sobota, 24 października 2015

Rozdział 12: Sam na sam z wrogiem

Zenit skrajnych uczuć
Rozdział 12: Sam na sam z wrogiem

Uczucie: Szok, dobroć, zgoda



UWAGA!: Ten rozdział nie jest początkiem wątku romantycznego.

Kilka dni później Hermiona nadal zastanawiała się, o czym rozmawiali Pansy i Malfoy. To było intrygujące. Mieli jakiś sekret, o którym nic nie wiedziała i prawdopodobnie nigdy niczego się nie dowie. Mogła nie podsłuchiwać tej rozmowy, przynajmniej nie zaprzątywałaby sobie tym głowy. Wtedy przekonała się, że gdy jej mama mawiała: Im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz, miała kompletną rację.
W wirze myśli, lekcji oraz czasu spędzonego z koleżankami, czas płynął nieubłaganie. Hermiona nie wiedziała, kiedy przyszedł grudzień, a wraz z nim przygotowania do Bożego Narodzenia. Gdy zakładała kurtkę, chroniącą ją przed chłodem, zastanawiała się, gdzie podziały się cztery miesiące jej życia. To było pytanie retoryczne – w końcu doskonale pamiętała niemal każdy swój dzień – jednakże nadal nie mogła pojąć, jak czas mógł tak szybko biec.
Tego dnia było wyjście do Hogsmeade. To idealna okazja, żeby kupić przyjaciołom prezenty na Gwiazdkę. Nie zamierzała jechać do Weasleyów. Wiedziała, że otrzyma zaproszenie, jednak już zaplanowała, że odmówi. Zazwyczaj spędzała te święta ze swoją rodziną. Owszem, traktowała Weasleyów, jak rodzinę, a Norę, jak (poniekąd) swój dom, jednakże gdyby tam pojechała, nie czułaby się sprawiedliwie w stosunku do swoich rodziców. To, że o niej nie pamiętali, nie oznaczało, że jej nie kochali. W głębi serca na pewno o niej wiedzieli. Niestety, to było zbyt głęboko… A poza tym to będzie idealna okazja, żeby przemyśleć sobie wszystko, poukładać w głowie, zaplanować sobie najbliższą przyszłość.
– Cześć, Hermiono. – Usłyszała głos Rona w Sali Wyjściowej. – Czekaliśmy na ciebie.
– Cześć – powiedziała, uśmiechając się. – Idziemy?
Ruszyli w stronę wyjścia. W drodze do Hogsmeade, rozpoczęła się rozmowa na temat świąt. Tak jak szatynka się spodziewała, otrzymała zaproszenie. Tak jak sobie zaplanowała – odmówiła. Z początku Ron i Ginny nie wzięli tego na poważnie. Jednak kiedy spostrzegli, z jaką powagą Hermiona im odmawia, postanowili zostawić ten temat na później. Nie chcieli kłócić się na środku ulicy.
W Hogsmeade najpierw poszli do Trzech Mioteł. Na szczęście było tam w miarę pusto, dzięki czemu zajęli jeden z bardziej kameralnych stolików. Madame Rosmerta niemal od razu ich obsłużyła i po chwili przyniosła im zamówione piwa kremowe.
– Słyszeliście o imprezie noworocznej u Justina Finch–Fletcheya? – spytał Harry, biorąc łyk piwa kremowego.
– Jasne, jakieś dwa tygodnie temu – mruknęła Ginny. – Romilda nigdy nie bierze sobie wolnego – westchnęła.
– A ja nie słyszałem – Ron wzruszył ramionami. Hermiona spojrzała na niego ze politowaniem. Nawet ona o tym wiedziała! Co z tego, że dowiedziała się dzień wcześniej…
– Wybieracie się? – spytał Potter.
– No raczej!
– Jeszcze nie wiem…
– Nie.
– Czemu nie? – zwróciła się Ginny do panny Granger.
– Przecież nie wyjeżdżam z Hogwartu i nie będę mogła wychodzić poza jego mury, prawda Harry? – Szatynka wzięła łyk napoju, by potem spleść dłonie na stoliku.
– Prawda – mruknął niechętnie czarnowłosy.
– I to jest kolejny powód, dla którego powinnaś pojechać na święta do Nory – zauważył Ron, próbując przekonać przyjaciółkę do swojego zdania.
– Już mówiłam coś na ten temat, Ronaldzie. – Fakt, że użyła jego pełnego imienia potwierdził, że chłopak stąpa po kruchym lodzie.
– Ale jakbyś zmieniła zdanie, to nas informuj. – Dziewczyna westchnęła ciężko, ale nic nie powiedziała.
– Hmmm… Ginny… –  zaczął Harry po chwili milczenia.
– Tak?
– Pójdziesz ze mną na tą imprezę?
– Pewnie! – zgodziła się pomimo groźnego wzroku brata, posyłanego w stronę przyjaciela.




.*.*.*.*.*.*.*.*.




Około godziny piętnastej rozdzielili się.
Hermiona nie ukrywała, że idzie na zakupy gwiazdkowe. Kiedy wyszli z Trzech Mioteł, zaczynał zapadać zmrok, a niektórzy zaczynali wracać do zamku. Mimo to, wszędzie były duże kolejki. Panna Granger nie wchodziła do żadnego ze sklepów. Postanowiła, że najpierw zobaczy, co nowego jest w Hogsmeade. Jak się okazało później, to nie było nic szczególnego – wszystko zostało po staremu, z wyjątkiem nowego oddziału Esów i Floresów. Księgarnia była mniejsza niż ta na Pokątnej, jednak przy małych sklepikach wydawała się być wielka.
W końcu zdecydowała się wejść do księgarni. Szczerze, to nie wiedziała, co kupić przyjaciołom. Nie planowała tego, bo wiedziała, że może nie wypalić i potem mimowolnie będzie czuła zawód. Dla świętego spokoju wolała pójść na tak zwany ”spontan” i weszła do księgarni.
Od razu poczuła woń nowych książek. Znalazła się w raju. Półki wypełnione zostały po brzegi lekturami, każda nowa i czekająca, aż chwyci się ją i przeczyta. Uśmiechnęła się delikatnie, ruszając między regały. Opuszkami palców dotykała każdą lekturę, czytając tytuł każdej z nich. Kiedy była w trakcie oglądania trzeciego regału, znalazła idealną książkę dla Rona – Świat według mugoli, czyli objaśnienia terminów, tamtejsza technologia i sposób bycia. W wakacje pan Weasley zaraził Rona miłością do mugoli. Ron cały czas wypytywał ją o różne rzeczy, jednak kiedy wrócił do Hogwartu, nie miał czasu na to zainteresowanie.
Bez chwili zastanowienia ruszyła w kierunku kasy. Kiedy mijała regał z albumami na zdjęcia, zatrzymała się. Zobaczyła jeden, ogromny album, obity w czarną sztuczną skórę. Uśmiechnęła się delikatnie, myśląc, ze jej rodzice mieli podobny. Znajdowały się tam jej zdjęcia z dzieciństwa. Teraz prawdopodobnie był pusty. W głowie mignęła jej myśl, że chciałaby mieć taki album, jaki właśnie tworzyła Parvati. Dlatego wzięła go i dopiero wtedy stanęła w kolejce.
Kiedy wyszła ze sklepu, od razu zauważyła, że jest już ciemno. Na zegarku sprawdziła godzinę – była siedemnasta. Miała jeszcze półtorej godziny. Nie wiedziała, gdzie pójdzie, dlatego ruszyła przed siebie. W pewnym momencie wyjęła z torby album i otworzyła go. Niemal od razu rzuciło jej się w oczy, że pod miejscem na zdjęcie, znajdowało się wolna linijka, zapewne stworzona, żeby napisać, gdzie i kiedy fotografia została wykonana. I wtedy poczuła ból i chłód.
Cholera – pomyślała.
– Cholera. – Usłyszała męski głos nad sobą. Spojrzała w górę. – Nic ci nie jest, Granger? – spytał Malfoy, stojący nad nią. Obok niego był Zabini, kiwający głową z politowaniem. Hermiona dopiero wtedy uświadomiła sobie, że wpadła na Draco i upadła na oblodzoną ulicę. Stąd ten ból.
– Nic mi nie jest – mruknęła, próbując wstać. Noga jej na to nie pozwalała, gdyż bardzo ją bolała.
Cholera – pomyślała ponownie.
– Może ci pomóc? – spytał po chwili z grzeczności, kiedy zauważył, że dziewczyna nie mogła wstać. I mimo tego, co powiedział, stał dalej, jak gdyby nigdy nic, z rękami w kieszeniach swojego czarnego płaszcza. Szatynka ponownie podniosła na niego wzrok i spojrzała w jego niebieskie oczy.
– Prosiłabym – mruknęła niechętnie. Chłopak wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać. – Dzięki, Malfoy – powiedziała, bo kultura tego wymagała. Kiedy chciała odejść stamtąd i zrobiła pierwszy krok, poczuła jeszcze większy ból, przez który omal nie upadła. Właśnie, omal. Malfoy znowu ruszył do akcji i ją uratował. – Co za bohaterski czyn – stwierdziła ironicznie, gdy ponownie stała na dwóch nogach, w tym jednej obolałej.
– Cóż, uratowałem twoją du… ekhem, twój tyłek, więc powinnaś być mi wdzięczna.
– Wdzięczna? Tobie? Za to, że wcześniej mi go poobijałeś? – Podniosła torbę i album. – Nie dziękuję – dodała, po czym zaczęła kuleć w stronę Hogwartu. Nici z jej dalszych zakupów. Trudno, poradzi sobie.
Malfoy odprowadził ją wzrokiem. Widział, że dziewczyna nie rady iść sama. W ciągu minuty przeszła ledwo kilka metrów, a do Hogwartu jeszcze daleko. Westchnął ciężko, po czym zwrócił się cicho do przyjaciela:
– Diable, przeproś ode mnie Notta, że nie przyszedłem.
– Czekaj, a gdzie ty idziesz?
– Pomóc jej. – Kiwnął w stronę Hermiony. Nie wiedział, co nim kierowało, ale zrobił to. Gryfonka zdziwiła się, kiedy poczuła, że Draco kładzie jej rękę na swoim karku i podtrzymuje ją.
– Co ty robisz? – spytała głośno, przyciągając spojrzenie kilku osób.
– Pomagam ci, bo nigdy nie dojdziesz do szkoły – syknął cicho.
– Ale ja nie potrzebuję twojej pomocy, sama świetnie sobie poradzę!
– Gwarantuję ci, że nie – wycedził przez zęby.
– Zostaw mnie!
– Słuchaj – zaczął, kiedy się zatrzymali. Mimo, że dziewczyna próbowała się wyrywać, to nie udało jej się to. – Innym bym nawet nie podał ręki, żeby im pomóc im wstać, a ciebie dźwigam. Nie utrudniaj mi tego, jasne? Wiedz, że miałem inne plany, ale twój nieszczęsny upadek uniemożliwił mi zrealizowanie ich.
– Powiedziałam, że nie musisz się mną przejmować. Idź, zrealizuj te swoje plany i nie wypominaj mi, jaki to byłeś dobry wobec mnie, że mnie prawie niesiesz!
– Nie ma takiej potrzeby, to tylko Nott – odezwał się. Dziewczyna spojrzała na niego. Nie był zły, a to nowość. Swoim zachowaniem uspokoił dziewczynę. Była święcie przekonana, że on to robi z łaski! A nawet jeśli tak było, to Malfoy był mistrzem ukrywania uczuć i emocji.
Szli tak kilka minut w ciszy, zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć. Hermionę niemiłosiernie bolała kostka. Dziewczyna wiedziała, że pierwsze, co zrobi w Hogwarcie, to odwiedziny u pani Pomfrey. Kolejny raz będzie u niej z urazem kończyny, to się nazywa szczęście.
– Która godzina? – spytał chłopak, wiedząc, że panna Granger nosi zegarek na nadgarstku. Niechętnie sprawdziła czas.
– Za dziesięć szósta.
– Nigdy nie wrócimy na czas, za daleko jesteśmy – zauważył. – A więc zrobimy to inaczej…
– Malfoy, nie wiem, co planujesz, ale chcę, żebyś wiedział, że ci nie ufam – ostrzegła Hermiona, kiedy blondyn zdjął jej rękę ze swojego karku.
– Cóż, pod tym względem jesteśmy tacy sami. – W jego głosie było czuć sporą dawkę ironii, jednak nie zdziwiło jej to. Kiedy to wypowiedział stanął przed nią, wyciągając ręce za siebie. Dał jej tym jasny komunikat, że chce ją nieść na plecach.
– Naprawdę będziesz mnie niósł na barana? – zdziwiła się szatynka, nie wykonując żadnego ruchu.
– Tak, no chyba, że wolałabyś, żebym niósł cię, jak pan młody pannę młodą. – Jeśli uważała, że jego poprzednia wypowiedź ociekała ironią, to nie potrafiła opisać tej. Może: ironia w czystej postaci?
– Nie, nie wolałabym – mruknęła cicho, po czym jak tylko mogła, wskoczyła na plecy chłopaka. Gdy ją chwycił, ruszył do przodu. – Malfoy, weź mnie uszczypnij, bo nie wiem, czy to sen czy jawa… –  Chłopak zrobił to, o co poprosiła. – AUA! Mocniej się nie dało? – Zaczęła rozmasowywać piekącą ją dłoń.
– A ten krzyk do ucha był konieczny? – syknął. – Kiedyś przez ciebie ogłuchnę.
– Nie dziękuj.
– Nie zamierzam.
I tak zakończyła się ich jakże fascynująca rozmowa. Hermiona starała się być w takiej pozycji, żeby nikt nie mógł dojrzeć jej twarzy, czyli krótko mówiąc, założyła na głowę kaptur i modliła się w duchu, żeby nikt nie poznał jej kurtki. Draco natomiast przyspieszył kroku, bo nie uśmiechało mu się słuchanie tysiąca plotek o nim i Granger. Dla niego wiadomym było, że gdyby Tracey Davids się dowiedziała to… Cóż, cała szkoła wiedziałaby o tym, zanim by powiedział, chociażby, bujda. Kto jak kto, ale Davids i ta przeklęta Gryfonka, Vane, nie biorą sobie wolnego od plotkowania, a ich zdolność do wyolbrzymiania jest wręcz imponująca.
Kiedy tak szli przez Hogsmeade, słyszeli wiele komentarzy – głównie dlatego, że do szkoły wracali jako jedni z ostatnich i mijali się z wieloma mieszkańcami. Właśnie przechodzili obok Trzech Mioteł, kiedy jakaś starsza kobieta powiedziała: Ach, jacy oni słodcy! Jak on ją musi kochać!. Draco chciał stanąć i uświadomić owej kobiecie, że prawdopodobnie nikt nigdy go tak nie obraził jak ona. I zrobiłby to, gdyby Hermiona nie ścisnęła go delikatnie. Dzięki temu, zamiast ochrzaniać staruszkę, ochrzanił ją. Nikt nie będzie mówił Malfoyowi, co ma robić, a czego nie!
Dupek – pomyślała trafnie. – Dupek Malfoy! Tak właśnie się nazywasz, wiem o tym! – krzyczała w myślach, ale tylko i wyłącznie tam. – Nie Draco, ale Dupek!
Jasne było, że nic nie usłyszał, choć kiedy tylko ta myśl przebiegła przez jej głowę, chłopak prychnął. Hermiona na początku przeraziła się, że może Malfoy umie czytać w myślach, bądź powiedziała to na głos, ale fakt, że nie poczęstował jej żadną wymyślną (bądź też nie) ripostą, uspokoił ją.
Gdy zbliżali się do Hogwartu, zaczął wiać wiatr. Na nieszczęście szatynki, cały czas zwiewał jej kaptur, przez co jej tożsamość nie była tajna. Mimo, że próbowała ponownie go założyć, okazało się to bezsensowne, gdyż wiatr nie dawał za wygraną i zdmuchiwał go dalej. Żeby nikt nie zobaczył jej oblicza, oparła czoło o lewe ramią blondyna, a kurtyna włosów przykryła jej policzki.
– Nie za wygodnie ci? – spytał mimochodem. Właśnie przekroczyli bramy Hogwartu.
– Zawsze mogło być lepiej.
– Taaa… –  mruknął tylko, po czym szedł dalej.
Kiedy przekroczyli próg szkoły, Draco raz szedł wolniej, raz szybciej i przy każdym rogu patrzył, czy nikt nie idzie z naprzeciwka. Hermiona doskonale go rozumiała – nienawidzili się, a sytuacja, w której się aktualnie znajdowali, była… Cóż, to wyglądało ciut dwuznacznie.
– He… He… He… –  Usłyszeli za sobą. Malfoy odwrócił się, żeby zobaczyć, kto znajduje się za nimi. Przy schodach stał Ron, z szeroko otwartymi ustami i oczami.
Cholera – pomyślała kolejny raz tego wieczoru.
– Hermiona? – dokończył nareszcie.
– Gratuluję, Weasley, myślałem, że nigdy ci się to nie uda.
– Tak, to ja, Ron.
– Aha – wydał z siebie, po czym ruszył przed siebie z nieprzytomnym wzrokiem i nadal rozdziawionymi ustami. Szedł na kolację do Wielkiej Sali, a że spotkał Draco i Hermionę, to czysty przypadek.
– Ekstra. – Przewróciła oczami. – A gdzie ty idziesz? Wieża jest w drugą stronę!
– Do Pomfrey, bo nie mam zamiaru cię jeszcze później dźwigać.
– Nikt ci nie kazał. A poza tym mogłeś mnie odholować do Wieży, poradziłabym sobie –powiedziała.
– Wiesz, że do Skrzydła Szpitalnego jest bliżej? – spytał, uśmiechając się kpiąco. Dobrze, miał jakiś dziwny napad dobroci, ale bez przesady. Nie będzie wchodził na piąte piętro, kiedy pierwsze jest dużo bliżej.
– Zmęczyłeś się trochę, prawda?
– Chciałabyś! Mam dobrą kondycję i gdybym się uparł, to mógłbym cię teraz odnieść do Hogsmeade. Ja nie jestem Potterem, czy Weasleyem, żeby noszenie takich chucherek, jak ty męczyło mnie!
– Dobra, Malfoy, nie unoś się tak. O, już jesteśmy! Nareszcie…
Pół godziny później Hermiona wyszła ze Skrzydła Szpitalnego wraz z Malfoyem. Chłopak miał nadzieję, że zostawi dziewczynę u Pomfrey i będzie mógł pójść na kolację. Pod tym względem był naiwny. Pani Poppy od razu przyjęła dziewczynę, to fakt, jednakże kazała chłopakowi pilnować, żeby się nie przemęczała. Zupełnie, jakby go to obchodziło! W dodatku panna Granger dowiedziała się, że zaniósł ją do Hogwartu tylko dlatego, że nie chciało mu się iść z Zabinim do Notta. To nie jego wina, że poprzeciągał go po całym Hogsmeade, wciągnął do każdego sklepu i przechodził obok każdego regału. Zachowywał się jak typowa zakupoholiczka. Nic więc dziwnego, że Draco wolał zataszczyć biedną Granger, swojego wroga, do szkoły, niż iść gdziekolwiek z Blaisem. A gdy wyszli z nieszczęsnego Skrzydła, okazało się, że kolacja właśnie dobiegła końca. Hermiona szła obok niego przy pomocy kul,  a on był głodny, bo spóźnił tylko i wyłącznie przez nią.
Tak, już nigdy nie będzie miły i potulny jak Gryfon, nie ma mowy!




.*.*.*.*.*.*.*.




Kilka dni później profesor Vector puściła listę, na którą wpisywały się osoby, które zostawały na święta w Hogwarcie. Hermiona miała szczęście, że była wtedy w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Jakież było zdziwienie, kiedy Gryfoni patrzyli, że wpisuje się na listę. Nie wiedzieli, co się stało – owszem, nie miała rodziców, ale zostaje w szkole, zamiast jechać do Weasleyów? Przecież się z nimi nie pokłóciła… Tak więc, dlatego uczniowie wyspekulowali, że nie dostała zaproszenia, co było zwykłą bujdą. Niestety, profesor Vector o tym nie wiedziała.
Właśnie dlatego zaprosiła Rona Weasleya do swojego gabinetu na dzień przed odjazdem. Na początku chłopak myślał, że opiekunka Gryffindoru dowiedziała się, że czasem w nocy bierze Pelerynę Niewidkę Harry’ego i idzie do kuchni. Uspokoił się, kiedy prosto z mostu spytała, czy zaprosił pannę Granger do siebie do domu. Wytłumaczył jej, że tak, ale odmówiła i został wypuszczony.
Następnego dnia, po śniadaniu, profesor Vector zaprosiła do siebie Hermionę. Ją także spytała o zaproszenie. Potwierdziła wersję Rona i, zachęcona przez nauczycielkę, opowiedziała o swojej sytuacji rodzinnej.
– Cóż, nie ukrywam, że czytałam o tym artykuł w „Proroku”, jednak nie do końca w to wierzyłam. Co jak co, ale to jest „Prorok”, jemu nie można do końca wierzyć. – Szatynka kiwnęła głową na znak, że ma takie samo zdanie, jak nauczycielka. – Miło mi, że ufasz mi na tyle, że się zwierzyłaś. Naprawdę, to wiele dla mnie znaczy… A co do twojego pobytu w Hogwarcie, to… Mogłabym cie prosić, żebyś zaopiekowała się Gryfonami. Chodzi mi o to, żeby nie narobili jakichś kłopotów.
– Oczywiście, pani profesor.
– Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Jesteś bardzo mądrą i uczynną dziewczyną – pochwaliła ją pani Septima, na co dziewczyna odwdzięczyła się uśmiechem i cichym ,,dziękuję’’. Następnie nauczycielka wyciągnęła małą karteczkę i podała ją pannie Granger. – To jest pozwolenie na urządzenie imprezy Sylwestrowej w Wieży Gryffindoru. Jesteście młodzi, macie prawo się bawić. Tylko pamiętaj, to ma być kulturalna zabawa!
– Oczywiście, pani profesor.




.*.*.*.*.*.*.




Dwudziestego drugiego grudnia wszędzie panował istny rozgardiasz. Hermiona żałowała, że tego ranka zgodziła się przyjść do przyjaciół. Wszyscy się pakowali, wszędzie wszystkiego było pełno, a co chwilę ktoś w dormitoriach przekrzykiwał się. Najczęściej padało pytanie „Nie widziałaś może…”, bądź „Nie wiesz może, gdzie jest…”.
Gdy wszyscy byli już spakowanii i wyszli z Wieży (a zajęło im to trochę czasu), pojechali powozami na peron. Panna Granger była w jednym powozie ze swoimi przyjaciółmi. Postanowiła, że pożegna ich przy pociągu, a potem spacerem wróci do zamku.
– Może jednak szybko wrócisz do Hogwartu, spakujesz się w niewyobrażalnie szybkim tempie i pojedziesz z nami na święta?
– Ron… - mruknęła ostrzegawczo.
– To była tylko taka luźna propozycja…
– Nie pogrążaj się, braciszku, dobrze? – przerwała mu Ginny. – Napisz do nas raz, lub dwa, jasne? A jakbyś pisała codziennie, to…
– Spokojnie, napiszę, nie martwcie się.
– Nie będzie ci się tu nudziło? – spytał Harry, kiedy wychodzili z powozu.
– Może i będzie, ale sobie poradzę. – Uśmiechnęła się.




.*.*.*.*.*.




Po obiedzie natychmiast wróciła do Wieży Prefektów. Po drodze wstąpiła do biblioteki i wypożyczyła kilka książek o transmutacji. Przez tą całą akcję z Draco nie miała prezentów dla przyjaciół.
Co złego, to zawsze Malfoy – pomyślała z przekąsem. Na szczęście dwa dni po wywrotce mogła już normalnie chodzić, jednak to nie oznaczało, że zapomniała – co to, to nie. Kiedy za szybko siadała, bolały ją jej tyły. Kiedy raz w Wielkiej Sali wyrwało jej się „Aua, mój tyłek. To wszystko przez Malfoya…”, musiała tłumaczyć Lavender przez okrągłe pięć minut, o co jej naprawdę chodziło i zapewniać ją, że nie ma nic wspólnego z chłopakiem.
Hermiona dziwnie się czuła będąc jedyną osobą w salonie. Owszem, czasem się zdarzało, że była sama, jednak zdarzało się to rzadko kiedy – najczęściej późnymi wieczorami. Cały wielki salon był tylko do jej dyspozycji. Kiedy rozejrzała się dookoła, stojąc między schodami, wiedziała, że czegoś jej brakuje. I nawet nie chodziło jej o ludzi, którzy zazwyczaj tu byli, tylko o coś zupełnie innego. No nic… Później z pewnością przypomni jej się, co to było.
Położyła kilka książek na stoliku, a wzięła tą najgrubszą. Następnie usiadła na kanapie i zaczęła czytać. W pierwszych trzech rozdziałach nic nie znalazła. Prawdę mówiąc, to znajdowały się tam tylko podstawy transmutacji. Dziewczyna odłożyła księgę w środku czwartego rozdziału, kiedy to pojawiły się dwa zaklęcia z początków pierwszej klasy. Potem wzięła „Zaklęcia transmutujące na każdą okazję”. Tam było dużo więcej interesujących ją informacji.
Kiedy brała się za rozdział trzeci, portret Cichej Charlotte uchylił się, a do salonu weszła pewna osoba. Zaczytana Hermiona nie była niczego świadoma, gdyż świat regułek pochłonął ją bez reszty. Zresztą, osoba, która właśnie weszła do pomieszczenia także nie wiedziała o dziewczynie leżącej na kanapie. Jakie zdziwienie ją dopadło, kiedy usiadła na fotelu i pierwszym, co zobaczyła, to Gryfonka.
–  GRANGER?! – krzyknęła owa osoba. Przestraszona Hermiona podniosła się do pozycji siedzącej.
–  MALFOY?! – odkrzyknęła zszokowana. Na fotelu, w stroju od Quiddticha i w kurtce siedział zziajany blondyn.
–  Co ty tu robisz i czemu, do diabła, nie ma cię u Weasleya? – spytał chłopak, kładąc swoją miotłę na podłodze, obok siedzenia.
–  Cóż, mogłabym cię spytać o to samo, tylko zamiast powiedzieć „Weasley”, powiedziałabym „Zabini”. – Odłożyła książkę. – Ale jeśli już musisz wiedzieć, co tu robię, to jestem, żyję, czytam…
–  Gadasz zupełnie, jakby mnie to interesowało.
–  Sam spytałeś – zauważyła. – A ty? Czemu tu jesteś? Spóźniłeś się na pociąg?
–  Nie, w ogóle się nigdzie stąd nie ruszałem. – Rozsiadł się wygodniej w fotelu, unosząc prawą brew. – A ty? Czemu tu jesteś? Spóźniłaś się na pociąg? – powtórzył jej słowa, śmiejąc się przy tym wrednie.
–  W ogóle nie zamierzałam nigdzie jechać. – Podniosła się. – I wiesz co? Gdybym wcześniej wiedziała, że ty też zostajesz na Święta w Hogwarcie, to pojechałabym do Weasleyów – dodała, po czym odeszła. Wiedziała, że to zbyt piękne, że na obiedzie nie było żadnego Ślizgona. A mogła to przewidzieć…




.*.*.*.*.




Następnego dnia Draco zaspał na śniadanie. Cóż, miał wolne, należało mu się! Wreszcie mógł spać, ile dusza zapragnie, czemu więc z tego nie skorzystać? Zresztą… godzina dwunasta, to dobra godzina, żeby wstać…
Kiedy zszedł do salonu, zrzędła mu mina. Stało tam coś dziwnego, znał to z opowiadań ojca. Tylko jak to się nazywało? Chichonka? Chachinka? Jakoś tak, nieważne. Ważnym było, że to wymysł mugoli, a stało w, poniekąd jego, salonie! A on był czarodziejem z czystej krwi i kości! To nie mogło tak po prostu stać w tym oto salonie…
–  O, Śpiąca Królewna w końcu wstała. – Usłyszał głos Hermiony, która właśnie wieszała kolejną świecącą kulkę na drzewo.
–  Co to jest? – Szatynka spojrzała na niego jak na niedorozwiniętego.
–  Choinka – powiedziała z miną sugerującą, że powinien to wiedzieć. No, prawie miał rację z tą „chichonką”. – To ty nie wiesz takich rzeczy?
–  Pfff… Oczywiście, że wiem! Po prostu brakło mi słowa, miałem go na końcu języka. – Na te słowa Gryfonka przewróciła oczami.
–  Jasne.
Hermiona podziwiała swoje transmutacyjne dzieło. Odpowiednie zaklęcia wyczytała w dziewiątym rozdziale. Uznała, że skoro zbliża się Boże Narodzenie, to choinka jest obowiązkowa. Nie mogła się oprzeć, dlatego jeszcze przed śniadaniem wyczarowała drzewo i zajęła się aparatem. Znalazła zaklęcie, które dało mu magiczne właściwości. Chciała sprawdzić jego działanie, dlatego sfotografowała widok za oknem. Działało! W dodatku zdjęcia, które miała w poprzednich lat (niewiele ich posiadała, ale jednak), także się ruszały.
Kiedy przyszła po śniadaniu, była bardzo zadowolona. McGonagall stwierdziła, że żebyuczniom się nie nudziło, mogą wybrać się do Hogsmeade. Dyrektorka nie wiedziała, że ratuje życie biednej Hermionie, która nie miała przecież prezentów dla przyjaciół. Niestety, dziewczyna zaczęła prace nad choinką, więc musiała poczekać, zanim pójdzie.
Tak więc, gdy tylko wróciła do salonu, zaczęła wyczarowywać łańcuchy, samoświecące światełka oraz bombki. Właśnie kończyła, kiedy Malfoy zaszczycił ją swoją obecnością. Wziął jedną z bombek i zaczął się nią bawić jak dziecko. Dziewczyna kompletnie nie rozumiała, co go tak fascynuje w ozdobie i wolała o to nie pytać. Zamiast tego wyczarowała gwiazdę na czubku i wzięła swój zaczarowany aparat. Stanęła kilka metrów dalej i zrobiła zdjęcie choinki. Jak się później okazało, Draco też się na nie załapał.
–  Malfoy, mógłbyś się odsunąć? – spytała. Chłopak podniósł na nią wzrok, uśmiechnął się, po czym stanął dokładnie przed choinką. Założył ręce, podniósł prawą brew oraz brodę, a jego uśmiech przybrał miano kpiącego.
–  Tak lepiej?
–  Oczywiście. – Panna Granger zmrużyła oczy. Skoro tak z nią grał, to dobrze. Podniosła aparat i zrobiła zdjęcie chłopakowi. – Gotowe.
–  Bardzo dobrze – mruknął, odwracając się do drzewa. Odwiesił bombkę na swoje dawne miejsce. A kiedy był tyłem do szatynki, ta pokazała mu język.




.*.*.*.




Kolejnego poranka była wigilia Bożego Narodzenia.
Hermiona miała już dosyć ciągłych kłótni z udziałem Malfoya. Owszem, nienawidzili się, jednak… to było Boże Narodzenie. Okres, kiedy ludzie się godzą, czy wybaczają różne przewinienia. Nie chodziło jej o to, żeby pogodzić się z Malfoyem na zawsze – musiała sama przed sobą się przyznać, że to niemożliwe – ale zależało jej na tym, żeby spędzić te święta w miarę spokojnie. Nie uśmiechało jej się sprzeczać co pół godziny, a skoro jest skazana na Ślizgona… Cóż, nie ma innego wyjścia, jak spróbować. Mógł ją wyśmiać, mógł powiedzieć, że jest naiwna, ale przynajmniej będzie wiedzieć, że próbowała.
Po śniadaniu Draco gdzieś zniknął. Możliwe, że znowu poszedł na miotłę, tego nie wiedziała. Czekała na niego w salonie, a żeby zająć sobie czas, zaczęła czytać jedną z wypożyczonych książek. Jeszcze ich nie zwróciła, gdyż stwierdziła, że zaklęcia zawarte w nich kiedyś na pewno jej się przydadzą. Już miała prezenty dla przyjaciół, ale to nie oznaczało, że kiedyś nie znajdzie się w podobnej sytuacji. W końcu nie bez powodu mawiają, że strzeżonego pan Bóg strzeże.
Dla Rona miała książkę o mugolach, którą kupiła tuż przed upadkiem. Dla jego rodziców kupiła śliczny, ręcznie robiony pled. Wiedziała, że pani Weasley spodoba się wzór, a pan Weasley będzie go używał do popołudniowych drzemek. Ginny kupiła perfumy o zapachu konwalii i róż. To ulubione kwiaty rudej, więc wierzyła, że jej się spodobają. Ona osobiście je pokochał. Harry’emu zamierzała podarować nowy Zestaw Do Czyszczenia Mioteł z dodatkowymi funkcjami. Tamten mu się skończył, a zapomniał kupić nowy…
Nie musiała czekać na chłopaka długo, gdyż ten zaraz wrócił do Wieży. Był jedynym Ślizgonem, który został w Hogwarcie. Owszem, dostał zaproszenie na Święta od Zabiniego i od Pansy, ale żadnego nie przyjął. Panna Parkinson miała skomplikowaną sytuację rodzinną, więc mieszkała u ciotki, która go nienawidziła i nawet tego nie ukrywała. A Zabini… Matka Zabiniego miała nowego narzeczonego, który miał zostać jej ósmym mężem. Wolał oszczędzić wstydu przyjacielowi, nie ukrywał, że to byłaby krępująca sytuacja dla wszystkich.
–  Malfoy? – Usłyszał cichy głos Hermiony. W planach miał wybrać się do swojego pokoju i… W sumie, to tylko tyle miał w planach.
–  Czego? – Odwrócił się przodem do niej. Gryfonka, słysząc ton jego głosu, od razu pomyślała, że jej odbiło. Mimo to, trzymała się swojego poprzedniego planu. – Znaczy się, słucham? – Przypomniał sobie o zasadach dobrego wychowania.
–  Wiesz, teraz są święta i pomyślałam sobie… No wiesz… Boże Narodzenie to okres zgody i w ogóle… –  jąkała się.
–  Co mi sugerujesz? – spytał.
–  To, że skoro spędzamy ten czas, poniekąd razem, to powinniśmy chociaż spróbować się tolerować. – Draco uniósł brew. – Nie mówię, że cały czas, bo nie wytrzymałabym, tylko… tak… do powrotu reszty. Co ty na to?
Chłopak nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Ta Gryfonka proponuje mu zawieszenie broni? Ona? To… To po prostu było dla niego niemożliwe, nie oszukujmy się. A kiedy spojrzała mu w oczy, zobaczył w nich zupełną szczerość.
Ale on ma śliczne oczy… – pomyślała po chwili, jednak zaraz czar prysnął. – Żadne piękne! Po prostu są duże i niebieskie… Prawie jak moje…
Zamiast dalej rozmyślać o jego oczach, wyciągnęła rękę na zgodę. A on? On ją uścisnął, mrucząc pod nosem Zgoda. Przyznawał jej całkowitą rację, nawet jego matka mawiała, że Święta Bożego Narodzenia to czas zgody. Już nie żyła… Jednak chłopak miał zamiar wziąć do serca wszystkie rady, które od niej otrzymał, a nie od ojca, który grzał celę w Azkabanie. W ogóle chciał zapomnieć o Lucjuszu, chociaż wiedział, że nie jest to możliwe.
Kiedy tak stali z uściśniętymi dłońmi, wpatrując się w swoje oczy, uświadomił sobie coś jeszcze. Hermiona rzeczywiście była podobna do… W każdym razie, z wyglądu na pewno i zauważył to. Tylko charakter miały inny, sama Pansy to powiedziała. I zazwyczaj miała rację, dopiero w tamtym momencie to zobaczył.
W końcu Hermiona puściła jego dłoń i ponownie usiadła na kanapie. Czuła się dziwnie. Prawdę mówiąc, to nie spodziewała się kilkudniowego rozejmu z chłopakiem. Cóż, niezła niespodzianka. Kiedy chwyciła książkę i miała zamiar wziąć się za dalsze czytanie, Draco usiadł na fotelu i zabrał głos:
–  Granger… –  Podniosła na niego wzrok. – Skoro na razie się nie kłócimy, to mam do ciebie pytanie.
–  Możesz pytać, ale pod jednym małym warunkiem – powiedziała. – Pytanie nie może dotyczyć rzeczy osobistych, moich sekretów, nie może być idiotyczne, ani obrażać mnie w jakikolwiek sposób. – Blondyn przewrócił oczami.
–  Co to są łyżwy?
–  Łyżwy? – zdziwiła się.
–  No tak… Łyżwy. No chyba, że to ma inną nazwę, albo źle to powiedziałem.
–  Nie, dobrze to powiedziałeś tylko… To jest mugolska rzecz – westchnęła. – A dokładniej są to buty z metalową płozą u dołu, służące do jazdy na lodzie. Mugole uprawiają taki sport jak łyżwiarstwo, a ci najlepsi jeżdżą na zawody.
–  Sport powiadasz…




.*.*.




–  I właśnie tak wyglądają łyżwy.
–  Mówiłaś, że są straszne, ale wcale nie jest tak źle! Patrz, chodzę i jeszcze nie upadłem. Ha!
–  Wow, po śniegu każdy umie chodzić w łyżwach – mruknęła.
–  Mówisz tak, bo boli cię, że jestem pogromcą sportów! Nawet tych mugolskich. Po prostu nie ma dyscypliny, z którą bym sobie nie poradził – uśmiechnął się kpiąco. Hermiona, za jego namowami, wyszła z nim na dwór i miała uczyć go na nich jeździć.
–  Dobra, łyżew używa się na lodzie, Malfoy – powiedziała, gdy znalazła się na jeziorze skutym lodem. Oczywiście, rzuciła na nie zaklęcie utrwalające, żeby lód się nie pękł.  – Chodź tu. – Draco pewnie ruszył ku Hermionie. Gdy postawił swoją prawą nogę na tafli, stracił równowagę i upadł.
–  Co to ma być?
–  Życie, Malfoy, życie. Widzisz, ono często z nas kpi – rzekła, śmiejąc się głośno.
–  No rzeczywiście, bardzo śmieszne.




.*.




Dwie godziny później Draco potrafił jeździć na łyżwach.
Hermiona zdziwiła się, że tak szybko załapał, o co chodzi. Miał rację, że jest pogromcą sportów. Ona, córka mugoli, uczyła się jeździć przez kilka dni, a jemu to zajęło dwie nędzne godziny. To się nazywa sprawiedliwość…
Ślizgonowi przypadł do gustu ten rodzaj rozrywki. Nie wiedział, że mugole w zimę mają to na co dzień – a przynajmniej ci, którzy chcą. Czarodzieje nie mieli dużo sportów. W sumie Quidditch był jedyny, a normalni ludzie mieli ich od groma. Może kiedyś jeszcze udobrucha Granger i pokaże mu coś jeszcze…
Draco czuł się na tyle pewnie na łyżwach, że zaproponował dziewczynie wyścig do wysepki, która znajdowała się całkiem daleko. Pomyślał, że skoro ona jeździ szybko, to równie szybko się męczy. I kiedy tylko spowolni, wyprzedzi ją i wygra.
–  Taki chojrak jesteś? W takim razie ty mówisz „Start” – zarządziła Gryfonka.
–  Start – powiedział niemal od razu, po czym zaczął jechać. Dziewczyna w tamtej chwili wykazała się słabym refleksem, bo wystartowała, kiedy on był kilka metrów od niej.
Niewiele czasu zajęło jej wyprzedzenie go. Owszem, nauczył się jeździć w dwie godziny, ale doskonalenie jazdy zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Malfoy przekonał się o tym w połowie wyścigu – niestety, za późno. Dziewczyna była za daleko, żeby ją zawołać, bo i by go nie usłyszała.
Jestem Malfoyem, a żaden Malfoy się nie poddaje – pomyślał dumnie. – A ona pewnie wspomaga się zaklęciami, żeby wygrać.
W tej kwestii się mylił – panna Granger była osobą uczciwą, czasem nawet do bólu. Oczywiście, czasem zdarzało jej się złamać regulamin, ale nie dosyć często. Nie wspomagała się zaklęciami, bo wiedziała, że wygra. Skąd? Intuicja jej tak podpowiedziała – Malfoy to chojrak, który myśli, że wszystkiego nauczy się w mgnieniu oka. Naiwny…
Gdy dotarła do wysepki, obejrzała się za siebie. Blondyn był daleko w tyle, a dokładniej w połowie trasy. Weszła na plażę, po czym przetransmutowała swoje łyżwy z powrotem na buty. Dyszała ciężko, w końcu jechała dosyć szybko. I wtedy poczuła dziwne ciepło.
Co jest? – przemknęło jej przez myśl. Zdjęła kurtkę, ale nadal było jej ciepło. Wtedy, pchnięta impulsem, odwróciła się.
Na tej wyspie panowało lato. Dosłownie. Drzewa miały liście, ptaki i motyle latały, kwiaty kwitły, a na ziemi nie było grama śniegu. Słońce świeciło intensywnie, przez co dziewczynie z każdą chwilą było goręcej. Ponownie spojrzała na jezioro. Na nim nadal panowała zima.
Gdzieś o tym czytałam, na pewno. Znam to!
W tym czasie, gdy ona próbowała przypomnieć sobie, skąd zna to miejsce, Draco dojechał do wysepki. Pomimo swej bardzo dobrej kondycji, czuł się okropnie zmęczony. Kompletnie nie wiedział, jak wróci. Wszedł na piasek, a dyszeniem oznajmił Hermionie, że już dojechał na metę.
–  Granger… Odtransmutuj… Mi… To… TERAZ!
–  Jasne. – Wykonała na wpół przytomnie to polecenie, nadal myśląc.
–  Ej, byłem tu – zauważył, kiedy porozglądał się wokoło.
–  Byłeś tu?
–  Ano byłem. Tam jest takie wielkie drzewo, daje ogromnie dużo cienia. Nie wiem, jak ty, ale ja tam idę, nie wytrzymam w tym ukropie. – W czasie, kiedy to mówił, zdjął kurtkę, czapkę i rozpiął koszulę do połowy. Hermiona pozbyła się bluzy, zostając w bluzce z krótkim rękawem, spodniach i butach.
–  Wielkie drzewo?
–  Tak, Granger, powiedziałem wielkie drzewo.
–  Malfoy, ja wiem, gdzie jesteśmy! – olśniło ją. – Przecież to jest…




____________________
Cześć!  
Wiem, że rozdział miał być jutro, ale udało mi się go skończyć wcześniej. Dziś są moje, więc mam nadzieję, że prezent-rozdział się spodoba :P
Teraz oddam się w wir nauki (Mamo, ratuj, ja nie chcę...), a Wam życzę miłego weekendziku :D
Pozdrawiam serdecznie,
Feltson  

14 komentarzy:

  1. Wyspa Zakochanych? Tak to się nazywało! Jejku, jakie to słodkie!
    Malfoy umie jeździć na łyżwach! Cieszę się, że są w zgodzie. Mam nadzieję, że potrwa to dłużej...
    Ciekawe o kim myślał wtedy Malfoy. Do kogo Hermiona jest tak podobna? Wytłumacz mi to, teraz!
    Rozdział jest wspaniały.
    Z okazji urodzin
    Życzę Ci gwiazdki z nieba, która spełni wszystkie Twoje życzenia!
    Czekam na kolejny rozdział! Z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję zarówno za opinię, jak i za życzenia <3
      Co do tej dziewczyny, to wszystko wyjaśni się w następnym rozdziale :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  2. Witaj!!
    Razem z pozostałymi administatorkami Katalogu Granger pragnę złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia z okazji urodzin! Czego życzymy Ci w tym wyjątkowym dniu? Przede wszystkim radości z każdego kolejnego dnia i uśmiechu, który nigdy nie zniknie z Twojej twarzy! Samych najwierniejszych przyjaciół, najsilniejszej miłości, nieskończonej weny do pisania swoich opowiadań i... och, po prostu wszystkiego najlepszego!

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i również serdecznie pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  3. Przerwać wtakim momencie. to bylo złośliwe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale nie chciałam za wiele zdradzać :c

      Usuń
  4. Wszystkiego naj naj naj najlepsiejszego :* duzo radości i szczęścia :* i weny!! Umrę do następnego rozdziału :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia :)
      Jestem pewna, że uda Ci się wytrzymać do rozdziału :P
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  5. Ale dlaczego właśnie teraz zakończylaś? To było takie piękne. Wczulam się a tu koniec.
    Rozdział świetny, fajne połączenie świąt, małego wypadku, zakupów i łyżwy. Mega!!!

    Czekam na kolejny rozdział

    zapraszam do siebie na nowy rozdział dramione-zyciepelneniespodzianek.blogspot.com

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Następny rozdział będzie podobny do tego, więc klimat pozostanie ten sam...
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  6. Nie wiem czemu nie skomentowałam od razu…
    Rozdział śliczny, taki aww *·*
    Draco taki słodki… I z tymi łyżwami.
    Żeby Dramione się udało trzeba oczarować czytelników postacią Dracona – Tobie się to udało.
    Weny <3 Czekam na kolejny rodział ^·^!
    http://zyj-szczesliwie-nowe-pokolenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki <3
      Cieszę się, że oczarowałam Cię Draco :)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  7. Kiedy następny? ♥.♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawił się kilkanaście dni temu...
      http://accio-love-dramione.blogspot.com/2015/11/rozdzia-13-wyspa-zakochanych.html

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia