryginalne „Kocham cię”, Granger – parsknął Diabeł.
– Blaise! – upomniała go Pansy, która cały czas obserwowała sytuację.

Nie powiedziała mu, w jaki sposób zamierza to zrobić, czy też zmusić Irytka do kłamstwa. Kazała mu tylko siedzieć cicho i udawać. Zdenerwowała go tym. W pewnym sensie to był także jego interes, to on powinien ułożyć plan życia pod tytułem „Zmuś do czegoś Irytka”. A został od tego odsunięty na rzecz Ginny Weasley.
Czyżby zazdrość? – spytała jego wewnętrzna część duszy, na co druga tylko prychnęła. – Zgoda, tylko jaki jest tego powód?
Akurat w tamtym momencie do Wielkiej Sali weszła Granger wraz z Harrym, Ronem oraz Ginny. Rudowłosy spojrzał Draco w oczy, jednak – ku niezadowoleniu blondyna – Gryfon stał zbyt daleko, żeby móc odczytać jego emocje. Malfoy jednak znał na tyle dobrze Rona, że byłby zdenerwowany, gdyby dowiedział się, co się wydarzyło między nim, a Granger.  Z drugiej strony sprawa była na tyle głośna, że musiał o niej usłyszeć. Czy więc zmężniał na tyle, że nie miał tego za złe Hermionie? Bardzo możliwe, chociaż według Malfoya było to dziwne i wątpliwe.
W momencie, w którym grupa Gryfonów zajęła swoje miejsca, do Wielkiej Sali przybył Irytek. Pozostali uczniowie byli na tyle zajęci sobą, że nie zauważyli jego przybycia. Draco natomiast uważnie go obserwował. Duch przemieszczał się w stronę stołu, ukrywając coś. Było to widać nie tylko po minie, ale także po jego zachowaniu. Z pewnością coś kombinował, a Malfoy miał nadzieję, że będzie to na jego korzyść… Irytek podleciał do dyrektor McGonagall i zaczął coś szeptać do jej ucha. Hermiona i Ginny z satysfakcją obserwowały minę kobiety, która była jak najbardziej zszokowana. Kiedy skończył, kiwnęła potakująco w jego stronę, zapewne chcąc wiedzieć, co potem się zdarzy.  Poltergeist wszedł na mównicę, a pani Minerwa stuknęła łyżeczką w szklankę. W przeciągu kilku sekund, w sali zapanowała cisza. Wszyscy spojrzeli na ducha, a Draco wciąż zastanawiał się, czy aby na pewno nie śniło mu się to.
– Nie będę się rozdrabniał, bo wpadłem tu tylko na chwilę. Chcę przeprosić Blondaska i Mądralińską. – Hermiona posłała mu groźne spojrzenie, które dostrzegł. – Znaczy… Malfoya i Granger za, jak to powiedziała Granger, perfidne, niedopuszczalne, obrzydliwe, ubliżające i oburzająco nieszczere kłamstwo – przedrzeźniał ją, tak jak mu nakazała sama zainteresowana. – Już więcej nie dopuszczę się tak wielkiego grzechu. Dziękuję za uwagę, cześć.
I odszedł od mównicy. Uczniowie znowu zajęli się sobą – niektórzy wrócili do dawnych rozmów, inni komentowali to, co wydarzyło się jeszcze przed chwilą. Malfoy kiwnięciem głowy pogratulował Hermionie dokonania tegoż niemal niemożliwego czynu. W tym czasie Irytek przeszedł obok miejsca, które zajmował z zapałem jedzący kremówki, Filch. Nikt nie zauważył, że na jego talerzu pojawiło się dodatkowe, bardziej okazałe ciastko. I nikt, absolutnie nikt nie był w stanie nic poradzić na to, co miało się stać. Zaledwie czwórka Gryfonów wiedziała, co się wydarzy, ale nie mogli zareagować. Nawet nie chodziło o to, że nie lubili woźnego, ale musieli chronić Hermionę.
Chwilę później uwagę wszystkich zwrócił zawzięcie ćwierkający kanarek, goniący śmiejącego się Irytka. Malfoy posłał Hermionie zdziwione spojrzenie, na co ona tylko wzruszyła ramionami z uniesionymi brwiami.
Oczywiście, ona nie miała zielonego pojęcia o Kanarkowej Kremówce, którą Irytek podłożył woźnemu. I co z tego, że to ona mu ją dała? Przecież co złego, to nie ona.
– Wiesz – zaczął Blaise patrząc na wymianę spojrzeń przyjaciela i panny Granger. – Mógłbym stwierdzić, że Granger jest ponadprzeciętnie inteligentna, ale…
– Ale?
– Ale całowała się z tobą, a jedno drugie wyklucza.



.*.*.



Następny wieczór był spokojny. W Wieży Prefektów nie działo się nic szczególnego, a wręcz wiało nudą. Hermiona czytała dodatkową lekturę o runach, Ramona wraz z Pansy starały się coś wywróżyć z kryształowej kuli, Ernie z Deanem grali w karty, a Malfoy polerował swoją miotłę, co jakiś czas śmiejąc się z tego, co, rzekomo, w kuli zobaczyły dziewczyny. Jedynie Calvin chodził zdenerwowany w tę i z powrotem, co jakiś czas mrucząc coś pod nosem. Widać było, że coś mu nie pasowało, ale wolał się nie skarżyć. W końcu jednak nie wytrzymał i kiedy tylko sprawdził godzinę na zegarku, stwierdził, ze musi uzyskać pomoc.
– Hej, nie wiecie może, gdzie jest Amber? – spytał, na co uwaga została skupiona na nim.
– Nie, a coś się stało? – zaciekawiła się Hermiona, odkładając książkę.
– Tak, za kilka minut mamy patrol, a jej ani widu, ani słychu – stwierdził, wzdychając ciężko. Owszem, jemu nie chciało się na niego iść samemu, a Krukonka tak po prostu go olała. Świetnie, prawda?
– A sprawdzałeś bibliotekę i jej pokój? – wtrącił Draco. – Może jest na Błoniach.
– Wiesz, gdybyś widział coś poza czubkiem własnej miotły, wiedziałbyś, że właśnie przed chwilą wróciłem, bo jej szukałem – powiedział Calvin, opierając się o ścianę. Miał w oku iskierkę, która była dostrzegalna zawsze, kiedy chłopakowi poprawiał się humor.
– Uwierz mi, są bardziej interesujące rzeczy niż ty – podjął grę Malfoy. – I moja miotła niewątpliwie nią jest.
– Skoro tak, to jeszcze nie patrzyłem, czy jest w pokoju. Z drugiej strony to głupie, bo ona zawsze siedzi w salonie.
– Pozwól, że spytam, ale po co ci Amber? – zadała pytanie Ramona, kierowana jakimś dziwnym impulsem. Calvin spojrzał na nią, jak na głupka, po czym pokręcił głową.
– Na randkę idziemy.
– Co? A to jędza, nic mi nie powiedziała! Niech no tylko ja ją dorwę! – Ramona już wstawała z kanapy, kiedy Pansy złapała jej dłoń i pociągnęła ją na siedzenie. Panna Clive posłała jej spojrzenie mówiące jej mniej–więcej: Ty mnie także nie denerwuj, jestem niczym benzyna, więc nie dawaj mi iskry.
– Uspokój się, to była ironia. Nie wyczułaś tego? – spytała cicho Pansy, na co Krukon się roześmiał.
– No nie…
– To przeczyść uszy, bo mój głos niemal nią ociekał… – Calvin puścił jej oczko. Blondynka uśmiechnęła się krzywo z nienaturalną wręcz dozą słodyczy.
– Dobra, Calvin – odezwał się Ernie, który tak jak Dean, rzadko przebywał w Wieży Prefektów – pójdę zobaczyć, czy nie ma jej w pokoju. – Wstał, po czym poszedł w stronę schodów.
– Nie wiem, co jej odwaliło – stwierdził chłopak, siadając na miejscu zajmowanym przez Puchona. – Przecież nigdy się nie spóźniała na patrole… Zazwyczaj to byłem ja, nie ona.
– Wiedziałam, że nie idziecie na randkę – wtrąciła się Ramona. Brunet rzucił jej zdenerwowane spojrzenie.
– Clive, nie rób z siebie głupszej niż jesteś – rzekł spokojnie Draco, spoglądając na blondynkę znad miotły.
– Odezwała się najinteligentniejsza bestia świata – zakpiła.
– A żebyś wiedziała! Moje IQ jest wyższe od tego zamku, podczas gdy twoje nadal jest w lochach. – Draco uśmiechnął się wrednie.
– Ty świnio! – Ramona wydała z siebie krzyk.
– Calvin – zwróciła się do chłopaka Hermiona, ignorując sprzeczkę blondyna i blondynki – może coś jej wypadło. W razie czego zajmę jej miejsce, a ona najwyżej kiedyś zastąpi mnie. Myślę, że jakoś przeżyjesz jeden patrol ze mną, co?
– Wiesz… – Udał, że się zastanawia. – To może się udać. – Kiwnął z uznaniem.
– Bo to mój pomysł. – Roześmiała się, puszczając Carverowi oczko. Nie zobaczyła uniesionej brwi Malfoya, który z nadzwyczajną delikatnością polerował miotłę.
– Nie ma jej w pokoju – powiedział Ernie, kiedy zszedł na dół. – Przepadła, jak kamień w wodę 
– Cóż, no to się zbieramy – zwróciła się Hermiona do Calvina.
 Cały patrol minął w przyjemnej atmosferze. Dopiero wtedy Hermiona uświadomiła sobie, jak słabo zna Calvina – niby rozmawiali wcześniej, jednak nie mogło się to równać z tym, jak znała Ramonę, Amber, Pansy, Deana czy nawet Malfoya. Dlatego ten patrol pozwolił poznać im się lepiej. Rozmowa z Calvinem nie męczyła, a chłopak był świetnym słuchaczem. Nie dziwiła się, że Draco go polubił – był po prostu tak ciepłą osobą, że nawet ktoś tak zimny, jak blondyn lubił jego towarzystwo.
Tego wieczoru kompletnie nic się nie działo – zupełnie, jakby uczniowie nagle sobie przypomnieli, że istnieje coś takiego, jak zasady, które należy przestrzegać. W pewnym momencie – mniej, więcej o godzinie 22:40 – usłyszeli kroki. Przestali ze sobą rozmawiać, próbując odgadnąć, skąd owy dźwięk dochodzi.
– To stamtąd – rzekła Hermiona, wskazując palcem, na korytarz, na który skręt znajdował się po ich lewej stronie.
Ruszyli w kierunku odgłosów kroków i  śmiechu. Hermiona poczuła dobrze znaną jej adrenalinę, związaną ze złapaniem ucznia na gorącym uczynku. Niby to dziecinne i głupie, ale nie dla niej. Tak więc wraz z Carverem zaczęli powoli iść w kierunku skrętu. Nie było słychać ich kroków. Kiedy dotarli do końca ściany, panna Granger kiwnęła głową do szatyna, po czym weszła na korytarz.
– Proszę, proszę, kto tu powinien być w łóżku? – Spojrzała na przyłapanych uczniów. Jej oczy przybrały wielkość galeonów, a usta rozchyliły się. – Amber? – spytała z jawnym szokiem  wyczuwalnym w głosie. Calvin niemal natychmiast wyszedł z ukrycia, chcąc pojąć, o co chodzi. – Zabini? Co wy tu robicie?
– No to się porobiło – mruknęła Krukonka, spoglądając na Blaise’a. – Spacerowaliśmy.
– Ale skoro tak bardzo nas wyganiasz do łóżka, to... – Nie dane było skończyć Zabiniemu, bo Parker szurchnęła go w ramię.
– Wy? Razem spacerowaliście? Merlinie… – Calvin nie dowierzał w to, co usłyszał.
– To nie jest nie niemożliwe, Carver – odezwał się Zabini, obejmując Amber w talii.
– Wy jesteście razem! – powiedziała panna Granger, gdy tylko zauważyła gest chłopaka. – Czemu nic nie powiedziałaś, nie pochwaliłaś się? Gratuluję! – Uśmiechnęła się, podchodząc bliżej.
– Nie miałam okazji, jesteśmy razem pół godziny…
– Szczęścia i wytrwałości – pożyczyła jej Hermiona.
– Dzięki – rzekła Amber z równie szerokim uśmiechem, wtulając się w chłopaka.
– Dzięki, Granger, tobie też – odparł Blaise, puszczając jej oczko. Gryfonka zmrużyła gniewnie oczy. Postanowiła jednak odpuścić, wiedząc, że Zabini już taki jest i prawdopodobnie będzie wypominał jej pocałunek z Draco cały czas.
– Dobrze wiesz, że do niczego nie doszło – stwierdziła ze sztucznym uśmiechem.
– Co wiem, to moje, Granger – powiedział spokojnie. Przyciągnął pannę Parker bliżej siebie. – Kochanie, odprowadzić cię?
– Pewnie – rzekła. – Hermiona, Calvin, chodźcie z nami, wasz patrol kończy się za pięć minut. A, Hermiona, ja odrobię ten patrol na ciebie, to była wyjątkowa sytuacja.
– No, ja myślę.



.*.*.



Rześkie powietrze uderzało wszystkich uczniów, którzy wyszli tego dnia na dwór – a było ich całkiem sporo. Ta sobota zapowiadała się świetnie. Piękna pogoda tylko poprawiała humor nastolatkom, szczególnie tym na piątym i siódmym roku nauki. Coraz więcej czasu spędzali nad nauką, gdyż nadszedł maj, a wraz z nim testy, które zbliżały się nieubłaganie szybko. Nawet Harry i Ron, zagonieni przez Hermionę, zaczęli spędzać swój wolny czas w bibliotece. Pannę Granger nazywali osłem, ze względu na jej upartość wobec ich nauki. Ona jednak z cierpliwością ignorowała to, żeby móc tłumaczyć kolejne rzeczy, których nie przyswoili nawet na powtórzeniu. Jednak tego pięknego dnia to ona została zmuszona do pewnej rzeczy – a mianowicie do wyjścia na dwór. Zaplanowała na dziś kilka tematów do przerobienia z chłopakami, a oni tak po prostu to zniszczyli. Mimo to, ona nie była na nich zła, a wręcz przeciwnie, była dumna, że udało im się do czegoś ją przekonać.
– Mieliście rację, dziś jest pięknie. To grzech, by nie korzystać z takich uroków – powiedziała Hermiona, kiedy tylko wyszli na dwór.
Wciągnęła głęboko ciepłe powietrze, a jej twarz rozjaśnił uśmiech. Wiosna już zawitała na Błoniach Hogwartu, przez co szkoła ponownie zaczęła żyć. Na wszystkich drzewach zaczęły pojawiać się młode, zielone listki, trawa przybrała żywszy kolor, a Wierzba Bijąca wydawała się być mniej agresywna. Kwiaty zaczęły kwitnąć, rozsiewając piękny zapach w powietrzu, a motyle i pszczoły grały przyjemne dla ucha melodie. Żyć, nie umierać!
– Wiesz, Ron – zaczęła dziewczyna, kiedy oddalili się kilkanaście metrów. – Chyba lepiej by było, gdybyś wziął ze sobą książki. Nadal nie ogarniasz tego ostatniego tematu z…
– Cśśś – wydał z siebie chłopak. – Poradzę sobie.
– A teraz zamierzasz siedzieć bezczynnie i patrzeć na nas? – spytała dziewczyna, z kpiącym uśmiechem tak bardzo podobnym do tego, który nosił na swym obliczu Malfoy.
– Nie tylko, zamierzam was także wspierać…
– Hermiono – wtrącił się Harry. – Uczymy się tak często, że Ron przestaje już myśleć! – Chłopcy roześmieli się, ale jej nie było do śmiechu. – Serio, przyda mu się przewietrzenie tego pustego łba…
– Dokładnie! – przytaknął rudzielec, a szatynka tylko westchnęła.
– No i tobie też…
– Mnie też przyda się przewietrzenie pustego łba? – przerwała mu, udając złą. Dla idącego po jej prawej stronie Pottera i po lewej Weasleya wyglądała przekomicznie. Coś jak połączenie jej ze złą Dolores Umbrigde. – Jest mi niezmiernie miło, Harry.
– Hermiono, nie o to mu chodziło – powiedział Ron. – On miał na myśli raczej to, że tobie przyda się przewietrzenie wszystkiego, nie licząc w to głowy. Nie rozumiem, jak ty wytrzymujesz całe dnie w tej zakurzonej bibliotece! Duszę się, gdy jestem tam dłużej niż pół godziny!
– Trening czyni mistrza…
– No właśnie! Dlatego dzisiaj masz dać z siebie wszystko, a Ron będzie cię wspierać i wietrzył mózg. Wieczorem wrócimy do transmutacji, dobrze?
– Dobrze, zgadzam się, Harry. Ale – podniosła palec wskazujący do góry dla podkreślenia swoich słów – jest jeden warunek. Dzisiaj także napiszecie esej na eliksiry.
– Nie! – zaprotestowali głośno.
– Wiecie, zawsze mogę puścić wszystkie piłki nie tylko dziś, ale także na meczu…
– Byłabyś potworem, gdybyś to zrobiła! – stwierdził Harry.
– A tego byś nie chciał, prawda?
– Nie, Hermiono, jasne, że by tego nie chciał! – odpowiedział za Pottera rudzielec.
– A co z esejem?
– Wiesz, odczuwam potrzebę napisania go dziś – odpowiedział ze sztuczną pewnością Harry.
– Prawidłowa odpowiedź, przyjacielu. – Hermiona zaśmiała się głośno. Właśnie w tym momencie dotarli na boisko, gdzie już latała reszta drużyny, a na trybunach siedziała Luna, która z delikatnym uśmiechem oglądała Gryfonów. – Cześć, Luna! – krzyknęła do niej panna Granger, a blondynka jej odmachała.
– Nie wiem, czy Luna powinna tu być podczas naszego treningu – zaczął niepewnie Ron, mówiąc cicho. – No, wiecie… Za dwa tygodnie gramy mecz z Krukonami i jak wygada im naszą taktykę…
– Ron… – W głosie Harry’ego pobrzmiewało niedowierzanie. – To Luna! Znasz ją, dla niej zasady fair–play są najważniejsze.
– Ano tak – przyznał. – To ja do niej idę, a wy ćwiczta.
– Ćwiczcie, a nie ćwiczta – zwróciła mu uwagę przyjaciółka.
– No właśnie – dodał, po czym ruszył w stroną wejścia na trybuny, gdzie siedziała panna Lovegood.
– Cześć, drużyno! – zawołał czarnowłosy, a jego głos rozniósł się po całym boisku. Pozostała piątka drużyny podleciała do niego. Wszyscy byli uśmiechnięci, a ich włosy były porozwiewane. Dean i Jake dyszeli po wyścigu, w którym brali udział. – Jak się macie?
– Dobrze! – zawołała wesoło mała Carmen, która zdążyła urosnąć przez zimę koło dwóch centymetrów. Natychmiast zaczęła mówić tak szybko, że reszta ledwo rozumiała to, co dziewczynka mówiła. – Już myślałam, że nigdy nie zaczniemy trenować… Dwa tygodnie temu odbył się mecz Puchonów z Krukonami, no i Krukoni roznieśli Puchonów, a my nie przeprowadziliśmy żadnego treningu, no normalnie masakra, ale dobrze, że zmądrzałeś, Harry, no a tak poza tym to śliczna dzisiaj pogoda, nie mogłeś wybrać lepszego dnia na…
– Dobrze, Carmen, rozumiem. – Harry uciszył ją gestem dłoni. – Byłem trochę zajęty…
– Przepraszam – powiedziała niemal bezgłośnie Ginny, rozpraszając kapitana.
– ... ale teraz nie dam wam żyć, bo za dwa tygodnie gramy z Ravenclawem, a za półtorej miesiąca z Puchonami. Musimy dać z siebie absolutnie wszystko. – Już sam jego głos zagrzewał ich do walki. – Dobra, przyznawać się, kto nie robił tych ćwiczeń, które zaleciłem? – Zapadła cisza. Stojąca za Harrym Hermiona odwróciła wzrok, jakby nie chciała dać po sobie poznać, że kompletnie zapomniała o tych ćwiczeniach.
– Ja z Jakiem ćwiczyliśmy razem – przyznał z dumą Scott, pałkarz Gryffindoru. – Wiesz, jakie teraz mam mięśnie? Jak kamienie!
– Nie przesadzaj, dopiero ci się rysują, a ty już szpanujesz… – zaśmiał się Jake, a Scott go trzepnął.
– Mówisz tak, bo nadal jesteś chudy, jak patyk – rzekł Harrison.
– Dobra, spokój. Zaczynamy rozgrywkę! – zarządził Harry. – Na miotły i wio!
Cały trening minął w przyjemnej atmosferze zarówno dla kapitana, jak i graczy oraz również ich kibiców. Harry był dumny ze swojej drużyny za systematyczność, którą utrzymali w ciągu zimy – a to procentowało właśnie teraz. Chociaż nie doszedł do tego, że Hermiona jako jedyna ich nie wykonywała, będąc zbyt pochłonięta nauką. Ginny co jakiś czas podlatywała do Pottera, by – ku niezbyt wielkiemu zadowoleniu Rona – wymienić ze sobą krótkie pocałunki. Ta wiosna działa na rozkwit ich miłości i było to widać. Weasley rozmawiał z Luną i mogłoby się wydawać, że wszyscy są szczęśliwi…
… ale wszystko do czasu.
Kiedy Hermiona wykonała swoją najlepszą obronę (nie wiedziała, jakim cudem zrobiła do tego salto, ale to już mniej ją obchodziło), usłyszała dobrze znany jej głos:
– No nieźle, Granger, gratulacje! – Cała drużyna Gryfindoru spojrzała w dół, a potem wymieniła między sobą spojrzenia.
A drużyna Slytherinu patrzyła na nich z dołu. Harry jako pierwszy otrząsnął się i zleciał do nich. Zaraz po nim zrobiła to Hermiona, pędząc za Potterem, który najwyraźniej nie był zadowolony. Także Ron skończył rozmowę z Luną, by zejść na dół.
– Cześć, Potter – przywitał się z uśmiechem Blaise. – Jak się masz?
– Co wy tu robicie? Dzisiaj trening mamy my. – Harry mimowolnie zrobił krok do przodu, na co Hermiona delikatnie go odepchnęła, bojąc się, że czarnowłosy wywoła bójkę.
– Myśleliśmy, że już skończyliście – stwierdził Malfoy, nonszalancko trzymając swoją miotłę. – W końcu trenujecie już szmat czasu.
– Będziemy trenować do wieczora, jeśli zajdzie taka potrzeba.
– Słuchaj, Potter, my też potrzebujemy poćwiczyć. – Draco wyprostował się po czym spojrzał na Hermionę, stojącą obok Wybrańca. Dziewczynę zdziwiło, że w jego oczach nie zauważyła złości, mimo że w jego głosie była wyczuwalna. I widoczna, ale tylko kiedy patrzył na Harry’ego.
– Posłuchajcie – wtrąciła Luna, która zeszła na murawę wraz z Ronem, który nie zdążył się odezwać. – Nie musicie się kłócić. Slytherin może poćwiczyć jutro, prawda? – Blondynka spojrzała w oczy Blaise’a. Ich kontakt wzrokowy trwał długo, aż w końcu Zabini nie wytrzymał. Tą małą bitwę wygrała blondynka.
– Dobra, chłopaki, jutro poćwiczymy. Macie ostatni dzień laby, zanim skopię wam tyłki. Idziemy. – I poszli.
– Dzięki, Luna – powiedział Harry, kiedy odeszli. Potem wznowił trening, który już później nie został przerwany.



.*.



– Malfoy, czekaj!  – Usłyszał dziewczęcy głos za sobą. Chłopak niechętnie odwrócił się i zobaczył postać, która go goniła.
– Czego ode mnie chcesz? – spytał, przyglądając się jej z ciekawością. Nie sądził, że akurat ona może od niego czegoś chcieć.
– Chcę ci tylko powiedzieć, że jeżeli czegoś naprawdę chcesz, to będzie twoje – powiedziała mu Luna z typowym dla siebie spokojem w głosie.
– Nie rozumiem, o co chodzi…
– Nie udawaj, że nie wiesz. – Uśmiechnęła się. – Widziałam, jak na nią patrzysz.
– To nie…
– Nie musisz kłamać, ja wszystko wiem – rzekła ruszając przed siebie. Zaintrygowany Draco zrobił to samo, zrozumiał, że ona właśnie tego od niego oczekiwała. – Irytek naprawdę was przyłapał, ale nie chcieliście sensacji. Baliście się, że wszyscy będą się wami interesować.
– Skąd to wiesz? Granger ci powiedziała?
– Nie. Sama się domyśliłam. To nie jest trudne.
– Nadal nie wiem, co insynuujesz – stwierdził blondyn, wzruszając ramionami, na co ona się roześmiała.
– Doskonale wiesz, tylko boisz się do tego przyznać.




__________________
Cześć! :D
Spodziewał się ktoś Irytka w tym wątku? W końcu udało mi się Was zaskoczyć? (Oby, oby, oby!)
Co do samego Irytka, to jeszcze namiesza... Ale o tym sami się przekonacie!
Pozdrawiam,
Feltson

24 komentarze:

  1. Rozdział wywołał ogromny uśmiech na mojej twarzy - z każdym kolejnym zdaniem robił się coraz większy. :)
    Irytka się zupełnie nie spodziewałam! Mam dziwne wrażenie, że jego powrót przyczyni się do odnalezienia ostatniego legendarnego miejsca...
    Luna jest cudowna - zawsze uważałam, że wie więcej od wszystkich i że jest niedoceniana...
    A i moim ulubionym bez wątpienia fragmentem zostaje:
    "-Mógłbym stwierdzić, że Granger jest ponadprzeciętnie inteligenta, ale...
    -Ale?
    -Ale całowała się z tobą, a jedno drugie wyklucza." <3
    Weny Kochana, weny! Oby nigdy nie opuszczała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Ciekawy pomysł z tym Irytkiem... Ale jak to będzie - oczywiście, nie zdradzę...
      O Lunie mam dokładnie takie samo zdanie!
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  2. Wątek Irytka zaskakujący :D Brawo za to!
    Fajnie go Hermiona załatwiła. Szkoda, że Draco ciągle zaprzecza, ale może niedługo to się zmieni :)
    Uwielbiam Lunę i jej umiejętność analizowania ludzi ;)
    Oczywiście czekam na dalszy ciąg i życzę weny!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję ❤
      Muszę przyznać, że to ciągłe zaprzeczanie właśnie szybko się nie skończy...
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  3. Nie spodziewałam się, że to będzie Irytek ! Niezły pomysł.
    Luna jak zawsze obserwuje, analizuje i wyciąga trafne wnioski :)
    Bardzo przyjemnie mi się czytało ten rozdział, czekam na następny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤
      Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć! :)
      Następny za tydzień ;)
      Feltson

      Usuń
  4. Rozdział świetny, nie spodziewałam się, że Irytek przyłapię Dracona i Hermionę podczas pocałunku!
    I jeszcze te niedomówienia Blaise'a, jejku jak ja go takiego kocham! Nigdy humor go w opowiadaniach go nie opuszcza, to jest takie super. :D
    No i Amber i Blaise! Super, że są razem, pasują do siebie! Mam nadzieję, że nic im nie zaszkodzi do szczęścia, będę trzymać kciuki. :D
    Luna i jej spostrzeżenia też mi przypadły do gustu. Dobrze, że jest wobec Dracona tak bezpośrednia, może jemu coś zaświta, a przy jego pomocy może też i Hermionie.
    Czekam na rozwój wydarzeń, zwłaszcza jak wspomniałaś, że Irytek znowu coś namiesza!
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ❤
      Fajnie, że udało mi się Cię zaskoczyć :D
      Blaise'a i Amber zostawię w spokoju :)
      Owszem, Irytek namiesza, ale nie od razu...
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  5. Genialne! Aż oderwałam się od książki żeby przeczytać a t8 już coś.weny

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję na szybki nowy rozdział, bo ten był mistrzowski. Niech wena będzie z tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤
      Kolejny już niedługo, bo za tydzień :D

      Usuń
  7. KOOOCHANA!
    rozdział troszku przykrótki, ale naprawdę zajebisty! Czekam na następne rozdziały i życzę weny.
    /Deino

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Następną postaram się zrobić trochę dłuższą ;)

      Usuń
  8. Świetny rozdział! :* :*
    Czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział :) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo spodobało mi się to jak Luna rozmawiała z Draco może gdzieś tam w srodku coś do niego trafi :D
    Rymowanka Irytka oraz spojrzenia Draco i Herm kapitalne :D No i Blaise i jego komentarz odnośnie inteligencji Granger piękny :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, fajnie, że podobało Ci się! :D ❤
      Również pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  10. Jeszcze tylko 10 rozdziałów, a oni nadal nie razem ! Mile się zaskoczyłam, bo myślałam, że po pocałunku będą razem jak w większości ff 😂
    Życzę weny i czekam na next ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      No tak, jeszcze nie są razem i jeszcze trochę ich pomęczę... :D

      Usuń
  11. Bosh!!! Rozdział genialny! Do głowy przychodzili mi wszyscy oprócz Irytyka! Niggdy bym na to nje wpadła! Ta rymowanka... Kocham ją! To jest poprostu świetne! Myślałam że Ron gorzej zareaguje na wiadomość o tym że Herm całowała sie z Draco, ale tak tez może być ;) To co Ginny wymyśliła... Oni parą! Chciałabym <3 czytając ten rozdział przez cały czas sie uśmiechałam!! A jak Hermiona myślała o Draco lub on o niej to turlałam sie po łóżku i uśmiechałam sie do ściany :D I ten text Luny do Draco... I że ona wszystko wie i widziała jak on na nią patrzy... Achh <3 Kiedy bedzie nowy rozdział?!Ja chce go już! Jestem bardzo niecierpliwa! Życzę dużo weny do następnego rozdziału i żeby pojawił sie szybko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję! ❤
      Nie chciałam robić z Rona Tego-Złego-Weasleya-Bo-Tak, więc staram się się kreować na takiego, co ufa Hermionie bezgranicznie :)
      Kolejny rozdział już w niedzielę :)
      Pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  12. JEEEEJA
    Biję ukłony za tą rymowankęXDD rodem z oryginalnych książek o Potterze!

    Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że opisy zostały bardzo wzbogacone i przez te małe opisiki wplecione między dialogi mogłam jeszcze częściej się uśmiechać.

    Masz naprawdę dobre poczucie humoru, które przelewasz w swoją historię. "Bardzo oryginalne 'Kocham cię', Granger" mnie zabiło, a warto wspomnieć, że moje poczucie humoru jest bardzo wysublimowane. *klaszcze*

    Jesteś na cudownej drodze do tworzenia prawdziwego pisarskiego arcydzieła, mimo że to Twój pierwszy blog. Z rozdziału na rozdział dzieje się lepiej.

    Twoich oddanych czytelników i Ciebie zapraszam także do siebie na nowy (4) rozdział Dramione :)
    http://dramione-my-heart.blogspot.com/2016/03/4-ryzyko.html
    Życzę masy weny,
    MoonSeer c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle ciepłych słów :) ❤
      Cieszę się, że udało mi się skorzystać z Twoich wcześniejszych rad, bo rzeczywiście zaczęłam trochę tego pilnować :)
      A co do mojego poczucia humoru, to cieszę się, że Cię rozśmieszyłam :D
      Rozdział oczywiście przeczytam :)
      Pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia