niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 7: Szkółka Merlina

Zenit skrajnych uczuć
Rozdział 7: Szkółka Merlina

Uczucie: Szczęście, zachwyt, zaskoczenie





–  Nie wierzę… –  wyszeptała – To… to niemożliwe.
Była w szoku. Stało się coś, co jeszcze poprzedniego ranka było nieosiągalne, niemożliwe, a jednak stało się. Udało jej się. Zszokowana dziewczyna odwróciła się tyłem do drzwi, a na jej twarz wkradł się uśmiech. Pierwszy od kilku miesięcy, szczery, prawdziwy i niewymuszony. Draco zdziwił się, gdy zobaczył zachowanie Hermiony. Słyszał plotki o tym, że nie umiała się śmiać, była wiecznie smutna i tak dalej. A co on widział? Uśmiechnięta Granger, czyli idealne zaprzeczenie wszystkich szkolnych pogłosek.
Ostatni raz wierzę w jakiekolwiek słowo Davids bądź którejś Greengrass – pomyślał Malfoy, zakładając ręce na piersi, jakby był obrażony. Dziewczyny uwielbiały rozsiewać pogłoski. Czasem mówiły coś zgodnego z prawdą. Właśnie – czasem. Draco rozmyślał na temat plotkarek ze Slytherinu, zamiast zainteresować się rzeczą, która według Hermiony była niemożliwa.
–  Co się stało? – spytała Carmen, podbiegając do starszej Gryfonki.
–  Właśnie, co tam jest napisane? – dodała Melody.
–  My… –  nie wiedziała, jak się wysłowić.
Draco w akcie zdenerwowania podszedł do drzwi. Nic ich nie wyróżniało, po prostu były stare, brudne i zniszczone. Co zachwyciło w nich Granger? W tym momencie spojrzał na plakietkę i niemal natychmiast zrozumiał, o co jej chodziło.
–  Szkółka Merlina – przeczytał blondyn – to są chyba jakieś żarty.
–  Nie wiem, musimy to sprawdzić – stwierdziła Hermiona.
–  Chyba tego nie zrobisz? – zapytał retorycznie Draco. Niby Granger była rozsądna, ale czy akurat w tamtym momencie? Nie zachowywała się naturalnie, nie była sobą, nie myślała o konsekwencjach. Co jeśli to czysta bujda? O tym Gryfonka nie myślała, a przynajmniej tak mu się wydawało.
–  A co, boisz się? Nie wiedziałam, że jesteś taki grzeczny, Malfoy.
–  Ja nie wiedziałem, że jesteś taka niegrzeczna.
–  Nie kłóćcie się, proszę… –  przerwała im Melody. Dziewczyna nienawidziła kłótni, awantur czy nawet małych nieporozumień i dlatego nie chciała, aby Draco i Hermiona spierali się. Zdecydowanie wolała zgodę i nieświadomie liczyła, że kiedyś będzie tylko pokój.
–  I tak cię nie posłucham… –  zauważyła panna Granger, po czym zdrową ręką rzuciła zaklęcie. – Alohomora!
Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem, ukazując ciemne pomieszczenie, które znajdowało się za nimi. Hermiona pewnym ruchem otworzyła je szerzej, dzięki czemu mogła tam wejść. Rzuciła zaklęcie Lumos Maxima, aby dobrze widzieć i rozejrzała się. Szkółka Merlina okazała się być jedną salą lekcyjną. Kilkanaście dwuosobowych ławek stało w dwóch rzędach. Stoliki zostały wykonane z ciemnego drewna, podobnie jak krzesła, na których siedzieli uczniowie. Największy ze stolików, stojący naprzeciw ławek był biurkiem samego Merlina. Nadal leżało na nim pełno pergaminów, piór i butelek z zużytym atramentem. W kącie sali było pełno kawałków drewna oraz innych rzeczy, w których Hermiona rozpoznała m.in. pióra feniksa.
Zapewne jest to pamiątka po lekcjach różdżkarstwa – przeszło jej przez myśl, zresztą bardzo słusznie. Dziewczyna dobrze wiedziała, że Merlin wynalazł pierwszą czarodziejską różdżkę i przekazał całą wiedzę o wynalazku swoim uczniom. Wybrał ich bardzo dokładnie – musiał bowiem czuć, że też mają w sobie magię. Owszem, to nie było proste, ale możliwe. Wśród uczniów Merlina znaleźli się przodkowie  Olivandera i Gregoriowicza.
–  No nieźle – skomentował sytuację Draco. – Mi to zawsze musi się coś przydarzyć.
Hermiona spojrzała na niego, ale nic nie powiedziała.



.*.*.*.*.*.*.*.*.*.



Dochodziła piąta nad ranem, gdy do gabinetu ktoś zapukał. Znajdująca się w środku profesor McGonagall nagle obudziła się z krótkiego i płytkiego snu. Podeszła do drzwi i otworzyła je, nie zwracając uwagi na wczesną porę.
Jej oczom ukazała się zaginiona czwórka uczniów. Kamień spadł z jej serca, gdyż odnaleźli się cali i zdrowi – nie licząc złamanej ręki panny Granger. Dyrektorka nie musiała zawiadamiać o zdarzeniu aurorów, co także było jej na rękę, ponieważ mieli oni po wojnie całkiem sporo pracy. Wciąż łapali zbiegłych Śmierciożerców i szukali zaginionych czarodziei. Gołym okiem było widać, że uczniowie przebyli bardzo długą i męczącą drogę. Mieli rozczochrane włosy, a dodatkowo wplątane w nie były małe gałązki. Ich twarze były podrapane, a ciała posiniaczone i brudne.
–  Merlinie, co wam się stało?
–  W środku Zakazanego Lasu żyje stado akromantul, przed którymi musieliśmy uciekać – wytłumaczyła panna Granger.
–  I jak sobie z nimi poradziliście? – spytała nauczycielka transmutacji, wpuszczając ich do gabinetu.
–  Nie poradziliśmy… –  stwierdził Draco, padając na fotel. Reszta stała, jednak jemu to nie przeszkadzało.
–  Po prostu wpadliśmy do dziury i tam znaleźliśmy Melody i Carmen. Potem znaleźliśmy korytarz, który doprowadził nas do Szkółki Merlina, a potem wyszliśmy z niej przez tajemne wyjście – opowiedziała krótko szatynka.
–  Niech panna Granger powtórzy… Szkółki Merlina?
–  Tak, pani dyrektor, Szkółki Merlina.
–  Ale przecież to legenda…
–  Właśnie, że nie, byliśmy w niej – powiedziała Hermiona z pewnością w głosie. Wtedy profesor McGonagall doszła do wniosku, że jednak będzie musiała zawiadomić pewien organ Ministerstwa Magii o tym, co się zdarzyło.



.*.*.*.*.*.*.*.*.



Hermiona obudziła się koło godziny dziesiątej.
Niemal od razu stwierdziła, że coś jest nie tak. Nie spała u siebie. Szybko usiadła, przez co zakręciło się jej w głowie. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Znajdowała się w Skrzydle Szpitalnym. Na łóżku po jej prawej stronie leżał Draco, a po lewej Melody i Carmen. Szatynka ponownie położyła się. Ręka bolała ją niemiłosiernie, przez co w ogóle nią nie ruszała.
Dziewczyna zaczęła zastanawiać się, czy to, co zdarzyło się w nocy, było prawdą. Czy naprawdę znalazła Szkółkę Merlina? Nadal nie mogła w to uwierzyć. To wydawało się być nierealne, jednak stało się prawdą. Odkąd wróciła do szkoły zdarzyło się wiele dziwnych rzeczy – była na okładce Proroka Codziennego jako ikona mody, polubiła Pansy Parkinson, dostała własne dormitorium, używała wanny w Łazience Prefektów jako basenu, miała własną imprezę urodzinową i teraz to. Rzeczywiście, dużo się działo i miała wrażenie, że jeszcze dużo się stanie. Ten rok zaczął się dziwnie, wiec pewnie tak samo się skończy. Westchnęła. Jej myśli spłynęły na temat jej samopoczucia. Czuła się… inaczej, normalnie – nie tak jak wcześniej. Zupełnie, jakby żal spłynął z jej serca. Uśmiechnęła się. Już wiedziała, że wszystko wróciło do normy.
Nagle drzwi do Skrzydła Szpitalnego otworzyły się. Do środka weszła pani Pomfrey z tacą pełną eliksirów.
–  O, widzę, że panienka już się obudziła. Dobrze się czujesz? – spytała kobieta, stawiając tacę na szafeczce stojącej przy łóżku Hermiony. Następnie zaczęła wybierać poszczególne eliksiry.
–  Tak, bardzo dobrze – spróbowała usiąść na łóżku.
–  Nie, proszę leżeć i odpoczywać – nakazała uzdrowicielka, po czym wręczyła pannie Granger kilka fiolek. Posłusznie wypiła wszystkie lekarstwa, które nie smakowały najlepiej. – Przykro mi, ale będziesz musiała przez tydzień chodzić z mugolskim gipsem, ponieważ Szkiele–Wzro jeszcze nie dojrzał i nie mogę Ci go podać – poinformowała kobieta.
–  Nic nie szkodzi, proszę pani, już kiedyś miałam złamaną rękę – Hermiona uśmiechnęła się uprzejmie.



.*.*.*.*.*.*.*.



Około godziny piętnastej Hermiona była tak bardzo znudzona, że rozmawiała z Malfoyem. Rozmawiała… Nie, to za dużo powiedziane. Ona wymieniała z nim krótkie, aczkolwiek przepełnione jadem zdania. Co ciekawe – sama zaczęła. Dawno nie była tak zdesperowana, by robić coś idiotycznego z własnej, nieprzymuszonej woli.
–  Zawsze sądziłam, że jesteś głupi. Myliłam się. Jesteś bardzo głupi.
–  Granger, staczasz się. Od godziny nie powiedziałaś żadnego terminu naukowego. Dobrze się czujesz, główka cię nie boli?
–  Bardzo śmieszne. Ja chcę tylko, żebyś zrozumiał cokolwiek z tego, co mówię.
–  No, właśnie słyszę, że starasz się nie seplenić…
–  Ty świnio!
–  W dodatku gadasz do siebie…
Zdenerwowana dziewczyna wzięła swoją poduszkę i rzuciła nią w chłopaka. Pech chciał, że złapał ją, nim jeszcze dobrze zdążyła go trafić w twarz. Potem położył ją sobie na swojej poduszce i opadł na nią. Uśmiechnął się złośliwie, kładąc się przy tym w wygodnej pozycji. W tym samym czasie panna Granger wciąż krzyczała do niego, aby oddał, poniekąd, jej własność, a Melody z Carmen obserwowały całą sytuację, co chwilę wybuchając śmiechem. Gdy miarka się przebrała szatynka wstała i zaczęła zdrową ręką wyszarpywać poduszkę spod pleców Malfoya. W tym samym czasie do Skrzydła weszła pani Pomfrey, profesor McGonagall i jakaś nieznana kobieta.
–  Panno Granger, co to ma znaczyć! Miała pani leżeć i odpoczywać! – zwróciła jej uwagę pani Pomfrey, gdy zobaczyła sytuację, która się rozgrywała.
–  Przepraszam – odpowiedziała skruszona, siadając na swoim łóżku. Spojrzała na Malfoya, który właśnie się z niej śmiał, układając się wygodniej na poduszkach.
A żeby cię piorun trzasnął! – pomyślała, mrużąc niebezpiecznie oczy.
–  Nic nie szkodzi, bo i tak was wypisuję – powiedziała uzdrowicielka. Szatynka otworzyła szeroko oczy. W końcu uwolni się od tego irytującego chłopaka, jakim był Malfoy. Czyż to nie jest cudowna perspektywa? Od razu poczuła się lepiej, ból w kończynie zniknął, jak ręką odjął.
–  Tak, za godzinę widzę pannę Granger i pana Malfoya w moim gabinecie – powiadomiła profesor McGonagall swoim ulubionym tonem, na co szatynce zrzedła mina. – Zaprowadzicie nas do Szkółki Merlina – dodała, gdy zauważyła pytające miny uczniów. Stojąca obok niej nieznajoma kobieta przyglądała się im krytycznym wzrokiem z wysoko uniesioną brwią, jakby właśnie myślała: I to oni znaleźli Szkółkę Merlina?
–  Oczywiście, pani dyrektor – rzekła Hermiona.



.*.*.*.*.*.*.



–  Hej, chłopcy, widzieliście dziś Hermionę? – zapytała Ginny, siadając naprzeciw Harry’ego i Rona. Za sobą na podłodze zostawiła torbę z książkami, a sama położyła ręce na stole.
–  Nie, właśnie chcieliśmy cię o to spytać – oznajmił Ron, biorąc wielkiego ziemniaka do ust.
Od poprzedniego wieczoru nikt nie widział Granger. Rano nie pojawiła się na śniadaniu, co było dziwne. Ginny pomyślała wtedy, że w końcu zdarzyło jej się zaspać i w końcu poczuje, jak to jest. Potem nie przyszła na lekcje. Gdy dowiedziała się, że nie zjawiła się na zajęciach, zaczęła się martwić. Hermiona nigdy nie opuszczała lekcji. Nigdy. Nawet, jak była chora, to brała eliksiry lecznicze od Pomfrey, ale mimo to była na lekcjach. A kiedy dodatkowo nie pojawiła się na obiedzie, ruda szybko wywnioskowała, że musiało się coś stać.
–  Walę obiad, idę jej szukać – powiedziała, wstając ze swojego miejsca. Nie pokwapiła się, by wziąć ze sobą torbę. Ruszyła w stronę wyjścia z Wielkiej Sali, gdzie zderzyła się z pewną osobą.
–  Jeju, przepraszam, nie zauważyłam Cię – Ginny podniosła wzrok. Przed nią stała Amber Parker z wyciągniętą ręką. Gryfonka skorzystała z niej, a gdy już stała, otrzepała się z niewidzialnego kurzu.
–  Dzięki – mruknęła ruda, po czym znowu zaczęła iść przed siebie. Zamierzała sprawdzić, czy jej przyjaciółka siedzi u siebie w pokoju. – Amber, czekaj! – krzyknęła, gdy coś jej się przypomniało. Podbiegła do Krukonki, dysząc lekko przy tym. – Nie wiesz może, gdzie jest Hermiona?
–  To ty nic nie wiesz? – zdziwiła się panna Parker, patrząc na rudowłosą. Była święcie przekonana, że już cała szkoła wie, co się stało, a tu taka miła niespodzianka.
–  A czego nie wiem?
–  To długa historia, ale opowiem Ci wszystko – westchnęła, po czym zaczęła mówić: – Wczoraj Hermiona wraz z Deanem mieli patrol. Gdy przechodzili obok wejścia do gabinetu McGonagall, spotkali Gryfonkę z pierwszego roku…
–  Amber, opowiedz mi to skrócie, proszę Cię – bąknęła Ginny, ciężko wdychając i przewracając oczami.
–  Okej, jak sobie chcesz. No więc okazało się, że w Zakazanym Lesie zaginęły jej dwie koleżanki i musieliśmy ich szukać. Hermiona trafiła na Malfoya i z tego, co wiem, to poszli na zachód. I nie wrócili o godzinie pierwszej, od rana też nikt nie widział ani tych dziewczynek, ani ich.
–  Czekaj, czy dobrze zrozumiałam… –  zaczęła panna Weasley – Hermiona zaginęła w Zakazanym Lesie? – spytała z zmartwionym wyrazem twarzy.
–  Tak. Wiesz, szkoda mi Pansy, tak się bała o Malfoya, że całą nockę zarwała.
Ginny dopiero zwróciła na to uwagę. Rzeczywiście, Pansy cały dzień chodziła niczym zjawa. Na śniadaniu była w miarę trzeźwa, na przerwach było trochę gorzej, ale radziła sobie. Jednak obiad był dla niej koszmarny. Siedziała, podpierając głowę na swojej lewej ręce, a w prawej trzymała widelec z nabitym na nim ziemniakiem. Przyglądała mu się naprawdę śpiącym wzrokiem. Usilnie szeroko otwierała oczy, choć chciały się zamknąć. Mrugała w zwolnionym tempie, przez co wyglądała trochę jak odurzona, co ruda mogłaby uznać za komiczne, gdyby sytuacja była inna.



.*.*.*.*.*.



–  Przepraszam, daleko jeszcze? – spytała babka z Ministerstwa, rozglądając się ze strachem po lesie.
Hermiona miała jej już dość. Przed wejściem do Zakazanego Lasu podkreśliła, że podróż może trwać długo, ale pani Elizabeth Levis wcale jej wtedy nie słuchała. W dodatku, kiedy grzecznie zwróciła jej uwagę, że biurowym stroju może być jej niewygodnie, powiedziała, że to nieistotne. Mimo, że miała około czterdziestu lat to zachowywała się jak obrażone dziecko. Hermiona pomyślała, że może nie chce jej się chodzić do jakiejś legendarnej Szkółki Merlina, tylko wolałaby siedzieć za swoim biurkiem w Ministerstwie i dlatego jest na nią zła. Nie wiedziała, że tak naprawdę pani Levis wątpi w istnienie znalezionego przez nią obiektu.
–  Nie, nie daleko – odpowiedział za nią Malfoy, buntowniczym tonem, na co pracownica Ministerstwa kiwnęła głową. Wyglądała koszmarnie. Ciasny kok był całkowicie zniszczony, podobnie jak beżowa garsonka poplamiona przez liście i nieliczne upadki kobiety. Draco naprawdę musiał się wysilać, aby nie roześmiać się jej w twarz. Hamował się głównie dlatego, że szła z nimi dyrektorka.
–  Malfoy, podejdź tu – poprosiła Hermiona w pewnym momencie, zatrzymując się na miniaturowej polance – to tu zaatakowały nas akromantule, czy trochę dalej? – zapytała dla pewności.
–  Jaka miła jesteś – blondyn zaśmiał się złośliwie.
–  To tu zaatakowały nas akromantule, czy dalej? – powtórzyła swoje pytanie. Chłopak rozejrzał się dookoła, aż w końcu się zdecydował.
–  Tak, to tu.
Szatynka ruszyła w lewo, gdzie biegli kilka godzin wcześniej. Szybko znalazła dowody na to, że rzeczywiście to jest dobra droga. Ściółka była bardzo naruszona, niektóre gałęzie połamane, a dodatkowo widać było, gdzie, i w który krzew wbiegła ona albo Ślizgon. W pewnym momencie zauważyła dół, do którego wpadli.
–  Pani dyrektor, to ta dziura – panna Granger, wskazała ją palcem. Profesor McGonagall podeszła do dziewczyna i przyjrzała się wejściu. Potem weszła do niego pierwsza, jak gdyby nigdy nic i w nim zniknęła. Hermiona poszła w jej ślady, a następnie Malfoy przepuścił panią Levis. Gryfonka nadal miała funkcję przewodnika, który prowadzi całą grupę.
Hermiona miała swojego rodzaju deja vu – znowu szła tym tunelem, nadal miała złamaną rękę. Jednak tym razem wycieczka trwała krócej – głównie dlatego, że dziewczyna znała już drogę i była pewna, że nie zginie.
–  No Malfoy, teraz będziesz musiał ofiarować swoją krew – stwierdziła kąśliwie, gdy dotarli do pierwszej przeszkody. Dotknęła ściany, a chłopak za pomocą zaklęcia zrobił sobie ranę. Potem posłusznie przyłożył rękę do koła, a ściana rozstąpiła się.
Piętnaście minut później Gryfonka wymawiała hasło przy kolejnej ścianie, a kolejne kilka minut potem zatrzymała się przy drzwiach. Elizabeth Levis natychmiast do nich podeszła, a profesor McGonagall zrobiła to zaraz za nią. Gdy pierwsza z nich przeczytała napis na plakietce, skrzywiła się. Nie sądziła, że odkrycie Szkółki Merlina to prawda i niemal przez całą drogę układała przemowę, którą podzieliłaby się z uczniami, gdyby to było kłamstwo. Dyrektor Hogwartu cały czas wierzyła w Draco i Hermionę, przez co była dumna z ich odkrycia.
–  Gryffindor i Slytherin otrzymują po sto punktów za specjalne zasługi dla szkoły – oznajmiła z uśmiechem, odwracając się do uczniów. Hermiona uniosła lekko kąciki ust w akcie zadowolenia, Malfoy natomiast uśmiechnął się kpiąco, jakby to była tylko formalność.
W tym samym czasie pracownica Ministerstwa Magii weszła do Szkółki i zaczęła coś spisywać w swoim notesiku, który niosła w ręku od początku drogi. Rozglądała się cały czas coś pisząc. Zaglądała w różne zakamarki pomieszczenia, jakby miała coś nowego odkryć. Gdy skończyła notować, zwróciła się do Hermiony, która cały czas była przewodnikiem.
–  A jak się stąd można wydostać?
–  Tędy… –  powiedziała panna Granger, po czym otworzyła jakieś drzwi. Kryły one za sobą ciemny i krótki korytarz. Chwilę potem były schody prowadzące w górę i drzwi, które otwierały się do góry. Szatynka otworzyła je, ukazując błonia Hogwartu. Gdy czwórka wygramoliła się z wyjścia, okazało się, że wyjście zostało ukryte w kawałku ściętego drzewa na skraju Zakazanego Lasu.



.*.*.*.*.



–  Nie wytrzymam dłużej! Idę jej szukać – oznajmił Harry, biorąc z kufra pelerynę-niewidkę.
–  Harry nie rób tego! A co jeśli też się zgubimy? Pogorszymy tylko sytuację! Harry, nie… –  Ginny próbowała przemówić mu do rozumu, jednak chłopak nic sobie z tego nie robił i wraz z Ronem wyszli z Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Ja im dam! – pomyślała, biegnąc do swojego dormitorium. Wzięła szybko bluzę i nie przejmując się zdziwionym spojrzeniem Romildy Vane wybiegła z pokoju. Gdy znalazła się na korytarzu, intuicyjnie ruszyła w stronę wyjścia ze szkoły. Musiała wybić pomysł szukania Hermiony, na który wpadł Harry i jej brat. Była pewna, że dyrektor McGonagall już się tym zajęła, w końcu wiedziała o całej sytuacji. W tym wypadku chłopcy nie powinni niepotrzebnie się narażać. Owszem, Hermiona była jej przyjaciółką i martwiła się o nią, jednak myślała racjonalnie i wolała nie iść nieprzygotowana do Zakazanego Lasu.
–  HARRY, RON CZEKAJCIE! – krzyknęła, gdy znalazła się na błoniach. Zwróciła uwagę wielu uczniów, jednak w tej chwili nie interesowało ją to. Biegła cały czas do chłopców, którzy czekali na nią niecierpliwie. – Proszę was… wracajcie… –  powiedziała, dysząc przy tym.
–  Nie ma mowy. Idziemy – oznajmił Harry, próbując ruszyć naprzód, ale dziewczyna złapała go za ramię.
–  Nigdzie nie idziecie.
–  Ginny, nie zostawimy tak tej sprawy. A jeśli coś jej się stało? – spytał tym razem Ron, patrząc na siostrę pewnym wzrokiem. Był pewny swojej decyzji i nie zamierzał się wycofywać.
–  Wiecie co? Nie macie za grosz rozumu – zdenerwowała się panna Weasley – idziecie do Zakazanego Lasu z peleryną-niewidką i różdżkami. Niewiele wam to da! A Hermionie na pewno nic się nie stało, nie mogło…
–  Chyba, że Malfoy ją zamordował – zauważył Potter, po czym odszedł wraz przyjacielem. Ginny nie zamierzała się poddać, dlatego ruszyła za nimi, cały czas próbując przemówić chłopcom do rozumu. Gdy znaleźli się na skraju lasu, straciła wiarę, że jej się uda.
–  Gdzie pan się wybiera, panie Potter? – usłyszeli głos profesor McGonagall. Odwrócili się zgodnie, a widok, który zastali zszokował ich.
Okazało się, że dyrektor Hogwartu pojawiła się znikąd przy pozostałościach ściętego drzewa. Obok niej stał Malfoy, patrzący na nich z podniesioną brwią i kpiącym uśmiechem na ustach. Słyszał część przemowy Ginny i niemal od razu połączył to ze zniknięciem jego i panny Granger. Zresztą, tą część o rzekomym morderstwie także usłyszał. Wtedy niemal machinalnie stwierdził, że Potter musi czytać w jego skrytych pragnieniach. Za dyrektorką stała Hermiona z ręką w temblaku i jak gdyby nigdy nic pomagała jakiejś kobiecie wyjść z dziury znajdującej się w ściętym drzewie. Najnormalniejszy widok pod Słońcem.
–  My do profesora Hagrida – uśmiechnął się, aby być bardziej przekonującym.



.*.*.*.



Sobotni poranek był słoneczny, chociaż dosyć chłodny. Mimo, że we wrześniu pogoda była iście letnia, to jesień musiała w końcu nadejść. Atmosfera w zamku była naprawdę gorąca. Wszyscy byli podekscytowani naborem do drużyny Gryffindoru. Nawet uczniowie z innych domów byli ciekawi, co w tym roku wymyślił Harry Potter, by doprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa.
Sam kapitan miał nadzieję, że jego plany nie wezmą w łeb i wszystko wypali. W końcu jego taktyka nie była łatwa i miał tego świadomość. Na początku, w fazie, gdy wymyślał ją wraz z Ronem, nie rozumiał jej do końca. Dopiero, kiedy wszystko zostało dopracowane, taktyka nabrała sensu, dzięki czemu Harry był pewny tego, że nie zawiedzie się na swojej pracy.
Prawdziwe wątpliwości dopadły go, gdy zobaczył, kto przyszedł na nabór. Przyszło wiele osób, a wszyscy liczyli na przyjęcie do drużyny. Na początku chłopak spróbował ocenić, czy znajdzie się ktoś, kto idealnie wpasuje się do jego skomplikowanej taktyki.
Szansa jest, nawet wielka – pomyślał optymistycznie. W duchu był zadowolony, że Gryfoni tak chętnie chcą grać w Quidditcha. Rozejrzał się jeszcze, nie wiedząc, jak zacząć, aż w końcu zdecydował się przemówić.
–  Cześć. Mam na imię Harry i jestem tegorocznym kapitanem drużyny Gryffindoru – zaczął niepewnie, nie wiedząc, co dokładnie powiedzieć.
–  To już wszyscy wiedzą – zaśmiał się jakiś chłopak, którego Wybraniec znał tylko z widzenia. Prawdopodobnie chodził na czwarty rok, chociaż wyglądał na starszego. Takie wrażenie sprawiał jego duży wzrost, który był naprawdę imponujący.
–  Dobra, podzielcie się na grupy w zależności od tego, kim chcecie być. Tutaj niech staną pałkarze, a obok ścigający – poprosił, na co Gryfoni zgodnie go posłuchali. Uczniów kandydujących na stanowisko ścigających było znacznie więcej, niż pałkarzy, ale Harry’emu to nie przeszkadzało.
–  Kapitanie, a co z obrońcą? – spytał pewien chłopak, który poszedł na stronę pałkarzy.
–  Właśnie, Ron, a co z obrońcą? – Hermiona szeptem zapytała rudzielca. Stali około trzech metrów od Harry’ego i przyglądali się naborowi do drużyny oraz wspierali przyjaciela. 
Hermiona również kibicowała Ginny, która chciała ponownie dostać się do drużyny.
–  Już znaleźliśmy – powiedział tylko, zostawiając jej niedosyt, a sam ponownie zaczął przyglądać się sytuacji. Hermiona przewróciła oczami, gdyż oczekiwała bardziej rozwiniętej wypowiedzi.
–  … tak więc jeśli wam się nie spodoba obrońca wybrany przez mnie, to ponownie zrobię nabór. Może być? – rzekł Potter, kończąc tym samym temat. Zarządził, żeby Gryfoni polecieli na trybuny i tam zaczekali na swoją kolej. Hermiona też tam poszła, aby poprzyglądać się wszystkiemu.
Harry prosił kandydatów na ścigających małymi grupkami – najczęściej trzyosobowymi. Na początku musieli oni wykonać wspólnie kilka ćwiczeń, na przykład takich jak podawanie sobie kafla. Potem prosił ich, żeby pokazali mu, co potrafią zrobić na miotle. Chodziło mu głównie o trudne do wykonania rzeczy, przykładowo zwód Wrońskiego, którego nie pokazał prawie nikt. Ron, który był na miotle przy Potterze, cały czas coś zawzięcie notował.
–  Dobra, pierwsza piętnastka za nami. Zainteresował cię ktoś? – spytał Weasley godzinę później, gdy jego przyjaciel zarządził dziesięciominutową przerwę. Oparł się o jeden ze słupków, patrząc przy tym na Harry’ego, który czyścił szkła swoich okularów.
–  Jeszcze nie. Niby mamy jeszcze do sprawdzenia dwadzieścia osób, ale czarno to widzę. Raczej rzadko się zdarza, żeby ścigający byli zwinni, jak szukający – powiedział zrezygnowanym głosem. Wiedział jednak, że nie podda się, gdyż nigdy tego nie robił. Potrzebował jedynie zebrać myśli do „kupy”. Przymknął na chwile powieki, żeby łatwiej mu się myślało.
–  Wiesz, ta Grace była niezła – zauważył Ron, przeglądając notatki.
–  Chodzi ci o wygląd, czy o grę? – zapytał Wybraniec z uśmiechem.
–  O wszystko – stwierdził rudzielec.
–  Dobra, jedziemy z tym koksem. Wołaj kolejną trójkę – rozkazał, po czym wbił się w powietrze.
Hermiona z zaciekawieniem oglądała, jak Harry dobiera swoją nową drużynę. Po przerwie było dużo ciekawiej. Gryfoni okazali się być bardzo zdolnymi graczami, przez co kapitan miał dylemat. Na początku miał wrażenie, że nie znajdzie nikogo idealnego, potem miał problem, żeby wybrać tylko trzy osoby, choć to jeszcze nie był koniec. Panna Granger zacisnęła dłonie, gdy Ginny wyleciała na boisko. W trójce z nią był jakiś gruby chłopczyk i koleżanka z piątej klasy, którą Hermiona znała tylko z widzenia. Ginny była najlepsza ze swojej grupy – bez dwóch zdań. Przy drugim zadaniu chłopczyk zrezygnował, nawet nie próbując czegoś zrobić, a dziewczyna prawie spadła z miotły. Panna Weasley była genialna. Wykonywała rzeczy, które umieli profesjonaliści. Zrobiła takie wrażenie, że wszyscy, którzy byli na trybunach szeptali: Dostanie się.
–  Gratuluję – powiedziała prefekt, gdy jej przyjaciółka siadała obok niej na ławce.
–  Dziękuję.
Gdy wywołano kolejną trójkę, Hermiona zdziwiła się. Nie wiedziała, czy zwidy, czy może to prawda, ale widziała… Carmen. Gdy ta ją zauważyła, pomachała jej. Wtedy szatynka miała pewność, że to ona. Przerwała rozmowę z Ginny, by poprzyglądać się dziewczynie.  Mimo, że była malutka (to najodpowiedniejsze określenie, gdyż była w trójce z dwoma chłopakami z szóstej klasy) to radziła sobie lepiej, niż reszta uczniów – nawet Ginny. Była tak zwinna i szybka, że co chwilę była w innym miejscu, w dodatku do bramek trafiała celnie. Przy prędkości, którą osiągała, było to trudne. Potem, gdy nadszedł etap pokazywania reszty umiejętności, Carmen oczarowała wszystkich. Robiła rzeczy, o których niektórzy nawet nie mieli pojęcia. Zwód Wrońskiego to był dla niej pikuś. Potrafiła robić świdra głową do dołu, nie używając przy tym miotły – tylko się jej trzymała, spadając w dół. Zbliżała się coraz bardziej do ziemi, a wciąż nie podrywała się do góry. W pewnym momencie Hermiona wstała, gdyż była pewna, że panna Vixen zderzy się z ziemią. Dwa metry przed murawą poderwała się gwałtownie, lecąc pionowo do góry. Potem wykonała jeszcze kilkanaście figur, po czym z gracją wylądowała na trybunach. Hermiona spojrzała na Harry’ego i Rona, którzy wymienili się znaczącymi spojrzeniami. Carmen dostała się do drużyny, choć oficjalnie jeszcze tego nie ogłoszono.
– Merlinie, nie wiedziałam, że Carmen ma taki talent – stwierdziła panna Granger, ponownie siadając.
–  Carmen? To Ty ją znasz? – zdziwiła się Ginny.
–  To jej szukałam, gdy zgubiłam się z Malfoyem w lesie – wytłumaczyła szatynka, przyglądając się ostatniej trójce, która leciała zaprezentować swoje umiejętności.
–  Naprawdę? No to nieźle… –  zaśmiała się Ruda – a jak ma na nazwisko?
–  Czekaj… –  poprosiła, by móc się chwilkę zastanowić – Vixen.
–  Ty, to chyba jest córka byłego gracza krajowej drużyny w Quidditcha – zauważyła siostra Rona – tylko, że jej stary był szukającym… –  dodała po chwili.
–  To by wyjaśniało, dlaczego jest taka mała, zwinna i szybka. A znając życie pewnie to on nauczył ją takich rzeczy.
–  Pewnie tak, ale to dobrze. Gryffindorowi przydadzą się tacy gracze, jak ona. Może i jej ojciec był graczem, ale ona też ma talent, który należy wykorzystać.
–  Całkowicie się z tobą zgadzam.




.*.*.



–  Na tobie w ogóle nie można polegać. Poprosiłem Cię, żebyś wykonał jedno małe zadanie, z którym najgorszy pacan by sobie poradził, ale ty swoje. Jak cały dom na tym ucierpi, to nic nie zrobię – powiedział ironicznie, z wyczuwalną wściekłością w głosie.
–  Nie denerwuj się tak, bo Ci żyłka pęknie. Po prostu o tym zapomniałem, każdemu się zdarza – próbował się bronić.
–  Ty o wszystkim zapominasz. Ja się dziwię, że nie zapomniałeś jeszcze, jak się nazywasz. To chyba twój największy sukces.
–  Wiesz co? Sam mogłeś to zrobić.
–  Dobrze wiedziałeś, że umówiłem się z Greengrass na korki – powiedział Malfoy, patrząc z wściekłością na Zabiniego.
–  Nie rozumiem po co. Przecież i jedna, i druga Greengrass są tak tępe, że szkoda słów. A poza tym nie wiem, co ci zaoferowała, że się zgodziłeś. Ty nikomu nie pomagasz za darmo.
–  Wisi mi przysługę. Co jednak nie zmienia faktu, że zawiodłeś na całej linii.
Draco przyśpieszył, żeby tylko zdążyć na czas. Myślał, że Zabini dorósł i można mu powierzyć małe i bardzo przyjemne, w jego mniemaniu, zadanie. Jednak pomylił się i stąd wzięła się jego wściekłość. Sam by to zrobił, ale fakt, że Astoria Greengrass wyskoczyła poprzedniego dnia z prośbą o pomoc w eliksirach, sprawił, że nie mógł tego zrobić. Właśnie dlatego poprosił Diabła o pomoc. Przyrzekł sobie, że już nigdy tego nie zrobi.
Gdy doszli do boiska, Malfoy mógł od razu stwierdzić, że jeszcze nie wszystko stracone. Słyszał mnóstwo różnych głosów – dziecięcych, dziewczęcych i męskich. Musiał jedynie wejść na trybuny tak, aby nikt się nie zorientował, że przyszedł na zwiady.
–  Cześć – usłyszał głos Pansy za swoimi plecami. Odwrócił się szybko uśmiechając się przy tym.
–  Cześć, Dygotko – powiedział Blaise, śmiejąc się przy tym.
–  Diabełku, nie raz i nie dwa mówiłam ci, że masz mnie tak nie nazywać – rzekła przesłodzonym tonem. Gdyby ktoś podsłuchał ich rozmowę nigdy nie powiedziałby, że są przyjaciółmi i to od wielu lat.
–  Co porabiasz w ten słoneczny, aczkolwiek wietrzny dzień? – spytał blondyn, próbując zamydlić oczy przyjaciółce.
–  Mogę was spytać, co robicie obok boiska, gdy trwa trening Gryffindoru? – zaciekawiła się dziewczyna. Chłopcy popatrzyli na siebie, ale nic nie powiedzieli. – Nie wejdziecie tam niezauważeni, jest tam za dużo ludzi. A poza tym i tak nie dzieje się tam nic ciekawego. Potter tylko bierze ich trójkami.
–  Serio?
–  Tak, Diabełku, serio. Nic ciekawego. Aczkolwiek, jeśli tylko chcecie, to wchodźcie – powiedziała, ruszając do zamku. Chwilę później przyjaciele do niej dołączyli. Skoro było tam dużo osób, to nawet Ślizgoni nie weszliby tam niezauważeni.




.*.



Harry przykucnął, opierając się o słupek przytrzymujący wielkie koło, do którego strzelali ścigający. Rozmyślał nad tym kogo przyjąć do drużyny. Chciał, żeby Gryffindor wygrał w tym roku Puchar Quidditcha w pięknym stylu. Starał sobie przypomnieć, co pokazała poszczególna osoba, patrząc na nią na trybunach. We wszystkich widział cechy, które cenił u graczy – jeden ma idealną budowę ciała, drugi świetne umiejętności, trzeci bardzo dobrą intuicję, czwarty jest niezwykle utalentowany, a piąty zawsze skuteczny. Jak miał wybrać tylko piątkę z tak ogromnej grupy? Miał wielki dylemat, jednak gdyby nie Ron nigdy nie podjąłby decyzji. Jego notatki były bardzo precyzyjne, czym przypomniał mu samą Hermionę. Narada chłopców trwała w najlepsze. W tym samym czasie  na trybunach Gryfoni rozmawiali, żartowali i dyskutowali na temat tego sezonu Quidditcha. Jednak, gdy Harry podleciał do nich na miotle, momentalnie umilkli. Potter wziął głęboki wdech, po czym zaczął mówić.
–  Decyzja była dla mnie niezwykle trudna, gdyż nie chciałem nikogo urazić. Wszyscy jesteście świetni i tylko dlatego miałem dylemat. Dlatego przejdę od razu do rzeczy. W tym roku Gryffindor reprezentować będą…



___________________
Cześć!
Wreszcie dowiedzieliście, co odkryli. Zaskoczeni? Mam nadzieję, że tak!
Teraz z każdym rozdziałem będzie więcej wątków Dramione - los (ja) nie da im odpocząć.
O statysktykach nie będę się wypowiadać (❤❤❤)
Miłej resztki wakacji! ❤
Selena - dzisiaj podpisuję się imieniem :D

14 komentarzy:

  1. Nareszcie! Boże, ten rozdział jest cudowny! Strasznie mi się podoba!
    Uwielbiam twojego Draco - jest taki inny... Nie potrafię tego określić. Po prostu go lubię!
    Ciekawe, kto będzie w drużynie Gryffindoru. Mimo że jestem stu procentową Gryfonką, to liczę, że Gryfoni przegrają - taka odmiana xD
    Najlepsza była scena pomiędzy Draco a Zabinim. Uwielbiam ich przyjaźń!
    Życzę weny i czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ❤
      Sprawiłaś, że szczerzę się do ekranu :D
      A co do meczu Gryfonów, to będzie niespodzianka... Także jestem stuprocentową Gryfonką i jeszcze nie jestem pewna, co z nimi zrobię.
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  2. Świetny rozdział! Bardzo przyjemnie mi się go czytało :) ahh i Ministerstwo dowiedziało się o szkółce :c byle się tam nie mieszali bo to miejsce powinno zostać takie magiczne jak jest <3 jestem spragniona Dramione :( było dużo o quidditchu mam nadzieje ze jakimś dziwnym cudem do drużyny wejdzie Hermiona :D czekam niecierpliwie na nowy rozdział

    Pozdrawiam, desagra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Obiecuję, że Ministerstwo nie skrzywdzi Szkółki :D
      Spokojnie, jeszcze będzie Dramione (opowiadanie będzie mieć 30 rozdziałów, więc pojawi się już niedługo).
      A co do Quidditcha, to wszystko wyjaśni się w następnym rozdziale :)
      Również pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  3. Ten rozdział jest magiczny...
    Dobrze,że Hermiona i Draco wrócili cali i zdrowi.
    To uroczę,że Harry i Ron ruszyli na ratunek Mionce, a wymówka do pani profesor wyszła świetnie.
    Jak mogłaś zakończyć tak? Byłam ciekawa, kto dostał się do drużyny.
    Czekam na następne rozdziały!
    Weny!
    Pozdrawiam,
    Beca
    Zapraszam na nowy rozdział do mnie:http://szukam-milosci.blogspot.com/2015/08/ivkto-wiele-pragnie-wiele-przezywa_17.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie!
      Spokojnie, wszystko zostanie wyjaśnione w następnym rozdziale :)
      Lecę czytać ;)
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  4. Ooooooo! Świetne *-* Szkółka Merlina *.* Dramione *-* Nabor mam nadzieję że Carmen Gin i jakoś zmusi Herm ;D

    ~P. B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Wszystko się wyjaśni.
      Pozdrawiam,
      Feltson

      Usuń
  5. Hej kocie!
    Jak widzisz moja droga wróciłam z wyjazdu i mam cholernie duże zaległości w czytaniu. Jakby wszyscy się uparli, że
    kiedy mnie nie ma trzeba dodawać rozdziały. Ale postaram się wszystko nadrobić :DDD

    Doskonale wiesz, że zaciekawiłaś mnie niemiłosiernie tą Szkółką Merlina. Dlatego tak szybko pochłonęłam ten rozdział :3
    McGonagall się troszku zdenerwowała, gdy opowiedzieli jej o Szkółce Merlina. Czy ona wie coś więcej? Coś, co stawia tę Szkółkę w innym świetle? Pewnie tak...
    " – No, właśnie słyszę, że starasz się nie seplenić…
    – Ty świnio!
    – W dodatku gadasz do siebie… " - Och, te ich wymiany zdań! :D

    "– Przepraszam, daleko jeszcze? – spytała babka z Ministerstwa, rozglądając się ze strachem po lesie." - A co, kurwa? Umbridge pochwaliła się przeżyciami w Zakazanym Lesie, hę?

    Kto będzie reprezentował Gryffindor? Ciekawa jestem, no przyznam :D

    http://harrmionehariet.blogspot.com/ - zapraszam do mnie cccccc;;;;;;;

    Weny!
    Hariet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hariet, kochana, wróciłaś! :D
      Niestety, wena nie wybiera :c Ale z ósemką już czekałam na ciebie :)
      Dziękuję serdecznie :)
      Feltson

      Usuń
  6. Dzisiaj trafiłam na to ff i mimo że jak na razie nie wydarzyło się nic wielkiego poza odkryciem szkółki to i tak kocham to 😍 tak mnie wciągnęło, już nie moge się doczekać kolejnego rozdziału 💞 życze weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję!
      Bardzo mi miło, że podoba ci się :D To jest naprawdę motywujące <3
      Kolejny rozdział już niedługo :)
      Feltson

      Usuń
  7. Cudowne opowiadanie! Cudowny rozdzial! Cudowna autorka i cudowny pomysl! Na razie nie mam sie jak rozpisac sle jak przejde na telefon to otrzymasz dluzszy komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo <3
      Cieszę się, że opowiadanie spodobało ci się :D
      Jasne, chętnie poczekam :)
      Feltson

      Usuń

Z całego serca dziękuję za każdy komentarz, który jest dla mnie kolejną dawką weny ♥

Theme by Mia