niedziela, 27 grudnia 2015

Miniaturka 3: Miłość po mugolsku

Miniaturka 3
Miłość po mugolsku

Inspiracja:
Zedd ft. Selena Gomez  I Want You To Know
Calvin Harris Summer



39 stron
15k słów


"Chcę, żebyś wiedział, że to nasz czas (...),
Ty i ja jesteśmy tą samą siłą (...),
Ty i ja biegniemy w tym samym kierunku..."

"Mówią, że poszukiwanie miłości jest jak poszukiwanie siebie
Kiedy odnajdziesz siebie odnajdziesz miłość, bo to jedno"

UWAGA!: Wszystkie dialogi zapisane pochyłą czcionką są w języku włoskim!

Ten dzień z pewnością nie zapowiadał się ciekawie. Padający z samego rana deszcz sprawił, że nikomu nie chciało się wstać z łóżka i tym bardziej iść na lekcje. Niezadowoleni uczniowie mogli jedynie pocieszać się faktem, że to był piątek i następnego dnia będą mogli leżeć do samego wieczora. Chociaż i tak dużo lepszą wiadomością było to, że za dwa tygodnie zaczynały się tak upragnione przez wielu uczniów wakacje. Prawdopodobnie tylko ci, którzy uczęszczali na siódmy rok nie cieszyli się z nadchodzącego wolnego. Mieli już nie wrócić do ukochanej szkoły, jaką był Hogwart.
Deszcz przestał padać, gdy zaczęła się ostatnia lekcja. W przypadku Slytherinu i Gryffindoru było to Mugoloznawstwo. Nowa nauczycielka, profesor Norman, była co najwyżej czterdziestoletnią kobietą. Z charakteru była niemal identyczna jak McGonagall, zwana przez uczniów Żyletą, McPostrachem czy McZnówDostałeśTrolla. Surowość była niemal synonimem jej imienia, co nie znaczyło, że była bardzo straszna. Kobieta doskonale znała się na swoim przedmiocie i potrafiła ciekawie go zaprezentować. Mugoloznawstwo u profesor Norman poskutkowało tym, że nawet Ślizgoni polubili ten przedmiot – oczywiście tylko niektórzy. Wciąż byli tacy, którzy nadal twierdzili, że mugole to nic niewarte śmieci. Tak więc tylko oni byli niezadowoleni z przymusowego nauczania tegoż przedmiotu.
– Witam moi drodzy – przywitała się nauczycielka. – Nie musicie się rozpakowywać – powiedziała także, gdy zobaczyła, że Hermiona Granger już wyjmuje książki. – Jak wiecie – zaczęła na początku – nasz projekt powoli dobiega końca. Nie zamierzam was oszukiwać, dlatego z góry mówię, że czeka was nie łatwy test.
Po sali rozniósł się pomruk niezadowolenia. W końcu kto lubi testy, w dodatku te trudne? Wszyscy, nie licząc przy tym Hermiony Granger. Nauczycielkę rozbawiła reakcja klasy na nową wiadomość. Była niemal pewna, że już wkrótce zmienią swoje nastawienie.
– Wasz test będzie trwał kilka dni i zacznie się w poniedziałek rano, a skończy w niedzielę wieczorem – dodała tajemniczo profesor Norman z uśmiechem, którego nie powstydziłby się początkujący psychopata... Przynajmniej według Draco Malfoya.
– Ale proszę pani, zrobi pani dla mnie wyjątek? Będę pani bardzo wdzięczny – próbował negocjować Blaise Zabini, siedzący w pierwszej ławce, przy biurku. Jako największa gaduła Hogwartu, jak nazywała go pani Eva, musiał siedzieć na samym przodzie.
– Ależ oczywiście, że nie, panie Zabini – odparła.
– A może jednak? – spróbował jeszcze raz, ale nie uzyskał odpowiedzi.
– A poda pani chociaż zakres wiadomości? – spytała Pansy Parkinson.
– Szczerze mówiąc, to nie wiem co wam się przyda – mruknęła zgodnie z prawdą nauczycielka, próbując coś powiedzieć.
– To co to za test? – przerwał jej zdziwiony Teodor Nott.
– Pewnie tak samo pokręcony, jak ci mugole – zażartował Draco Malfoy. Gdy zobaczył, że nikt się nie śmieje z jego kiepskiego kawału, a nawet niektórzy (o zgrozo!) Ślizgoni piorunują go spojrzeniem, rozsiadł się na krześle obrażony. Wtedy profesor skorzystała z chwilowej ciszy w zamieszaniu i kontynuowała swoją poprzednią wypowiedź.
– A więc, moi mili, powiem wam, na czym polega wasz sprawdzian. Pojedziecie na wycieczkę!
W klasie zapanowała głucha cisza. Czyżby Norman żartowała? Jeśli tak, to jej żart był tak samo śmieszny jak ten Malfoya. Jednak fakt, że powiedziała to nauczycielka sprawiał, że słowa co za głupoty nie wchodziły w grę.
– A–ale pani mówi poważnie? – spytała z nutką nadziei Lavender.
– Jak najbardziej. – Dziewczyny pisnęły zadowolone. Profesor Norman uciszyła je jednym gestem.
– Najpierw was podzielę na pary, a potem omówię szczegóły. – Zmrużyła oczy, chwilę zastanowiła się i zaczęła dzielić w grupy. – Otóż tak, Lavender pojedzie z Parvati, Teodor z Zabinim... Tylko, na Boga, Teodorze, proszę, pilnuj go. Jesteś rozsądnym chłopakiem, mam nadzieję, że sobie poradzisz – rzekła kobieta, na co Zabini szeroko się uśmiechał.
– Pani profesor, z nim to żaden problem – stwierdził.
Jest taki niegrzeczny tylko dla pani – dodał w myślach Nott.
– Mam nadzieję – westchnęła. – No dobrze, więc Goyle będzie z Flintem, Pansy z Dafne... Hmmm... Milicenta z Tracey Davids, Harry z Ronem, Dean z Seamusem, Neville z Cormackiem... A Hermiona pojedzie wraz z Draco.
– Co?! – wyrwało się Hermionie i Draconowi. Dziewczyna otworzyła szeroko usta ze zdziwienia, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała. Chłopak natomiast mimowolnie wstał, także z otwartymi ustami i oparł się dłońmi o ławkę. Jego krzyk było słychać zdecydowanie lepiej.
– Nie co, panie Malfoy, tylko twoją parą jest Hermiona Granger.
– Ale pani profesor – zaczęła Gryfonka – inni zostali dobrani domami i zgodnie z płcią. Nie mogę być w parze z Malfoyem! On jest w Slytherinie!
– I jestem facetem – dodał Draco.
– Ta, chyba chciałbyś być... – syknęła. Szczęka chłopaka zacisnęła się.
– Ależ panno Granger, proszę się nie denerwować. Pan Malfoy jest najgorszym uczniem w grupie, za to ty jesteś najlepsza i tylko ty sobie z nim poradzisz. A teraz do rzeczy. Każda para wylosuje jedno pudełko. W nim będzie znajdować się aparat fotograficzny, mugolski oczywiście, mapa miasta, do którego pojedziecie, pieniądze, adres hotelu w którym zamieszkacie oraz inne rzeczy, które mogą wam się przydać. Jakieś pytania?
– Czy to naprawdę konieczne, żebym musiał być z Granger? 
– Tak, konieczne. A teraz czy ktoś oprócz pana Malfoya ma jakieś pytanie?



 .*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– Co ty taka nie w sosie? – Ginny spytała na obiedzie swoją przyjaciółkę.
– Nieważne – mruknęła w odpowiedzi, nie podnosząc głowy znad talerza. Była przygnębiona tym, co ją czekało.
– Oj, no powiedz. Będzie ci lżej, zobaczysz… – zachęcała ją rudowłosa. Nie wiedziała, że problem przyjaciółki jest tak... poważny.
– Jadę z Malfoyem na cały tydzień gdzieś do Europy – powiedziała na jednym wydechu, tak, żeby przypadkiem nikt nie usłyszał. W tym czasie Ginny opluła się zupą, którą właśnie jadła.
– Że co? I ty się na to zgodziłaś? – zdziwiła się Ruda, próbując przy tym wyczyścić swoją bluzkę serwetką.
– Pogrzało cię? Oczywiście, że się nie zgodziłam! – zaprzeczyła szybko Hermiona.
– To dlaczego z nim jedziesz? – spytała panna Weasley.
– Norman się na mnie uwzięła, więc nic nie mogłam zrobić. Nie wiem jak ja wytrzymam z nim cały tydzień, po prostu nie wiem! – Ostatnie słowa wysyczała. Dopadła ją złość na blondyna. Patrzyła się na plecy Malfoya, a w wyobraźni miała obraz dławiącego się Draco. Jakie to było piękne...
– Nie mogłaś jej poprosić o zmianę pary? – spytała Ginny, odkładając zużytą serwetkę na stół.
– Och, oczywiście, że mogłam. Ba! Nawet to zrobiłam nie raz, nie dwa, a jakieś dziesięć... – powiedziała ironicznie panna Granger, nakładając przy tym tą samą zupę, co Ginny.
– Współczuję – powiedziała.
– Ja też – stwierdził Harry, który właśnie usiadł obok szatynki.
– I ja także – dodał Ron, który zajął miejsce obok siostry.
– Z wami to ja w ogóle nie rozmawiam – rzekła obrażona Hermiona, by po chwili ciszy znów narzekać. – Nigdzie z nim nie jadę. Może jak pojedzie sam, to rozjedzie go jakaś taksówka i będzie po kłopocie. Oby tak... – szepnęła na końcu.
– Pojedziesz i nawet mowy nie ma, byś zrezygnowała – oznajmił Harry. – Rozumiesz? Malfoy pewnie czeka na moment, kiedy zrezygnujesz, ale nie zadowolisz go, prawda? Hermiona, przecież ty się nigdy nie poddajesz, nie możesz polec na jakimś mało wartościowym suchelcu! – Chłopak nawiązał do szczupłej budowy ciała blondyna, na co jego rozmówcy roześmiali się. 
– W sumie, to masz rację. Ja mu jeszcze pokażę! – obiecała pewnie Hermiona. 
Z takim postanowieniem dotrwała aż do niedzielnego popołudnia.



 .*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Brązowowłosa Gryfonka siedziała na swoim łóżku, narzekając na swój los. Nie wiedziała co spakować, bo jedyną informacją, jaką otrzymała, było to, że jedzie gdzieś do Europy i nie mogła nawet sprawdzić pogody. W dodatku myśl, że kolejny tydzień spędzi z półgłówkiem, zwanym potocznie Malfoyem, sprawiała, że chciała wywalić walizkę za okno i wmawiać wszystkim, że nigdy nie chodziła na Mugoloznawstwo. To było niezwykle kuszące, ale niestety niemożliwe.
– Lepiej weź tę bluzkę. Wyglądasz w niej bosko – doradziła Ginny, wrzucając turkusowy top do walizki. Ponownie podeszła do szafy przyjaciółki i zaczęła ją przeglądać. – Fu. Tego nie bierz. – W ręku trzymała szare dresy. – Oj... A to – wskazała za duży sweter – wyrzuciłabym jak najszybciej się da. O tym nawet moda nigdy nie krzyczała.
– Ginny, uspokój się – poprosiła Hermiona. – Mój wyjazd to nie rewia mody.
– No pewnie. Ubierz się jak babcia, to może dadzą ci jakieś zniżki dla emerytów – zaśmiała się Ruda. Musiała się pochylić, bo inaczej książka, którą rzuciła panna Granger wylądowałaby na jej twarzy, a nie w szafie.
– Już nigdy nie poproszę cię o pomoc. Nie będę taka głupia, o nie. – Pokiwała głową.
– No dobra, przepraszam – wyjąkała panna Weasley. – A tak na marginesie, to ja ci nie pomagam, tylko robię wszystko za ciebie. Ty sobie siedzisz na łóżku i narzekasz. – Po tych słowach szatynka obrzuciła swoją przyjaciółkę morderczym spojrzeniem. Potem niechętnie wstała z łóżka i zaczęła się pakować z pomocą Rudej.
A skończyło się to tak, że panna Granger ubrania miała dobrane, jakby jechała na rewię mody. A że był już późny wieczór, to po wyjściu przyjaciółki nie miała siły przepakowywać się. Poza tym musiała jeszcze odpocząć przed czekającą ją podróżą. Niewątpliwie czekało ją trudne zadanie, tym bardziej, że nie mogła polegać na Draco.
Postanowiła jednak, że o wszystko zacznie się martwić od następnego dnia.



 .*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Dzień 1 – Poniedziałek

– Dobrze, wszyscy są – powiedziała profesor Norman po sprawdzeniu listy obecności. – Zaraz teleportujemy się w okolice mugolskiego lotniska, ale najpierw rozdam wam pudełka, które wylosowaliście – dodała, jednym zaklęciem powiększając zawartość małego woreczka.
Jak później się okazało, Harry i Ron mieli jechać do Warszawy.
– Warszawa? Gdzie to niby jest? – zdziwił się Weasley.
– A pamiętasz, jak pokazywałam ci mugolską mapę, gdy opowiadałam ci o mugolskim Voldemorcie? – spytała panna Granger. – I tam pokazywałam ci taki okrągły kraj nad morzem, prawda? – Chłopak kiwnął na znak, że rozumie. – No właśnie, Warszawa to stolica tego kraju.
– A! – Chłopak doznał olśnienia. – Tu jest Warszawa. Fajnie.
Zabini z Nottem wylosowali Berlin. Lavender z Parvati bardzo się ucieszyły, gdy usłyszały, że wybierają się do Paryża. Dużym szczęściem mogły się pochwalić Parkinson z Greengrass – wylosowały Ateny. Neville z Cormackiem wybrali Madryt. Hermiona nie miała siły słuchać dalej. Pomyślała sobie, że ona wraz z Malfoyem trafią do miasta, które nie jest ciekawe. To się nazywa szczęście.
– A Hermiona i Draco mają Rzym.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Na lotnisku wszystkie pary rozdzieliły się. Hermiona musiała poganiać wszędzie Malfoya, bo pomimo faktu, że nienawidził mugoli, to wszystko go interesowało. Gdy zauważył, że swoim zachowaniem dodatkowo denerwował dziewczynę, zaczął się znakomicie bawić.
– O rany... – zaczął, gdy jechali ruchomymi schodami. – Te schody są jak wolna teleportacja – zaśmiał się, a ludzie patrzyli na niego, jak na chorego umysłowo.
Niewiele się mylą – pomyślała Hermiona.
Panna Granger zacisnęła usta i w myślach najpierw zaczęła liczyć do pięciu, potem do dziesięciu i jeszcze później do dwudziestu. Obiecała sobie, że nie da się sprowokować, a ona dotrzymuje obietnic. Skutecznie go ignorowała aż do momentu, w którym siedzieli w samolocie i czekali na start. Wtedy blondyn przegiął i Hermiona doszła do wniosku, że Crabbe i Goyle mają więcej rozumu niż on. Robił to specjalnie! Myślał, że jak będzie zachowywał się jak przedszkolak, to zdenerwuje ją. Owszem, tak było, tylko nie pomyślał, że może zostać uznany na chorego umysłowo, wykrzykując słowa, o których mugolom się nie śniło.
– Granger, czemu nie mogliśmy wziąć świstoklika, tylko podróżujemy tym plastikowym badziewiem? – spytał niezrażony obecnością mugoli. Szatynka go ignorowała, próbując sprawiać wrażenie, że jest on dla niej obcy.
– Co za satanista... – wyszeptała jakaś starsza kobieta do swojego, patrząc przy tym na blondyna. W duchu zastanawiała się co to jest świstoklik i czy w ogóle istnieje coś takiego. Może to był jakiś przedmiot używamy na czarnych mszach?
– Ty też jesteś zajebista, babciu – zaśmiał się Draco, mrugając do owej kobiety. Była ona jeszcze bardziej oburzona jego zachowaniem, ale już się nie odzywała. Stwierdziła, że z dziećmi ateistów nie będzie dyskutować. A skąd wiedziała, że Draco nie wierzy w Boga? To po prostu jej szósty zmysł. Wyraźnie czuła, że kilkanaście lat nie był w Kościele.
– Przestań robić z siebie większego głupka niż jesteś – wyszeptała Hermiona, szturchając go w ramię. – Wśród mugoli nie używa się terminów takich jak teleportacja, czy świstoklik. Tak trudno to zrozumieć?
– Ty mi nie rozkazuj.
– Wiesz co? Lepiej będzie, jeśli nie będziemy się do siebie odzywać – stwierdziła i tak zakończyła temat.
– Cóż, przynajmniej w końcu cię wkurzyłem. – Chłopak uśmiechnął się, po czym usiadł w fotelu wygodniej. Nie skomentowała jego odzywki.
Potem nie odzywali się do siebie, dopóki nie znaleźli się w Rzymie i nie wyszli z lotniska. We Włoszech było bardzo gorąco. Ludzie chodzili w krótkich spodenkach, a uczniowie Hogwartu mieli na sobie jeansy, bo w Londynie zdecydowanie nie było takiej temperatury, jak tu. Hermionie było strasznie ciepło. Wachlowała się dłonią, lecz nic to jej nie dawało. Gdy wyszła na dwór, poczuła tylko chwilową ulgę. Chociaż na lotnisku była klimatyzacja, to i tak upał był nieznośny. A gdy wychodziło się na dwór… To był prawdziwy koszmar. Tam głupiego cienia było tak mało, że aż Malfoy się skrzywił.
– No i co teraz? – spytał się Draco, rozglądając się po okolicy. Stali przed lotniskiem. A dokładniej to on stał, a Gryfonka siedziała na walizce myśląc o niebieskich migdałach, a przynajmniej on tak sądził. Gdy jej przerwał, obrzuciła go morderczym spojrzeniem, ale sięgnęła do swojej torebki po pudełko, które dostali od profesor Norman.
– Potrzymaj – powiedziała do Ślizgona, podając mu swoją torebkę.
– Merlinie... – chłopak zajarzał do torby. – Ale ty tu masz syf, nie spodziewałem się tego po tobie, przecież jesteś taka ułożona... – zauważył. Coś jednak przykuło jego uwagę. – O matko! Ty tu trzymasz nawet widelec!
– Przestań mi tam zaglądać – zażądała zdenerwowana. Otworzyła paczkę i wygrzebała z niej mapę. – Dobrze... Tu mamy hotel. – Wskazała palcem na punkt zaznaczony przez nauczycielkę Mugoloznawstwa. Chłopaka mało to interesowało, ale to już szczegół. – A jesteśmy tu... – Pokazała na mapie lotnisko. – To oznacza, że mamy blisko do hotelu. Możemy iść piechotą – oznajmiła i spakowała pudełko do torebki.
Malfoy niechętnie ruszył za dziewczyną, ciągnąc swoją walizkę. Niewyobrażalnie wysoka temperatura coraz bardziej dawała mu się we znaki, ale wolał nie komentować na głos swojej sytuacji. Wytrzyma ten upał, nie podda się. Najwyżej do Hogwartu wróci jako gotowany Malfoy, ale jaką będzie miał z tego satysfakcję, bo wszystko zwali na Hermionę.
– Daleko jeszcze? – spytał po pewnym czasie.
– Nie... – odpowiedziała. Spojrzała na tabliczkę z nazwą ulicy i potem na mapę. Zmarszczyła brwi i szukała odpowiedniego punktu na mapie. – A może jednak...
– Co? Nie żartuj!
– Oj... Tylko źle skręciliśmy, więc nie jest źle.
– Ale my skręcaliśmy jakieś dziesięć minut temu.
– Mówisz, jakbym o tym nie wiedziała. – Złożyła mapę i złapała rączkę od walizki. – Idziemy.
– O nie. Ty nie będziesz nas prowadziła – zaprotestował Draco.
– Niby czemu? Tylko raz się pomyliłam, a ty od razu się oburzasz.
– Nie ufam ci – wytłumaczył Ślizgon i zabrał plan dziewczynie. Ponownie go rozłożył. Hermiona założyła ręce na piersi i uniosła brew. – O w mordę – powiedział tylko Malfoy. Nigdy nie widział mugolskiej mapy, a tym bardziej jej nie używał. W dodatku było tam strasznie dużo wyrazów i kresek, przez co te gówno,  jak je określił później chłopak, było zupełnie nieczytelne. – Wiesz co? Każdemu należy się druga szansa. – Podał Gryfonce papier. Ta uśmiechnęła się kpiąco. W jej oczach widoczny był triumf. Wiedziała, że blondyn wymięknie, gdy tylko spojrzy na papier.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– No i proszę. Jesteśmy – oznajmiła zadowolona Hermiona o godzinie dwudziestej pierwszej trzydzieści osiem. Z lotniska wyszli o godzinie siedemnastej, a resztę czasu szukali hotelu. Wściekły Malfoy klął na nią niemal na każdym kroku, jednak ona go nie słuchała. Wiedziała, co ma robić, a przynajmniej pobrzeżnie. Chociaż i tak była pod wrażeniem, że można znać tyle wulgarnych słów. Do tej pory sądziła, że słownik Malfoya jest raczej ubogi, a tu taka niespodzianka!
Stali właśnie przed hotelem o nazwie Sorpresa*. Nie wiedzieli co oznacza nazwa, ale lokal sprawiał dobre wrażenie. Nie był duży, ale mały też nie. Dziewczyna weszła pierwsza, a chłopak dopiero za nią. Recepcja ładnie się prezentowała. Hermiona podeszła do blatu i zadzwoniła dzwoneczkiem charakterystycznym dla hoteli. Przez chwilę nikt nie przychodził, ale w końcu pojawiła się jakaś kobieta.
– Przepraszam... – zaczepiła ją panna Granger. – Pani jest z recepcji, prawda?
– Niestety, nie rozumiem, co pani mówi – odpowiedziała owa kobieta po włosku.
– Kluczyk – rzekła Hermiona, udając, że otwiera wyimaginowane drzwi.
– Recepcja? – spytała Włoszka, pokazując palcem na komputer.
– Tak, to. – Gryfonka uśmiechnęła się i pokiwała głową na potwierdzenie. Miała nadzieję, że zostanie obsłużona i w końcu będzie mogła uwalić się na łóżko. Nie czuła nóg.
– Przepraszam, ale ja tu tylko gotuję... – oznajmiła kobieta, ale Hermiona jej nie zrozumiała.
– Gdzie pani idzie? Halo! – Dziewczyna poddała się w końcu. – A ty mogłeś mi pomóc – warknęła, gdy zobaczyła, że Malfoy dusi się śmiechem.
– Sama sobie świetnie poradziłaś. – Chłopak nadal świetnie się bawił.
Urażona Hermiona jeszcze raz zadzwoniła dzwoneczkiem. Tym razem podszedł do nich mężczyzna, który mógł mieć najwyżej dwadzieścia pięć lat. Jego rysy twarzy jednoznacznie wskazywały na to, że jest Włochem. Miał brązowe włosy zaczesane do tyłu, niczym Malfoy na pierwszym roku. Jego oczy były niemal czarne, a rzęsy tak gęste, że niejedna dziewczyna mogłaby być o nie zazdrosna.
– W czym mogę pomóc? – spytał po włosku z profesjonalnym uśmiechem. Szatynka przewróciła oczami.
– Ty się tym zajmij – powiedziała do Malfoya. Nie miała siły rozmawiać na migi po swojej ostatniej porażce.
– Jak sobie chcesz – mruknął, po czym zwrócił się do Włocha. – Skup się, chcę kluczyk. – Ręką wykonał ruch, jakby otwierał drzwi. Stwierdził, że przejmie taktykę dziewczyny, tylko ją udoskonali stwierdzeniem: Skup się!
– Spokojnie, mówię po angielsku. – Recepcjonista uśmiechnął się. – W czym mogę pomóc?
– Chcemy kluczyk – oznajmiła zrezygnowana Gryfonka niezbyt grzecznym tonem, opierając się o jeden z foteli, stojący w recepcji.
– A rezerwacja na nazwisko...?
– Malfoy – szybko wtrącił blondyn.
– Niestety, nie ma.
– Jak to nie ma? Powi...
– Niech pan sprawdzi na nazwisko Granger – przerwała mu spokojnie Hermiona. Zdenerwowany chłopak obdarzył ją wściekłym spojrzeniem.
– Ach, tak, teraz się zgadza. Proszę. – Położył upragniony klucz na blat, po czym poszedł w tylko sobie znanym kierunku.
Jak się okazało mają wspólny pokój. Brrr... Szatynka na myśl, że będzie musiała znosić tego idiotę przez okrąglutki tydzień, omal nie dostała bzika. Co ciekawe, chłopak czuł to samo. Wchodzili po schodach, dźwigając walizki. Gdy znaleźli się przed drzwiami do pokoju o numerze trzydzieści, Draco uśmiechnął się szczerze.
– Myślałem, że już nigdy tu nie dotrzemy – zaśmiał się.
– Hahaha, bardzo śmieszne – mruknęła Hermiona, mrużąc oczy. Otworzyła drzwi, wzięła walizkę i weszła do środka. Niemal od razu zauważyła, że coś jest nie tak.
– Ja zajmuje pierwszy łazienkę. Spociłem się jak świnia.
– Nie, Malfoy, ty nią jesteś – stwierdziła. Chłopak prychnął pod nosem i zatrzasnął się w łazience. Hermiona natomiast zauważyła coś, co jej nie pasowało. W pokoju było jedno łóżko. Co prawda dwuosobowe, ale jednak jedno. Samo pomieszczenie było małe, co wskazywało na to, że jest przeznaczone dla jednej osoby albo dla ludzi, którzy chcą być blisko. A ona nie chciała być blisko z blondynem. Poszła do recepcji. Znów nikogo tu nie było. Ponownie zadzwoniła dzwonkiem. Tym razem recepcjonista zjawił się szybciej, niż poprzednio.
– Coś się stało?
– Owszem. Dostaliśmy jednoosobowy pokój. Mógłby pan dać nam nowy?
– Przykro mi... – powiedział po chwili patrzenia się w komputer. – Wszystko mamy zajęte.
– To niech pan da mi dodatkową pościel.
– Pokłóciła się pani z chłopakiem, prawda? – zaśmiał się Włoch, biorąc z szafki poduszkę, kołdrę i prześcieradło.
– Panie... – spojrzała na plakietkę. – Panie Gregorio, właśnie mnie pan obraził. Nigdy bym go dobrowolnie nie dotknęła, nie mówiąc już o pokochaniu go. – Zabrała pościel z lady.
– W takim razie przepraszam – powiedział, a gdy dziewczyna odeszła na tyle daleko, że nie mogła go usłyszeć, dodał po włosku. – Kto się czubi, ten się lubi.
Przegrana dziewczyna wróciła do pokoju. Chwilę wcześniej Draco wyszedł z łazienki. Przebrał się w krótkie spodenki i biały t–shirt – ubrania, które założył, robiły mu za piżamę. Chłopak najwyraźniej też zauważył, że mają jednoosobowe łóżko, gdyż miał nietęgą minę. Gdy zobaczył Gryfonkę z pościelą w rękach od razu zrozumiał, że nie mają możliwości zamiany.
– Szykuj plecki, Malfoy. Śpisz na podłodze.
– Nie ma mowy. Sama śpisz na podłodze.
– Przyniosłam ci pościel. Powinieneś być mi za to wdzięczny. A teraz idę wziąć kąpiel. Ty w tym czasie możesz sobie ogarnąć posłanie. – Dziewczyna zamknęła się w łazience. Chłopak zgrabnie ominął nową pościel i walnął się na łóżku. Był bardzo zmęczony. Nie mógł pojąć, jak ci mugole mogą podróżować tymi samolotami. Zaczął ich... podziwiać? Tak, to odpowiednie określenie. On, jako czarodziej był leniwą osobą. Gdy czegoś zechciał to wystarczyło, że machnął różdżką, a to samo do niego przyleciało. A mugole nie mieli tak łatwo. Oni musieli wstać i sobie to wziąć. Po piętnastu minutach Hermiona wyszła z łazienki. Miała na sobie swoją ulubioną białą koszulę nocną. Widok Malfoya na łóżku wcale jej nie zdziwił. Prawdę mówiąc to spodziewała się tego.
– Spadaj stąd. Śpisz na podłodze, nie rozumiesz?
– Och, Granger, Granger... Ja się stąd nigdzie nie ruszam.
– Wiedziałam... W takim razie przesuń się – poprosiła chłopaka. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Zdziwiło go, że podeszła do okna i zaczęła szarpać zasłonę. W końcu jej się udało i materiał zerwał się z żabek. Następnie zwinęła go.
– Co to ma być? – spytał, gdy Hermiona położyła na środku łóżka zrolowaną zasłonę.
– To jest moja połowa, a to twoja. – Wskazała ręką. – I nie waż mi się dotknąć tej mojej strony, rozumiesz? Na linia ma zostać nieprzekroczona. Nie chcę tu widzieć nawet jednego twojego parszywego, tlenionego włosa – wysyczała.
– I vice versa. – Draco wziął nowo przyniesioną pościel i ułożył ją na swojej połowie. Następnie położył się tyłem do ścielącej swoją połowę dziewczyny. – A tak poza tym, to one nie są tlenione.
Panna Granger kiwnęła głową. Potem wzięła walizkę i zaczęła się rozpakowywać. Zostawiła Draco dokładnie połowę szafy, aby nie musieli się później kłócić. Pomyślała, że gdyby ktoś tydzień temu powiedziałby jej, że pojedzie z znienawidzonym blondynem na przymusowe wakacje i będzie musiała z nim spać w jednym łóżku to wyśmiała by go i podała adres Munga oraz piętro, na którym znajduje się oddział psychiatryczny.  Cóż, możliwe, że byłaby na tyle uprzejma, że zarezerwowałaby temu komuś łóżko obok samego Lockharta... A jednak się stało. Obiecała sobie jednak, że wykorzysta ten czas jak najlepiej się tylko da i żaden Malfoy jej w tym nie przeszkodzi. Sprawdziła godzinę, w której podawana jest kolacja. Oczywiście wersja w języku po angielsku była napisana malutkim druczkiem, ale dała radę ją rozczytać.
– Malfoy, pamiętaj, że kolacje są podawane o dziewiętnastej, śniadania o ósmej, a obiady o piętnastej – powiedziała i położyła się na łóżku.
– Dobra, pamiętam. Śniadanie o siódmej, obiad o czternastej, a kolacja o dwudziestej – zażartował, próbując zdenerwować dziewczynę.
– Tylko nie chrap. – Usłyszał głos Hermiony zza pleców.
– Ja nie chrapię – rzekł chłopak. – Dobranoc, Granger, koszmarnych snów.
– Dobranoc, Malfoy i nawzajem.
Mimo, że była godzina dwudziesta druga, to był tak zmęczony, że już prawie spał. Podróż niesamowicie go wymęczyła, a po próbach dotarcia do hotelu nie czuł nóg. Rano będzie miał zakwasy gorsze, niż po kilkugodzinnym treningu Quidditcha – to było pewne. Gdy miał już zasnąć, przestraszył się dźwięku, który wydają potwory, gdy dzieci sobie je wyobrażają.
– Chrrr... Chrrr... Chrrr... – chrapała Hermiona pół godziny po ich rozmowie.
No to się wyspałem – pomyślał gorzko Draco. W duchu czuł, że prędko nie zaśnie. I tak też się stało. 



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Dzień 2– Wtorek


Następnego dnia Hermionę obudziło słońce. Na jej nieszczęście świeciło jej prosto w oczy. Dziewczyna niechętnie rozchyliła powieki. To co zobaczyła, sprawiło, że uciekła z łóżka jak oparzona.
Spałam przytulona do Malfoya... Boże, jak to brzmi... – pomyślała zaspana. Stwierdziła jednak, że trudno było nie tulić się do niego, gdy zajął niemal całe łóżko. Dosłownie. Gdzieś miał umowną zasłonę, dzielącą ich legowisko na pół. Dlatego Gryfonka wybaczyła sobie tę zniewagę. Chłopakowi niekoniecznie. Szybko wykonała poranną toaletę. Z koszuli nocnej przebrała się w beżowe szorty i białą bluzkę. Na nogi włożyła swoje ulubione krótkie, białe trampki. Włosy spięła w koka. Następnie sprawdziła godzinę. Była dziesiąta osiemnaście. Już dawno było po śniadaniu. Panna Granger nie zasmuciła się z tego powodu, gdyż nie była głodna. Zamiast tego podeszła do blondyna i zaczęła go delikatnie szturchać.
– Malfoy, ty leniwa fretko, wstawaj.
– Ta, jeszcze pięć minut – powiedział zachrypniętym głosem, nie zmieniając pozycji. A wyglądał, jak ogromna litera "X". I właśnie dlatego szatynka musiała się w niego wtulić, bo inaczej obudziłby ją ból pleców, a nie promienie słońca.
– Żadne pięć minut, tylko zbieraj to dupsko.
– Ta, już.
Hermiona dobrze wiedziała, że to "pięć minut" i "już" mogłoby trwać nawet do wieczora. Wyszła na korytarz. W kącie zauważyła wózek, którego używały sprzątaczki, a na nim puste wiadro. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wzięła to wiaderko. Weszła do łazienki i szybko napełniła je lodowatą wodą. Kiedy znalazła się w pokoju, Draco nadal drzemał, jakby go w ogóle nie budziła.
– Wstajesz? – spytała.
– Yhym – wydał z siebie chłopak.
– Jak sobie życzysz – rzekła i wylała na niego całą zawartość naczynia.
– CO TO K*RWA?! – krzyknął, gdy poczuł na swoim torsie przerażające zimno. Tak się wystraszył, że spadł z łóżka.
– Na moje oko to było mugolskie Aquamenti. – Dziewczyna zaczęła się szczerze śmiać. W ręku wciąż trzymała wiadro. – Ale mogę się mylić...
– Z ciebie to jednak wredna małpa, nie ma co.
– Przebierz się, bo za niedługo idziemy. No chyba, że chcesz iść tak.
Chłopak niechętnie jej posłuchał. Ona w tym czasie odłożyła wiadro na swoje miejsce. Potem wygrzebała z pudełka od profesor Norman przewodnik po Rzymie. Gdy zobaczyła, ile rzeczy mogą zwiedzić, uśmiechnęła się.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



O godzinie szesnastej wrócili do swojego pokoju po obiedzie i zwiedzaniu Bazyliki św. Piotra. Hermiona była zachwycona budowlą. Wybrała ten zabytek jako pierwszy, ponieważ nie tylko był bardzo ważny – w końcu tam był Watykan, malutkie, a przy tym bardzo ważne państewko, ale także znajdował się niedaleko. Dziewczyna miała cichą nadzieję, że uda im się zobaczyć coś jeszcze, ale Malfoy skutecznie wybił jej to z głowy swoim zachowaniem. Niemal cały czas pytał, czy jeszcze długo tu będą, czy naprawdę musi na to wszystko patrzeć oraz czemu szatynka jest taka, jak to określił, wstrętna. A ona odpowiadała kolejno: tak, tak, ty mnie tego nauczyłeś. Blondyn tylko się roześmiał, po czym stwierdził, że jest głodny. Hermiona w tamtym momencie miała wrażenie, że jest jego niańką. Zachowywał się jak pięcioletnie dziecko, chociaż kilkanaście dni wcześniej skończył dziewiętnaście lat. Owszem, zaspali na śniadanie w hotelu, ale Gryfonka zadbała o to, by nie byli głodni. Poszli do najbliższego sklepu spożywczego i kupili cztery bułki z ziołami. I gdy spytała go, czy aby na pewno się dwoma bułkami nasyci, ten stwierdził, że nie jest Weasleyem z trzema żołądkami i dwie bułki wystarczą mu.
Trzy godziny później oglądała Pietę Michała Anioła. Widziała rzeźbę kilkukrotnie na papierze w różnych książkach, czy gazetach podróżniczych, które chętnie czytali jej rodzice, ale na żywo podobała jej się jeszcze bardziej. Dziewczyna miała wrażenie, że prawdziwa Maryja siedzi tuż przed nią, trzymając martwego syna na kolanach, a jej szlochu nie było słychać, bo ktoś rzucił na nią Silencio. Jedyną przeszkodą do uwierzenia w wymyśloną przez Hermionę wersję był fakt, że postacie nie poruszały się i były całkowicie białe – w końcu rzeźba wykonana była z marmuru. Gdy Hermiona poprosiła Draco, żeby ten zrobił jej zdjęcie przy figurze, ten niechętnie się zgodził. Oczywiście, musiał on zrobić ich kilka, bo nie umiał używać mugolskiego aparatu. Skąd mógł wiedzieć, że obsługuje się go tak samo, jak ten czarodziejski? Jednak udało mu się zrobić jedno normalne, dlatego zamienili się miejscami i to chłopak był fotografowany. Uśmiechnął się wymuszenie, a potem zrobił zeza i wystawił język.
– Głodny jestem – mruknął, gdy oglądał zdjęcia, które zrobiła mu Hermiona.
– Mówiłam, że się nie nalejesz dwoma bułkami – stwierdziła panna Granger, chowając aparat. Sprawdziła godzinę na zegarku. – Dobra, zobaczymy jeszcze kilka rzeczy i wrócimy do hotelu.
I jak powiedziała, tak zrobiła. Musiała szybko iść do hotelu, bo wraz z upływem czasu, Malfoy narzekał coraz bardziej. A gdy wrócili do pokoju, chłopak znowu zaczął narzekać.
– Już wolę Crucio, niż to łażenie po mieście i oglądanie kupy cegieł. Jesteś gorsza niż Pansy na zakupach.
– Dziękuję.
– Ty nie dziękuj, tylko się zmień.
– Nie zamierzam – powiedziała krótko.
– Wiesz co, Granger? Zabini to ma fajnie. Zwiedza sobie wszystkie bary po kolei, pewnie nawet nie trzeźwieje, Nott tak samo, podczas gdy ja pół dnia oglądam jakieś bazy–dalej–nie–znam–nazwy jakiegoś faceta, którego imienia nigdy nie zapamiętam.
– To była Bazylika świętego Piotra, Einsteinie. I wcale nie byliśmy tam tak długo. Na obiad zdążyliśmy.
– A obiad zaczyna się o piętnastej – oznajmił sarkastycznie. – Przecież to tak bardzo wcześnie...
– Daj mi już spokój. Będziesz chodził tam, gdzie ci rozkażę i zrobię ci tyle zdjęć przy kupie cegieł, ile tylko będę chciała – stwierdziła zdenerwowana Hermiona. Swoją wypowiedzią nawiązywała do tego, że Draco nie chciał być fotografowanym przy żadnym z zabytków, czy przy żadnym dziele sztuki.
– Czy ty mi sugerujesz, że jestem tak boski, że nie możesz się na mnie napatrzeć i dlatego robisz setki zdjęć? – spytał chłopak. Cała ta sytuacja zaczęła go bawić. A najśmieszniejsza okazała się być sama Gryfonka.
– Nie! – prawie krzyknęła. – Ja ci sugeruję, że Norman może nas oblać. I mógłbyś się trochę przyłożyć. Na zdjęciach wyszedłeś jak małpa.
– Ty też...
– Ale to tylko dlatego, że ty nie umiesz używać aparatu.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– Ja już nie wiem, czy ty to robisz specjalnie, czy też nie – mruknął Draco, gdy wrócili ze spaceru po Rzymie, do którego zmusiła go Hermiona.
– To nie moja wina, że kiedyś tu był starożytny Rzym, a ludzie w tamtych czasach lubili budować jedną ulicę na drugiej. I to nie moja wina, że ta oto mapa jest szczegółowa – broniła się.
– Jutro nigdzie z tobą nie idę.
– A właśnie, że idziesz. Nie jesteś tu po to, żebyś odpoczywał – wysyczała.
– Nie idę. A ty nie będziesz mi rozkazywać.
– Powtarzasz się – zwróciła mu uwagę. Potem podeszła do okna i wyjrzała.
Była głodna. Na kolacje jedli tylko suchą bułkę. Oczywiście, kupili także serek, ale był on kompletnie niejadalny. Obie te rzeczy udało się wybłagać u sklepikarza, który właśnie zamykał swój lokal. Hermiona dawała mu kilka monet, a on w zamiast dał jej dwie czerstwe bułki, obrzydliwy jogurt o smaku pseudo–truskawki i butelkę wody. 
Kolacja idealna – pomyślała ironicznie. Naprawdę mieli szczęście do posiłków w tym hotelu. Na cztery możliwe zjedli zaledwie jeden. W tym czasie usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.
– Gdzie ty idziesz?
– Przed siebie – rzekł krótko chłopak.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Była dokładnie północ.
Szatynka siedziała po swojej stronie łóżka, opierając się plecami o jego wezgłowie. Zgięła nogi i objęła je rękoma. Brodę oparła na kolanach. Siedziała tak już dwie godziny, ale nie czuła zmęczenia. W końcu i tak by nie zasnęła.
Draco poszedł sobie trzy godziny temu i nie wrócił. Hermiona w tym czasie zdążyła ogarnąć pokój – wszędzie była pościel, która schła po porannym wybryku dziewczyny. Zdążyła także wziąć relaksującą kąpiel i poskładać brudne ubrania. Z nudów pościeliła blondynowi jego połowę.
Ależ ze mnie dobra duszyczka – zaśmiała się wtedy w duchu.
A potem usiadła obejmując nogi rękoma. I siedziała tak do północy, a nawet dłużej. Wiedziała, że nie zaśnie, bo się martwiła. Nigdy nie przypuszczała, że kiedyś będzie się bała o Malfoya. A jednak... Cały ten wyjazd okazał się być pechowy. Jedno nieszczęśliwe zdarzenie niosło za sobą kolejne i kolejne. Kłótnie ze Ślizgonem zawsze tylko pogarszały ich sytuację, ale oni bez sprzeczek to jak dzisiaj człowiek bez Internetu – teoretycznie możliwe, jednak w praktyce... kusi, nawet bardzo. Hermiona ponownie spojrzała na zegarek. Szesnaście po północy. Malfoya jeszcze nie było.
A co jeśli rozjechał go jakiś szalony taksówkarz? – pomyślała w pewnym momencie. Za chwilę jednak zbeształa się za tą myśl. Po dwóch dniach w świecie mugoli powinien wiedzieć, że musi uważać na samochody. A jak było naprawdę – tego dziewczyna nie mogła przewidzieć. Wtedy zaczęła się jeszcze bardziej martwić. W końcu Malfoy był typowym czarodziejem – bez różdżki nawet przejście przez ulicę była dla niego niebezpieczeństwem. Co innego by było, gdyby znał chociaż kilka przepisów ruchu drogowego i uważał na Mugoloznawstwie. Gdy Hermiona się głębiej nad tym zastanowiła, to zauważyła, że świat mugoli był niebezpieczniejszy, niż blondyn mógł przypuszczać. Może już dawno był martwy? Może trafił do szpitala, krzycząc "Chcę do Munga"? Panna Granger nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś mu się stało. Nie, to nie była miłość ani troska. To jedynie strach przed konsekwencjami. I wtedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Zerwała się z łóżka i niemal podbiegła do Malfoya, który ledwo trzymał się na nogach. Hermionie spadł ciężar z serca – był cały, zdrowy i pijany. Strach zmienił się w zdenerwowanie.
– Gdzieś ty do cholery był! – prawie krzyknęła, gdy zamknęła drzwi. Chłopak usiadł na komodzie, która znajdowała się naprzeciwko łóżka, obok szafy.
– W tym barze... – wydukał, a gdy zobaczył pytanie w oczach dziewczyny, dodał. – No w tym na rogu. Wiesz już? – Położył rękę za plecami, aby zachować równowagę.
– Ty głupku, martwiłam się o ciebie! – Trzepnęła go w ramię, bo zamknął oczy. Wyraźnie był zmęczony, co jednak go nie usprawiedliwiło. – Mogło coś ci się stać!
– To miłe, że jednak coś cię obchodzę.
– Zejdź mi z oczu – powiedziała cicho.
Nie miała siły już więcej się wykłócać. W duchu poczuła wielką tęsknotę za Hogwartem. Mimo, że była córką mugoli, to tęskniła za magią. Wszystko byłoby lepsze, gdyby miała ze sobą różdżkę – rozdzieliłaby łóżko i rzuciła ma chłopaka Silencio. Tak, to byłoby w pierwszej kolejności. Na jej słowa chłopak poszedł do łazienki. Ona w tym czasie położyła się i dokładnie zakryła kołdrą. Była obrażona na Draco bez dwóch zdań. On wszystko musiał utrudniać. Nawet gdy wyszedł z łazienki nie zaszczyciła go spojrzeniem, mimo, że wejście do niej znajdowało się przy jej połowie łóżka. Czuła jak walnął się na legowisku i westchnął.
– Jesteś na mnie zła? – spytał po kilku minutach. Hermiona nadal leżała do niego plecami, gdy mu odpowiedziała.
– Wyobraź sobie, że tak. Jestem na ciebie zła.
– Oj, przepraszam... – rzekł i dotknął jej ramienia.
– Umowna zasłona, Malfoy – zwróciła mu uwagę. – To, że jesteś pijany nie oznacza, że możesz o niej zapominać. – Popatrzyła mu w oczy, odwracając się.
– Przepraszam – powtórzył. – Obiecuję, że więcej tak nie zrobię.
– Oj, nie zrobisz, gwarantuję ci to – oznajmiła. – Jutro będziesz miał kaca po mugolsku.
– To coś strasznego? – spytał patrząc na sufit. Leżał wygodnie na plecach. Nie chciało mu się spać, gdyż zimny prysznic skutecznie go rozbudził. Panna Granger położyła się na plecach, tak jak on.
– Sam się przekonasz... – odparła tajemniczo. Nastała cisza. Hermiona uspokoiła się. – A co ty robiłeś w tym barze? – zapytała po minucie.
Chłopak uśmiechnął się.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Gdy wyszedł z pokoju niemal natychmiast się uspokoił. Już od dawna wiedział, że kiedy tylko Granger znika z jego oczu, wszystkie negatywne emocje w nim się uspokajają. Wyszedł z hotelu i ruszył tam, gdzie go nogi poniosły. Miał już skręcić, gdy jego uwagę przykuł jeden szyld. Napis na nim głosił: Divertimento Bar**… Bar… BAR!
 To jest to, co tygryski lubią najbardziej – uśmiechnął się pod nosem. Dobrze wiedział, że nie ma pieniędzy, ani nawet nie umie nic zamówić po włosku, ale to mu w ogóle nie przeszkadzało, aby po prostu tam posiedzieć.  W lokalu było tłoczno i głośno. Najwięcej ludzi siedziało przy jakimś ruchomym obrazie i krzyczało coś do niego, wymachując przy tym rękoma. Zobaczył jeden wolny stolik w ciemnym kącie. Szybko go zajął i zaczął się śmiać.
Głupi mugole, tłoczą się tam, podczas gdy ja widzę wszystko najlepiej – pomyślał zadowolony z siebie. Co jak co, ale on jest Malfoyem, a Malfoyowie zawsze mają szczęście. No, wyjątkiem jest wyjazd z Granger.
Pół godziny później Draco doszedł do wniosku, że mugole oglądają swojego Quidditcha. Wiadomym było, że nie wiedział, jak to coś się nazywa, ale przynajmniej zgadł, że to ich sport. Kolejne dziesięć minut później chłopak mógł się przekonać, że jeżeli wcześniej było głośno, to w tamtym momencie nie słyszał kompletnie nic – nie licząc krzyków zadowolenia, oczywiście. Gdy wszyscy się uspokoili i nadal wlepiali swoje oczy w obraz, podeszła do niego kelnerka. Z uśmiechem postawiła przed nim szklankę z jakimś złocistym napojem. Chłopak od razu rozpoznał w tym piwo – alkohol był jedyną mugolską rzeczą, którą znał. Spojrzał na dziewczynę pytającym wzrokiem, na co ona kiwnęła głową w bok. Malfoy zauważył dziewczynę, która mu się przyglądała. Kiedy kelnerka odeszła, podeszła do jego stolika i dosiadła się do niego.
– Cześć, przystojniaku – przywitała się po włosku. Mimo, że blondyn nie zrozumiał ani słowa, to uśmiechnął się.
– Nie muszę mówić w twoim języku abym wiedział, że właśnie dałaś mi aluzję do mojego wyglądu – rzekł, upijając łyk napoju.
– Tak myślałam, że nie jesteś z Włoch. No trudno... – stwierdziła w ojczystym języku, puszczając oczko chłopakowi. Chwilę później w barze znowu było bardzo głośno. Faceci krzyczeli zadowoleni. Ci bardziej pijani nawet tańczyli ze szczęścia. Draco stwierdził, że pewnie ich drużyna wygrała, bo innego wyjścia nie było. W tym szale skończył pić piwo i miał już wyjść, gdy zaczepił go jakiś pijany Włoch.
– Gdzie idziesz? Noc jeszcze młoda... – wychrypiał po włosku z dziwnym uśmiechem.
– Przepraszam, ale nie rozumiem – powiedział chłopak, próbując strzepnąć rękę gościa z ramienia. Po uśmiechu mógł przewidzieć, że coś jest nie halo.
– Co?
– Nie rozumiem pana.
– Co?! – Draco zdenerwował się. Nie rozumiał co do niego mówi ten facet, co działało w dwie strony. Jednak zdecydował się jeszcze raz spróbować z nim dogadać.
– Ja – wskazał na siebie. – nie – pomachał przecząco palcem. – mówić – ręką wykonał gest podobny do ruchu ludzkich warg. – w – udał, że wkłada coś do dłoni imitującej kieszeń. – twój – wskazał palcem na Włocha. –  język – mówiąc to złapał się za język. Mężczyzna popatrzył na niego jak na dziwaka.
– Psychol – stwierdził tylko, po czym odszedł. Malfoy był dumny z siebie, że udało mu się go spławić. Zazwyczaj musiał oganiać się od pustych panienek, a nie nalanych gości. Właśnie dlatego był zadowolony ze swojego debiutu. I miał już wyjść, gdy kolejny facet zastawił mu przejście. Jednak on był w miarę trzeźwy – w porównaniu do poprzedniego, nawet bardzo.
– Poczekaj – powiedział mężczyzna, choć Draco go nie rozumiał. – Stąd nie wychodzi się trzeźwym. Zostań jeszcze.
– Nie rozumiem, co mówisz, gościu. Nie wiem, co mówi on, ona – wskazał poszczególne osoby dłonią. – I nigdy was nie zrozumiem, bo jestem z Anglii.
– A, było tak od razu – zaśmiał się facet. – Marco jestem. – Podał mu dłoń.
– Draco. – Blondyn uścisnął mu rękę. – Ty mówisz po angielsku?
– Pewnie, uczę go w gimnazjum – wytłumaczył mu Włoch. – A poza tym moja pierwsza żona pochodziła z Anglii.
– Aha. – Przytaknął głową uczeń Hogwartu. – Wiesz, ja już muszę iść, bo Granger będzie się o mnie martwiła – powiedział, jednak na twarzy Włocha zawitało niezrozumienie. – Granger to moja…
– Dziewczyna! – przerwał mu z uśmiechem Marco.
– Tak – odpowiedział Draco. Szybko zrozumiał, co powiedział, więc za wszelką cenę próbował to odwrócić. – To znaczy nie! To moja koleżanka ze szkoły! – tłumaczył, ale Włoch tylko się uśmiechnął pobłażliwie, pokazując blondynowi, że mu nie wierzy.
– Chłopaki! – krzyknął Marco, ale Malfoy go nie rozumiał. – Młody pokłócił się ze swoją lubą. Jest z Anglii i zapomniał kasy z hotelu. Postawi mu ktoś kolejkę? – Cały czas kciukiem wskazywał na Anglika. Klienci baru odkrzyknęli mu ochoczo.
Chwilę później Draco został posadzony przy ladzie i co chwilę podchodził do niego jakiś facet. Jak się okazało to prawie każdy mu coś postawił. Ten, który płacił siedział prze chwilkę z blondynem, mrucząc coś do niego po włosku, o czym odchodził, żeby móc drugiemu dać szansę napicia się z Malfoyem. Oczywiście, Marco był na tyle uprzejmy, że wszystko mu tłumaczył. Po jakimś czasie Draco był tak nietrzeźwy, że podniósł ręce do góry w obronnym geście, mówiąc: Chłopcy, ja już pasuję, bo do hotelu się nie doczłapię, a Granger mnie zabije. Marco szybko to przetłumaczył kolegom, po czym odprowadził chłopaka do drzwi.
– Wpadnij jeszcze kiedyś – powiedział na pożegnanie.
– Postaram się, Marcusiu – mruknął Draco z uśmiechem po czym wolnym i niepewnym krokiem ruszył w stronę hotelu.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Dzień 3.  Środa

Następnego dnia Malfoya obudziła niewiarygodna suchość w gardle. Czuł się, jakby od roku nie miał kropelki wody w ustach i jedynym, czego w tamtej chwili pragnął to woda, litry wody. Jednak jedyną przeszkodą do tego było jego lenistwo. Nie mógł wstać, chociaż tak bardzo chciał. Po pewnym czasie zwlókł się z łóżka. Gdy tylko stanął na własnych nogach, poczuł, że głowa mu eksploduje. Trzymając się wszystkiego, co napotkał, doszedł do łazienki. Otworzył niepewnie drzwi, podszedł do umywalki, odkręcił kurek i zaczął pić wodę. Stał tak z minutę, chełpiąc zachłannie chłodną ciecz. Od razu poczuł się trochę lepiej, jednak nadal niewystarczająco. Wyszedł z łazienki i podszedł do śpiącej dziewczyny.
– Granger. – Szturchnął ją za ramię. – Granger, masz jakiś eliksir?
– Co? – wychrypiała zaspana dziewczyna, podnosząc głowę. Mrugnęła kilka razy, próbując przyzwyczaić oczy do światła. – Czego chcesz?
– Daj mi jakiś eliksir na kaca. No, ewentualnie przeciwbólowy, błagam. Umieram – stwierdził chłopak, opierając się plecami o ścianę.
– Kac morderca nie ma serca – oznajmiła rozbudzona dziewczyna, opierając się na łokciach. – A co do twoich eliksirów, to… Nic nie dam, bo nie mam. Jesteśmy w świecie mugoli, zapomniałeś? – dodała.
– Pomóż mi, Granger. Mugole chyba też mają jakieś myki na kaca, prawda? – spytał z nadzieją.
– No… mają – zauważyła, wzdychając. – Dobra, coś wymyślimy. A teraz się ogarnij, weź prysznic. Tylko zimny! – krzyknęła, gdy zamknął się w łazience.
– Nie krzycz, proszę, nie krzycz… – mruknął chłopak, po czym wszedł do kabiny.
W tym czasie Hermiona wzięła do ręki przewodnik i zaplanowała, co zwiedzą tego dnia. Potem policzyła, ile pieniędzy jeszcze mieli. Po podliczeniu wszystkiego, wraz z tym co wydali, oceniła, że zostało im dużo pieniędzy i na pewno wystarczy im to na następne cztery dni. Gdy Malfoy wyszedł, ona zajęła łazienkę. Potem poszli na śniadanie. Na początku chłopak stwierdził, że nic nie zje. Panna Granger słysząc to, podeszła do szwedzkiego stołu i nałożyła mu na talerz górę jajecznicy i dwie kanapki, a do tego nalała szklankę soku pomarańczowego. Draco niechętnie to jadł i za każdym razem, kiedy chciał coś schować bądź wyrzucić, jedno spojrzenie Hermiony wystarczyło, żeby tego nie robił. Był też zły, że dziewczyna zjadła tylko dwie kanapki, a on do tego miał jajecznicę. Jednak ona nie przejęła się tym. Gdy skończyli, wrócili do pokoju, żeby zabrać rzeczy potrzebne im do zwiedzania.
– Masz – powiedziała w pewnym momencie szatynka, podając chłopakowi tabletkę. – Tylko popij to wodą.
– Czekaj, co to jest?
– Tabletka przeciwbólowa – rzekła spokojnie. Draco zrobił to, co mu kazała, a potem wyszli z pokoju.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



– No nie… To kolejna kupa cegieł – mruknął skrzywiony Malfoy, gdy zobaczył stojący przed nim zabytek. – Tylko, że ta jest mniej zadbana, jakaś taka dziurawa... Dupy nie urywa.
– Bazylika św. Piotra ma prawie pięćset lat, a Koloseum prawie dwa tysiące. Jest różnica, prawda? – spytała retorycznie Hermiona.
– Dla mnie nie – powiedział, denerwując przy tym dziewczynę. Czuł się o wiele lepiej, niż jeszcze półtorej godziny wcześniej. – Wiesz, ta twoja tabletka działa. Nie wiedziałem, że mugole też mają swoje eliksiry.
– To się nazywa leki – poprawiła go, po czym wyjęła z torby aparat i podała go chłopakowi. – Zrób mi zdjęcie.
– Znowu… – mruknął Draco, jednak wziął urządzenie do rąk i włączył je. Poczekał, kiedy dziewczyna się ustawi i zrobił jej zdjęcie. – Granger, mam wrażenie, że ty mnie traktujesz, jak fotografa, a siebie jak modelkę.
– Oczywiście – stwierdziła ironicznie, kiwając głową w bok. Blondyn zrozumiał, że teraz jego kolej. Gdy Gryfonka skończyła, poszli kupić bilety i weszli do Koloseum.
Hermiona szybko zaczęła opowiadać Draco różne rzeczy na temat tego zabytku. Chłopak niedługo potem wiedział, że druga nazwa Koloseum to Amfiteatr Flawiuszów, lub że jego budowa zaczęła się w siedemdziesiątym roku naszej ery. Jednak najbardziej zaciekawił go fakt, że kiedyś odbywały się tam, między innymi, walki gladiatorów. Gdy Hermiona mu o tym opowiadała, słuchał tego z zaciekawieniem. Nie wiedział, że mugole mogą mieć taką ciekawą historię. W ogóle nie miał pojęcia, że ten świat może mu się… spodobać. Zrozumiał to dopiero w tamtym momencie, ale szybko wyrzucił to z głowy, bo dziewczyna poprosiła go, żeby zrobił jej kolejne zdjęcie.
Następnie poszli do jakiegoś muzeum. Panna Granger wytłumaczyła Ślizgonowi, że Muzea Kapitolińskie, jedno z najstarszych muzeum na świecie. Na chłopaku nie zrobiło to większego wrażenia – a przynajmniej nie takiego, jak Koloseum. Gdy patrzył na eksponaty, nie zachwycał się nimi.  Z czasem zaczęło nudzić mu się oglądanie tego wszystkiego. Sprawa miała się całkowicie inaczej, gdy zobaczył Wilczycę Kapitolińską. Na początku wybuchnął śmiechem i podszedł do rzeźby, żeby lepiej jej się przyjrzeć. Figura przedstawiała wilczycę karmiącą dwójkę niemowląt. Draco niemal od razu pomyślał, że to niemożliwe. Gdy spytał Hermionę, czy wie coś o tym, ta uśmiechnęła się. Opowiedziała mu legendę o powstaniu Imperium Rzymskiego i jego założycielach.
– Skąd ty tyle wiesz o tym wszystkim? – zaciekawił się Malfoy, gdy wyszli z muzeum.
– Tego uczą w mugolskiej szkole.
– Naprawdę?
– Tak, Malfoy, naprawdę. Co w tym takiego dziwnego? Przecież chodziłam do normalnej podstawówki, zanim dostałam się do Hogwartu – powiedziała Hermiona. – Ale wiesz… Musimy znaleźć jakąś restaurację, bo już dawno po obiedzie, a na kolację nie zdążymy.
– Nawet tą tazówką?
– Malfoy, to jest taksówka. I nie, nawet nią – stwierdziła patrząc na zegarek. – A co, spodobała ci się jazda samochodem?
Na samą myśl Draco uśmiechnął się. Rano po raz pierwszy jechał autem, gdyż szatynka stwierdziła, że Koloseum jest zbyt daleko, by iść tam na piechotę. Rzeczywiście, jazda samochodem spodobała mu się. To było trochę, jak szybkie chodzenie na siedząco. Mimo dużej prędkości, wszystko dobrze widział, wyprzedzał innych ludzi. Dopiero gdy wystawił rękę za okno poczuł prawdziwą prędkość. To przypomniało mu lot na miotle.
– No, nawet – odpowiedział.
– O, tu jest jakaś restauracja. Jest dużo ludzi, więc pewnie źle nie gotują. Wchodzimy?
Malfoy natychmiast przytaknął. I choć wcześniej nie zwracał na to uwagi, to był głodny. W restauracji zajęli jeden z ostatnich wolnych stolików. Wzięli do rąk menu i z radością zauważyli, że jest także wersja po angielsku. Zamówili zwykłe spaghetti, gdyż ani on, ani ona nie mieli ochoty na eksperymenty. Danie smakowało trochę inaczej niż to podawane przez skrzaty, ale przypadło im do gustu.
– Mam propozycję – zaczęła panna Granger, gdy wyszli z lokalu. – Może wrócimy do hotelu na piechotę? Co ty na to?
– A co jeśli znowu się zgubimy? Jestem tak zmęczony, że nie wiem, czy dam radę wytrzymać. Z twoją orientacją w terenie mam gwarancję, że zabłądzimy – zaśmiał się chłopak.
– Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. Zawsze ty możesz na prowadzić.
– Nie, nigdy nie ogarniałem mugolskich map. – Pokręcił głową.
– No właśnie. A wracając do tematu spaceru, to zawsze chciałam spacerować po Rzymie wieczorem.
– Ale wczoraj spacerowaliśmy po Rzymie wieczorem – zauważył Draco.
– Ale to nowo wybudowana część, a to co innego. W starszej części jest ten klimat, ten urok... A nowo wybudowana przypomina mi Londyn.
Chłopak ostatecznie zgodził się. Stwierdził, że jeśli nie pokłócą się tego dnia, to będzie on bardzo udany i tylko dlatego uległ Gryfonce. Słońce było niewiele nad horyzontem, przez co miasto wyglądało jeszcze ładniej, niż zwykle. Po godzinie spaceru niebo zaczęło się chmurzyć, by po kolejnych dziesięciu minutach lunął deszcz. W sumie to nie był deszcz, a prawdziwa ulewa. Padało, jakby sam Bóg lał wodę wielkimi wiadrami.
– Malfoy, rusz się – krzyknęła Gryfonka, po czym zaczęli biec.
– Granger, jesteś pewna, że jesteśmy na dobrej drodze? Bo widzisz, ja nie chcę biec na marne.
– Tak, jestem pewna. Jesteśmy niedaleko.
I biegli tak w strugach deszczu. Było to całkowicie bezsensowne, bowiem byli cali przemoczeni, a bieg do hotelu nic im nie dawał – oprócz zbędnego zmęczenia. Gdy wpadli do Sorpresa, Hermiona roześmiała się. Nie rozumiała dlaczego, ale po prostu musiała. Uniosła brodę do góry, a dźwięk jej śmiechu rozniósł się po recepcji.
– Granger, uspokój się – rozkazał Draco. – Musimy wrócić do pokoju i się ogarnąć.
– Niech ci będzie, ponuraku.
Znaleźli swój pokój, a panna Granger wygrzebała ze swojej torby klucz. Woda lała się z nich strumieniami, mocząc przy tym wykładzinę, leżącą na podłodze. Kiedy udało jej się otworzyć drzwi, szybko weszła do środka i jako pierwsza zajęła łazienkę. Na swoje nieszczęście Draco musiał czekać całe dziesięć minut, zanim mógł tam wejść. Gdy już wyszedł, na zegarze wybiła godzina wpół do jedenastej. Czuł się wyczerpany – w końcu cały dzień chodził, a potem musiał jeszcze biegać. Położył się na łóżku, ale nie mógł zasnąć. Całe wyrko się trzęsło przez Hermionę. Było jej bardzo zimno, deszcz nie zostawił na niej suchej nitki, nawet gorący prysznic jej nie pomógł. Próbowała się nie trząść, lecz marne jej próby – robiła to mimowolnie. W końcu Draco nie wytrzymał i podniósł się.
– Co ty robisz? – spytała Gryfonka, gdy Malfoy zrzucił umowną zasłonę na podłogę.
– Chcę zasnąć – mruknął, gdy wchodził pod kołdrę Hermiony. Potem przykrył ich swoją kołdrą. Na koniec przytulił się do pleców dziewczyny, obejmując ją w pasie, dzięki czemu było jej dużo cieplej.
Szatynka uśmiechnęła się. Nigdy nie sądziła, że ten chłopak może się zdobyć na ludzki gest.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Dzień 4. – Czwartek

Następnego dnia Hermiona przebudziła się około godziny dziewiątej. Chciała wstać, jednak poczuła ciężar na swojej talii. Uniosła powoli głowę, zaspanymi oczami obserwując to, co się działo.
Znowu spała przytulona do Malfoya, tylko, że tym razem to chłopak ją obejmował. I wtedy uderzyły ją wspomnienia z poprzedniego wieczoru. Cóż, blondyn wiedział, jak wykorzystać fakt, że szatynce było zimno. Mógł zająć większą część łóżka, a jej było cieplej. Wilk był syty, a i owca cała. Wszystko było starannie pomyślane i Hermiona musiała to przyznać.
Chwilę później stwierdziła, że Malfoyowi jest za dobrze. Leżał na brzuchu, dokładnie na połowie łóżka, podczas, gdy ona omal nie spadała z niego. Tylko uścisk chłopaka powodował, że spała na podłodze.
Nie będziesz miał tak dobrze, chłopcze – pomyślała.
– Malfoy, obudź się, znowu zaspaliśmy na śniadanie. – Szturchnęła go. Wtedy jego uścisk zelżał, a ona upadła na podłogę. – HEJ!
– Czego się tak drzesz? – wycedził przez zęby, przytulając się do jej poduszki.
– Bo mogę – warknęła, podnosząc się z podłogi. – Nie za wygodnie ci? – spytała, masując sobie obolały pośladek.
– Nie, zawsze mogłoby być lepiej – mruknął ze złośliwym uśmiechem, na co ona tylko westchnęła.
– Już nie dam się tak perfidnie wykorzystać – stwierdziła z dumą prostując się, mając na myśli to, że zajął bezkarnie większość łóżka.
– Nie to nie, łaski mi nie robisz.
Karaluch o wątpliwej inteligencji – pomyślała zdenerwowana dziewczyna, zatrzaskując się w łazience. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nią, usłyszała śmiech kolegi. – No rzeczywiście, wybitnie śmieszne.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Krok po kroku szli w kierunku, który znała tylko Hermiona. Draco rozglądał się wokoło, ale nijak nie mógł rozpoznać tego miejsca. A znaleźli się na jakimś placu, gdzie wszędzie roiło się pełno ludzi. Niektórzy się spieszyli, inni, tak jak oni, rozglądali się wkoło. Hermiona z uśmiechem odłożyła złożoną mapę do torebki, po czym wyciągnęła ze swojej kieszeni dwie małe karteczki. Rozwinęła jedną z nich i przeczytała znajdujący się na niej napis. Rozejrzała naokoło, po czym odezwała się do blondyna:
– Muszę coś kupić, zanim ruszymy w teren.
– Kobieta... – mruknął Draco kręcąc głową. – Wy zawsze macie coś do kupienia.
– Chcesz przeżyć do niedzieli? – spytała pewnie.
– Wiesz, pragnę tego – stwierdził zabawnym tonem, jakby próbował ją rozśmieszyć. Jednak ona posłała mu spojrzenie mówiące mniej–więcej: Twoje poczucie humoru jest równie wielkie, co uczuciowość Rona.
– A więc chodź i marudź.
Ruszyła przed siebie, więc chłopak chcąc, nie chcąc musiał iść za nią. W końcu stanął przed witryną sklepu, oglądając ją. Napis głosił Libreria conoscenza***, więc kompletnie nic mu to nie mówiło. Weszli do pomieszczenia, a Draco od razu zrozumiał, dlaczego Hermionie tak zależało, by tu przyjść. Wszędzie było napchane pełno książek, aż półki się uginały. W powietrzu unosił się zapach nowych lektur, które tylko czekały aż się je weźmie i przeczyta... Hermiona po wejściu wciągnęła powietrze, chcąc chłonąć ten zapach całą sobą. Dla Draco wyglądała jak narkoman, który właśnie ma przed sobą półki pełne towaru, dlatego nie miał skrupułów, by przerwać dziewczynie tę piękną chwilę... Piękną przynajmniej dla niej.
– Serio, Granger? Księgarnia? Mogłem się tego spodziewać... – zaczął narzekać.
– Daj już spokój, Malfoy.
– Ale co ty tu zamierzasz kupić?
– Książkę?
– Ale jesteśmy we Włoszech, w Rzymie, we włoskiej księgarni, gdzie książki są po włosku, a my nie znamy włoskiego! – wyrzucił z siebie, na co Hermiona praktycznie nie zareagowała. No, może oprócz przewrócenia oczami.
– Wiem, co robię – syknęła cicho. Draco prychnął, zakładając ręce na piersi.
Czemu musiał cały czas musiał się jej słuchać? Kompletnie tego nie rozumiał – no, dobra, wiedział, że Granger musiała mieć kogoś pod pantoflem, tylko że zazwyczaj byli to Potter i Weasley. A tu, w Rzymie, gdzie nie było na horyzoncie ani jednego, ani drugiego, musiała zdominować jego. To po prostu niedopuszczalne! To niedopuszczalne, że jej się dał!
A to mała jędza! – pomyślał, unosząc wzrok znad książek. Rozejrzał się w koło, ale nigdzie nie było widać Hermiony, mimo że jeszcze przed chwilą ją widział. Teraz zaczął się niepokoić – Granger miała ze sobą wszystko; mapę, pieniądze; nawet głupią butelkę wody, gdyby zachciało mu się pić. Został sam ze swoim urokiem osobistym, bez niczego. Może to dziwne, ale zdenerwował się. Zaczął krążyć między regałami, ale po dziewczynie zniknął ślad. – Pewnie ta cholera wyszła, żeby napędzić mi stracha... Jakim cudem ona jest w Gryffindorze, takich wiedźm nie ma nawet w Slytherinie... – przeszło mu przez myśl, po czym wyszedł z księgarni.
Plac zlany pełnym słońcem tętnił życiem. Biorąc pod uwagę fakt, że tydzień roboczy nadal trwał, to Draco zdziwiło, że wszędzie było pełno ludzi – w kawiarni, w sklepie, nawet mnóstwo ich po prostu spacerowało. Blondynowi przyszły na myśl słowa ojca: Nigdy nie zadawaj się z Włochami, to parszywe lenie. Ich lenistwo z Rzymu czuć nawet w Londynie, tylko trzeba umieć wąchać. Trochę przyznał mu racji, bo to po prostu niemożliwe, żeby tyle ich nie pracowało. Draco przestał się jednak tym zamartwiać, bo postawił sobie jeden, wyraźny cel – znaleźć Granger. Ta – jak ją nazwał, krążąc po placu – głupia krowa nie pozostawiła po sobie żadnego śladu. Wszedł do jakiejś małej kawiarenki o nazwie Buon Caffè****,  ale jej tam było. Potem przechodził od jednego budynku do drugiego. Najbardziej zaniepokoił go różowy sklep Parrucchiere*****. Rozglądając się po bokach, określił, czy nikt na niego nie patrzy. Potem wszedł, głośno przełykając ślinę. Przeraziło go, że pomieszczenie w środku jeszcze bardziej różowe, o ile to możliwe. Jednak stwierdził, że kolor to jeszcze nic – a stało się to dopiero, gdy dostrzegł fryzjera i jego klienta. Fryzjer, opalony na oliwkowy odcień brązu – znaczy, trochę ciemniejszy, bo był on niewiele jaśniejszy od Zabiniego –  miał przefarbowane włosy na Malfoyowski odcień blondu. Draco był pewien, że w tamtym momencie jego oblicze było wykrzywione w wyrazie obrzydzenia, jaki mógł osiągnąć tylko on. A gdy spojrzał na klienta wydał z siebie cichy pisk. Jego rozum mówił: Draco, powoli się wycofaj..., natomiast jego intuicja krzyczała: Draco, spieprzaj stąd pókiś żywy! Rzecz jasna, intuicja miała lepszą siłę przebicia i to jej posłuchał.
Kiedy przeszukał już każdy budynek, okrążył plac dookoła, poddał się. Był tak wkurzony i... wystraszony, że przestał już uśmiechać się do dziewczyn, które za nim się oglądały – bo jak można nie obejrzeć się za przystojnym blondynem o oczach w kolorze tak czysto niebieskim, że było je widać z kilkunastu metrów, ubranego w zwykły biały T–Shirt i niebieskie spodnie do kolan, a mimo wszystko wyglądającego jak bóg? Szczerze mówiąc, gdzieś je miał, chciał tylko Granger.
No, oczywiście chciał znaleźć ją.
Zmęczony, wkurzony i spragniony (bo Hermiona miała ze sobą jego butelkę z wodą), usiadł na ławce pod drzewem.
Mógł już tylko czekać.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



W czasie, kiedy Malfoy zawzięcie myślał, wpatrując się w jedną z grubych ksiąg, Hermiona poszła do ekspedientki. Dała jej kartkę, którą na jej prośbę napisał Gregorio, na co czarnowłosa kobieta uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie wśród wielu regałów. Dziewczyna poczekała na nią, by przypadkowo się nie zgubić. Czuła się trochę niekomfortowo z myślą, że nie powiedziała Malfoyowi, że na chwilę od niego odchodzi... W tej chwili jednak wróciła kobieta z upragnionym słownikiem włosko–angielskim. Panna Granger zapłaciła za niego, po czym poszła do miejsca, w którym ostatnio widziała Malfoya.
Ale jego tam nie było. Zostawiła go na chwilę na moment, jeden jedyny moment! Przeszukała całą księgarnię, jednak na nic.
Pewnie ten parszywy karaluch wyszedł stąd, żeby mnie nastraszyć – pomyślała i wyszła na plac pełen ludzi.
Następną godzinę błądziła po sklepach, kawiarniach, zawędrowała nawet do fryzjera (szybko stamtąd wyszła, gdyż był on co najmniej dziwny) i nigdzie go nie było. Hermiona zaczęła się naprawdę martwić – Malfoy nie miał ze sobą niczego – ani mapy, ani pieniędzy, ani nawet butelki wody, gdyby zachciało mu się pić. Mało tego, nie znał języka ani Rzymu, nie mógł wrócić do hotelu, gdyż na ten plac przyszli pierwszy raz. Szatynka miała tylko nadzieję, że nie wyszedł poza jego obszar.
W pewnym momencie stwierdziła, że się poddaje. Stała na środku placu głodna, zmęczona i zdenerwowana. Usiadła na ławce pod drzewem i zaczęła się zastanawiać co ma dalej zrobić. Szukała go naprawdę wszędzie i jeżeli nie nastąpi jakiś cud, to będzie zmuszona pójść na policję. Miała nadzieję, że cały ich wyjazd będzie udany, czyli obędzie się bez wizyty w szpitalu, czy na komisariacie. Przeliczyła się. Jeżeli go nie znajdzie, to będzie musiała zgłosić to na policję.
Podniosła głowę, nadal kurczowo trzymając torebkę. Wszędzie było pełno Włochów, mających ciemne włosy i ciemną opaleniznę. Ani śladu bladego, jak mleko blondyna. Była załamana swoim położeniem... I, co ciekawe, czuła się, jakby była matką Draco. Musiała się o niego troszczyć, ciągle mu pomagać, nosić wszystko, gdyby coś było mu potrzebne, zwracać mu uwagę, pilnować go, zapewniać mu posiłki... I nie upilnowała go. Ona nie upilnowała dziewiętnastolatka! Toż to nie dorzeczne!
Hermiona ponownie podniosła głowę, rozglądając się wokoło. Martwiła się o tego dupka i musiała go znaleźć. Choćby miała stanąć na rzęsach.
Jej uwagę przykuła ciemnowłosa Włoszka, ubrana w żółtą sukienkę, która stała przed zacienioną ławką po drugiej stronie placu. Między jej nogami widać było zgrabne nogi osoby siedzącej przed nią. Dziewczyna, jakby pod wpływem wzroku panny Granger, zrobiła krok w bok, odsłaniając ową postać z zgrabnymi nogami.
A był nią Malfoy z nie tęgą miną. Widać było, że nie rozumie niczego, z tego, co mówiła mu dziewczyna, a w dodatku nie chciał jej towarzystwa. Kiedy przestała gestykulować – jak widać, zależało jej, aby porozumieć się ze Ślizgonem – Draco westchnął ciężko, co było widać nawet w miejscu, w którym siedziała Hermiona. Potem spojrzał na dziewczynę, posłał jej delikatny uśmiech i uniósł wyprostowany środkowy palec. Włoszka jak na zawołanie odeszła, widocznie zła. Blondyn odetchnął.
Hermiona zerwała się z miejsca. Już nie była zmęczona, tylko wściekła. Mniej więcej w połowie drogi Malfoy dostrzegł ją, a gdy była zaledwie dziesięć metrów od niego już miała w głowie ułożoną przemowę, jaką zamierzała go poczęstować. Ku jej zdziwieniu, chłopak wstał z ławki, podbiegł do niej i chwycił w swe objęcia, mocno przyciskając ją do siebie.
– Merlinie, Granger, już myślałem, że nigdy mnie nie znajdziesz! – niemal krzyknął z jawną ulgą w głosie. Cała ta skumulowana złość Hermiony wyparowała.
– Też już tak myślałam – stwierdziła, nadal będąc w uścisku. – Co ci odbiło? – spytała, odsuwając się od niego. Była oszołomiona gestem chłopaka... i tym, że nie był chuderlakiem, za jakiego go uważała... Quidditch robi swoje.
– O co ci chodzi? – Nie wiedział, czy chodziło jej o przytulenie, więc wolał się upewnić.
– Miałam na myśli to, że wyszedłeś z księgarni beze mnie.
– Ale to ty zostawiłaś mnie samego! – bronił się.
– Malfoy, ja poszłam tylko do kasy...
– Serio?
– Tak! – Zrobiło mu się głupio.
– A, to nie wiedziałem... Myślałem, że chciałaś mnie wystraszyć i mnie zostawiłaś, więc zacząłem cię szukać wszędzie...
I w ten oto sposób wściekłość Hermiony wróciła.
– Malfoy, ty cholerny głupku! Ja naprawdę się o ciebie martwiłam, a ty mi wyjeżdżasz z głupim "myślałem, że chciałaś mnie wystraszyć"! Naprawdę myślisz, że ja taka jestem? Jeżeli nie zauważyłeś cały wyjazd troszczę się o ciebie, żebyś jak najmilej wspominał czas spędzony u mugoli, a ty mi się tak odwdzięczasz...
– Przepraszam. – Jego głos był przepełniony skruchą. – Ja naprawdę się poprawię. To dało mi do myślenia.
– Naprawdę?
– No tak. – Kiwnął głową. – A dasz mi pić?



.*.*.*.*.*.*.*.*.



Po całym zdarzeniu poszli do hotelu na obiad i dopiero wtedy poszli zwiedzać. Najpierw poszli do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie Draco podziwiał słynne freski Michała Anioła. Blondyn rozbawił szatynkę, kiedy porównał Boga do krótko ściętego Dumbledore'a oraz swoją uwagą o nagości Adama.
– Tu chodzą dzieci, a on świeci klejnotami. To jest wprost niesmaczne.
Potem wybrali się do Panteonu na placu della Rotonda. Tym razem Draco spodobała się budowla i wręcz nie mógł pojąć, jak został wybudowany dach. To go naprawdę ciekawiło, a Hermiona ową ciekawość zaspokoiła.
Na koniec dnia wybrali się na spacer. I mimo zdarzenia z księgarnią, oboje uważali dzień za udany.



.*.*.*.*.*.*.*.



Dzień 5. – Piątek

Dzień piąty był dla nich najspokojniejszy. Zachowanie Draco uległo całkowitej zmianie, w co Hermiona wprost nie dowierzała. Malfoy był dla niej uosobieniem wredności, chamstwa, braku kultury, kłamstwa, szyderczości, a jednak tego dnia był... normalny. Nie zachowywał się, jak głupek, nie narzekał. W dodatku z chęcią oglądał wszystkie miejsca, do których się wybrali i słuchał wszystkiego, co mu Hermiona opowiadała.
– Skąd ty to wszystko wiesz? – spytał w pewnym momencie Draco.
– Miałam w swoim życiu okres, kiedy interesowałam się Rzymem. To fascynujące miasto, jak z pewnością już zauważyłeś. – Zaśmiała się. – Wiesz, to szczęście w nieszczęściu, że jednak tu trafiliśmy.
Tego dnia poszli do wielu miejsc, wiele zwiedzili. Forum Romanum, Kapitol, Zamek Świętego Anioła, Muzea Watykańskie... Nawet nie zauważyli, kiedy nastał wieczór i minęła pora kolacji.
– Oni chyba specjalnie wyznaczyli posiłki o tych godzinach – stwierdził Draco, wzruszając ramionami. – Na pierwszy zasypiasz, w czasie drugiego jesteś na mieście i zwiedzasz, a na ostatni nie zdążasz.
– To nie głupie – przyznała panna Granger.
W ciągu tego jednego dnia polubiła Malfoya. Kiedy nie zachowywał się jak głupek i nie był dla nie okropny, był całkiem fajną osobą. Był inteligentny (prawda, bez przesady, ale całkiem satysfakcjonująco, aby móc przeprowadzić z nim normalną rozmowę) i miał poczucie humoru (głupie, ale zawsze to coś). Mniej więcej w połowie dnia Hermiona zaczęła czuć się w jego obecności swobodnie. Nie wiedziała, jak dokonał tego w jeden dzień.
Kiedy wrócili do hotelu wieczorem, Hermiona zauważyła, że – pomimo tych wszystkich przeciwności losu – zwiedzili wszystko, co chciała zwiedzić. A myślała, że nie uda jej się zobaczyć połowy tego.
Szatynka poprawiła swoją poduszkę. Akurat w tym momencie z łazienki wyszedł Draco i uwalił się na swoją połowę łóżka. Leżał na brzuchu, bez koszulki, a prawy policzek oparł na prawej dłoni.
– Granger, jeśli mam być szczery, to ten wyjazd jest fajny – stwierdził patrząc się na leżącą na plecach Gryfonkę.
– No nie wierzę. Te słowa naprawdę wypłynęły z twoich ust? – spytała z figlarnym uśmiechem, na co on pokręcił głową.
– Sam nie wiem! – zaśmiał się. – Dobra, potwierdzam, tak się stało.
– Niesamowite!
– Wiem.
– Malfoy, mogę wiedzieć skąd ta nagła zmiana u ciebie? – zapytała z pewnością siebie w głosie. Blondyn spodziewał się takiego pytania prędzej, czy później, jednak nie zdążył się do niego przygotować.
– Cóż, myślałem, że mnie nie lubisz. – Na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. – No nie śmiej się! – zganił ją, zabierając rękę spod twarzy. – To nie jest nic śmiesznego, po prostu nie chciałem się przed tobą płaszczyć. A te twoje słowa, że się o mnie troszczysz i chcesz, żebym polubił mugoli... Kurde, to do mnie dotarło.
– Naprawdę?
– Nie, kłamałem – odparł ironicznie. Westchnął. – Ale mam zakwasy, wymęczyłaś mnie, Granger.
– Z pewnością to one uniemożliwiły ci założenie koszulki, co? – Uniosła brew.
– Jak ty mnie rozumiesz! – zawołał, kładąc się na swojej poduszce. – No to dobranoc, Granger.
– Dobranoc, Malfoy – odparła, po czym odwróciła się do niego tyłem.
Mógłby założyć tą koszulkę – pomyślała, zanim zasnęła.



.*.*.*.*.*.*.



Dzień 6. – Sobota

Kiedy Draco się obudził, Hermiona była już ubrana i liczyła pieniądze, które im zostały. Blondyn się uśmiechnął.
– Długo już nie śpisz? – spytał jeszcze zaspanym głosem.
– No, jakiś czas – odpowiedziała, wracając do zajęcia.
– A która godzina?
– Po dziesiątej.
– Rany, znowu zaspaliśmy na śniadanie...
– Kto zaspał, ten zaspał. – Uśmiechnęła się. – Masz kanapki na półce.
Draco z uśmiechem podniósł się z łóżka. Znowu obudził się po stronie Gryfonki, ale najwidoczniej nie była zła – prawdopodobnie już przyzwyczaiła się już do tego, że w nocy się do siebie tulili. Prawą ręką wymacał talerz i złapał go. Położył go na łóżku, a sam usiadł i zaczął jeść. W tym czasie Hermiona czytała, liczyła, planowała. Draco długo nie wytrzymał, ciekawość go zżerała.
– Gdzie dziś pójdziemy? – spytał i wziął kęsa.
– Zobaczysz... – mruknęła skupiona.
– To nasz ostatni dzień tutaj – rzekł. W jego głosie pobrzmiewała delikatna nutka smutku. – Szkoda, polubiłem to miasto. To taka miła odmiana po deszczowym i szarym Londynie.
– Prawda – odparła z uśmiechem.
– No i ciebie też polubiłem – rzekł trochę ciszej. Hermiona podniosła głowę, spoglądając na niego.
– Owszem, jesteś dla mnie miły, ale w to nie uwierzę – odparła.
– Czemu posądzasz mnie o kłamstwo? Teraz, kiedy oboje się szanujemy i żadne z nas się nie obraża, miałem okazję trochę cię poznać. Tak, nawet cię polubiłem. Zawsze myślałem, że jesteś dziewczyną, która świata poza książkami nie widzi, nie szanuje tych co się nie uczą i koleguje się z Potterem i Weasleyem tylko dlatego, że dają się wepchać pod swój pantofel. A okazałaś się być fajna, będę cię miło wspominał w przyszłości. No, może oprócz trzeciej klasy, ale to już szczegół.
– Widzisz, pozory mylą. No ale skoro już jesteśmy przy wyciąganiu tego  co o sobie myśleliśmy, to sądziłam, że jesteś tylko chamski, wredny, ciągle się puszysz i jedynym, co potrafisz, to skarżyć się ojcu. A teraz zbieraj się, idziemy na miasto.
– Tak jest.



.*.*.*.*.*.


Kolejny dzień w Rzymie był równie piękny, co poprzednie. Słońce niemal lało się strumieniami na ulice pełne ludzi. Draco był pod wrażeniem ich wytrzymałości na ciepło. Sam niemal się gotował, mimo że ubrany był tylko w biały podkoszulek na ramiączka i najkrótsze spodnie, jakie miał.
– Nie wiem, czy powinienem chodzić w taki słoneczny dzień po dworze. Już jestem opalony, a z tego co mi mówiłaś, to będziemy na dworze większość czasu. Będę ciemniejszy niż Zabini, a blondynowi to nie przystoi.
– Ależ ty próżny... Zauważyłeś, że wraz ze skórą, ciemnieją ci włosy? To dziwne, ale nie są już platynowe.
– A mnie to nie dziwi. Dobrze wiesz, że połowa moich genów jest od Blacków. Można powiedzieć, że w jakimś malutkim procencie jestem metamorfomagiem. Dobrze, że tylko tyle... 
– A to ciekawe...
– Widzisz, potrafię zadziwiać. – Jego oblicze rozjaśnił uśmiech.
– W to nie wątpię. Uwaga, skręcamy – uprzedziła go.
– A właśnie, gdzie mnie prowadzisz? – spytał.
– Zobaczysz... – odparła tajemniczo kolejny raz tego poranka. – Ale mogę wyjawić ci część mojego sekretu. Otóż, wczoraj doszłam do wniosku, że wszystko, co chciałam zobaczyć, zobaczyłam. A Rzym ma też inne ciekawe miejsca, nie tylko zabytki. No więc dzisiaj rano wzięłam przewodnik i zaplanowałam nam naszą ostatnią wycieczkę po Rzymie. Tyle, że ta powinna być dla ciebie ciekawsza.
– Co masz na myśli?
– To, że dziś będziemy się bawić, nie oglądać – odpowiedziała z uśmiechem. – O, już jesteśmy. Rzeczywiście, było blisko.
– Gdzie my jesteśmy? – spytał cicho Malfoy.
– W Villi Borghese. Zobaczysz, to będzie świetna zabawa!
Niedługo później Draco się o tym przekonał. Villa Borghese była malowniczym parkiem nad jeziorem. To idealne miejsce na spacer, ukryte pod cieniem drzew. Draco ucieszył się z tego powodu, gdyż jakiś stopniu przestało być mu gorąco. Na jego terenie znajdowała się także willa, która pięknie wyglądała na tle jeziora. Blondynowi spodobało się to miejsce, jednak nie wierzył, że przyszedł tu tylko po to, by pospacerować.
I miał rację. Hermiona przyszykowała dla niego coś niesamowitego, choć wcześniej znał to uczucie.
Gryfonka zabrała go na lot balonem...
Kiedy na początku wsiadł do wielkiego kosza, bał się. Ale gdy potem zobaczył widok... To nie było podobne do uczucia, kiedy lecisz na miotle. Tu nie było prędkości, czy adrenaliny, ale spokój i piękne widoki. Coś niesamowitego. Draco nie mógł z siebie nic wykrztusić, po prostu się patrzył na ten cudowny widok. Hermiona za to była zadowolona, że udało się wprawić blondyna w taki stan. Miała cichą nadzieję, że uda jej się go zaskoczyć, jednak z drugiej strony bała się, że nie zrobi to na nim wrażenia.
– Tu jest cudownie... – stwierdził cicho. – Nie wiedziałem, że mugole mają takie rozrywki.
– Dlatego chciałam ci je pokazać. – Posłała mu uśmiech. – Bo widzisz, to nie tylko sztuka i zabytki. To także świat zabawy, znaczniej okazalszy niż czarodziejski.
– A co będziemy teraz robić? – spytał chłopak, kiedy balon zaczął się zniżać ku dołowi.
– Nie powiem ci, to niespodzianka.
– Ale...
– Żadnych "ale". Sam się za niedługo przekonasz.
Gdy wyszli z parku, Hermiona rozwinęła pamiętną mapę, po czym ruszyli w tylko jej znanym kierunku. Draco nie miał pojęcia, co dziewczyna ma na myśli, był całkowicie poddany jej woli. Mijali wielu ludzi, turystów, różne miejsca, a ona się nie zatrzymywała. Dążyła do znanego sobie miejsca, a Malfoya mogła jedynie ciekawość zżerać.
W pewnym momencie dziewczyna podeszła do małej budki. Niewielka jej część była wykonana ze szkła, a za nim poukładane były różne gazety. Różne twarze patrzyły się na niego z nieruchomym uśmiechem i pustymi oczami. Postacie wyglądały jakby zastygły na papierze – chłopak doskonale wiedział, że zdjęcia mugoli nie ruszają się, gdyż ich technologia znacznie różniła się od czarodziejskiej, ale nadal dla niego to było... dziwne.
– To tu? – Rozejrzał się.
– Nie, ale muszę kupić bilety – oznajmiła mu, podchodząc jeszcze bliżej budki.
– Ale po co? – Zmarszczył brwi.
– Bo pojedziemy autobusem – stwierdziła, po czym nachyliła się bliżej jedynej dziury w szybie.
Dziewczyna kiwnęła do siedzącej tam kobiety z delikatnym uśmiechem. W między czasie z torby wyciągnęła słownik z torebki i zaczęła szybko przewracać strony. Draco jeszcze nie zaglądał do środka książki, ale zaczęło go ciekawić jak ona tam wygląda.
– Dzień dobry – przywitała się niezgrabnie po włosku.
– Dzień dobry – odpowiedziała szybko i płynnie kobieta z uśmiechem. Hermiona odpowiedziała na jej gest tym samym, po czym znowu zaczęła przewracać strony.
– Poproszę... dwa... bilety... na... autobus... – Malfoy myślał, że minęły wieki, zanim skończyła mówić. Każde słowo było poprzedzone kilkusekundową przerwą, podczas której dziewczyna kartkowała słownik.
– Proszę. – Kobieta podała jej bilety. – Należy się cztery pięćdziesiąt.
– Ile?
– Cztery pięćdziesiąt. – Hermiona uśmiechnęła się sztucznie. Widać było, że kompletnie nie zrozumiała Włoszki, dlatego postanowiła przejąć inną taktykę. Wyjmowała po kolei monety o różnych nominałach, a sprzedawczyni tylko kiwała na tak lub nie. W końcu odpowiednia kwota została odliczona, a pannie Granger ulżyło.
– Dziękuję, do widzenia – pożegnała się i wraz z Malfoyem odeszła od budki.
– Co to było?
– Kiosk. I uprzedzam twoje pytanie, tam się kupuje gazety, bilety, papierosy, zapalniczki, gumy do żucia i tym podobne rzeczy.
– Aha – odpowiedział tylko. – Jednak czarodzieje mają lepiej.
– Ale mugolom też nie żyje się źle. To kwestia przyzwyczajenia. Uwierz mi, że gdybyś spędził dłuższy czas wśród mugoli, zobaczyłbyś, jak się żyje naprawdę. Teraz jesteś tutaj jako turysta, więc niezbyt odczuwasz prawdziwie mugolskie życie. Bo co innego by było, gdybyś musiał tak żyć jak oni. Kto wie, może nawet by ci się spodobało.
– Nie mam pojęcia. – Szatynka stanęła w tłumie ludzi, zgromadzonych wokoło ławki z dachem. – Co my tutaj robimy?
– Czekamy na autobus.
Uczniowie Hogwartu mieli chyba wyjątkowe szczęście, ponieważ środek transportu publicznego zaraz podjechał na miejsce. Kilkunastu ludzi wysiadło, jednak o wiele więcej wsiadło. Hermiona, przeczuwając, że później ciężko będzie dostać się do kasownika, przepchnęła się między ludźmi tak, że weszła jako pierwsza i szybko skasowała oba bilety. Kiedy Draco znalazł się w autobusie, miał problem, aby dotrzeć do Gryfonki, stojącej w kącie, między jakimś starszym panem, a przystojnym Włochem, który był prawdopodobnie w jego wieku. Na szczęście na kolejnych dwóch przystankach wysiadło wystarczająco dużo osób, by móc się przemieszczać w miarę swobodnie.
– Ale tu pełno ludzi – odezwał się blondyn, kiedy dotarł do szatynki. Włoch, słysząc, że chłopak mówi w obcym języku, spojrzał się na niego. Draco posłał mu złośliwe spojrzenie, które Hermiona doskonale znała. Jeszcze nie tak dawno posyłał je jej...
– Tak to jest w godzinach szczytu – odezwała się, próbując zwrócić na siebie uwagę Ślizgona. Sytuacja trochę się rozluźniła. Jeszcze tego by jej brakowało, żeby Draco rozpoczął bójkę w autobusie. Dziękowała Bogu, kiedy Włoch wysiadł z pojazdu. – Odbiło ci? Przecież on ci nic nie zrobił – wyszeptała gorączkowo, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy i zrozumie.
– Patrzył się.
– I co z tego?
– Bo on... Ach, dobra, nieważne. – Chciał powiedzieć, że patrzył się na nią, ale powstrzymał się. Hermiona pokiwała głową w akcie niezrozumienia dla niego.
– Następnym razem to ignoruj – poradziła mu.
– Jak sobie chcesz – odezwał się.
W tym czasie poczuł jakąś dziwną siłę pchającą go do przodu. Chłopak wpadł na Gryfonkę, wpychając ją w okno. Owa dziwna siła jakby chciała ich wepchać dalej, jednak nagle odpuściła. Draco odsunął się od zarumienionej panny Granger i ze złością w głosie powiedział:
– Ten idiota już gwałtowniej zahamować nie mógł.
Cisza między nimi panowała aż do momentu, kiedy wysiedli z pojazdu.
– Gdzie idziemy? – spytał chłopak, rozglądając się wokoło.
– Tam – rzekła, wskazując mu niewielki budynek.
Okazało się, że Hermiona zabrała go na lody do jednej z lepszych lodziarni w całym Rzymie. Kiedy na początku Draco zobaczył mały budynek, prawie się roześmiał... A przynajmniej parsknął śmiechem.
– Że niby tutaj są najlepsze lody w Rzymie? Raczej ciężko mi w to uwierzyć – powiedział, rozglądając się w około siebie. Owszem, wielu ludzi się kręciło w pobliżu budynku, wielu zajadało się lodami, ale sama lodziarnia nie wyglądała na ekskluzywną. – Ta lodziarnia wygląda raczej biednie...
– Nie powiedziałam, że tu są najlepsze, ale jedne z lepszych. A jeżeli nie wierzysz, to zaraz sam się przekonasz.
Draco przewrócił oczami, ale nijak tego nie skomentował.
Stanęli w długiej kolejce, która w miarę szybko się przesuwała. Kiedy stanęli przy ladzie, blondyn wybałuszył oczy. Nigdy jeszcze nie był w lodziarni, więc nie wiedział, że będzie taki wybór lodów. Na plakietkach widniały ich smaki, co znacznie mu pomogło.
– Wybierz trzy smaki, dzisiaj szalejemy – odezwała się panna Granger.
– Szalejemy?
– Jestem córką denstystów, ja nie jestem przyzwyczajona do jedzenia wielkich ilości słodyczy. Zazwyczaj jadłam jedną albo dwie gałki lodów. Ale w Dzień Dziecka rodzice zawsze kupowali mi trzy – powiedziała. – Myśl, jeśli potrafisz.
Malfoy ponownie spojrzał na lodówkę i krzywo uśmiechnął się. Zdecydowanie miał zbyt duży wybór smaków do wyboru. Miał ochotę na wszystko – lody czekoladowe, truskawkowe, waniliowe, śmietankowe, karmelowe, cytrynowe, o smaku gumy balonowej, malinowe, pomarańczowe, kokosowe, bakaliowe, miętowe z posypką z czekolady, pistacjowe, o smaku mango, wiśniowe... Boże, czego tam nie było! A on stał przed poważnym wyborem trzech gałek!
– No więc? – Przerwała jego rozmyślania Hermiona. – Co bierzesz, bo zaraz nasza kolej?
– Eee... – zwlekał z odpowiedzią. – A ty co bierzesz?
– Cytrynowe, kokosowe i miętowe.
– A ja poproszę pomarańczowe, czekoladowe i malinowe.
Akurat w tym momencie przyszła ich kolej. Hermiona obeznana już w sztuce porozumiewania się na migi z ludźmi, świetnie poradziła sobie z zadaniem, jakim było zamówienie dwóch lodów po trzy gałki, każda w innym smaku. W każdym razie poradziła sobie lepiej niż ich pierwszego dnia w hotelu.
– To jak? Próbujemy? – spytała, kiedy byli na zewnątrz.
– Myślę, że zaryzykujemy.
– To na trzy. Raz... dwa... trzy... – W tym samym spróbowali lodów. – Mmm, dobre...
– Przekląłbym, ale jesteś wrażliwa.
– Dziękuję za zainteresowanie moją wrażliwością – odparła ze sztuczną powagą.
– W życiu nie powiedziałbym, że tu są takie dobre lody – westchnął, liżąc deser. – Niebo w gębie...
– Rzeczywiście, gdyby nie ludzie i cena za jedną gałkę, to też nie dostrzegłabym tego, nie wiedząc, że lodziarnia jest wyśmienita – stwierdziła. – A teraz chodź.
– Gdzie ty mnie znowu prowadzisz?
– Spokojnie, nie na lody. – Malfoy posłał jej kpiący uśmiech. Raczej był na tyle inteligenty, żeby wiedzieć, gdzie już nie pójdą. – Ale więcej ci nie powiem, to niespodzianka. Jak wszystko co się dzisiaj dzieje.
– Wiesz, już trochę się przyzwyczaiłem – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz.
– Powinieneś. – Spojrzała najpierw na nazwę uliczki zawieszonej na pobliskim budynku, w którym najprawdopodobniej mieścił się jakiś hotel, a potem na mapę. – I mam dla ciebie kolejną niespodziankę. Tym razem nie będziemy szli niewiadomo ile, bo mamy blisko.
– Powiedzmy, że to racja – zaczął z obojętnym wyrazem twarzy. – To nie ma dla mnie znaczenia, bo i tak większość Rzymu zwiedziłem na piechtaka. Gdyby ten wyjazd trwał jeszcze tydzień, nie byłoby dla mnie różnicy między kilometrem, a dziesięcioma.
– Zawsze musisz być ironiczny...
– A jakżeby inaczej? – Postanowił podjąć tę dziwną grę.
– Już się łudziłam, że się zmieniłeś. – Kiwnęła delikatnie na potwierdzenie swoich słów. Malfoy uniósł brew.
– Naiwna...
– Po prostu nie wątpiłam w ciebie. To nie naiwność – oznajmiła, metaforycznie zwalając blondyna z nóg. Szczęka mu opadła, jednak szybko się otrząsnął. Krocząc do przodu, zrobił zamyśloną minę, aż w pewnym momencie spojrzał się na nią.
– Naprawdę?
– Wygrałam! – Uśmiechnęła się szeroko. Draco skrzywił się, ocierając czoło. Znowu zrobiło mu się gorąco. – Tak naprawdę nie sądziłam, że się zmienisz. To, czego dokonałeś ostatniego tygodnia jest wręcz cudem.
– Pozostawię to bez komentarza.
– Obraziłeś się? – Oczy rozszerzyły jej się w akcie zdziwienia, jednak jak na ironię, jej oblicze rozjaśnił także uśmiech. – Lepiej się nie bucz, tylko patrz.
Blondyn posłuchał jej. Jego oczom ukazała się wielki budynek z fontanną. Cała budowla była biała i ozdobiona wieloma rzeźbami. Z daleka wydawała się być kupą usypanych głazów, ale z każdym krokiem możnabyło dostrzec konie, czy kolejnych ludzi. Całość prezentowała się tak pięknie, że aż chłopakowi zaparło dech. Dodatkowo kiedy patrzył na wodę w tym ukropie, zrobiło mu się trochę chłodniej. Wyobraził sobie, jak się w niej zanurza... Ach, marzenie! Wcale nie dziwił się ludziom, że stali tak blisko niej. On sam im bliżej był, tym budowla wydawała się być piękniejsza, a i chłodniej im było. Nawet z daleka mógł dostrzec precyzję, z jaką została wykonana.
– Fontanna di Trevi – odezwała się w końcu Hermiona. – Jest bardzo piękna.
– O tak – sapnął. – Mogę się z tobą zgodzić, Granger. – Oderwał wzrok od fontanny. – Granger, nie wierzę w to, co powiem i wiele mnie to kosztuje, ale... Zrobisz mi tutaj zdjęcie?
Hermiona roześmiała się. Spodziewała się raczej czegoś innego, ale nie przypuszczała, że poprosi ją o zdjęcie! Cały czas się przed nimi bronił, był do nich zmuszany i, co najgorsze, wychodził na nich bardzo dobrze, mimo tej całej niechęci w jego postawie. Ona nie mogła pochwalić się taką fotogenicznością co on, ale źle też nie było – podczas wyjazdów na wakacje z jej rozdzicami wyćwiczyła w sobie zdolność do pozowania na tle różnych zabytków, czy dzieł.
Spojrzała na niego.
– Zgoda – odparła, wyjmując aparat z torebki. – Stawaj i się uśmiechaj...
– Nie będziesz mi rozkazywać, Granger – oznajmił spokojnie Draco, po czym stanął w dziwnej pozie i rzucił jej wyzywające spojrzenie, unosząc podbródek.
– Jak sobie chcesz – rzekła i zrobiła zdjęcie.
Kiedy je zobaczyła, oniemiała. Draco wyszedł jak model. Dziwna poza w niewytłumaczalny sposób podkreśliła jego mięśnie, które pierwszy raz mogła dostrzec wczoraj wieczorem, kiedy leżał bez koszulki. Dziewczyna zmrużyła oczy, nie wierząc w to, co widziała.
Ten palant wychodzi dobrze nawet jeśli mu się nie chce! – pomyślała.
– Granger, nie wydurniaj się! To była ironia z mojej strony! – krzyknął do niej chłopak. Uniosła głowę znad urządzenia. – Zrób mi jeszcze jedno!
Dziewczyna spełniła jego prośbę i zrobiła fotografię. Tym razem chłopak ustawił się normalnie. Coś jednak jej nie pasowało.
– Uśmiechnij się szerzej! – krzyknęła do niego.
I w ten sposób Draco miał kolejne dobre zdjęcie. Hermiona przeklęla go w myślach.
– Teraz ty – oznajmił, zabierając jej aparat. – Wiem, że masz w sobie zapędy na fotografa, ale w tym upale nie będę ci robił za modela. Śmigaj, to jeszcze zrobimy sobie jedno razem.
– Co? – zdziwiła się.
– O mój Merlinie, nie wytrzymam. – Uniósł głowę do góry, jakby Bóg miał dać mu jakieś wskazówki. – Przez ostatni tydzień dzielę z tobą życie, pokój i łożko, jakkolwiek to nie zabrzmi... No i przywyczaiłem się do ciebie, a nie mam z tobą dużo zdjęć. – Uśmiechnął się krzywo.
– Proszę, nie wiedziałam, że tobie tak na tym zależy – mruknęła. – A poza tym sam nie chciałeś ich robić.
– Cśśś, to mniej ważne. Idź – nakazał.
W ramach zemsty zrobił dziewczynie trzy zdjęcia w pełnym słońcu. Hermiona nie chciała dać mu tej satysfakcji, dlatego nie narzekała. Potem Draco zaczepił jakąś czterdziestoletnią kobietę, unosząc aparat do góry a palcem pokazując pannę Granger. Włoszka tylko kiwnęła, wzięła urządzenie, a Malfoy podbiegł do Gryfonki. Stanął obok niej, położył rękę na jej talii i szeroko się uśmiechnął. Zrobiło się jej jeszcze bardziej gorąco, nawet bardziej niż w autobusie. Blondyn poszedł odebrać urządzenie, a ona dyskretnie się powachlowała.
– Granger, a czemu ci ludzie rzucają pieniądze do fontanny? – spytał, kiedy stali przy fontannie.
– I po to tu jesteśmy – wyjaśniła. Z torebki wyciągnęła portfel i otworzyła przegródkę z monetami. – Weź jedną, dwie lub trzy, stań tyłem do fontanny i rzuć do niej monety przez ramię.
Draco spodobała się ta zabawa, więc szybko wykonał jej polecenia. Ona zrobiła to samo, a potem wyciągnęła małą karteczkę.
– Dobrze, teraz powiedz mi ile monet wrzuciłeś – nakazała.
– A to ma jakieś znaczenie?
– Tak! To jest taka mała wróżba...
Rozwinęła małą karteczkę i szybko rzuciła na nią wzrokiem. Musiała przyznać, że Gregorio pisał bardzo wyraźnie. Kiedy przeczytała wszystko, co było zapisane, podała ją Draco. Chłopak wziął ją i zaczął czytać.

To, ile monet wrzucisz, jest ważne, bo to może zmienić twoje życie.
– Jedna moneta oznacza ponowny powrót do Rzymu;
– Dwie oznaczają romans;
– Natomiast trzy to ślub.

O cholera – pomyślał Draco.
– Ile wrzuciłaś? – spytał blondyn, oddając jej kartkę.
– Trzy, ponieważ wyłowione pieniądze idą na ochronę zabytków i biednych mieszkańców miasta – odparła wesoło.
– Ja też – oznajmił. – Ciekawy los nas czeka...
– Tak. – Kiwnęła. – To co robimy teraz?
– A to nie masz już żadnych planów? – Uniósł brew.
– Nie.
– Ale ja mam jeden pomysł...
Hermiona się przestraszyła, ale nie dała tego po sobie poznać.



.*.*.*.*.



– Wiesz, Granger, świetnie się dzisiaj bawiłem – powiedział Draco, kiedy zatrzymali się na mostku. – To był mój najlepszy dzień w Rzymie – dodał i spojrzał na zachodzące słońce.
Miasto ze złoto–pomarańczowymi refleksami na niebie wyglądało jeszcze piękniej. Chłopak oparł się o barierkę pełną kłódek i rozejrzał się wokoło. Będzie tęsknił za tym miejscem i za wszystkim, co było z nim związane. Nawet za tą relacją, którą nawiązał z Hermioną tutaj, w Rzymie.
Granger stanęła tuż obok niego. Poczuł jakieś dziwne ukłucie w sercu. Polubił ją, nawet bardziej niż sądził, że to możliwe. Było w niej coś, czego nie było w innych dziewczynach. Być może była to inteligencja niespotykana nawet u samców, może to była nienachalność, którą znał także u Pansy. Podobało mu się, że nie klei się do niego mimo ładnej twarzy, czy wielu pieniędzy w skrytce w Banku Gringotta. Polubił Hermionę taką jaką była. I nawet zaczął jej zazdrościć, że pochodziła z rodziny mugoli...
...bo mugolski świat także polubił. Tak jak powiedziała Granger, nie zaznał życia prawdziwego mugola, ale i tak je pokochał. Zawsze sądził, że ludzie niemagiczni są nieokrzesani, brudni i mieszkają w jakiś dziurach. Może to głupie, ale w dzieciństwie tak było. Dopiero, kiedy poszedł do Hogwartu okazało się, że to nieprawda, ale niechcęć pozostała.
Jego rozmyślania przerwał ból w przedramieniu.
– Czemu tu jest nawieszane tyle kłódek? – spytał, rozmasowując przedramię. – Nawet się porządnie oprzeć nie można, bo boli.
– To zakochani je wieszają tutaj kłódki ze swoimi imionami, by pokazać, że naprawdę się kochają. – Złapała jedną z nich (tę z napisem SCOTT + NAOMI = LOVE) i pokazała mu. – Widzisz? – Puściła ją. – Zawsze chciałam taką zawiesić – szepnęła z delikatnym uśmiechem. Wyobraziła sobie, jak zawiesza taką kłódkę, a w talii czuje rękę swego ukochanego.
– Pewnie będziesz miała taką okazję. W końcu rzuciłaś trzy monety – zaśmiał się i spojrzał jej w oczy. Ona zrobiła to samo.
Nie wiedział, ile trwał ich kontakt wzrokowy, ale nie zamierzał go przerywać. Hermiona miała takie piękne oczy... Poczuł kolejne ukłucie w sercu. Zapragnął pocałować ją...
Ten dzień spędzili cudownie. Po fontannie di Trevi poszli do najbliższego parku, gdzie bawili się aparatem. Wtedy szatynka w końcu przyznała się, że denerwuje ją to, że na każdym zdjęciu wygląda dobrze, podczas gdy ona jest taka nijaka. Dla niego nie była, ale nie wspomniał jej o tym. Dla obojga pozowanie w parku było dobrą zabawą i śmieszną rzeczą. Potem poszli na obiad do włoskiej restauracji, gdzie zamówili prawdziwą włoską pizzę i jeszcze kilka innych rzeczy.
A teraz stał na mostku, a ona jak magnez przyciągała go do siebie. Widział wahanie w jej oczach, jednak postanowił spróbować. Zresztą, już nawet nie myślał o niczym innym. Postanowił zaryzykować (bo kto nie ryzykuje, ten nie ma) i nachylił nad dziewczyną, która przymknęła powieki.
Kiedy ich wargi zetknęły się, obudził się w nich jakiś dziwny ogień. Impuls sprawił, że Draco przyciągnął Hermionę bliżej. Położył ręce na jej talii, a ona ulokowała swoje na jego szyi. Nie wiedzieli ile tak trwali – dla nich to były całe wieki – ale ta chwila uświadomiła im oboju coś ważnego, co zmieniło ich spojrzenie na świat.
Między innymi dlatego pierwszym, co powiedział Malfoy, gdy oderwał swoje usta od warg Gryfonki, było:
– Kręcisz mnie, Granger.
I ponownie wrócił do poprzedniego zajęcia.



.*.*.*.



Hermiona nie mogła uwierzyć w to co się stało. Właśnie leżała obejmowana przez śpiącego Malfoya i zastanawiała się nad jego przemianą.
Zrozumiała, że zachowywał się tak jak się zachowywał, ponieważ ją lubił...
Tylko czy to co powiedział na mostku było prawdą? Malfoy był przecież jej uściśleniem kłamstwa. Teraz obdarzał ją pięknymi słowami, a później będzie nią gardził.
Dziewczyna nie mogła zasnąć. Ta sprawa bardzo ją męczyła. Bała się odrzucenia, bo mimo wszytstko czuła się podobnie, jeśli nie tak samo, jak on.
Postanowiła jednak o tym nie myśleć. Co będzie, to będzie, nie zamierzała robić sobie złudnych nadziei. Nie zaskoczy ją fakt, że chłopak będzie się z niej śmiał. Całkowicie oleje wszystkie jego uwagi na temat tego wyjazdu. Nawet nie zaszczyci go jednym spojrzeniem.
Ale to dopiero, gdy wrócą do szkoły. Zapewne to tam będzie próbował ją zgnoić.
A tej nocy zasnęła wtulona w niego.



.*.*.



Dzień 7. – Niedziela

– Hermiono, wszystko dobrze? – spytał Draco.
Panna Granger od pół godziny wpatrywała się w okno w samolocie. Nie odezwała się do niego nawet jednym małym słowem.
Rano jeszcze było wszystko dobrze – kiedy ją obudził, była uśmiechnięta. W taksówce już trochę przygasła, jednak rozmawiała z nim normalnie. A w samolocie coś jej odbiło. Miał przypuszczenia, o co mogło chodzić, ale w końcu była dziewczyną – mogła sobie przypomnieć, że pięć lat, trzy miesiące, cztery dni, siedem godzin, czterdzieści pięć minut i dwadzieścia sekund temu był dla niej nieuprzejmy. Postanowił, że wyjaśni tę sprawę raz, a dobrze
– Powiedziałeś do mnie po imieniu? – zdziwiła się, patrząc mu w oczy.
– A no jakoś tak wyszło... – Dopiero wtedy zauważył, że naprawdę użył jej imienia. – Ale to nie zmienia faktu, że nadal oczekuję odpowiedzi. Hm?
– Wszystko jest dobrze, nie musisz się martwić.
– Każdy, komu coś nie pasuje by tak powiedział – stwierdził.
– A co powiedziałaby osoba, u której wszystko dobrze? – niemal warknęła.
– W twoim przypadku na pewno nie byłoby to "wszystko jest dobrze, nie musisz się martwić". – Westchnął. – Czy to ma związek z tym, co stało się wczoraj? – spytał prosto z mostu.
Zamilkła. Sądziła, że się domyśli, jednak nie miała pojęcia, że nastąpi to tak szybko. Blondyn patrzył na nią, oczekując na jej odpowiedź. Ale ona nic nie powiedziała, dlatego przyjął jej milczenie jako potwierdzenie jego słów.
– Tak myślałem – rzekł pewnie, usadowił się przodem do niej i kontynuował. – Wtedy nie kłamałem. Nie wiem, co ze mną zrobiłaś, ale to prawda. Kręcisz mnie... – Rozproszył go dzieciak, który teoretycznie siedział rząd przed nimi, w praktyce klęczał na swoim siedzeniu i przypatrywał się Draco. Szatynka postanowiła wykorzystać chwilową ciszę.
– Ale nie chodzi o to, że ja ci nie wierzę...
– ...bo nie da się nie zauważyć tego obłędu w moich oczach? – spytał z uroczym uśmiechem na ustach. Gdyby Gryfonka nie siedziała, kolana zmiękłyby jej. Jak on to zrobił, że w tak krótkim czasie rozkochał ją w sobie?
– Nie...
– A więc o co?
– Nie przerywaj mi! – poprosiła. – Malfoy, ty jesteś nieprzewidywalny. Teraz jesteś zdolny powiedzieć mi jak to bardzo kochasz, wyśpiewać mi poematy i Bóg wie jeszcze co, a potem kopniesz mnie w dupę, zwyzywasz i będziesz się śmiał z mojej naiwności! Nie mogę mieć pewności, jeżeli chodzi o twoje zakochanie – oznajmiła. Widziała, jak mina mu zrzedła i w tej chwili zrobiło jej się smutno.
Draco wiedział, że Granger ma rację. Był nieprzewidywalny i wcale się nie myliła. To znaczy, pomyliła – w tym przypadku mu naprawdę zależało. Owszem, nienawidzili się jeszcze tydzień temu – chociaż to nie do końca była nienawiść. Ten tydzień uświadomił Malfoyowi, że już dłuższy czas coś do niej czuł... Być może to dlatego była jedyną mugolaczką, na którą się uwziął... Ale, do cholery, zależało mu na niej i nie mógł poddać się tylko dlatego, że ona ma wątpliwości!
– Zgadzam się z tobą – rzekł cicho. Peszyło go trochę to, że dzieciak ciągle się na nich patrzył, a niedługo potem dołączyła się do niego starsza kobieta... Ta sama, której w poniedziałek powiedział, że jest zajebista. Zdobył się jednak na odwagę. – Ale szanuję wszystko na czym mi zależy, choć jest tego naprawdę niewiele. A na tobie mi zależy i nawet jeżeli tutaj sobie wszystkiego nie wyjaśnimy, to postaram się zrobić to w szkole. I, uprzedzając twoje pytania, w dupie mam co inni sobie pomyślą. Potter z Weasleyem mogą mnie zabić i zagrzać wspólną celę Sama–Wiesz–Gdzie, Pansy i Diabeł mogą mnie wyśmiać, chociaż są moimi przyjaciółmi, ale ja będę się starał, bo mi zależy – skończył.
Hermiona patrzyła na niego z niedowierzaniem. W życiu nie posądziłaby go o takie wyznanie, tym bardziej w miejscu publicznym – a dokładniej w mugolskim samolocie – gdzie przypatrywał im się ośmioletni dzieciak, starsza pani i jeszcze kilka osób. Spojrzała w oczy blondyna. Czekał na to, co powie.
– Naprawdę? – wydukała.
– Tak – odpowiedział z delikatnym uśmiechem. Serce Hermiony zabiło radośnie. Ale ona jak to ona, zawsze w jej głowie widniał czarny scenariusz.
– A co, jeśli nam nie wyjdzie? – zapytała. Blondyn pokręcił głową.
– To wtedy się rozstaniemy i będziemy darli z siebie większe koty niż do tej pory. – Wzruszył ramionami. – A więc zostaniesz moją damą? – spytał poważnie, uśmiechając się pięknie. Mrugnął także do dzieciaka, który patrzył na nich cały czas.
– No dobra, zgadzam się – wyszeptała ze łzami w oczach i rzuciła się w jego ramiona. W samolocie wybuchła burza wiwatów.
– No pocałuj ją wreszcie! – nakazał Draco ośmioleni dzieciak z uśmiechem.
– Andrew! – upomniała dziecko matka. Odwróciła się do uczniów Hogwartu. – Bardzo państwa przepraszam, Andrew nie ma w sobie żadnych hamulców.
Draco pokiwał głową i westchnął.
– Niech pani nie przeprasza, dzieciak ma całkowitą rację – orzekł i nachylił się nad swoją dziewczyną.
Kiedy ich wargi zetknęły się, w samolocie ponownie wybuchły brawa, tyle że tym razem połączone były wraz z gwizdami. Malfoy wiedział, że jeszcze bardziej oszaleje na punkcie Hermiony – wystarczyło, że poznają się ciut lepiej. Była cudowną osobą i był tego świadom. Był także pewnien tego, że już zawsze będzie miał sentyment do mugolskiego świata – nawet jeśli los sprawi, że rozejdą się. Bo ten tydzień nie tylko uświadomił mu, że nienawiść i chęć dokuczenia pannie Granger była połączona z głębszym uczuciem do niej, ale także to, że całe swoje dotychczasowe życie był okłamywany. Mugole byli tacy sami, jak czarodzieje i zaczął ich szanować. Ba! Pożałował nawet, że cały rok konsekwentnie olewał Mugoloznawstwo. Chociaż... Hermiona na pewno pomoże mu nadrobić materiał, tym bardziej, że za kolejny tydzień zaczynają się wakacje. Któż wie, może wyjadą gdzieś razem?
Cała podróż minęła im przyjemnie. Na lotnisko dotarli jako ostatni i pozostałe grupy musiały na nich czekać.
Jakież było zdziwienie, gdy zobaczyli ich razem, uśmiechniętych i trzymających się za ręce! Ślizgoni przecierali sobie powieki, a Gryfoni szeptali coś gorączkowo między sobą. Ron zemdlał, a Harry klepał go po policzku, chcąc żeby się obudził. I tylko profesor Norman była uśmiechnięta i zadowolona.
– Horacy jest mi winien dziesięć galeonów – mruknęła pod nosem.



.*.



Sześć lat później...

– Kochanie, wróciłem! – krzyknął zadowolony Draco, trzaskając drzwiami. Z daleka było widać, że jest niewyobrażalnie szczęśliwy.
– Co ty tak wcześnie? – spytała Hermiona wychodząc z salonu do przedpokoju. Jej oblicze zdobił uśmiech. – I co si stało, że jesteś taki zadowolony? 
– Po pierwsze, to tego debila, Leviste'a, wziął szlag i rozchorował się na grypę – zaczął ucieszony.
– Draco! – upomniała go Hermiona. – Hamuj się, proszę. Dopiero co oduczyłam Dianę używania tych przepięknych słów, których nauczyła się trzy miesiące temu, kiedy zostawiłam was samych!
– Ale to Blaise! – bronił się.
Kobieta westchnęła ciężko. Jej mąż miał dwadzieścia pięć lat i rozum równy ich czteroletniej córce, która właśnie wbiegła do przedpokoju. Draco wziął swoją mała kopię na ręce, a dziewczynka mocno ścisnęła jego szyję. Dziewczyna miała długie, blond włosy, niebieskie oczy i bladą skórę. Tylko kształt twarzy, ust, falowane włosy i niektóre cechy charakteru odziedziczyła po niej. A cała reszta to wykapany Draco.
Oby moje drugie dziecko było bardziej podobne do mnie niż do ojca – pomyślała, kładąc dłoń na swoim pięciomiesięcznym brzuchu. Tym razem miał urodzić się im synek, kochany Scorpiusek. Jej mąż sądził, że młody będzie grał w mugolską piłkę nożną, bo to niemożliwe, aby tyle kopać, będąc tak młodym. – Wyjdzie mu to na zdrowie, zdecydowanie.
– Nie martw się mamusiu – odezwała się Diana. – Zapamiętam te słowa i nauczę ich mojego braciszka! – zawołała ucieszona, jeszcze mocniej tuląc się do szyi pana Malfoya. – Tatuś powiedział, że jak jest zły to tak sobie w głowie myśli te słowa, to mu lepiej. – Kiedy zobaczył minę swojej żony, przejął głos.
– Po drugie, okazało się, że ten idio... znaczy bardzo fajny pan dał mi jednak ten urlop – powiedział z uśmiechem.
– Tak! – zawołała ucieszona dziewczynka.
– I po trzecie... – zrobił efektowną pauzę. – Jedziemy do Rzymu! – oznajmił uradowany.
Już nie mógł doczekać się kolejnych chwil spędzonych z Hermioną – i dodatkowo z ich córeczką – w tym miejscu. To tam znalazł swoje szczęście, miłość, rozum, tam spłodził swoją ukochaną córeczkę (a stało się to podczas jego drugiego pobytu tam). Nic więc dziwnego, że zawsze będzie tam wracał z chęcią.
– I tak jak zawsze polecimy tam samolotem i nie będziemy używać ani grama magii, prawda? – spytała zadowolona Hermiona. Blondyn przyciągnął ją wolną ręką do siebie. W swoich ramionach trzymał cały swój świat. Nigdy nie pomyślałby, że można być aż tak szczęśliwym.
– Oczywiście, że tak! Jak zawsze! – potwierdził z uśmiechem.
Lubił czasem pobyć bez magii, jak mugol. Szczególnie, gdy miał swoją rodzinę u boku. Wtedy skupiał się tylko na nich. Mugole mają dobrze...
W końcu miłość po mugolsku zdecydowanie jest najlepsza!

Koniec

* Sorpresa (wł.) – Niespodzianka;
** Divertimento (wł.) – Zabawa;
*** Libreria conoscenza (wł.) – Biblioteka wiedzy;
**** Buon Caffé (wł. ) – Dobra kawa;
***** Parrucchiere (wł.) – Fryzjer.


____________________
Cześć!
Miniaturka była pisana od kwietnia (prędkość światła), więc jeżeli ktoś zauważył zmianę stylu pisana (był ktoś taki? :D) to nie musi się dziwić. :)
Początkowo miała być dłuższa, ale trochę ją poucinałam... No z 50 stron zrobiłam 39, więc źle nie jest :P Ale nie chciałam robić nie wiadomo jakiego giganta, bo prawdopodobnie Wam źle by się czytało, a mnie źle dokańczało (sprawdzenie tego 3 razy, tak jak zawsze, łącznie z dopisaniem niektórych potrzebnych rzeczy i dodaniem przerywników – gwiazdek – zajęło mi półtorej dnia)
Mam jednak nadzieję, że miniaturka spodobała się Wam! :) 
Pozdrawiam,
Feltson


Ps. Życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Wielu sukcesów, zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i lotu w kosmos!

41 komentarzy:

  1. Ah ten Horacy... Uśmiałam się, nie powiem, że nie... Miniaturka lekka i przyjemna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, bardzo mi miło :) ❤

      Usuń
  2. Bardzo fajna miniaturka taka na poprawę humoru ;) Hermiona i Malfoy z tym aparatem zachowują się momentami jak Koreańczycy w Krakowie :D podobały mi się dialogi między naszą parką a ta zmiana Draco cudowna ;)
    Przy okazji dziękuję, że do mnie wpadłaś bardzo mi miło :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niezwykle mi miło ❤
      Zapewne Koreańczycy mają świetną zabawę XD To porównanie mnie 'rozwaliło' XD
      A wizyta u Ciebie to czysta przyjemność :)
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  3. Piękna miniaturka! Ciekawa fabuła, dużo dialogów, ogółem super. Musisz tylko zwrócić uwagę na błędy, które od czasu do czasu wkradały się między wersami.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Wiem, że błędów jest wiele, ale po prostu nie mam siły sprawdzać tego czwarty raz... Zajmę się tym trochę później, bo teraz znam miniaturkę prawie na pamięć i po prostu tych błędów nie widzę :D
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  4. Świetne, naprawde ciekawe i przemyślane. Czekam na rozdział, kiedy będzie?♥★☆♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Tego sama nie wiem - pewne jest tylko, że dopiero w nowym roku... Ale spokojnie, pisze się! :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  5. To jest idealne w kazdym calu. Kocham ta miniaturke. Nic dodac, nic ujac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jest mi przeogromnie miło ❤ :D

      Usuń
  6. Doczekałam się :P To jest świetne! Rozwalił mnie ten moment jak Hermiona wylała tą zimną wodę na Malfoya :) Jedna miniaturka a będę miała pozytywną energię na cały dzień. Jesteś cudotwórczynią. To jest chyba jedna z najlepszych miniaturek jakie czytałam. Naprawdę :) Weny życzę i zapraszam do siebie :)
    http://druellaopowiada.blogspot.com/
    http://druellaopowiada.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, bardzo mi miło ❤ :D
      Postaram się wpaść :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  7. Droga Felston,
    to była Twoja zdecydowanie najlepsza miniaturka, a także jedna z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałam.
    Żeby było prościej, zacznę od jednego, maleńkiego minusika, jakim były błędy ortograficzne lub zdaniowe, np."Draco niechętnie to jadł i za każdym razem, kiedy chciał coś schować bądź, jedno spojrzenie Hermiony wystarczyło, żeby tego nie robić." Jak już jednak mówiłam jest to wada tak malutka, że niemal niezauważalna :D
    Weź Ty mi powiedz-byłaś kiedyś w Rzymie? To zwyczajnie czuć, więc albo zwiedzałaś już to miasto, albo spędziłaś naprawdę sporo czasu po google maps i wikipedii. Innych wytłumaczeń nie przyjmuję :D
    Dalej, humor. Człowieku, uwielbiam Cię za niego. Scena przekazywania na migii wypowiedzi przez Draco w barze, triumfalny uśmieszek nauczycielki, kiedy Draco i Hermiona zostali parą...O ich wspólnych kłótniach i przekomarzaniach nie wspomnę.
    No i sceny romantyczności. Opisałaś jest świetnie. Świetnie, super, idealnie, ciekawie, nie wiem jak jeszcze, ogólnie. Najfajniej było, kiedy Draco się zgubił-niepewność, zmiana i romantyczność w jednym (zwłaszcza wtedy, kiedy Hermiona tak się o niego troszczyła).
    Osobiście pozdrawiam chłopca z samolotu, bo tak. Fajny był :D
    Super pomysłem było wplatatnie włoskich słówek. Jak wiesz, Ich liebe Deuch, więc nic nie rozumiałam, ale to tylko zwiększało klimat.
    Oczywiście tylko się czepiam, dlaczego by nie, ale bardzo chętnie przeczytałabym też o reakcji Harry'ego, Notta, Rona, Pansy, Zabiniego itp. To mogłoby być ciekawe :D Jak wiesz, każdy autor, który mierzył się z napisaniem Dramione, brał się do tego inaczej. Raz przyjaciele "obu stron" cieszyli się z ich szczęścia, kiedy indziej znajomi tylko Hermiony lub tylko Draco akceptowali ich związek, a czasem odwracali się od nich wszyscy. Jak tam jest u Ciebie? Daj znać, chociażby tu, w komentarzu :)
    Powoli kończę, bo tylko Cię zanudzam i życzę dużo, dużo weny i tak wspaniałych historyjek jak ta. Masz ogromny talent <3
    Pozdrawiam
    Pola Castairs Treaty
    PS Zapewne wiesz o konkursie organizowanym przez grupę DRAMIONE [PL] na facebooku. Bierzesz udział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale gigant! :o
      Wiem, błędów jak imigrantów we Francji, ale w najbliższym czasie zostaną poprawione (znowu XD) :) Ale dziękuję za wskazanie tego konkretnego, to duże ułatwienie :)
      Nigdy nie byłam w Rzymie, ale chciałabym tam pojechać :D I wcale tak dużo czasu na Wikipedii nie spędziłam - były to raczej przewodniki Internetowe połączone z wiedzą z lekcji historii plus, dodatkowo, intuicja :)
      Ja, naturlich, meine Kind! XD Wiem o tym (mam podobnie, a takie podobieństwa się zapamiętuje...) Ale z myślą o tym, zagwiazdkowałam owe słowa i na końcu dałam tłumaczenie :)
      Cóż, przyznam szczerze, że nie pomyślałam o tym, aby to się pojawiło, ale jeśli już byłoby to opisane, to w jednej formie, bez innych możliwości:
      - przyjaciele Draco i inni Ślizgoni z początku wątpliliby w ten romans, ale gdy po jakimś czasie zobaczyli, że Malfoyowi naprawdę zależy, to zaczęliby akceptować związek
      - przyjaciele Hermiony uważnie przyglądaliby się poczynaniom Draco, z pewnością trzymaliby go "na smyczy", ale w końcu przyzwyczailiby się do niego :)
      Spokojnie, czytanie komentarzy (szczególnie takich długich i cudownych) nigdy mnie nie znudzi, to nie "Pan Tadeusz" :D
      Dziękuję pięknie za czas poświęcony na napisanie takiego kolosa! Aż uśmiech sam ciśnie się na usta, widząc takie długie komentarze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! ❤❤
      Owszem, słyszałam o konkursie, ale raczej nie wezmę w nim udziału... Ja jestem jak wolny ptak i nie umiem pisać na konkursy... Ale może kiedy indziej spróbuje, któż wie...
      Również pozdrawiam serdecznie!
      Feltson

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć! Miniaturka bardzo fajna ale kojarzy mi się z tym :) I chciałam się dowiedzieć czy to ta historia zainspirowała cię do jej napisania ?http://dziurawykociol.nora.pl/viewtopic.php?t=9228

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałam się takiego pytania...
      Rzeczywiście, znam "Paryskie dni", ale opowieść - wbrew pozorom - nie jest "Paryskimi dniami" inspirowana. 1/3 "Miłości po mugolsku" było napisane, kiedy odkryłam "Paryskie..." i bałam się, że ktoś posądzi to o plagiat. Jest jednak sporo różnic między tymi dwoma opowiadaniami, więc postanowiłam miniaturkę dokończyć i opublikować :)
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  10. cudowna miniaturka, masz talent :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lekka i przyjemna miniaturka :) Czekam na kolejną!

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo przyjemna miniaturka! Wprawdzie jest trochę błędów, ale to nic, bo czytało się bardzo lekko i miło. Rzeczywiście jest zmiana stylu w ciągu tekstu. Brawa za wytrwałość w jego ukończeniu!
    Jestem też pod wrażeniem jeśli chodzi o Twoją znajomość Rzymu. Jestem pewna, że kiedyś tam byłaś, nie mylę się? :)
    Życzę dużo weny i pomysłów na dalsze prace ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie ❤
      Niestety, nie byłam w Rzymie, chociaż chciałabym tam pojechać :) Ale można powiedzieć, że ta miniaturka to taka moja mała podróż :D
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  13. To jest trzeci i ostatni komentarz w moim wykonaniu do moich zaległości.
    Miniaturka to niesamowity pomysł i żałuje, że jest taka krótka(myślisz na pewno?). Bardzo mi się podoba, a zwłaszcza ten pomysł o Rzymie. Zakochałam się w tym mieście! Wcześniej traktowałam to miasto trochę na uboczu, ale dzięki tobie uznałam, że muszę tam kiedyś pojechać! Dziękuje!
    Bohaterowie są idealnie opisani i czułam się, że siedzę sobie obok nich i obserwuje ich zmagania ze sobą.
    Nic więcej nie mogę Ci powiedzieć! Cudowna miniaturka, cudowne drabble oraz oczywiście opowiadanie!
    Życzę Ci, żeby nowy rok przyniósł mnóstwo nowych pomysłów oraz żeby blog działał jeszcze lepiej.
    Szczęścia, miłości oraz radości. A plany jakie masz by się spełniały. <3
    Pozdrawiam serdecznie,
    Re(Beca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niezwykle mi miło ❤
      A jeśli pojechałabyś do Rzymu, to pomyśl o mnie (wiem, dziwnie to brzmi) i podziel się wrażeniami! :)
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  14. Miniaturka po prostu genialna jedna z lepszych jakie czytałam ;) życzę powodzienia i weny na dalsze pisanie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤ :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  15. Cudowne! Zabawne i urocze.
    Nawet nie wiem co napisać. Jedna z lepszych miniaturek jakie czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialne! Dialogi Hermiony i Draco - zwłaszcza Ich przekomarzania - to po prostu perełki!
    "Miłość po mugolsku" to zdecydowanie jedna z moich ulubionych miniaturek! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤
      Bardzo się, że moja miniaturka spodobała Ci się! :) Jest mi niezmiernie miło! :D
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  17. Z pewnością to jedna z cenniejszych miniaturek. Popraw koniecznie błędy i literówki :P styl masz lekki i przyjemny, spore poczucie humoru i wyczucie czasu oraz miejsca. "Kręcisz mnie, Granger"- niby nic, a wzbudziło dreszcze <3 jak dla mnie, miniaturka mogłaby być dłuższa, ale to dlatego, że jest na prawdę przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za komentarz ❤
      Z literówkami cały czas walczę! :)
      Bardzo mi miło, że moja praca spodobała Ci się! :D
      Jest mi niezmiernie miło! ❤
      Pozdrawiam serdecznie,
      Feltson

      Usuń
  18. Okurcze godzinę to czytałam
    Rozwalił mnie ten moment z babcia za pierwszym razem w samolocie 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, miniaturka długa :)
      Cieszę się XD

      Usuń
  19. Ta miniaturka jest cudowna. Nie czytałam czegoś tak dobrego od daaawna. Po prostu nwm co powiedzieć. Piękna ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie ❤ Bardzo mi miło :3

      Usuń
  20. Słodka miniaturka! Uśmiechałam się cały czas bo jest naprawdę urocza!😍 Pomysł przeniesienia naszej pary do świata mugolskiego również fajny, choć nieprawdopodobny - taka podróż raczej nie byłaby możliwa. Mimo to tekst bardzo przypadł mi do gustu 😊
    Pozdrawiam,
    Charlotte Petrova

    OdpowiedzUsuń
  21. Jejuuu! To było coś! To jest jedna z najlepszych miniaturek ''dramione'' jakie czytałam ♥ Bardzoo się cieszę,że ją przeczytałam <3 Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze więcej miniaturek C;

    OdpowiedzUsuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia