sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 15: W jak Wielka Współpraca Wieloletnich Wrogów

Zenit skrajnych uczuć
Rozdział 15: W jak Wielka Współpraca Wieloletnich Wrogów

Uczucie: Zaangażowanie




Kiedy Elizabeth Levis weszła do pokoju nauczycielskiego znajdującego się na trzecim, niegdyś zakazanym, piętrze, w głowie miała tylko jedno – zachowanie panny Granger i pana Malfoya.
Uczniowie byli dla niej intrygujący, gdyż często dawali jej dowody na to, że są razem. To akurat jej nie dziwiło, w końcu byli młodzi, głupi, a życie stało przed nimi otworem – mogli robić wiele rzeczy. Jednak nie to było dla niej dziwne – chodziło jej głównie o domy, do których należeli. Gryffindor i Slytherin… Mimo, że była nauczycielką i nie powinna rywalizować domów, ani także zbytnio interesować się życiem uczniów, to wiedziała, że Ślizgoni i Gryfoni nadal się nienawidzą, choć po wojnie nie pokazywali tego otwarcie. Przełamanie barier dzielących ich musiało być wyjątkowo trudne. 
Profesor Levis miała dużo dowodów na to, że owa dwójka jest w sobie zakochana. Pierwszym z nich był fakt, że wspólnie odkryli Szkółkę Merlina i Wyspę Zakochanych. Z pewnością wymagało to wielu przygotowań – owe miejsca nie były przecież znalezione przez tysiąc lat. Wiele osób chciało tego dokonać, a im udawało się to bez problemu – zdecydowanie wymagało to od nich wyjątkowo udanej współpracy i wielu zdolności. Drugi dowód – pergamin, który otrzymała od panny Granger, zapisany był słowami „Kocham Draco Malfoya”. Trzeci, słyszała, jak blondyn nazywa ją księżniczką. Czwarty, zostali razem na święta. Piąty, widziała, jak niósł ją na rękach przed świętami. Szósty, złapała ich w dosyć dwuznacznej pozycji, kiedy on pochylał się nad nią podczas ostatniego szlabanu.
Cóż, to prawie pewne, że są razem. Może wtedy Slytherin i Gryffindor pogodzą się ze sobą?




.*.*.*.*.*.*.





Wraz z piętnastym stycznia w Hogwarcie zawitały wielkie mrozy.
Hermiona szczerze współczuła wszystkim Ślizgonom. Kiedy czekała na profesora Slughorna w lochach, myślała, że zamarznie. Zimowa kurtka, czapka, szalik i rękawice były obowiązkowym wyposażeniem każdego ucznia spoza Slytherinu. Wychowankowie domu Węża stali normalnie w zwykłych szkolnych szatach. Nie dygotali, nie trzęśli się, a jedynie para wylatywała im z ust. Szatynka podziwiała ich, sama w życiu nie wytrzymałaby na takim mrozie w zwykłej szacie…
– Cześć. – Usłyszała głos Pansy. – Widzę, że bardzo ci zimno.
– Trochę – odpowiedziała, jednak szczękanie zębami uniemożliwiło Pansy zrozumienie słów. – Jak wy to robicie, że nie jest wam zimno?
– Cóż, jesteśmy ze Slytherinu – powiedziała najbardziej oczywistą rzecz. – Spryt to nasze drugie imię…
– A jaśniej? – poprosiła Hermiona.
– Cóż, po prostu rzuciliśmy na siebie zaklęcie ogrzewające. Zresztą, mamy je na sobie przez większość zimy – wytłumaczyła Pansy, wzruszając ramionami, po czym odeszła.
Można i tak – pomyślała Hermiona z uznaniem. Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślała. Niestety, kiedy już miała wypróbować zaklęcie, przyszedł profesor Slughorn.
Nauczyciel wpuścił uczniów do ciepłej sali. Powietrze było ogrzane od tworzonych tam eliksirów, dzięki czemu wszyscy poczuli się lepiej. Zamiast wypakować książki, na początku pozdejmowali zimowe ubrania. Dopiero potem przygotowali się do lekcji, co zajęło im sporo czasu, przez co profesor zaczął się niecierpliwić. Kiedy wszyscy byli gotowi, lekcja się rozpoczęła. Pan Slughorn opowiadał o Eliksirze Żywego Ognia. Był on dosyć specyficzny – jego przygotowywanie można było przerwać w każdym momencie (co prawda, dopiero po wybuchu, ale zawsze to coś), a on i tak nie tracił swoich właściwości.
– Przez następne dwa tygodnie będziecie warzyć ten eliksir w parach – ogłosił mężczyzna, co spotkało się nie tylko z zachwytem, ale i niezadowoleniem uczniów. – Pierwsze piętnaście osób z listy będzie losowało partnera z drugiej piętnastki. – Wtedy nauczyciel wyciągnął woreczek pełen pergaminów.
Ja to mam szczęście – pomyślał Draco. Niestety, miał numer osiemnasty, co skutecznie uniemożliwiło mu losowanie partnera. To on miał zostać wylosowany. Przerażony blondyn spojrzał na uczniów z początku listy, by potem zobaczyć , kto został w ławkach. Już wiedział, że nie będzie w parze ani z Nottem, który jest dobry z eliksirów, ani z Pansy, ani z Blaisem, ani nikim z normalniejszej części Slytherinu. – Salazarze, pozwól mi być z Carverem, bądź Milicentą Buldstrode. Może i jest brzydka, ale za to mądra, nasz eliksir będzie dobry. Oszczędź mi Greengrass, bo nie chcę wszystkiego robić sam, oszczędź mi także Davids, chcę być zdrowy psychicznie. Salazarze, błagam!
I tak tworzyły się pary – Seamus Finnigan z Deanem Thomasem, Susan Bones z Ronem Weasleyem, Dafne Greengrass z Harrym Potterem (Draco chciał w tamtym momencie skakać z radości), Calvin Carver z Pansy Parkinson, Ramona Clive z Blaisem Zabinim i tak dalej. I kiedy kolejka do woreczka kurczyła się, a wraz z nią malała liczba pergaminów w nim, Draco przeraził się. Nie został nikt, z kim pracowałby chętnie. Gdy myślał nad tym, jak podmienić komuś pergamin, Hermiona wylosowała swojego partnera. Spojrzała na karteczkę i mało kolana się pod nią nie ugięły. Napis na niej głosił:

Draco Malfoy

Szatynka ze strachem w oczach spojrzała na nauczyciela. Już chciała wrzucić karteczkę do worka i wziąć kolejny los, kiedy profesor zabrał jej pergamin. Z uśmiechem odczytał nazwisko jej partnera.
A niech to szlag! – pomyślała zrezygnowana Hermiona ruszając w stronę stanowiska Malfoya.
Salazarze, chciałem mieć dobrą ocenę, ale nie takim kosztem! – krzyczał w myślach Draco, choć wyglądał nadzwyczaj normalnie – zupełnie, jakby nic się nie stało.
Gdy wszyscy już mieli swoją parę, nauczyciel wytłumaczył im, co mają robić. Ważenie Eliksiru Żywego Ognia było wyjątkowo trudne – nikt nie znał dokładnych proporcji eliksiru aż do jego zapalenia. Wszystko zależy od warunków, w jakich waży się eliksir. I nigdy nie wiadomo, kiedy ulegnie samozapaleniu, dlatego trzeba bardzo uważać.
– Dobra, Granger, ja kroję wszystko, a ty będziesz to dodawać. Może tak być? – spytał Draco, kiedy czas pracy się zaczął.
– Śnisz!
– Nie wykłócaj się, czas nam leci.
– Nie zamierzam niczego tam wrzucać. Jesteś facetem, Malfoy, przyjmij to na klatę, o ile ją masz… – powiedziała, po czym poszła po składniki.
Wstrętna lisica – przyznał Draco. Zgoda, będzie wrzucał te głupie składniki do kociołka. Chociaż, gdyby Granger nie zagrała na jego męskiej dumie, to prawdopodobnie by tego nie zrobił... No ale tak nie może być! Przecież jest bardziej męski niż połowa chłopaków w Hogwarcie…  O ile pod tym względem nie pobił większej ilości facetów, co było bardziej niż możliwe.
Kiedy szatynka wróciła ze składnikami, on zaczął przygotowywać kociołek. Nasmarował go magicznym pieprzem z dodatkiem soków z żołądka krowy. Potem nalał wody i posolił ją, tak jak mówił przepis. Musiał jednak działać intuicyjnie, bo właśnie na tym polegał ten eliksir.
– Granger, chyba starczy już tego kamienia wulkanicznego, co? – spytał w pewnym momencie Malfoy.
– Zetrę go jeszcze trochę. Kamień wulkaniczny wraz z dużą ilością soku z trawy skandynawskiej tworzy mieszkankę wybuchową.  Może wtedy eliksir szybciej się zapali i pierwsi to uwarzymy.
– Czemu jak coś tłumaczysz, to robisz to tak, żeby tego nie rozumieć? – Przewrócił oczami. – Oczywiście, ja to wszystko wiem, ale to naprawdę wkurzające.
– Czyżby? Gdybyś to wiedział, to nie zwracałbyś uwagi na to, że posługuję się terminami naukowymi... I pomijając to, że to nie są terminy naukowe – zauważyła Hermiona, po czym chwyciła trawę skandynawską i zaczęła wyciskać z niej sok. W tym czasie blondyn mieszał ciecz.
– Kiedy w końcu dostanę tę trawę?
– Kiedy skończę ją wyciskać.
– A kiedy skończysz?
– Kiedy będzie na to czas.
– Granger… – mruknął ostrzegawczo chłopak.
– Tak? – Uśmiechnęła się słodko.
– Nie igraj z ogniem – rzekł, po czym przybrał uśmiech a’la szef, który właśnie wygrał słowną potyczkę ze swoim pracownikiem.
– Serio, Malfoy? Z ogniem? Nigdy nie porównałabym cię do ognia, a co najwyżej do bryły lodu. Wielkiej, chamskiej, zimnej bryły lodu. A teraz dolej tego soku i zajmij się pracą, bo nie zamierzam zepsuć tego eliksiru tylko dlatego, że pracuję z tobą. – Podała mu fiolkę z cieczą, którą dolał do eliksiru.
Gdy sok spotkał się ze startym kamieniem wulkanicznym nic się nie wydarzyło. Zniechęcony faktem, że będą musieli dalej próbować podpalić eliksir, zaczął mieszać substancję. Kiedy prawie wszystko zostało idealnie wymieszane, Draco dostrzegł iskrę. Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, a mimo to zostawiła nadzieję, że im się uda.
– Granger, daj czadu, była iskra – nakazał jej entuzjastycznie, na co przewróciła oczami.
– Jasne, ale to nie takie proste. Musisz zwiększyć temperaturę, bo pazur smoka wymaga dużej temperatury do samozapłonu.
– Mówisz, jakbym nie wiedział. – Przewrócił oczami.
– Bo nie wiedziałeś.
– Ale mogłem się domyślić!
– Jak sobie chcesz, ja cię nie będę pouczać – rzekła obrażonym tonem.
Kilka minut później zadzwonił dzwonek. W międzyczasie kociołek Seamusa i Deana wybuchł. Finniganowi włosy stanęły dęba, a twarz miał całą usmoloną. Mimo to chłopak był zadowolony, w końcu jego zdolności piromańskie przydały się.
– Brawo! – zawołał profesor Slughorn. – Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru! Gratulacje dla pana Thomasa i pana Finnigana!
Klasa zareagowała na te słowa dość ospale, zupełnie, jakby nikt nie chciał im gratulować, dopiero po chwili w sali słychać było oklaski. Hermiona, zawiedziona, że jej i Malfoyowi się nie udało, także robiła to bardzo niechętnie. Owszem, Seamus był jej kolegą z domu, jednak mimo wszystko chciałaby być na jego miejscu.
– Nie martw się Granger, ze mną nie zginiesz. Jeszcze uwarzymy ten eliksir przed nimi – pocieszył ją Malfoy z uśmiechem. W końcu jak on tak mówił, to tak będzie.
– Najpierw musimy doprowadzić do jego samozapłonu – powiedziała. Potem stuknęła mocno różdżką w ich kociołek i z zaciśniętymi w wąską linię ustami, niewerbalnie go wyczyściła.
– Mało nam brakowało, widziałem iskrę! – oznajmił wesoło. Złość dziewczyny go bawiła. Tymczasem ona zamknęła swój podręcznik od Eliksirów.
– Malfoy, czy ty mnie pocieszasz? – spytała, kiedy zapinała torbę.
– Ciebie? Nie! – Ostatnie słowo wypowiedział śmiejąc się. – Ja po prostu motywuję się do działania. Tyle.
– Oczywiście – mruknęła tylko.
Gdy wyszła z sali, ruszyła w stronę klasy od Starożytnych Runów. Może tego dnia jej nie wyszło z eliksirem, ale na następnej lekcji doprowadzi do samozapłonu ich kociołka. Już wtedy wiedziała, że wieczór spędzi nad książką o magicznych łatwopalnych substancjach.




.*.*.*.*.*.




Następnego dnia Hermiona wiedziała dużo na upragniony temat. Cały poprzedni wieczór zmarnowała na naukę i szukanie idealnych proporcji dla połączenia trawy skandynawskiej z kamieniem wulkanicznym, chociaż tylko Ginny uważała to za marnotrawstwo czasu. Ruda nie mogła się pogodzić z faktem, że panna Granger będzie się uczyła z dnia na dzień coraz więcej, aby jak najlepiej zdać owutemy. Był to zabieg niezbędny, w końcu chciała pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa, a tam są tylko najlepsi.
Wszystkie lekcje tego dnia były ciekawe, nie wliczając w to (standardowo) historii magii. To jedyny przedmiot, który jej nie interesował. Chociaż… To jeszcze zależy od tematu, jaki omawiają. Czasem rzeczywiście lekcja jest ciekawa. Oczywistą rzeczą jest, że tylko ją to ciekawiło, ponieważ inni woleli spać, zamiast słuchać. Chrapanie Zabiniego zawsze doprowadzało ją do szewskiej pasji, ale nie mogła nic z tym zrobić, bo siedział na samym końcu, czyli zbyt daleko, żeby go trzepnąć lub zrobić cokolwiek innego.
Ostatnią lekcją tego dnia była obrona przed czarną magią z profesorem Spencerem. Hermiona bardzo go polubiła, na lekcjach bardzo przypominał Remusa Lupina. Kiedy prowadził lekcje, każdego potrafił zainteresować, a słuchanie jego wykładów było czystą przyjemnością. Mimo, że był najmłodszy z kadry nauczycielskiej (profesor Levis zajmowała drugie miejsce) oraz faktu, że pierwszy rok pracuje jako nauczyciel, radził sobie dobrze.
Pięć minut później, kiedy profesor sprawdził listę obecności, lekcja się zaczęła. Była jednak nietypowa – pan Spencer nie podał tematu, ale usiadł na biurku, oświadczając, że ma bardzo ważne ogłoszenie.
– Jeśli pamiętacie, na początku roku zapowiadałem wam duże projekty. – Rozłożył ręce. – W końcu przyszedł czas, żebyście skupili się na obronie bardziej niż dotychczas. A więc wszystko wam szybko wytłumaczę, bo musimy jeszcze zrealizować temat. Otóż, przygotujecie referat. Macie na to tydzień i żadnych ograniczeń. Jako, że macie moje zaufanie, to nie ustaliłem jednego tematu, liczę na waszą pomysłowość. Warunek jest jeden, staracie się, żeby wasza praca była jak najciekawsza i jak najlepsza.
– Panie profesorze, czy można dobrać się w pary? – spytała z nadzieją w głosie Lavender Brown.
– Ach, dobrze, że mi przypomniałaś. Macie swego rodzaju utrudnienie. Stwierdziłem, że ten referat jest dla was za łatwy, dlatego dobrałem was w pary. – Hermiona spojrzała na profesora jak na głupka. Według niej gadał od rzeczy. Na szczęście mężczyzna tego nie dostrzegł. – Mam nadzieję na waszą owocną pracę – dodał, po czym chwycił pergamin. – Albo nie, przeczytam wam to pod koniec lekcji. A teraz zapiszcie temat.
Kolejne trzydzieści pięć minut zajęć było prawdziwą męczarnią dla większości osób. Ciekawość zżerała ich od środka, przez co nie umieli się skupić na jakimkolwiek słowie wypowiadanym przez nauczyciela. Tylko panna Granger pracowała, tak jak zawsze. Szczerze mówiąc, nie obchodziło jej z kim będzie pracować – i tak najpewniej wszystko zrobi sama a jej partnerka, bądź też partner tylko podpisze się pod pracą. Co za różnica, kto to zrobi?
Skoro praca ma być utrudniona, to najpewniej będę z Zabinim – pomyślał Draco z rozbawieniem, spoglądając na bruneta siedzącego obok. Ten odwzajemnił spojrzenie, w którym widniało nieme pytanie. Blondyn skrzywił się, kiwając przecząco, po czym znudzony znowu starał skupić się na słowotoku profesora.
– A teraz przeczytam, jak dobrałem was w pary. Od razu uprzedzam, że nie ma szans na zmiany, żeby to było jasne – ostrzegł, chwytając pergamin i zaczął czytać wypisane na nim nazwiska. Draco co i raz chichotał na wspomnienie nazwisk. Spencer rzeczywiście był wredny i nawet się z tym nie ukrywał. A nieszczęście innych tylko go cieszyło. Takie zboczenie większości Ślizgonów. Blondyn był wesoły, aż do momentu, w którym padło jego nazwisko. – Malfoy z Granger, Nott z… – Draco otworzył szeroko usta, wyrażając tym swój szok.
– Ale… – szepnęła Hermiona, ale nikogo to nie interesowało. Znowu musiała pracować z Malfoyem. Wymieniła przerażone spojrzenie z blondynem. Nie chciała ponownie z nim współpracować. Kiedy profesor wyczytał ostatnie nazwiska, zadzwonił dzwonek, informujący, że lekcja się zakończyła.
– Prace przygotujcie na za tydzień. – Wstał. – Życzę wam owocnej pracy.
Tych kilka słów sprawiło, że Hermiona miała zły humor do końca dnia.




.*.*.*.*.




Następnego dnia ponownie były eliksiry. Hermiona ponownie powtarzała proporcje, w jakich musi dodać składniki. Była pewna, że się uda. Jedynym, o co się bała, to Malfoy, który potrafił zniszczyć wszystko – zupełnie, jak Neville. Różnica między nimi była taka, że ten drugi robił to nieświadomie.
Kiedy tylko profesor Slughorn wpuścił ich do sali, szatynka od razu podeszła do stanowiska pracy i wzięła się za przygotowywanie wszystkiego. Naprawdę chciała jak najszybciej podpalić kociołek, żeby i tym razem być najlepszą. Kiedy Malfoy wreszcie był gotowy do lekcji, nasmarował ich kociołek. Natomiast szatynka miała już gotowy kamień wulkaniczny i brała się za wyciskanie trawy skandynawskiej.
– Jakie zabójcze tempo, Granger – zakpił w pewnym momencie chłopak, nie mogąc się oprzeć.
– Przynajmniej się nie ociągam.
– A ja się ociągam? – spytał.
– A może nie? Dodaj to wszystko i dokładnie wymieszaj, a powinno zapalić się bez pazura smoka – rozkazała, na co przewrócił oczami. Mimo wszystko wykonał polecenie.
Przez chwilę mieszał składniki, jednak robił to raczej niepewnie. Nic się nie działo i zaczynał zastanawiać się, czy nie będzie musiał rozkazać Granger, żeby poszła po pazur smoka. Już otwierał usta i z zadowoleniem chciał ogłosić, że Gryfonka się pomyliła, kiedy dostrzegł trzy iskry. Zdążył tylko odskoczyć od kociołka, wpadając na stojącą za nim szatynkę. Ich kociołek wybuchł, a ogień był jeszcze większy niż ten wytworzony przez Deana i Seamusa. Płomienie zderzyły się z sufitem, opalając go. Wszyscy wpatrywali się w naczynie z zachwytem, włączając w to szeroko uśmiechniętą Hermionę, wyglądającą zza Malfoya.
– Cóż, bardzo ciekawe, pierwszy raz spotykam się z takim wybuchem – przyznał nauczyciel, kiedy ogień zgasł. – Gryffindor i Slytherin otrzymują po dziesięć punktów.
Reszta lekcji była bardzo pracowita dla Hermiony i nudna dla Draco. Ona wszystko przygotowywała, on mieszał. Kiedy zegarek oznajmił, że do końca lekcji pozostały dwie minuty, Malfoy zaprzestał mieszania. Ze swojej torby wyjął jakąś czarną, niezbyt czystą pelerynę, którą szybko na siebie założył. Była pokryta jakąś obrzydliwą, zaschniętą mazią. 
– Co ty wyprawiasz? – spytała panna Granger, obserwując każdy ruch blondyna.
– Zaraz zobaczysz – mruknął. – Ale jeśli chcesz być bezpieczna, to nie wychylaj się zza mnie, bo nie zamierzam robić tego projektu z obrony sam – ostrzegł, po czym zaczął grzebać w kieszeni. W końcu wyjął to, co chciał i wypakował to. Dziewczyna na początku nie rozpoznała przedmiotu trzymanego przez Ślizgona, jednak kiedy zdjął z niego opakowanie, domyśliła się co to jest. W dłoni trzymał Malutką Bombkę Postrachu. Niestety, nie miała szans, by zareagować, bo kiedy chciała zapobiec nieszczęściu, Draco wrzucił ją do kociołka Deana i Seamusa, którzy mieli swoje stanowisko obok nich. Chłopak zdążył się tylko odwrócić, kiedy kociołek Gryfonów wybuchł, brudząc wszystko w sali. Hermiona znała ten kawał, gdyż Malfoy wyciął jej go kilka tygodni wcześniej.
– Czemu to zrobiłeś? – spytała wściekła. W tym czasie Malfoy zdejmował z siebie brudną pelerynę. Nikt tego nie zauważył, bo wszyscy byli zaaferowani sytuacją sprzed chwili.
– Przecież to Gryfoni, im można tak robić – stwierdził pogodnie. – A poza tym byli lepsi ode mnie. Nikt nie może być lepszy ode mnie! No, tylko tobie odpuściłem, możesz czuć się wyróżniona…
– Nie chcesz się więcej uczyć, żeby być lepszym ode mnie, prawda? – Jej wypowiedź brzmiała bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
– Kompletnie nie. – Uśmiechnął się. W tym czasie zadzwonił dzwonek. Zadowolony z siebie Ślizgon wyszedł z sali jak gdyby nigdy nic. Bo co złego, to nie on, czyż nie?




.*.*.*.




W sobotę panna Granger postanowiła wziąć się za referat z obrony przed czarną magią. Co się odwlecze, to nie uciecze, a znając Malfoya, pisanie będzie syzyfową pracą. Miała jednak szczerą nadzieję, że ta współpraca będzie przebiegała jak na eliksirach – to znaczy, że każdy robi swoje, a mimo to tworzą jako–taką całość.
Dlatego, gdy wróciła ze śniadania, od razu podeszła do Malfoya, który czytał Proroka Codziennego. Dziewczyna stanęła przed nim, ale nie wiedziała, co powiedzieć. Wolała uniknąć kłótni, dlatego starała się wymyślić jakąś niezbyt kąśliwą wypowiedź. Niestety, jedynym, co jej wychodziło, to miły tekst, a jej raczej chodziło o neutralność.
– Długo tak będziesz nade mną stała? – spytał w końcu, podnosząc wzrok znad gazety. Gryfonka stała nad nim od ponad minuty i zaczynało go to irytować.
– Nie – powiedziała krótko, zakładając ręce.
– To dlaczego nadal tu jesteś i patrzysz się jak sroka w gnat?
– Musimy się wziąć za referat – stwierdziła, bardzo słusznie zresztą.
– A więc co proponujesz? – odłożył gazetę i wygodniej rozsadowił się w fotelu.
– Co proponuję? – zdziwiła się. – To przecież oczywiste, musimy wziąć się do roboty. Dzisiaj, po obiedzie przyjdź bo biblioteki, będę w dziale z księgami o obronie. I radzę ci przygotować nadgarstki, bo nie zamierzam pisać tego sama. – Uśmiechnęła się, widząc minę chłopaka, który skrzywił się nieznacznie. – Wnioskuję, że nie myślałeś nad taką możliwością, prawda?
– Nie, skądże? – odpowiedział ze sztuczną szczerością w głosie.
– W takim razie załatwione – rzekła na koniec, po czym poszła do swojego dormitorium. Kiedy zniknęła na schodach, Malfoy wywalił język w jej stronę, czym rozśmieszył odrabiającą pracę domową Ramonę. – Ja to widziałam! – krzyknęła szatynka, na co chłopak udał, że nie wiem, o czym mówi.




.*.*.



– Już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała szczerze Hermiona, odkładając książkę na stolik. Czekała na blondyna dokładnie dwadzieścia dwie minuty.
– Ja? Nie przyszedłbym? Śnisz!
– Przyznaj się, miałeś taką chwilę, w której myślałeś, żeby nie przyjść, zgadza się?
– No, zgadza – wyznał niechętnie. – Czekaj, skąd ty mnie tak dobrze znasz?
– Jesteś typowym samcem, Malfoy. Nie zapominaj, że mam dwóch przyjaciół i przyjaciółkę, która ma sześciu braci.
– Dobra, to naprawdę ciekawe, jednak nie dla mnie, dlatego wolałbym zająć się pracą. – Usiadł na przeciwko dziewczyny, zakładając nogę na nogę.
– Wreszcie gadasz do rzeczy.
Kolejne piętnaście minut spędzili na kłótni. Każde z nich miało inny pomysł na referat i za nic nie chciało ustąpić. W końcu Draco, który się poddał, zgodził się na wizję Gryfonki. Tym sposobem mieli napisać pracę o boginach. Malfoy był niepocieszony, wolał napisać o czymś, co jest bardziej interesujące. Miał na myśli patronusy – coś, czego nigdy w życiu nie umiał rzucić. Niestety, jego partnerka stwierdziła, że kilka osób o tym napisze oraz  chce, aby ich praca była oryginalna.
– Pamiętam, że jak uczył nas ten wilkołak, to mieliśmy żywe boginy. Nieprzyjemne  stworzenie, ale przydatne. Dowiedziałem się, że Weasley boi się pająków – zaśmiał się Draco, kiedy Hermiona kazała mu poprzynosić różne książki o boginach, kiedy sama pisała wstęp.
– I co ci to dało? – spytała ze złością w głosie.
– Co mi to dało? Absolutnie nic – stwierdził, wzruszając ramionami. – Jednak świadomość, że znam słabość Weasleya była cudowna. Próbowałem to nawet wykorzystać – przyznał po chwili. – Tak, szkoda tylko, że nie znałem hasła do waszego Pokoju Wspólnego.
– Przynajmniej zyskałeś wiedzę, jak pokonać bogina, to się liczy…
– I wiedziałem, że Potter boi się dementorów. Może i nie podrzuciłem Weasleyowi pająków, ale wystraszyłem Pottera, to się liczy! – zawołał ochoczo.
– Przymknij się, to jest biblioteka. Tu się nie krzyczy – syknęła panna Granger. – A poza tym nie ma nic zabawnego w tym, że Harry bał się dementorów. Jestem pewna, że też byś przy nich stchórzył.
– Niby skąd?
– Ty zawsze tchórzysz.
– Jeśli masz na myśli ten kawał, który wycięłyście mi w Halloween, to musisz wiedzieć, że to był cios poniżej pasa. Gdybyście nie wyrwały mnie ze snu, wcale bym się nie przestraszył tych sztucznych kotów! – bronił się chłopak. Do tej pory pamiętał, jak się wtedy czuł.
– Ale udało nam się ciebie wystraszyć, to się liczy! – Powtórzyła jego wypowiedź ze złośliwym uśmiechem. Na ten gest Draco zmrużył oczy, dając jej do zrozumienia, że dziewczyna stąpa po bardzo cienkim lodzie. – Mógłbyś mi przynieść książkę Boginy od A do Z? Proszę… – Uśmiechnęła się tak słodko i przy tym sztucznie, że w blondynie aż się zagotowało ze wściekłości.
– Jasne, Granger, będę popylał po każdą książkę, którą sobie zażyczysz – mruknął z takim samym uśmiechem, po czym zniknął gdzieś między regałami. Gryfonka doprowadzała go do szewskiej pasji. Nie wiedział, jakim cudem wytrzymał z nią przerwę świąteczną. Owszem, wtedy prawie się do niej nie odzywał, a kiedy już to robił, był… miły.
Czasem zastanawiał się, co by było, gdyby zawarli pakt o nieagresji na dłuższy czas. Czy wtedy traktowałby Hermionę, jak Pottera i Weasleya? Czy wtedy by ją tolerował? Możliwe, że tak, jednak nie miał zamiaru próbować. Zresztą, nawet jeśli chciałby, to nic by z tego nie wyszło. Z Harrym i Ronem widywał się tylko na lekcjach i przerwach, sporadycznie na korytarzu czy błoniach. Z panną Granger sprawa wyglądała inaczej, bo praktycznie mieszkali razem i widywali się codziennie, bez wyjątku.
Znalazł lekturę, o którą poprosiła go Gryfonka, po czym zaczął wracać do stolika. Książka, trzymana przez niego była zaskakująco stara. Ledwo się trzymała, nie mówiąc już, że trzeba było ją otworzyć. Draco szczerze życzył Granger powodzenia w używaniu podręcznika. Dodatkowo obiecał sobie, że gdy dziewczyna nie zniszczy tej książki, to osobiście jej pogratuluje. Z tym postanowieniem dotrwał do momentu, w którym wyszedł na ostatnią prostą. Pech chciał, że kiedy już był przy stoliku, to…
– Coś ty zrobił? – Usłyszał zduszony okrzyk Hermiony. Wtedy otworzył oczy, zobaczył dziewczynę kucającą przy stoliku.
– Każdemu zdarza się upaść, wiesz? – odpowiedział, siedząc na podłodze. Potknął się o głupie pióro!
– Zniszczyłeś książkę, ty ignorancie! – Dopiero wtedy zrozumiał, o co jej chodziło. Spojrzał na zniszczony podręcznik o boginach. Praktycznie każda kartka była samotna, nie złączona niczym z żadną inną kartką.
– Hej, tylko nie ignorancie! Zaraz naprawię ci tą książkę. Reparo! – Po chwili lektura była cała, w dodatku wyglądała lepiej niż poprzednio. – Lepiej?
– Lepiej – prychnęła niezadowolona Hermiona. – Jednak to nie oznacza, że nie musiałeś uważać.
– Przecież nic się nie stało.
– Ale mogło się stać. W dodatku nie szanujesz książek. Dobrze, możesz ich nie lubić, ale żeby od razu niszczyć?
– Dobrze wiesz, że to było przypadkiem. – Na te słowa szatynka przewróciła oczami. Miał rację, jednak to był Malfoy i jego można się czepiać. – A poza tym zachowujesz się, jak Pince.
– Co? – Zdziwiła się.
– Zachowujesz się, jak Pince – powtórzył. – Świata poza biblioteką nie widzisz. Jestem prawie pewien, że kiedy staruszka kopnie w kalendarz, ty zajmiesz jej miejsce i będziesz nękać niewinne dzieci, zmuszając je do ciszy w bibliotece i czytania książek. Już mi szkoda mojego przyszłego dziecka…
– Wcale nie zajmę miejsca pani Pince! A tak poza tym, to bardzo miła kobieta… – Hermiona usiadła na swoim miejscu, kładąc Boginy od A do Z przed sobą. – A nawet jeśli miałbym już zostać bibliotekarką w Hogwarcie, to zazdrościłbyś swojemu dziecku. – Draco spojrzał na nią z pytaniem w oczach i podniesioną brwią. – Wtedy postarałabym się wytępić z niego idiotyzm odziedziczony po tatusiu – skończyła jadowicie.
Draco nic nie powiedział, tylko wziął najcieńszą książkę i zaczął ją czytać. Czasem podawał Hermionie jakieś przydatne informacje, ale zazwyczaj na tym się kończyło.
Panna Granger miała wrażenie, że chłopak się obraził. Była blisko prawdy – nie obraził się, ale za to był tak wściekły, że wolał nie ryzykować kolejnej kłótni. Skoro los kopnął ich w tyłki, dobierając oboje w pary na dwóch przedmiotach, to oni oddadzą mu ze zdwojoną siłą. Dlatego ustąpił. Jak raz to zrobi, to korona z głowy mu nie spadnie, a on będzie miał satysfakcję z miny Granger, kiedy okaże się, że są najlepsi. Już wtedy wiedział, że to jeszcze lepszy widok, niż ten, gdy jest wściekła.
Już nie mógł się doczekać czwartku.
– Malfoy, masz coś jeszcze do dodania, jeżeli chodzi o cechy charakterystyczne bogina? – spytała szatynka, wyrywając go z transu.
– Zjadłbym jabłko, tylko takie kwaśne i zielone… – pomyślał głośno.
Zrozpaczona Hermiona uderzyła głową o otwartą książkę. To była ciężka współpraca.





.*.



Hermiona bała się nadchodzącej środy. Miała jakieś dziwne przeczucie, że coś nie wyjdzie, po prostu popsuje się.
Po ostatnim wyskoku Malfoya, kiedy wysadził kociołek Deana i Seamusa, mogła spodziewać się wszystkiego. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy skończyli ten eliksir właśnie tego dnia. Dla niej niemożliwym było, że radzili sobie lepiej niż niektórzy, którzy się lubili – przykładowo Amber z Ramoną. Wykluczyła kolegów z Gryffindoru, którym Draco skutecznie odebrał możliwość bycia najlepszym.
– Eliksir Żywego Ognia jest zrobiony perfekcyjnie – pochwalił ich profesor Slughorn. – Dwadzieścia pięć punktów dla Gryffinodoru i Slytherinu! Moje gratulacje!
Opinia nauczyciela podziałało kojąco na dziewczynę. Wierzyła, że skoro na Eliksirach im wyszło, to dlaczego na obronie miałoby nie wyjść? Z zaciętością dopracowywała referat, który przygotowała z Draco. Chłopak, który musiał pomagać jej przy trzecich poprawkach, miał jej dość. Jego przyrzeczenie o byciu w miarę miłym dla Gryfonki na okres ich współpracy, wisiało na włosku. Myśl, że następnego dnia nie będzie już musiał jej znosić, sprawiła, że włos okazał się być niezwykle mocny i utrzymał jego obietnicę, która ostatecznie została dotrzymana.
Następnego dnia, w czwartek, przed obroną dosłownie wrzało. Wszyscy starali się, żeby ich prace były jak najlepsze, lub po prostu były – tak, jak to było w przypadku Lavender Brown i Gregory’ego Goyle’a, którzy dopisywali zakończenie.
Jak się potem okazało, znowu byli najlepsi. Ich praca jako jedyna była dopracowana do końca. Świetnie podzielili się rolami – Hermiona, która czytała i Draco, który pokazywał obrazki z książek, idealnie zaprezentowali swój referat. W najcięższym szoku byli uczniowie, a stało się tak, ponieważ wiedzieli, jakie są relacje Ślizgona i Gryfonki. A mimo wszystko, udało się im.
– Draco i Hermiona otrzymują Wzorowy – przeczytał ocenę nauczyciel.
Na jego słowa dziewczyna uśmiechnęła się. Nigdy nie pomyślałaby, że ona i Malfoy mogą być najlepsi. Cóż, los zrobił jej ładną niespodziankę.




__________________
Cześć! :D
Rozdział to typowa przejściówka (kolejny też taki będzie), ale mam nadzieję, że nie było aż tak źle. :P
Wczoraj niechcący mi się opublikował, kiedy robiłam poprawki. Mogłabym opublikować go wczoraj wieczorem, ale po prostu było jeszcze pełno błędów, których pozbyłam się dopiero dziś rano. :)
Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko jakiej zaskoczenie było :D
Pozdrawiam,
Feltson


Ps. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to już połowa Zenitu...

29 komentarzy:

  1. Super ^^ Oplułam monitor kawą, kiedy Draco powiedział, że zjadłby jabłko :D Czyżby chcesz wpleść tutaj Drapple? Świetny rozdział i czekam na następny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie popsuł :D
      Nie mam w planach Drapple, ale może kiedyś... Kto wie? :P
      Dzięki za komentarz! :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  2. Jejku, ale to jest genialne!
    Już czuję miętę pomiędzy nimi! Kocham ich kłótnie, zachowują się jak stare małżeństwo!
    Cieszę się, że udało im się! Draco jak zawsze musi być złośliwy, ah. Jak go tu nie kochać?
    Trochę tęsknię za Harrym i Ronem... Nie wiem brakuje mi tej dwójki... No ale to moje sentymenty, nie przejmuj się nimi!
    Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki <3
      Teraz powoli zmierzamy do Dramione, więc mięta będzie rosła :P
      Wiem, że trochę ich mało, ale trochę trudno mi ich upchnąć...
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  3. Ciekawe ;)
    Najbardziej rozwalił mnie ten tekst Hermiony o dziecku Draco xD
    Czekam z niecierpliwością na więcej!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Nieskromnie mówiąc, to też lubię ten tekst :D
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  4. Popieram Sky, A zlośliwe docinki Hermiony w bibliotece najlepsze. liczę na rozdział 16 w bliskim terminie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤
      Postaram się dodać go szybciej :)

      Usuń
  5. Popieram Sky, A zlośliwe docinki Hermiony w bibliotece najlepsze. liczę na rozdział 16 w bliskim terminie

    OdpowiedzUsuń
  6. Rano skomentowałam na fb a teraz kiedy wreszcie jestem w domu komentuję tutaj ;) Rozdział bardzo przyjemnie się czytało. Chwilami wybuchałam niepohamowanym śmiechem (szczególnie w momentach kiedy Draco błagał niebiosa, aby trafił na dobrego partnera do pracy)
    Nasza parka nieźle się uzupełnia, pomimo tych ciągłych docinek i spięć. Każde z nich jest mega inteligentne, także nauczyciele (ewentualnie przeznaczenie) wiedzieli co robią łącząc ich w parę.
    Dopełnieniem tego wszystkiego są genialne dialogi między naszą parką. Hermiona i jej docinki no po prostu cudo :)
    Czekam na kolejne rozdziały ;)
    Życzę weny!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Świetnie się czułam jako przeznaczenie :P
      Cieszę się, że udało mi się Cię rozbawić :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  7. Eee tam przejściówka, pffft... Według mnie bardzo fajny. Taki przyjemny :) Elizabeth najlepsza xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤
      No, w porównaniu do kilku poprzednich, to dla mnie nic się nie dzieje :P Ale, mniejsza o to, cieszę się, że podobało Ci się :)

      Usuń
  8. Cześć, właśnie przeczytałem wszystkie rozdziały i jestem zachwycony sposobem w jaki piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że jak większość autorów planujesz dokładnie 30 rozdziałów.
    Bardzo mi się miło czytało, nauczyciele coś podejrzewają i widać, że chcą im ułatwić zbliżenie się do siebie xD

    Zostałaś nominowana do LBA! (Pewnie już Ci się to znudziło).
    Zapraszam do mnie po szczegóły :) http://zyj-szczesliwie-nowe-pokolenie.blogspot.com/2015/12/nominacja-do-lba-i.html#more

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ❤
      Dla mnie 30 rozdziałów jest akurat - ani nie za długo, ani nie za krótko, stąd moja decyzja :) Nie chciałam robi niewiadomo jak długiego tasiemca :)
      A co do nominacji, to chętnie na nią odpowiem (chyba nigdy mi się to nie znudzi) i za nią także pięknie dziękuję ❤
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  10. Bardzo podobał mi sie rozdział :D Świetny :3 Draco z tym jakbkiem naprawdę xDD Zapraszam do mnie :)
    ~Black

    http://zakazaneuczucie-dramione-hansy-i-inne.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy będzie następna część? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dokładnie nie wiem, bo na razie robi się :)

      Usuń
  12. Jejku w końcu coraz więcej momentów Dramione! Teksty Hermiony w bibliotece są świetne hahaha życzę weny i czekam na następny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej!
    Świetnie rozwija się Twoja historia!
    Jak wspomniałam w podkomentarzu u siebie, przyszłam, by uzupełnić zaległości!
    Fajnie wymyśliłaś z tymi miejscami wokół Hogwartu. Wyspa Zakochanych? Dobre! :D
    Najbardziej mi się spodobał wątek Sylwestra i ogólnie świąt, które spędzili razem. Miło, że na ten okres postanowili zawiesić różdżki, dzięki czemu widać, że mamy do czynienia już z ich dorosłą wersją.
    Przekomarzania ich chyba są w tym wszystkim najlepsze.
    Dracona tekst o ciamajdzie mnie najbardziej rozśmieszył. Jakoś sobie to wyobraziłam i zaczęłam się śmiać. xD
    Niespodziewanym zwrotem akcji ukoronowałaś chyba związek Dracona z Katie Bell. Z początku nie sądziłam, że to ona, dopiero, gdy przeczytałam jej imię to dosłownie kopara mi opadła! Nie spodziewałam się jej. Pierwsze nawiązania Hermiony do jakiejś tajemniczej osoby od razu przypisałam do dziewczyny, ale że Katie? No nieźle! Romantyczny zwrot akcji, pokazujący nam, że Draco ma uczucia i tak samo jak inni potrafi cierpieć z miłości.
    Miło widzieć takiego Dracona.
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału! Życzę powodzenia jak i ogromnej weny!
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle miłych słów ❤
      Przyznam, że na pomysł z Katie wpadłam, kiedy oglądałam "Księcia Półkrwi" :) I po prostu musiałam go umieścić w "Zenicie..." :D
      Cieszę się, że udało mi si pokazać ich doroślejszą stronę :)
      Jeszcze raz dziękuję za ten komentarz ❤ Jest bardzo motywujący :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  14. Na odpowiedzi Malfoy'a " (..) będę popylał " parsknęłam śmiechemXDD mega lubię to słowo, zawsze mnie rozśmiesza.
    A teraz bardziej poważnie. Bardzo się cieszę, że wpadłaś na mojego bloga, więc koniecznie musiałam odpłacić się tym samym.
    Przede wszystkim - szablon na Twoim blogu zdobył moje serce. Od razu, powtarzam: od razu chciałam czytać, a to główne zadanie szablonu. Udało mu się! B|
    Co do samej treści, Twoje opowiadanie jest pisane w sposób lekki i przyjemny, nie jest to jakaś mroczna i wypełniona trwogą historia....I to mi się podoba. Jest to mój ulubiony rodzaj opowiadań :)
    Parę literówek mi się rzuciło w oczka, ale spoczi, takie potknięcia się zdarzają. Jedyne do czego bym się przyczepiła, to opisy. Bogu dzięki, one są i nawet jest ich sporo, aczkolwiek dodałabym jeszcze. Może parę zdań więcej o emocjach, gestach i tym podobnych rzeczach, a wtedy wszystko jeszcze lepiej będzie można odebrać. Przecież czasami nie potrzeba słów, wystarczy jedna reakcja ciała i od razu wiadomo co się dzieje. To takie niuanse, a istotne.
    Ogółem jest mi miło, że mogłam tu trafić. (Btw. gif tak pięknie oddający sytuacjęXD)
    Mam również nadzieję, że poinformujesz mnie o następnych rozdziałach i zdecydujesz się czytać moją historię Dramione dalej. Twoich czytelników również zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam i życzę dalszej weny,
    MoonSeer c:
    http://dramione-my-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za szczery komentarz ❤
      Oczywiście, postaram się popracować nad tymi opisami, dzięki za zwrócenie uwagi :) I cieszę się, że mimo wszystko opowiadanie podoba Ci się :D
      Cały czas pracuję nad literówkami, ale idą ferie i jeszcze raz wszystko sprawdzę :)
      Fajnie, że ktoś zauważył, że GIFy oddają jedną ze scen w rozdziale... :D
      Oczywiście, że będę dalej czytać Twoje dramione, czekam na pierwszy rozdział! :)
      Jeszcze raz dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  15. Bardzo dobrze napisane, mało błędów, więc tylko czasami w oczy kole :)
    Zwrócę uwagę, że "mimo że" jest wyrażeniem i nie stawiamy pomiędzy tymi słowami przecinka ;)
    Bardzo szybko pochłonęłam ten rozdział. Naprawdę super się go czyta.
    Szablon też idealny <3 Ja nie ogarniam jak się je robi itp. :P
    Twoje uporządkowanie na blogu jest doprawy zachwycające *.*

    No i nic mi więcej nie pozostaje dodać, jak
    Powodzenia, weny i zapraszam do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Oczywiście, już nie będę robić tego błędu, zapamiętam! :)
      Ja szablon zamówiłam u Calumi na Sosowej Szabloniarni :) I nie martw się, ja też kompletnie nie umiem ich robić :D
      Miło mi :) Rzeczywiście, sporo czasu spędzam na porządkowaniu, więc miło, że widać efekty :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia