niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 18: Wielka Biblioteka Założycieli Hogwartu

Zenit skrajnych uczuć
Rozdział 18: Wielka Biblioteka Założycieli Hogwartu

Uczucie: Ekscytacja, adrenalina, ciekawość, niepewność




– O cholera... – Usłyszała głos Malfoya.
Nie zwróciła na niego uwagi, gdyż miała ważniejsze sprawy na głowie. Właśnie znalazła jakiś tajemniczy korytarz – kolejny, którego nie dojrzała na Mapie Huncwotów. Rozejrzała się powoli po wejściu do korytarza. Była pewna, że został on specjalnie wybudowany i nie jest dziełem przypadku – podpowiedziały jej to magicznie zapalone pochodnie oraz ściany stworzone z setek cegieł. Dziewczyna zrobiła niepewny krok do przodu. Nic się nie wydarzyło. I kiedy już chciała iść dalej poczuła uścisk na nadgarstku.
– Granger, lepiej tam nie idź – powiedział Draco. – Mówię ci, to nie najlepszy pomysł…
– Boisz się, Malfoy? – spytała, odważnie patrząc w oczy chłopakowi.
– Oczywiście, że nie – skłamał z dumą w głosie. Chociaż to nie było typowe kłamstwo, bo on rzeczywiście się nie bał. Czuł jakąś dziwną niepewność, ale wolał tego nie ujawniać. – Idziemy.
Wyminął zdziwioną dziewczynę i żwawym krokiem szedł przed siebie. Kiedy znalazł się w korytarzu, regały wróciły na swoje dawne miejsce. Hermiona była zdziwiona szybką zmianą zachowania chłopaka. Gdy po chwili odwrócił się, bo zorientował się, że dziewczyna nie idzie, spytał:
– Coś się stało, Granger?
– Nie, wszystko dobrze – rzekła, podchodząc do niego. – Chodźmy.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– Ojej – wyszeptała Ginny, gdy Harry otworzył drzwi.
Znalazła się w pięknym pomieszczeniu stylizowanym na przytulną restaurację. Ściany miały kolor ciepłego beżu, a podłoga była włożona ciemnymi panelami. Na środku stał ciemny stół, a obok niego znajdowały się dwa krzesła z bordowymi obiciami. Okno, z którego widać było ośnieżoną polanę, ozdobione było czerwonymi zasłonami. Na stole stało wiele potraw, których autorem był Stworek, kłaniający się na widok Harry’ego.
– Stworek wykonał rozkaz, panie – skrzeknął, prostując się.
– Nie rozkaz, a prośbę, Stworku – poprawił go chłopak. – I dziękuję ci serdecznie, możesz już odejść – dodał, po czym skrzat zniknął.
– Ależ tu pięknie! – szepnęła Ginny, oglądając stare fotografie Paryża zawieszone na ścianach.
– Wiem, kotku – odpowiedział Potter, całując dziewczynę w policzek. – A teraz zapraszam do stołu – dodał szarmanckim głosem, po czym podszedł do stolika, by odsunąć krzesło dla rudowłosej.
Ginny spojrzała na potrawy przyrządzone przez Stworka – na stole znajdowało się wszystko to, co lubiła. Posłała uśmiech swojemu chłopakowi. To popołudnie zapowiadało się cudownie, wiedziała o tym. Zresztą, nawet bez tej niespodzianki uznałaby ten dzień za idealny – dopóki był z nią Harry, była szczęśliwa.
– Mam coś dla ciebie! – rzekła, kiedy przypomniała sobie o prezencie. – Poczekaj… – poprosiła, wyciągając z kieszeni różdżkę. Potem w myślach przywołała pakunek. Nie minęło kilka sekund, kiedy paczka wylądowała na jej kolanach.
Dziewczyna podała prezent Harry’emu. Ten z uśmiechem go przyjął i otworzył pudełeczko. W środku znajdował się flakonik ulubionych perfum chłopaka. Dziewczyna znała go bardzo dobrze, jednak nie przypuszczał, że wiedziała, jakie były jego ulubione mugolskie perfumy.
– Ginny, bardzo ci dziękuję. – Posłał jej szeroki uśmiech. – To miało poczekać, ale skoro już jesteśmy w temacie prezentów, to chciałbym ci to dać – rzekł po chwili, po czym z kieszeni wyjął małe pudełko. Otworzył je delikatnie, a oczom dziewczyny ukazała się… śliczna bransoletka.
– Dziękuję – wyszeptała, kiedy Gryfon zapinał jej ozdobę na nadgarstku. Wiedziała, że ich randka będzie udana.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– Granger?
– Tak? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Cały czas rozglądała się po korytarzu, przyglądając się niemal każdej cegle, jakby to miało jakieś wielkie znaczenie. Dlatego nie zauważyła, że panuje między nimi gęsta cisza.
– Może wróćmy do Hogwartu – zaproponował niepewnie blondyn. – Nie sądzę, że to dobry pomysł, żebyśmy tędy szli. W kościach czuję, że to się źle skończy.
– Boisz się? – Hermiona nie dowierzała. Stanęła, jak wryta, wpatrując się w Draco z  mimowolnym uśmiechem i zdziwionym wyrazem twarzy. Coraz bardziej wątpiła w jego poprzednie zapewnienia, że tak nie było.
– Żartujesz? Że niby JA się boję? Nigdy! – Wypiął dumnie pierś. – Po prostu coś w środku podpowiada mi, że to się nie najlepiej skończy i tyle.
– Coś w środku… Czyżby kobieca intuicja? – zakpiła, śmiejąc się na głos. Następnie zaczęła iść przed siebie, nie zwracając uwagi na obrażonego Ślizgona.
– Wiesz, Granger, sama nazwa wskazuje, że ta intuicja występuje u kobiet – stwierdził. – I nie, nie zgadłaś. Zresztą, ty nie masz wewnętrznego oka, więc nie mogłabyś zgadnąć.
– Gadasz, jak Trelawney. Nie masz wewnętrznego oka, kochanieńka – przedrzeźniała nauczycielkę. – Jakim cudem jeszcze żyję? – spytała z ironią w głosie. – Zresztą, wierzyć mi się nie chce, że ty, Draco Malfoy, posiadasz zdolność przewidywania przyszłości. Przykro mi.
– Moja babka była wróżką i to po niej odziedziczyłem tą zdolność. A ty Granger jesteś po prostu zazdrosna i tyle – rzekł blondyn, na co dziewczyna ponownie roześmiała się. Draco uniósł brew. Był pewny, że chodziło jej o ten kawałek z zazdrością.
– Czy wiesz, że zdolność przewidywania przyszłości dziedziczy się co trzy pokolenia? Obawiam się, że nie należy ufać twojemu wewnętrznemu oku, tylko należy iść dalej. – Jak powiedziała, tak uczyniła. Oniemiały Ślizgon uświadomił sobie, że Gryfonka miała rację.
Podła wydra – pomyślał. – Albo jest ruda i się farbuje, albo w poprzednim wcieleniu była lisicą.
Chcąc, czy nie chcąc, musiał iść z nią. Mimo że się nie bał, to czuł dziwny niepokój związany z samotnym powrotem do biblioteki. Poza tym w dwójkę jest raźniej i bezpieczniej – szczególnie, że idzie z Hermioną Granger, która nie dałaby mu zginąć. Do takiego samego wniosku doszedł w Zakazanym Lesie, kiedy szukali Carmen i Melody. I co? Przeżył, chociaż nie było łatwo. Dodatkowo odkryli Szkółkę Merlina, dzięki czemu wpisali się na karty historii czarodziejskiej. Czego chcieć więcej? Może właśnie dlatego Draco postanowił zaufać Hermionie i ruszyć dalej?



.*.*.*.*.*.*.*.*.



– Przyjaciele, też mi coś – mruczał pod nosem Ron.
Od ponad godziny siedział samotnie w Pokoju Wspólnym i grał w szachy czarodziejów. Harry miał randkę z jego własną siostrą, natomiast Hermiona przepadła jak kamień w wodę. Zawsze, gdy szła do biblioteki, to nie było jej przez długi czas, ale tym razem przebiła samą siebie. Był w królestwie pani Pince, żeby odwiedzić swoją przyjaciółkę. Wszędzie jej szukał. Niestety, z marnym skutkiem. W akcie desperacji zawołał pannę Granger, ale odpowiedziała mu cisza. Chwilę później znajdował się poza obszarem książkowego raju, wygoniony przez panią Pince za krzyczenie.
Potem wrócił do Pokoju Wspólnego, gdzie samotnie grał w szachy czarodziejów. Przegrał pięć razy i wygrał pięć razy – a stało się tak głównie dlatego, że grał sam ze sobą. 
– To nie ma sensu – mruknął pod nosem, po czym odsunął od siebie planszę. Nikt się nie zainteresował faktem, że jest samotny. Nikt nie podszedł do niego i nie spytał, jak się czuł.
Wszyscy byli zajęci sobą. Dean roznosił walentynki, a Seamus ciągle się z niego śmiał. Lavender bez przerwy wypytywała Thomasa, czy aby na pewno otrzymała wszystkie walentynki należące do niej, młodsi uczniowie ciągle robili nowe kartki, dokładając prefektowi pracy. Reszta świetnie się bawiła, korzystając z uroków weekendu. A Ron siedział sam, zdenerwowany na Harry’ego, Ginny i Hermionę, za to, że go opuścili.
– Przyjaciele – prychnął ponownie – też mi coś.



.*.*.*.*.*.*.*.



Przez kilka minut szli w całkowitej ciszy. Ani Draco, ani Hermiona nie wiedzieli jak ją przerwać. Każdy temat na rozmowę wydawał się być idiotyczny, dlatego trwali w gęstej ciszy.
W końcu Hermionę pochłonął potok myśli. Zastanawiała się nad dzisiejszym dniem. Tak wiele się działo – były Walentynki, co wiązało się z mnóstwem obowiązków, dostała pustą kartkę od Nikogo, „pogodziła się” z Malfoyem oraz odkryła tajemniczy korytarz. Tyle się wydarzyło, a mimo wszystko czuła, że to nie koniec. Na tę myśl wzdrygnęła się. To samo wspomniał Draco kilka minut wcześniej.
– Zimno ci, Granger? – spytał z przekąsem blondyn, który mylnie odczytał jej wzdrygnięcie.
– Nie – stwierdziła lakonicznie.
Korytarz skręcił w prawo. Hermiona była jednak tak zamyślona, że wpadła na ścianę, będąc jak w transie. Obudziło ją dopiero uderzenie. Draco, który nie podzielił jej losu, zaczął śmiać się wniebogłosy, na co dziewczyna prychnęła.
– No, Granger, chyba już możemy wracać do Hogwartu. Nie sądzisz? – spytał złośliwie Draco. – Bo chyba nie mamy wyjścia, prawda? – Uśmiechnął się na pozór normalnie, chociaż niemal kipiał złośliwością.
– Ach, Malfoy, myślałam, że masz już pewne doświadczenia, jeżeli chodzi o tajemnicze korytarze – powiedziała panna Granger, zakładając ręce. – Powinieneś wiedzieć, że ja ZAWSZE znajduję rozwiązanie niezależnie od sytuacji. Ale, jeśli tylko chcesz, to wracaj. Twój wybór – rzekła, patrząc mu w oczy.
– Powiedziałem, że możemy, a nie musimy. Szkoda tylko, że nie wiesz, jak pozbyć się tej głupiej ściany.
– Nie martw się, poradzę sobie – stwierdziła pewnie, po czym przyjrzała się przeszkodzie.
Na cegłach znajdował się herb Hogwartu. Piękny, wygrawerowany złotem herb. Palące się w korytarzu pochodnie tylko podkreśliły jego wygląd. Rysunek był duży – zaczynał się dwadzieścia centymetrów nad ziemią, a kończył się pół metra nad głową Malfoya, który był wyższy od Hermiony okrągłe piętnaście centymetrów. Każda linia pracy miała pięć centymetrów szerokości, dzięki czemu była ona dobrze widoczna.
– Piękny jest… – stwierdziła cicho Hermiona, a Draco tylko na nią popatrzył.
– Normalny, tyle, że ze złota. Wielkie mi rzeczy.
– Taki bogaty, a pojęcia o sztuce nie ma za knuta. – Pokiwała głową w akcie dezaprobaty. – Tylko, że czegoś mi w nim brakuje…
– Granger, ty we wszystkim widzisz problem. Przecież wszystko jest – Slytherin, Ravenclaw, Hufflepluff, nawet Gryffindor. Szukasz nie tu, gdzie trzeba – powiedział.
– A właśnie, że nie! Jest niekompletny. Musimy znaleźć to, bo inaczej nie przejdziemy dalej.
– A niby skąd to wiesz?
– Bo umiem czytać – powiedziała złośliwie, wskazując mu napisy wygrawerowane nad herbem ich szkoły.

Przed Tobą los otworem stoi,
Odważny ten, który się go nie boi.
Słowa wielką moc mają,
To, co tajemnicze, przed Tobą otwierają.
Spostrzegawczość jest Twym sprzymierzeńcem,
Więc jej zaufaj, a otrzymasz więcej.
Do Ciebie należy decyzja, więc wybieraj –
Albo zawrócisz, albo trafisz do nieba.
Mądrość niespotykana jest u stóp Twoich,
Więc nie czekaj, zaufaj mocom swoim,
Bo tylko to, co jest przed Tobą
Chroni cię przed zostaniem lepszą osobą
Spójrz na złoto, które błyszczy wybrakowane
Poślij mu swe spojrzenie cwane,

I rozwiąż to proste zadanie,
Bo pewien brak jest zagadki rozwiązaniem.

– Nie wiem o jaki brak tu chodzi. Najpewniej nas wkręcają i tyle – bąknął Malfoy. – Chociaż… Najbliższy brak, jaki odczuwam, to brak mózgu… – Hermiona uniosła na te słowa brew, patrząc na chłopaka kpiąco. – U Goyle’a, nie u mnie!
– Jesteś pewien, że u Goyle’a, Malfoy? – Uśmiechnęła się na pozór złośliwie.
– Tak, jestem tego pewien. A poza ja jestem bardzo inteligentną osobą...
– Nie widać – przerwała mu.
– U ciebie na pierwszy rzut oka też nie, bo raczej nie słyszy się o inteligentnych mopach... – odparł tajemniczo, na co ona uderzyła go w ramię. Mimo bólu zaczął się głośno śmiać, jakby właśnie powiedziała mu dobry kawał o blondynkach.
– Domagał się zgody, a teraz sam mnie prowokuje – prychnęła.
– No co? Uwielbiam cię denerwować, nawet bardziej niż Weasleya… Wiesz, jestem taki nieprzyzwyczajony...  Trudno wyrzec się dawnych przyzwyczajeń. – Ostatnie zdanie wyszeptał, chociaż w taki sposób, że dziewczyna wszystko słyszała idealnie.
– Malfoy – warknęła ostrzegawczo.



.*.*.*.*.*.*.



Astoria Greengrass była w siódmym niebie. Wiedziała co i jak, kto i z kim, co i kiedy, po co i dlaczego. Więcej nie było jej potrzebne do szczęścia.
Nie rozumiała, jakim cudem Draco zrezygnował z takiej fuchy… Wiadomości o niemal całej szkole miał w zasięgu ręki, a zrzekł się tego dobrowolnie! Zresztą, Pansy zrobiła tak samo… Nie rozumiała dlaczego tak postąpili – uwielbiali najnowsze plotki. Zawsze słuchali wszystkich informacji! A zrezygnowali z tego tak chętnie. Co z nimi było nie tak?
Po chwili doszła do wniosku, że nie obchodzi jej zbytnio, dlaczego zrezygnowali z takiej, wręcz życiowej, szansy. Dla niej jedno było ważne – to, że przynajmniej ona była w środku wydarzeń.
Podeszła do Puceya i wręczyła mu kartkę. Żałowała trochę, że wcześniej nie zauważyła, że Tracey Davids się do niego klei. Naprawdę tego trochę żałowała.



.*.*.*.*.*.



– Tyle lat chodzę do tej szkoły i nawet nie wiem, czego brakuje temu herbowi! Rzeczywiście, przykładna ze mnie uczennica, nie ma co.
– Granger, może się skupisz?
– Nie będziesz mi mówił, co mam robić. Jestem kobietą niezależną.
– Jesteś kobietą niezależną, bo cię nikt nie chciał.
– Cham i prostak – stwierdziła kąśliwie. Już całkowicie zapomniała o tym, że nie dalej, jak godzinę wcześniej, pogodzili się.
– Miło cię poznać, ja jestem Draco.
Kiedy to powiedział, przyglądała się herbowi. W odpowiedzi miała syknąć coś obraźliwego, gdy olśniło ją.
Jej wyraz twarzy gwałtownie złagodniał. Draco zrozumiał, że coś jest na rzeczy, więc i on się uspokoił, wpatrując się w reakcję dziewczyny. Ta zaczęła szybciej oddychać wyczuwając adrenalinę. Znała rozwiązanie zagadki. Z zadowoleniem odwróciła się do Dracona, który przyglądał się jej z uniesioną lewą brwią. Potem ona powiedziała coś, czego chłopak nie spodziewał się usłyszeć przez całe życie z jej ust:
– Jesteś genialny, Malfoy!
Rany, ostatnio mam pochrzanione sny – stwierdził w myślach, po czym uszczypnął się w ramię. – O żesz mordę, to prawda! Mogę umrzeć w spokoju… – pomyślał. Roześmiał się, przez co Hermiona popatrzyła na niego jak na głupka. Na szczęście blondyn szybko się uspokoił.
– Miło mi to słyszeć – powiedział na pozór poważnie. Zdradził go błysk w oku, który towarzyszył mu zawsze, kiedy się śmiał. Hermiona już dawno to zauważyła, dlatego nie dała nabrać się na jego powagę.
– Nie wierzysz w to co powiedziałam, prawda? – spytała spokojnie. – Bo ja nie.
– Widzisz, a jednak to powiedziałaś – rzekł, uśmiechając się przy tym szczerze.
– Ładnie wyglądasz, kiedy się uśmiechasz – powiedziała lekko Hermiona. Sekundę później dotarło do niej, że to, co miała pomyśleć, wypowiedziała na głos. Niemal natychmiast zmieszała się, a na jej twarz wpłynął czerwony rumieniec. – To znaczy… wiesz… każdy wygląda źle… no… kiedy się krzywi… no wiesz… jak ty – starała się wybronić.
Cholera, trzymaj ten język na wodzy i się nie odzywaj! – krzyczała na siebie w myślach. – I nie przeklinaj!
– Ech, Granger, czemu ty zawsze musisz wszystko popsuć? A już myślałem, że dasz mi więcej komplementów, a tu taki zawód…
– Nie pozwalaj sobie na za dużo, Malfoy – warknęła, gdyż zdenerwował ją tą wypowiedzią. Luźna atmosfera prysła, jak bańka mydlana.
– Dobra, jak sobie chcesz – westchnął. – A teraz nadszedł czas, żebyś powiedziała, czego brakuje temu herbowi. To twój czas, Granger, więc wykorzystaj go mądrze.
– Otóż – zaczęła, wypuszczając głośno powietrze. – To dzięki tobie odkryłam rozwiązanie zagadki – przyznała niechętnie. – A dokładniej przez tą wzmiankę o twoim imieniu.
– Jestem twoją inspiracją? Fajnie.
– Nie przerywaj mi! Miałam na myśli to, że w motto Hogwartu, pisanym łaciną, jest mowa o smoku. A smok po łacinie to „Draco”. Dlatego to mi się skojarzyło. – Wyprostowała się dumnie.
– W takim razie czyń honory, Granger, i otwieraj to przejście. – Dłonią wskazał ścianę. Hermiona podeszła do niej, wzięła głęboki oddech, po czym pewnie powiedziała:
Draco dormiens nunquam titillandus.
Ściana drgnęła na słowa Hermiony. Każda ćwiartka herbu, oznaczona poszczególnym domem, oddzieliła się od pozostałych i wsunęła w niewidoczną wcześniej dziurę, ujawniając tym samym kilka schodków prowadzących w dół. Dziewczyna powoli zeszła nimi. Znalazła się w okrągłej komnacie, a naprzeciwko niej były wielkie drzwi, ozdobione wieloma płaskorzeźbami. Chciała podejść, by obejrzeć je z bliska, kiedy przed nią ukazała się tabliczka z treścią kolejnej zagadki. Nie wiedziała kiedy Draco znalazł się obok niej i zaczął czytać srebrne litery wygrawerowane na czarnej, marmurowej płycie, lewitującej przed nimi.

Cel Twej podróży jest już blisko,
Lecz wystarczy krok za dużo, a stracisz wszystko.
Spójrz uważnie na to, co przed Tobą spocznie
I pomyśl uważniej, nad tym, co widzisz, koniecznie.

– Cokolwiek to znaczy, nie rozumiem tego. Tyle z mojej strony – odezwał się Malfoy.
– Ta zagadka jest trudna, ale nie niemożliwa do wykonania. – Wzruszyła ramionami. – Ale musisz mi zaufać, Malfoy
– A nie chcesz mnie zabić? – zaśmiał się głupio.
– Nie, nie chcę. To co, zaufasz? – spytała, patrząc mu w oczy. On, niechętnie mruknął coś na znak zgody, po czym jej twarz rozjaśniła się. – Ze mną nie zginiesz, uwierz mi.
– Wiesz, to się jeszcze okaże – zauważył, zresztą bardzo słusznie.
– Wracając do tematu – powiedziała sugestywnym tonem. – Musimy pójść do przodu, tylko nie wiadomo ile kroków. Daj mi rękę – poprosiła.
– Hej! To że pogodziliśmy się jakieś dwie godziny temu i od razu znaleźliśmy jakieś cegły, to nie znaczy, że będę chodził z tobą za rękę! Zapomnij!
– Myślisz, że ja to robię z przyjemnością? – spytała z zaskoczeniem. – Nic bardziej mylnego, Malfoy. Wiem, że się mnie brzydzisz…
– Wcale nie!
– Jak to: nie? Całe życie brzydziłeś się szlamy, dlaczego teraz miałoby być inaczej?
– Nieważne. Dawaj tą łapę i rób swoje.
Wyciągnął rękę w stronę Hermiony, a ta niechętnie ją złapała. Pociągnęła chłopaka, robiąc jeden krok. Kiedy nic się nie wydarzyło, zrobiła kolejny, tym razem pewniejszy. Puściła jego dłoń. Draco zdziwiła jedna rzecz – dlaczego chciała iść z nim za rękę zaledwie dwa kroki? Skąd mógł wiedzieć, że dziewczyna nie do końca mu ufała? Bała się, że zrobiłby więcej kroków niż trzeba i zapłaciliby za to życiem. Zaraz po wypuszczeniu jego dłoni, sięgnęła po kamyk, leżący bezwiednie na podłodze. Rzuciła go pół metra przed siebie.
Sala zapłonęła. Wytworzyły się dwa kręgi ognia – jeden za ich plecami, a drugi przed nimi. Nie było odwrotu. Albo mieli przejść dalej, lub zginąć . A życie ich obojga leżało w dłoniach panny Granger.
Przed ich oczami pojawiła się tabliczka oraz pojawiło się pięć kul – wszystkie wyglądające praktycznie tak samo. Każda z nich wyglądała jak woda, pływająca w różne strony. Dwójka uczniów w tym samym czasie spojrzało na treść zagadki, która umożliwiłaby im otworzenie zdobionych drzwi.

Inteligencja, spryt, pracowitość, odwaga,
Każda z nich potrzebna jest człowiekowi, bo mu pomaga.
Spójrz w głąb siebie, odkryj na nowo każdą z nich
Bo tylko dzięki nim będzie Ci dane dotrzeć do drzwi.

Przed Tobą widnieje pięć niebezpiecznych kul,
Jedna da Ci szczęście, cztery sprawią ból.
Pamiętaj: jedna jest kula, co ochroni Twoje życie,
I cztery, które zabiorą Ci je skrycie.

W jednej kryją się języki gorącego ognia,
Spalą one Twą skórę do najwyższego stopnia,
Sprawią, że po Tobie do zbierania nie będzie niczego,
Dlatego trzymaj się z dala od losu tego.

W drugiej jest sztorm niebezpieczny i ogromny,
Nie dasz rady uratować się przed wielkością wody,
Nie dotykaj tej śmiercionośnej kuli,
Gdyż w innym wypadku śmierć Cię utuli.

Ratunek Twój jest w trzeciej bańce,
To ona sprawi, że gorący ogień zgaśnie,
Uważaj jednak, bo ten żywioł nie lubi magii,
I możesz zginąć, mimo że ogień Cię nie strawi.

Czwarta z pięciu kul jest pełna gazu,
Spotkania z nim nie przeżył nikt ani razu.
Jeden mężczyzna wskazówki tej nie posłuchał,
A potem, kiedy konał w męczarniach, tego żałował.

Ostatnia z kul jest równie niebezpieczna, co poprzednie,
Ukryta w niej broń zabija nawet we dnie.
Ramiona tej rośliny wydają się być przyjacielskie,
Nic bardziej mylnego, gdyż są to sidła diabelskie.

Teraz zagadką jest, co i gdzie zostało ukryte,
Musisz więc wykorzystać wszystkie wiadomości nabyte,
By móc dotrzeć do będących przed Tobą drzwi,
I mieć możliwość przeżycia kolejnych dni.

Więc musisz dysponować informacjami tymi,
Ci, którzy byli pierwsi, będą ostatnimi,
Wykaż się odwagą, inteligencją, sprytem i pracowitością,
Wybierz odpowiednią kulę i otwórz drzwi z radością.



.*.*.*.*.



– Ale dzisiaj pięknie... – powiedziała, patrząc w niebo. Uwielbiała obserwować gwiazdy.
– Czy ja wiem... Jest normalnie. – Wzruszył ramionami.
– Jest nor... Ugh, nawet nie przejdzie mi to przez gardło – stwierdziła Amber oburzonym tonem. Blaise jednak wyczuł, że żartowała... A przynajmniej próbowała.
– Jestem nadzwyczaj kreatywnym człowiekiem...
– Och, w to nie wątpię – wtrąciła.
– ... więc zwykły spacer po błoniach to nie jest najoryginalniejsza randka, jaką mogłem wymyślić – oznajmił. – Gdybym miał więcej czasu, to mógłbym na przykład... – Zawiesił się na chwilę. – Zabrać cię w lot w kosmos, żebyś mogła zobaczyć te gwiazdy z bliska. – Posłał jej szeroki uśmiech.
Amber zarumieniła się. Była to reakcja zarówno z zimna, jak i na słowa chłopaka. Była mu wdzięczna za to, że zabrał ją z Wieży i zapełnił ten wieczór swoim towarzystwem. Zachowywał się zupełnie, jakby wyczuł, że darzy go głębszymi uczuciami. Martwiło to dziewczynę – bała się, że z jego strony to nic poważnego, a nie chciała się angażować w coś, co nie miało przyszłości.
– Nie żartuj! 
– Ależ ja nie żartuję. No, może troszkę. Ale na pewno miałbym czas, żeby zrobić coś lepszego. – Czarnoskóry wsadził ręce do kieszeni.
– Blaise, to miłe z twojej strony, że zabrałeś mnie z Wieży, ale musisz wiedzieć, że to mi wystarczy. Nie oczekuję od ciebie wymyślnych randek... – Zabini podniósł dłoń do góry, żeby ją uciszyć.
– I tak postaram się, żeby kolejna była lepsza.
– Kolejna? – spytała zszokowana.
– No. – Uśmiechnął się.



.*.*.*.



– Rozwiązanie jest jedno – stwierdziła Hermiona, po chwili zastanowienia.
Delikatnie dotknęła środkowej kuli, a całą salę gwałtownie zalała woda. Mimo to ich nie oblała, gdyż dziwna, niewidzialna bariera ich chroniła. W tym czasie woda przechodziła niczym burza po pomieszczeniu, gasząc wszystkie płomienie – nawet te w pochodniach oświetlających okrągłą komnatę. Kiedy zapanowała kompletna ciemność, Draco zapalił różdżkę zaklęciem Lumos. Dosłownie trzy sekundy później bariera, która chroniła ich przed wodą, pękła. Przerażona Hermiona w ostatniej chwili złapała głęboki oddech i chwyciła Draco za rękę. Napór wody zwalił ich z nóg, jednak uporczywie starali się wypłynąć na powierzchnię.
Hermiona była pewna, że to nie była ta kula, która umożliwiłaby im przejście dalej i przeżycie – najpewniej dotknęła tej ze sztormem. Czuła, że ta walka była bezsensowna, a mimo wszystko walczyli, Draco ciągnął ją uporczywie do góry. Umiała pływać – co to tego nie było wątpliwości – jednak nie miała siły by samotnie poradzić sobie z nurtem ciągnącym ją w dół. Z czasem zaczęło jej brakować tlenu, a powieki zaczęły niebezpiecznie się zamykać. Draco wiedział, że jeszcze chwila, a zabraknie jej powietrza. W tej chwili nie liczyło się, że nienawidzili się tyle lat. Musieli się ratować. Oboje.
Draco wytężył wszystkie swoje siły, by wypłynąć na powierzchnię. Tak niewiele mu – im – brakowało. Jedno machnięcie nogami, drugie, a za nimi kolejne i kolejne… Ale im się udało.
Kiedy się wynurzyli, czuli, jakby ponownie się urodzili. W tamtej chwili nie tylko smakowali każdy oddech, jakby był najlepszą rzeczą świata, ale także woda zaczęła opadać. Nie zorientowali się, kiedy stali na własnych nogach, cali przemoczeni, a przed nimi były rzeźbione drzwi.
– Żyjemy, Malfoy – wychrypiała Hermiona, cały czas dysząc ciężko. – A ja już myślałam, że to koniec…
– Nie mów tak – niemal warknął. – Żyliśmy, żyjemy i będziemy żyć.
– Wiem – powiedziała tylko, po czym odwróciła się w stronę wejścia.
– Czuję się, jak bohater – westchnął blondyn z delikatnym uśmiechem rzuconym w ciemną przestrzeń. Przyglądał się jej mimo, że niczego tam nie było.
– Bo tak jest, Malfoy. Poniekąd to właśnie ty mnie uratowałeś…
– Zapamiętam te słowa… – Przytaknął wskazującym palcem. – To co, wchodzimy? – Głową kiwnął w stronę drzwi.
W odpowiedzi podeszła i chwyciła klamkę.



.*.*.



Kilka godzin później…
– Uspokój się, wydeptałaś już ścieżkę w dywanie…
– Nie uspokoję się! – krzyknęła, przystając na chwilę. Posłała chłopakowi jedno twarde spojrzenie, po czym wznowiła wędrówkę.
– Przecież to jest głupie! Nic takiego się nie stało, pewnie śpi jak zabity w swoim pokoju, a ty histeryzujesz. – Czarnowłosy bronił swojej racji.
– Sprawdzałam, nie ma go. I nie histeryzuję! – wrzasnęła z wściekłością.
– Pansy, histeryzujesz. – Amber podeszła po dziewczyny i złapała ją za ramiona, przez co ta musiała stanąć. – Są Walentynki, pewnie spędza je z jakąś dziewczyną, tak jak większość chłopaków w naszym wieku. Nie w tym nic złego, uwierz mi. Niepotrzebnie się martwisz.
– Draco nie lubi Walentynek – stwierdziła spokojnie, patrząc jej w oczy. – A odkąd w trzeciej klasie Milicenta się w nim zakochała, odbiła mu szajba. Tylko, że jej przeszło, a jemu nie – mówiła w taki sposób i z takim wyrazem twarzy, jakby opowiadała to bezwiednie, albo jakby miała za sekundę zemdleć. – Od tamtej pory w Walentynki nie chodzi na normalne posiłki, bo boi się, że jakaś idiotka doleje mu Amortencji. To absurd, żadna by go nie chciała, ale on tego nie rozumie. To wszystko przez Blaise'a, to on naopowiadał mu niestworzonych historii o nadzwyczaj zdesperowanych dziewczynach łaknących miłości. A jeszcze ta Lucy z Gryffindoru dolała oliwy do ognia i… Ach, mówił, że nawet nie ma zamiaru wychodzić z Wieży, bo jak to mówił, bezpieczeństwa nigdy za wiele i nie chciał oglądać setek migdalących się ludzi. A co, jeżeli naprawdę jakaś dziewczyna napoiła tego idiotę Amortencją?
– A jak ja go przezywam, to na mnie krzyczysz! – zauważył Blaise, kręcąc głową.
– To nie to samo. – Wznowiła wędrówkę.
– Pansy, mówię ci, wszystko będzie dobrze – wtrąciła się Ramona, siedząca na fotelu.
– Oby.



.*.



Kiedy weszli do pomieszczenia, Hermionie z zachwytu rozszerzyły się oczy.
Byli w bibliotece. Wielkiej, wręcz ogromnej, bibliotece, pełnej książek i pergaminów. Była okrągła, a sklepienie miała w kształcie półkola. Regały były wysokie i bogato zdobione. Podłoga wyłożona była jasnym drewnem, a ściany zostały pozłocone i ozdobione wieloma płaskorzeźbami. Na samym środku biblioteki widoczny był ogromny posąg, który sięgał niemal sufitu.
Widoczne na nim były cztery osoby. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn, łącznie cztery osoby. Stali plecami do siebie, a ramionami stykali się z dwiema sąsiadującymi osobami. Podstawa rzeźby wykonana została z czarnego marmuru, reszta posągu była srebrna. Pierwszy mężczyzna miał krótkie włosy i delikatnie uniesioną brodę. W ręku dzierżył miecz. Na rękojeści trzymał obie dłonie, a broń opierała się o podłoże. Mimo, że był nieżywy, w jego oczach widoczna była iskra, którą Hermiona często widziała u Harry’ego – a przynajmniej za każdym razem, kiedy towarzyszyła mu adrenalina. Obok niego stały dwie kobiety. Jedna z nich miała włosy spięte w idealnego, niskiego koka, znajdującego się z tyłu głowy. Mimo delikatnego uśmiechu – łudząco podobnego do uśmiechu Mona Lizy – wyglądała na poważną. Jej piękna suknia sięgała ziemi i idealnie komponowała się z diademem założonym na głowę. Druga kobieta wyglądała na żywszą, niż jej koleżanka. Jej twarz zdobił szeroki uśmiech. Rozpuszczone włosy sięgały jej talii i były w niesfornym nieładzie. W ręku trzymała kielich, który Hermiona znała już z widzenia. Ostatnia postać na posągu – mężczyzna – był bardziej tajemniczy niż reszta postaci. Jego włosy sięgały ramion i nawet gdy się na nie patrzyło, można było wyczuć, że były idealnie gładkie, niemal aksamitne. Opierał się on o bogato zdobioną laskę, która z pewnością musiała być droga. Na serdecznym palcu prawej ręki – tej, która trzymała laskę – nosił piękny, duży pierścień. Jego spojrzenie było najciekawszą rzeczą w całej jego postaci. Wyrażało na raz bardzo wiele uczuć – grozę, znudzenie, wyzwanie, powagę oraz tajemniczość.
Każda z postaci zwrócona była w inną stronę świata. Drzwi do pomieszczenia znajdowały się w miejscu, gdzie mieli idealny widok na profil poważnej kobiety i krótkowłosego mężczyzny. Biblioteka była podzielona na cztery części. Każda z nich była odrębna i różniła się od pozostałych kilkoma rzeczami. Właściciel każdej części pomieszczenia zwrócony był w stronę swojego zbioru. Również regały, ozdobione zwierzęcym motywem wskazywały na odrębność zbioru.
– To są Godryk Gryffindor, Rowena Ravenclaw, Helga Hufflepuff i Salazar Slytherin.
Draco spojrzał na Hermionę, jednak szybko przeniósł go na posąg. Dziewczyna miała rację. Krótkowłosy mężczyzna to Godryk, poważna kobieta to Rowena, kobieta–biesiadnik to Helga, a tajemniczy mężczyzna to Salazar. To nie ulegało żadnej wątpliwości.
Zupełnie jak to, że całe pomieszczenie, oświetlone milionami świeczek takich, jak w Wielkiej Sali, należało do tej czwórki. Zostało podzielone na cztery części, a każda część dotyczyła i należała do innej osoby. Hermiona przeczuwała, co się stało.
I miała rację, nie pomyliła się. Udowodnił jej to jeden, dumnie wiszący szyld z wielkim napisem:
Wielka Biblioteka Założycieli Hogwartu




____________________
Cześć!
Na początku – nie wiem, co zrobiłam źle, ale każdy mnie przejrzał! A miała być niespodzianka...
Nie wiem, kiedy będzie 19 – bardzo ważny! – rozdział. Oj, będzie się działo... Niestety, raczej nie prędko się pojawi, bo namnożyło mi się tyle rzeczy do zrobienia, że nie wiem, w co ręce włożyć... Ale postaram się, jak tylko będę mogła!
Chociaż ze mną to nic niewiadomo, więc siedzę cicho.
Przepraszam, że rozdział taki drętwy (w szczególności), ale mój schorowany mózg jest równie nie do użytku, co mój czerwony nos i zdarte od kaszlu gardło.
Koniec narzekania, mam nadzieję, że mimo wszystko się podobało!
Pozdrawiam serdecznie,
Feltson


36 komentarzy:

  1. Ekstra;) czekam na następny. Weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, sama bym się nie domyśliła, ale naprowadził mnie na to inny komentarz, więc też już wiedziałam.
    Biedny Ronald…
    Jestem pełna podziwu – ułożenie zagadek musiało być nie lada wyzwaniem!
    No i Harry z Ginny. Zazdroszczę jej *·* To musiała być miła randka.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      I właśnie dlatego ja nigdy nie spojleruję w komentarzach :D
      Oj, to było trudne, zwłaszcza, że co linijk zużywałam jedną chusteczkę... Ale jakoś dałam radę :)
      Również pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  3. Ale niespodziankę mi sprawiłaś. :)
    Rozdział bardzo przyjemny - lubię relację między Draco i Hermionę, którą stworzyłaś. :)
    OC, które stworzyłaś też są bardzo ciekawe.
    Uwielbiam biblioteki, tak jak Gryfonka, więc mam nadzieję, że spędzą trochę czasu w tym miejscu. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Raczej nie będą spędzali tam dużo czasu, ale później będą scenki w biblitece, szczególnie, jak będą owutemy się zbliżać :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson,

      Usuń
  4. Pomimo że rozdział oprócz odniesienia odnalezienia biblioteki nie wnosi zbyt wiele, to i tak miło mi się go czytało :)
    Wracaj do zdrowia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłaniam się twej twórczości. Niech wena będzie z toba

    OdpowiedzUsuń
  6. Boskie! I niech wena zawsze ci sprzyja!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział jest genialny! Nic dodać nic ująć!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle rozdział jest wspaniały! Uwielbiam twój styl i poczucie humoru. Strasznie podoba mi się ten pomysł z tymi nieodkrytymi miejscami w Hogwarcie. Dzięki temu opowiadanie jest oryginalne i trzyma w napięciu.
    Życzę ci dużo weny, bo bez niej ani rusz!
    No i...czekam na kontynuacje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że Hermiona i Draco odkryli Bibliotekę Założycieli :) (naprowadził mnie na to jeden komentarz i skrycie miałam nadzieję, że tak będzie) Podobało mi się to, że mimo ciągłych sprzeczek i docinek pomagali sobie i oczywiście Malfoy został bohaterem :D
    Randka Ginny i Harry'ego taka słodka, że aż uśmiech sam ciśnie się na usta ;)
    Samotny Ron? W gruncie rzeczy szkoda mi go. Mogłam sobie wyobrazić minę pani Prince, kiedy krzyczał w bibliotece :D
    Oczywiście czekam na kolejny rozdział i życzę weny! A i oczywiście duuuużo zdrowia :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://simply-irresistible-dramione.blogspot.com/
    PS. Jutro nowy rozdział Ciemności i Światła, a tymczasem zapraszam na nowe tłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤ Oczywiście jutro wpadnę na kolejny rozdział, a na tłumaczenie, jak będę miała wolniejszą chwilę :)
      Również pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  10. Aaaaa!
    Świetne C: Zastanawia mnie to:
    -gdzie są? *położenie*
    -jak wyjdą?
    -zdradzą komuś tą tajemnicę?
    Akcja jest naprawdę powolna, ale tak lubię. Chociaż jest to 18 rozdział... Nasuwa mi się pytanie: Co zrobi Ron? Czy się obrazi?
    Pozdrawiam i czekam,
    KH.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Pytań sporo, ale wszystko wyjdzie w praniu :)
      No, tylko zdradzę, że normalnie wyjdą, tak jak weszli :D
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  11. Hej! Ja dzisiaj też dodałam rozdział :D i serdecznie Zapraszam ;) http://zakazaneuczucie-dramione-hansy-i-inne.blogspot.com/2016/02/xvii-tydzien-z-malfoyem-istne-pieko-cz2.html?m=1 a teraz zmykam czytać ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaa! Kocham Cię za tego bloga! :D
    Nie no, naprawdę ta przygoda Dracona i Hermiony, jest boska!
    Nie wiem, skąd ty masz takie pomysły, na te tajemnicze miejsca, ale powiem Ci, iż jest to po prostu boskie!
    Idealnie potrafisz opisać każdy, nawet najmniejszy szczególik, w charakterze lub wyglądzie pomieszczeń oraz przeróżnych osób
    Randka Harrego i Ginny, była tylko raz i bardzo się z tego powodu cieszę, nie lubię słodkich momentów
    Zaś randka Blaise i Amber, była wspaniała, niby nic, ale jednak :)
    Ron, był i zawsze będzie samotny ;)
    Ciekawe, kiedy powiedzą tej babce, iż znaleźli kolejne miejsce :3
    Dobra, napiszę jeszcze, iż cieszę się, że w końcu napisałaś rozdział, nawet nie wiesz ile na niego czekałam! :v
    Teraz oczywiście, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć weny, oraz czekać na nexta!
    Pozdrawiam
    ~Juna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie! :D ❤
      Sama nie wiem, skąd biorą się moje pomysły - po prostu się pojawiają i już :D
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  13. Czytam twojego bloga jednym tchem, dlatego, gdy spostrzegłam że to nie mogę dalej wcisnąć napisu "czytaj dalej" to czułam się jakbym wleciała w ścianę ;)
    Zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤ Cieszę się, że podoba Ci się :D

      Usuń
  14. Super rozdział *-* lubię tą relacje Draco i Hermiony bo mimo że tak sobie dogryzają to widać że jest tam jakaś nutka sympatii. Harremu i Ginny tylko pozazdrościć! Tak samo Blaise'owi i Amber. Miłości, amory, a tu taki Ron :") szkoda mi go, ale cóż, życie ;D

    Pozdrawiam życzę weny i zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie ❤❤
      Tak, Ron to zabieg specjalny :D
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  15. Świetny rozdział, wcale nie drętwy! Dużo się w nim działo, więc proszę mi tutaj nie narzekać!
    Spodobało mi się to, że zrobiłaś tutaj taką fajną przeplatankę. Harry i Ginny, Draco i Hermiona, Blaise i Amber, do tego jeszcze samotny Ron i jego nieśmiertelne szachy! Bardzo fajnie Ci to wyszło.
    Rozdział ogólnie rzecz biorąc był świetny, spodobały mi się opisy związane z Biblioteką Założycieli Hogwartu! W dodatku ten posąg - na pewno wygląda świetnie!
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału!
    Trzymam również kciuki byś szybko wyzdrowiała! To jest ten czas, kiedy wszyscy dosłownie chorują! *ja też, meh*
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie ❤
      W mojej wyobraźni rozdział prezentował się lepiej, ale dobrze, nie będę narzekać! :D
      No tak, nie chciałam tym razem całego rozdziału poświęcać Draco i Hermionie... A Ron... Ron to taki kontrast, żeby za dużo miłości nie było w jedej notce :D
      Tobie też dużo zdrowia życzę! Wiem, co czujesz (niestety).
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  16. Uwielbiam twojego bloga! Nie będę wcale oryginalna, jeżeli stwierdzę, że rozdział jest genialny. Ale cóż, nie będę kłamać. Jest świetny i tyle. W twoim opowiadaniu jest ta nutka tajemniczości, która bardzo pociąga czytelnika. Humor jest tego wszystkim dopełnieniem. Hermiona i Draco są, jakżeby inaczej, świetni! Czekam na kolejny rozdział i mam nadzieję, że ukaże się on niebawem :)

    Pozdrawiam! :*
    Nilkrokusy
    http://dzikie-pochlebstwa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ❤
      Kij z oryginalnością, ważne, że się podoba! :D
      Cóż, ta tajemniczość właściwie wychodzi mi przypadkowo, bo ja staram się pisać jak najbardziej przyjrzyście. :)
      Też mam taką nadzieję :)
      Pozdrawiam!
      Feltson

      Usuń
  17. Swietne!
    Opowiadanie jest coraz bardziej wciagajace

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak właściwie to miałam napisać to wcześniej - sposób w jaki piszesz to opowiadanie i opisujesz wszystko sprawia, że nie umiem tego czytać i jednocześnie nie wyobrażać sobie tej historii jako nakręconego już filmu! Genialnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D Bardzo mi miło czytać takie miłe słowa! ♥

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia